czwartek, 25 października 2012

Spostrzeżenia własne - przewodnik po Bornholmie

Bornholm to podobno miejsce bardzo chętnie odwiedzane przez turystów. Wtapia się to w politykę wielu państw które gospodarki swoich niewielkich i oddalonych od macierzy wysp starają się opierać na ruchu turystycznym. Jednak ten najbliższy Polsce pełnomorski skrawek lądu w niczym nie przypomina klasycznych kurortów śródziemnomorskich. Ciężko tu bowiem znaleźć wielopiętrowe hotele, słomiane parasolki na plażach, nocne kluby, atrakcje turystyczne czy tłumy wczasowiczów w ogóle.






Zachęcajka
Istotą urlopu na Bornholmie jest aktywna forma wypoczynku, cisza i spokój. Z naszych obserwacji wynika że wyspa jest chętnie odwiedzana w weekendy co widać w miejscach noclegowych późnymi wieczorami i wczesnymi porankami. Przemieniają się one wtedy w gwarne miejsca spotkań i rozmów. Wszystko to jednak cichnie o dość wczesnej porze, gdyż w trakcie krótkiego noclegu trzeba zregenerować siły na kolejny dzień wrażeń. Przy czym dzień nie oznacza "jak się obudzę". Pamiętam bowiem sobotni wieczór gdy przed hostelem widzieliśmy zaparkowanych kilkanaście samochodów i kilkadziesiąt rowerów a już o godzinie dziewiątej rano następnego poranka parkingi świeciły pustkami! Aktywna forma wypoczynku po części wynika z dobrej infrastruktury i prawie żadnej innej alternatywy. Nawet bowiem największe miasto na wyspie - jakkolwiek urocze i przyjemne - po czterech godzinach kręcenia się po małym centrum najzwyczajniej zaczyna nudzić. Zagadką jest natomiast reguła "rozpływania się powietrzu" urlopowiczów. Jeśli bowiem rzeczywiście na wyspie jest ich dużo, to w trakcie zwiedzania miasteczek czy innych atrakcji - ciężko natrafić na ich jakieś nadzwyczajne tłumy.
Spędzając na wyspie kilka dni zacząłem humorystycznie traktować ją jako zimną i drogą. Prognoza pogody zdecydowanie nie przypominała tej znanej z urlopowych krajów śródziemnomorskich. Jednak tak szczerze dopiero ostatniego dnia przy kiepskiej i wietrznej aurze byłem przymuszony do ubrania czegoś więcej niż krótkie spodenki i koszulka. Co więcej, 40 minut spędzone na jednej z nielicznych plaż zaowocowało nie tyle opalenizną co wręcz lekkim poparzeniem! Niestety drugiego ze wspomnianych aspektów - cen - nie można włożyć pomiędzy bajki. Rzeczywiście, Bornholm zgodnie z tendencją krajów Skandynawskich jest drogi. I nie da się tego obejść szukając tanich noclegów, jadłodajni "all you can eat" czy innych wynalazków znanych z południa kontynentu. Po kilku dniach można jednak zdać sobie sprawę że te wysokie ceny płaci się za sielski spokój i niemal brak jakiegokolwiek zagrożenia o czym pozwolę sobie wspomnieć w dalszej części wpisu.

Dojazd
Dla wielu krajanów Bornholm jest celem podróży promowych z Polski. Nie ma co się dziwić skoro regularne połączenia są utrzymywane ze Świnoujścia, Kołobrzegu i bodaj Gdańska. Jednak dla mieszkańców południowej Polski dobrą opcją może być nieco paradoksalnie brzmiąca trasa przez Szwecję. W chwili obecnej kilka lotnisk posiada bowiem bezpośrednie nisko-kosztowe połączenie z Malmö. Przelot z plecakiem bez większego wysiłku można zamknąć w 100 złotych od osoby, ale dalej trzeba się nieco nakombinować. My skorzystaliśmy z autobusów firmy Flygbussarna jednak zamiast do Malmö, pojechaliśmy tylko jeden przystanek - wysiadając na zjeździe z autostrady do małego miasteczka Svedala (przystanek Flygbussarna na trasie z lotniska do Malmö, przystanek na trasie ze Svedali na lotnisko). Bilety kupuje się u kierowcy płacąc wyłącznie kartą - więcej w rozdziale Ceny i finanse. Tam czekał nas dwukilometrowy spacer na stację kolejową skąd co około 30/40 minut odjeżdżają lokalne pociągi do Ystad. Lokalne oczywiście w rozumowaniu Szwedzkim, czyli wygodne, z gniazdkami do prądu, klimatyzowane i rozwijające prędkość nawet do 170 km! Bilety kupuje się w automatach - w Svedali trzeba znów płacić kartą, w Ystad można gotówką. W Ystad wsiedliśmy natomiast w prom firmy Færgen kursujący co cztery, a w sezonie letnim nawet co dwie godziny. Katamaran pływający na trasie jest opcją bardzo wygodną, gdyż na pokładzie znajduje się kilka sklepów bezcłowych jak też w pełni wyposażona restauracja. Nie ma co się dziwić, skoro z każdego rejsu korzysta kilkaset osób. W taki sposób dostaliśmy się do Rønne. Jako że miasto to jest stolicą wyspy, dzięki komunikacji miejskiej można się z niego dostać do prawie każdej miejscowości czy okolicznych kempingów. Koszt takiej opcji kombinowanej w naszym przypadku to około 100 złotych na samolot, 173 korony szwedzkie na bus i pociąg i €48 za prom. Problematyczna przy zakupie biletu na prom może być konieczność określenia dokładnie którym rejsem będzie się wracać. Z powodu rejsu przez morze oraz  tym że autobus łapie się na ostatnim przystanku (dodatkowo trasa wiedzie przez autostradę) warto przy planowaniu na wszelki wypadek dać sobie nieco zapasu czasowego. W naszym przypadku przez niekorzystny układ godzin aby dostać się na start samolotu zaplanowany na godzinę 15.55 z Rønne postanowiliśmy wypłynąć już o godzinie 6.30 rano. Jednak przy takiej okazji warto nadwyżkę czasu poświęcić na zwiedzanie Ystad o którym wspomnę w dalszej części.
Około pięć kilometrów od Rønne znajduje się także lotnisko. Przez cały rok połączenie z Kopenhagą obsługuje linia Danish Air Transport a w sezonie letnim uruchamiane są rejsy do Oslo (Widerøe) oraz Berlina (Air Berlin). Około dwóch lat temu na lotnisko operował też przewoźnik Norwegian, jednak najwyraźniej połączenie nie zyskało właściwej rentowności.



Noclegi na Bornholmie
Niestety jest to najbardziej kosztowna opcja w trakcie pobytu na wyspie. Zdecydowanie nie pomagają tutaj oferty "Pension" które - pamiętając wyjazdy do np. Hiszpanii - zwyczajowo oznaczają niewielki koszt. Cena w takim noclegu na Bornholmie najczęściej przekracza ceny jakie nam zaproponowano w hotelach trzy i czterogwiazdkowych w np. Włoszech! W miarę sensowną ofertą mogą być kempingi z własnym namiotem lub - w przypadku podróżowania większą grupą - wynajmowane w kilka osób domki kempingowe. W przypadku braku środka lokomocji minusem może być ich umiejscowienie - zazwyczaj poza miasteczkami.
Na swoje pięć nocy wybraliśmy należący do grupy Danhostel ośrodek w Rønne (Rønne Vandrerhjem przy ulicy Arsenalvej 12). Na wyspie znajduje się kilka hosteli grupy, jednak nasz wydawał się opcją najlepszą z racji bliskości do promu jak też umiejscowienia w największym mieście na wyspie (najwięcej sklepów, knajp itp.). Za pięć nocy w pokoju dwuosobowym (choć w środku były gotowe trzy piętrowe łóżka), z łazienką na korytarzu, bez śniadania i z własną pościelą zapłaciliśmy 2150 koron. Osoby nie posiadające międzynarodowej karty IYH zobowiązane są do dodatkowej opłaty w wysokości 160 koron za kartę, lub 35 koron za noc jeśli karta nie zostanie dokupiona. Na szczęście od nas ta opłata nie została pobrana. Hostel posiada 29 pokoi mieszczących od 1 do 8 osób. Na miejscu znajduje się duża i dobrze wyposażona kuchnia, pralki, duża sala TV z książkami i grami planszowymi, boiska, miejsce na ognisko/grill, sprzęt do minigolfa oraz parking. Można też wypożyczyć rowery obsługiwane przez działającą na całej wyspie firmę Boss Cykler. Siedmiobiegowym rowerem miejskim z wysoką kierownicą bez problemów można zjechać całą wyspę, niezależnie od typu nawierzchni czy nachylenia terenu. W zestawie jest zapięcie, pompka i bagażnik a za dodatkową opłatę można również otrzymać kask.



Rønne
Już podczas pierwszego porannego spaceru po Rønne miasteczko wywarło na nas pozytywne wrażenie. Spodobał nam się klimat leniwych, wąskich i krętych uliczek starszej części miasta. Niemal jak z bajki wyjęte wydawały się niewielkie domki, intensywnie kolorowe i obowiązkowo z kwitnącymi przy frontowej części malwami. Taki jest temat przewodni miasteczka, w którym w niewielu miejscach można spotkać zabudowę piętrową czy tak estetyczny i lubiany secesyjny charakter elewacji. Głównym punktem orientacyjnym jest znajdujący się na wzgórzu biały kościół - Św. Mikołaja. Jego wystrój to schludny minimal z ciekawostką w postaci modelu żaglowca przywieszonego pod oświetleniem. Znajdujące się w okolicach kościoła ulice Kapelvej i Havnebakken są dobrą propozycją na bezchmurne wieczory. Z kilku rozmieszczonych punktów widokowych z ławkami rozpościera się widok na port, Bałtyk oraz lekko zaokrągloną zatokę. Kilka knajpek znajduje się na niewielkim ryneczku miasta. Swoistą ciekawostką są Bornholmskie cmentarze. Bardzo estetycznym i ciekawym przykładem w Rønne jest ten znajdujący się przy ulicy Søndre Alle. W naszym przypadku celem stał się bardzo przypadkowo, jako że znajdował się na drodze z centrum miasta do hostelu.
Rønne, jakkolwiek szumnie można nazwać je stolicą wyspy, do zwiedzenia najciekawszych punktów potrzebuje około czterech godzin. Przy dłuższym pobycie zaczyna się po prostu nudzić. Koniec końców zwiedzanie można rozbić na kilka etapów w trakcie porannych spacerów do znajdujących się w centrum marketów.






Wyspa
Podobny charakter zwiedzania oferuje cała wyspa. Chociaż może dokładniejszym określeniem jest słowo "wymusza" zamiast "oferuje". Z powodu rozmiarów Bornholm zapewnia raczej niewielkie atrakcje co u fanów lenistwa może powodować spore nudy. Co innego dla zwolenników wypoczynku aktywnego którym proponuje się zjechanie wyspy wzdłuż i wszerz. Można tego dokonać zarówno samochodem, jak i - o czym później - rowerem.
W trakcie trzech wyjeżdżonych dni na Bornholmie zainteresowało mnie kilka miejsc i faktów. Przede wszystkim to uprawiane niemal z uporem maniaka wędzenie ryb. Prawie każda miejscowość na wybrzeżu posiada bowiem swoją charakterystyczną białą wędzarnię z kwadratowymi kominami. Niektóre z nich stają się atrakcją praktyczną, gdyż prowadzone przy nich restauracje oferują lokalne potrawy rybne. Dwoma najbardziej znanymi punktami turystycznymi są rozlokowane prawie po przeciwnych stronach wyspy zamek i plaże. Hammershus to ruina największej fortecy wybudowanej w północnej Europie w czasie średniowiecza. Pozostałe po niej mury oferują dziś fajne widoki na morze i północne wybrzeże wyspy. Na południu znajdują się natomiast podobno najszersze na bałtyckim wybrzeżu plaże. Rzeczywiście, bodaj najpopularniejsza z okolic Dueodde oferuje pamiętany z dzieciństwa i do dziś uwielbiany przeze mnie rodzaj drobnego piasku, który w tym miejscu przybiera białego koloru. Woda na Bornholmskim wybrzeżu sama w sobie jest czysta, chociaż w naszym przypadku miejscami dało się spotkać sporo glonów. Co istotne dla podróżujących z maluchami - plusem jest umiejscowione na odległość do kilkudziesięciu metrów płytkie dno oraz zwyczajowo nieco cieplejsza niż na polskim wybrzeżu woda.
Dla fanów zieleni interesujący może być też znajdujący się w centrum wyspy spory las. Fajnie się go pokonywało rowerami zarówno drogą asfaltową, jak też jednym z kilku wytyczonych tam szlaków turystycznych. Poza tym sporo niekoniecznie zapadających w pamięć, ale sprawiających jakąś chwilową frajdę atrakcji można znaleźć gdzieś po drodze. Mam tutaj na myśli malownicze pola, wiatraki czy ogółem widoki będące efektem dość zróżnicowanej powierzchni wyspy.




Rowery
Gdy opowiadałem znajomym o planach wyjazdu na Bornholm okazało się, że najczęściej w ich świadomości wyspa ta istniała jako mekka rowerzystów. Chociaż rzeczywiście tamtejsza infrastruktura raczej sprzyja cyklistom to widziałem ich tam zdecydowanie mniej niż np. na Majorce. Z drugiej strony Bornholm posiada nieco inny - nazwijmy to mniej kolarski - charakter niż Baleary. Chociaż większość ruchu kierowana jest na wydzielone szlaki turystyczne, to podróż rowerowa nie zawsze należy do łatwych i lekkich. Wszystko to za sprawą wzniesień. W ciągu trzech dni kilkukrotnie natrafiliśmy bowiem na znaki informujące o ponad dziesięciostopniowym nachyleniu zjazdu. Jak sprawa wyglądała przy podjazdach? Nie wiem, w końcu nikt nie będzie dołował rowerzysty informacją jak stromy czeka go podjazd. Fakt jest jednak taki, że w kilku miejscach nawet tak zaprawiony w bojach rowerzysta jak ja musiał się sporo napocić aby wjechać na najlżejszej przerzutce.
Na całej wyspie rozlokowanych zostało ponad dwadzieścia szlaków rowerowych. Są to zazwyczaj specjalnie wydzielone trasy obok dróg asfaltowych, przeznaczone ekskluzywnie pod ruch rowerowy, lub łączony z pieszym, motorowerowym i konnym. W zależności od miejsca ich nawierzchnia jest asfaltowa, lub równa i utwardzana w lasach, pomiędzy polami czy na wzgórzach. Będąc na szlaku przy odrobinie orientacji raczej nie można zgubić obranej drogi. Wszystko to za sprawą często rozlokowywanych znaków informujących o kierunku, odległości do celów i numerami szlaków. 
Koniec końców w ciągu trzech dni jeżdżenia na liczniku nabiliśmy nieco poniżej 250 kilometrów. Wszystko to włącznie z plażowaniem, zatrzymywaniem się w kilku miasteczkach czy miejscach w których akurat chciało się zrobić jakieś fotki. Podczas takiej jazdy nie przeszkadzał nam ani panujący czasami upał, ani niekiedy lekko kropiący deszcz. Sama frajda z tej nieokiełznanej lecz uprawianej na bazie niezłej infrastruktury wolności sprawiała że rzeczywiście z hostelu wychodziło się wcześnie rano i wracało w okolicach zmroku.




Ystad
Pineska na wiszącej na mojej ścianie mapie Europy została przypięta w Ystad dość przypadkowo. Choć początkowo nie planowaliśmy spędzenia tam większej ilości czasu, nadprogramowe zwiedzanie stało się faktem przez niekorzystne godziny kursowania promu. Koniec końców okazało się że gdy na Bornholm podróżuje się przez Szwecję, warto przynajmniej kilka godzin poświęcić na to niewielkie miasteczko.
Kręcąc się po centrum widać sporo sprzeczności. Z jednej strony kilkaset metrów od głównego ryneczku znajdują się parterowe drewniane domki mieszkalne. Charakterem przypominają i podpowiadają że znów należy się spodziewać urokliwej sielskości i leniwości. Jednak kilka ulic dalej napotyka się na przykłady zabudowy średniowiecznej (największe tego typu skupisko w Skandynawii) stylowe sklepy handlowe i wszelkiej maści knajpki. Gdzieniegdzie znajduje się też sporo wysokich gotyckich budynków podpowiadających dość monumentalne zapędy Ystad tamtych czasów. Ciekawym miejscem wartym poświęcenia kilkunastu minut jest znajdujący się przy głównym placu ewangelicko-luterański kościół Św. Marii. Ta dość sporych rozmiarów świątynia w środku kryje bardzo estetyczne połączenie białych ścian, drewnianych zabudowanych ławek i wiekowych eksponatów dekoracyjnych jak choćby malowane na drewnie obrazy.
Przypadkowo odkrytym miejscem na chwilę relaksu jest knajpowy ogród znajdujący się w okolicach klasztoru Św. Piotra. Za niezaprzeczalny urok tamtego miejsca odpowiada otaczająca zieleń, wiekowe metalowe ławki oraz niewielki strumyk przepływający przez środek placu.




Ceny i finanse
Jak już zaznaczałem we wpisie "Cenowy twister", paradoksem jest atrakcyjność cenowa ciepłych krajów południa kontynentu i drożyzna połączona z nikłą atrakcyjnością turystyczną Skandynawii. Rzeczywiście, zarówno Szwecja jak i Dania należą do jednych z najdroższych krajów w Europie i planując wyjazd na Bornholm należy spodziewać się zwiększonych wydatków. Największy na to wpływ ma cena noclegu. Wybierając bardziej kempingową formę wypoczynku można nieco zaoszczędzić dzięki własnemu wyżywieniu przygotowywanemu na miejscu. Zakupy można robić w marketach rozlokowanych w niemal każdym miasteczku. Najlepszą ofertę cenową stanowi sieć Netto. Jej sklepy znaleźć można w Rønne, Nexø, Allinge czy Akirkeby. Przykładowe ceny produktów: Ice Tea i soki 1,5 litra 8-14dkk, cztery czekoladowe muffiny 17dkk, chrupki ryżowe smakowe 20dkk, mrożona pizza 28dkk, makaron 4dkk, sos pomidorowy 5dkk, 500 gramowy koszyczek truskawek 20dkk, puszka piwa 4-15dkk w zależności od typu. Niestety pozostałe formy urlopowania jak stołowanie się w restauracjach czy nawet zwykła kawa/piwo wypite na mieście jest raczej drogie. Przykładem może być zestaw Røget Sild i Sol Over Gudhjem (czyli niewielkich rozmiarów wędzone śledzie z warzywkami, solą morską i jajecznym żółtkiem) plus małe piwo, który kosztował nas około 90 złotych. Wspomniane piwo - biorąc pod uwagę jego wielkość - było droższe nawet niż te pite w pubach w centrum również drogiego Dublina!
Jak już wspomniałem na wstępie, istotnym składnikiem wysokich cen jest zastany na wyspie spokój i poczucie bezkresnego bezpieczeństwa. W przeciwieństwie do krajów Śródziemnomorskich na Bornholmie raczej nie występuje emigracja a większość mieszkańców zdaje się prowadzić życie na zadowalającym ich poziomie. O bezpieczeństwie i zaufaniu do drugiego człowieka może świadczyć kilka faktów. Otóż nocleg w hostelu został umówiony drogą mailową bez jakiejkolwiek przedpłaty. Na miejsce dotarliśmy około godziny 22. a przy zamkniętej recepcji zastaliśmy zaadresowaną na moje nazwisko kopertę z kluczem do pokoju. Ot tak, bez wcześniejszego zameldowania się, płacąc za nocleg dopiero w okolicach południa dnia następnego. Podobnie wyglądała kwestia rowerów które dostaliśmy bez żadnej kaucji a za które zapłaciliśmy dopiero w momencie zwrotu. Same rowery przypinało się gdziekolwiek przy użyciu blokującego szprychy zamka a nie znanych z Polski grubych łańcuchów. Tak zabezpieczony rower wraz z kaskami, napojami i innym osprzętem do jazdy zostawiało się na kilka godzin bez żadnej obawy o kradzież. Co więcej, w bodaj Svaneke zapomniałem z roweru odpiąć swój smartfon. Gdy wróciłem po około 40 minutach pojazdy zastaliśmy przestawione w nieco inne miejsce - najprawdopodobniej blokowały komuś wyjazd. Sam telefon - choć umieszczony był w bardzo dobrze widocznym zaczepie na kierownicy - czekał na mnie na swoim miejscu! Powiem szczerze, pomimo początkowego przerażenia wysokimi cenami warto zacisnąć zęby i doświadczyć tego klimatu beztroski i ogólnego bezpieczeństwa. Po dwóch dniach zaczyna się to bardzo podobać!
Ze spraw technicznych, nasza zwariowana opcja podróży przez Szwecję zaowocowała posiadaniem przy sobie pięciu walut. Okazało się bowiem że w centrum Wrocławia ciężko jest zdobyć odpowiednią ilość koron duńskich i szwedzkich, dlatego trzeba było się ratować kupionymi Euro, lub zapasem walut innych krajów ościennych. W niektórych miejscach jak hostel czy kasa biletowa na promy okazało się że nie ma problemu z płaceniem w Euro. Co więcej, w Szwecji w niektórych miejscach jedyną dopuszczalną formą płatności była karta. Na szczęście w obu przypadkach przeliczniki były na akceptowalnych poziomach. W przypadku płatności kartą okazało się nawet że przelicznik przy transakcji był około 1,5% gorszy niż uzyskałem w kantorze w Polsce. Warto więc jednak rozważyć opcję płatności plastikiem. Dla zwolenników waluty w ręce kurs kantorowy korony szwedzkiej w ciągu ostatniego roku wahał się pomiędzy 0,46 a 0,51, natomiast korony duńskiej od 0,54 do 0,62.

Linki, tips & tricks

Szwecja
Lotnisko w Malmö: www.swedavia.com/malmo/
Flygbussarna - dojazd m.in. z lotniska do Svedali i Malmö: www.flygbussarna.se
Kolej ze Svedali do Ystad: www.skanetrafiken.se

Dania
Promy na Bornholm:
Bornholm - Ystad/Sassnitz: www.faergen.com
Świnoujście - Ystad i Sasnitz - Rønne: www.polferries.pl
Kołobrzeg - Nexø: www.kzp.kolobrzeg.pl 

Hostel w Rønne:
Danhostel Rønne (Rønne Vandrerhjem)
Asenalvej 12
3720 Rønne 
+45 5695 1340
Pozostałe hostele sieci Danhostel na Bornholmie: www.danhostel-bornholm.dk

Wypożyczalnia rowerów:
Boss Cykler
Balka, Kannikegardsvej 10
3730 Nexø
Tel: +45 56 49 44 74
info@bosscykler.dk

drugi adres:
Søndergade 14
3740 Svaneke
Tel: +45 56 49 75 74

Publiczny transport autobusowy: www.bat.dk
Na wyspie działa 10 linii autobusowych łączących prawie wszystkie miasteczka. Niektóre autobusy posiadają specjalne bagażniki na rowery.

Przewodniki
W miejscach turystycznych warto rozglądać się za darmowymi przewodnikami. Dostępne jest m.in. wydanie w języku Polskim "Witamy na Bornholmie" o nakładzie 25 tysięcy sztuk. Drukuje je wydawnictwo Bornholms Tidende A/S w Rønne a tłumaczeniem zajmuje się Pani Elżbieta Mikulska. Rewelacyjny w planowaniu rowerowych tras po wyspie jest również wydawane w trzech językach (duńskim, niemieckim i angielskim) mapowy przewodnik "Bornholm". Za jego druk odpowiedzialna jest firma kortguide-bornholm.dk a dostępny jest w wielu miejscach turystycznych, jak również na promie z Ystad. Jego najważniejszym elementem jest bardzo dokładna, rozmieszczona na kilkudziesięciu stronach mapa wyspy i poszczególnych miasteczek. Oprócz atrakcji zamieszczone zostały również szlaki rowerowe i trasy publicznego transportu autobusowego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz