Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tanie bilety lotnicze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tanie bilety lotnicze. Pokaż wszystkie posty

środa, 17 lipca 2019

Nowa funkcjonalność wyszukiwarki lotów Google

TL;DR Wyszukiwarka lotów Google zyskała ostatnio opcję wyszukiwania lotów z kilku miast jednocześnie. Jest to bardzo przydatna funkcjonalność jeśli zamiast konkretnego miasta chce się polecieć do danego kraju, lub po prostu jego regionu.

Jakiś czas temu przedstawiałem Wam nowe wtedy wyszukiwarki połączeń lotniczych - AZair.com oraz wchodzącą wtedy na rynek wyszukiwarkę Google. Pierwsza z nich była pisana przez i dla nisko-kosztowych freaków. Twórcy znali więc niekiedy dziwaczne potrzeby takich osób i - trzeba przyznać - całkiem celnie je zaspokajali. Google wynikami wyszukiwania celował bardziej w klientelę biznesową, potrzebującą polecieć na trasie A-B-A, tą samą linią lotniczą lub wewnątrz aliansu.

Gdy kilka tygodni temu studiowałem opcje dolotu do i po Ameryce Południowej, natrafiłem jednak na nowe funkcjonalności. Pierwsza z nich to opcja wyszukania lotów ze wskazanego lotniska do wybranego kraju. Przykładowo gdy wpisałem że chcę lecieć z Limy do Ekwadoru, wyświetlała mi się mapa z zaznaczonymi ekwadorskimi lotniskami, oraz cenami na dany dzień lotu. Oczywiście wciąż nie było opcji przeskanowania cen na przestrzeni przykładowo jednego miesiąca, niemniej pozwoliło na rozeznanie się jakie lotniska są w danym kraju, oraz jakie mniej więcej poziomy cenowe obowiązują. Była to dla mnie kopalnia wiedzy o tym totalnie nieznanym zakątku naszej planety.

flights.google.com - propozycje lotów z Limy do Ekwadoru

Druga funkcjonalność, to piekielnie przydatna możliwość wyszukania lotów z kilku do kilku miejsc jednocześnie.  Opcja taka była pośrednio dostępna przy miastach obsługiwanych przez wiele lotnisk. Przykładowo Warszawa ze swoim lotniskiem Chopina i Modlinem, Mediolan przez Linate, Malpensę czy Bergamo, lub Buenos Aires z lotniskiem dla ruchu krajowego Jorge Newbery i międzynarodowego Ezeiza. Teraz jednak do jednego wyszukania można dodać lotniska niezwiązane z danym miastem czy regionem.

Załóżmy więc, że mieszkamy na pograniczu Górnego Śląska i Małopolski, gdzie równie blisko nam do Pyrzowic, jak też na Balice. Nie jesteśmy natomiast zdecydowani czy na tydzień chcemy lecieć do Barcelony, Palermo, Alicante czy Malagi.

flights.google.com - propozycje lotów z Katowic lub Krakowa do Barcelony, Palermo, Alicante lub Malagi

Gdy w wyszukiwarce kliknie się na miejsce wylotu/przylotu, w górnej prawej części nowej warstwy jest mały znak plusa. Kliknięcie go uruchomi możliwość dopisania nowych miast. W ten sposób możemy znaleźć odpowiedź na pytanie powyżej.

flights.google.com - przycisk umożliwiający szukanie lotów do wielu miast jednocześnie

Funkcjonalność wielu miast jest jeszcze bardziej przydatna w połączeniu z multicity. Znów podeprę się tutaj planowaniem naszej Ameryki Południowej. Wiedzieliśmy bowiem, że chcemy lecieć z Warszawy do Kolumbii (międzynarodowe połączenia są do Bogoty, Medellin i Cartageny) lub Ekwadoru (Quito lub Guayaquil). Wracać chcieliśmy natomiast z południa kontynentu do naszych rodzinnych miast - Wrocławia lub Rzeszowa. Obrazek poniżej pokazuje, że da się znaleźć nawet tak pokrętną opcję. Przeczesanie kilku dni w dal i wstecz pokazało również, że pomimo możliwości dolotów do Medellin i Cartageny, najtańsze bilety są jednak do Bogoty.

flights.google.com - propozycje lotów z wielu do wielu miast w opcji multicity

Podsumowując, polecam pobawienie się tą opcją. Znacznie przyspiesza ona proces szukania tanich biletów i sprawdza się rewelacyjnie, o ile nie jesteście przekonani co do jedynego możliwego celu swojej podróży. Nie przesadźcie tylko z ilością możliwości. Jeśli wstawicie zbyt dużo potencjalnych miejsc, nawet Google nie podoła takiemu wyszukiwaniu ;)

niedziela, 30 czerwca 2019

Zakup biletów lotniczych u pośredników

TL;DR Szukając najtańszych biletów lotniczych warto nie tylko znać się na ofertach poszczególnych przewoźników, ale również firm pośredniczących. Różnica w cenach za tą samą kombinację lotów może bowiem sięgać nawet 10%!

 

Dlaczego pośrednicy?

W czasach lotów nisko-kosztowych po Europie sprawa wyszukiwania tanich biletów była prosta. Wystarczyło wejść na stronę linii. Opcjonalnie na serwisy wspomagające typu Skyscanner czy AZair, aby wyszukać jakąś kombinację przesiadek. Strona przewoźnika była bowiem jedynym kanałem sprzedażowym i cena na niej była obowiązująca wszędzie.

Teraz mamy czasy, gdy granica pomiędzy przewoźnikami nisko-kosztowymi i sieciowymi nieco się zaciera. Po pierwsze tzw. tanie linie lotnicze stały się drogie. Po wtóre, kilka lat po czasach studenckich udało się wejść na taki poziom zarobków, że lepiej jest wydać trzysta złotych więcej, aby z wakacyjnym spokojem ducha lecieć przy zapewnionych przesiadkach na główne lotniska interesujących nas miejsc.

W związku z tym, do gry dochodzi całe dziedzictwo możliwości związanych z przewoźnikami sieciowymi. A te od wielu lat jako istotny kanał sprzedażowy stosują wszelkie biura podróży czy pośredniaki. Jeśli macie w domu telewizor, z pewnością kojarzycie obecne jakiś czas reklamy mówiące o różnych cenach za ten sam pokój hotelowy. Niestety, w przypadku biletów lotniczych mamy do czynienia z podobnym piekłem różnorodności ofert i kruczków.

Wyszukiwarka Google i przekierowania do kolejnych pośredników

Nad złożonością tego zagadnienia zdałem sobie sprawę podczas researchu związanego z naszą Ameryką Południową. Całkiem nieźle w tej kwestii sprawdziła się wyszukiwarka Google. Niemniej gdy znajdowała mi ona jakąś ciekawą opcję połączeń, prezentowana cena była najczęściej ofertą któregoś z pośredników.

Przykładowe wyniki wyszukania na flights.google.com

Na obrazku powyżej widzicie, bezpośrednio można przejść na stronę wyłącznie lucky2go, do Lufthansy muszę zadzwonić, a Air Canada nawet nie wie za ile chce mi te loty sprzedać. Gwoli wyjaśnienia, konieczność zadzwonienia do linii lotniczej jest w pewnym sensie zrozumiała. Rozszyfrowując bowiem numery lotów wychodzi, że z Warszawy do Bogoty lecimy przez Toronto. Co ciekawe, chociaż odcinek Warszawa - Toronto jest wykonywany na pokładzie Air Canada, to formalnie (poprzez umowę Code Share) jest sprzedawana jako lot Lufthansy. Jest to efekt szeregu umów, aliansów i innych spraw czyniących rzeczywistość bardziej skomplikowaną, ale mających nam pomóc.

Ale wracając do wątku, klikam zatem na przycisk, przechodzę na stronę pośrednika, który wyrzuca mi cenę jeszcze niższą niż wyszukiwarka Google. W sumie to fajnie :-) 

Cena wybranej kombinacji po przejściu na stronę lucky2go

Kolejna wyszukiwarka - Kayak

Coś mnie jednak podkusiło, aby sprawdzić co mi wyszuka konkurencja. Wchodzę więc przykładowo na Kayak i wpisuję dokładnie taką samą datę i kierunki lotów. Mechanizm znalazł moją kombinację ponad 150 złotych tańszą, niż pośrednik wyświetlany na Google. Co ciekawe, moja kombinacja była pod względem ceny dopiero dziewiątą dostępną. Kayak pokazał mi bowiem, że wracając przez São Paulo i Zurych (na pokładzie Argentinas Aerolineas i SWISS) jestem w stanie zaoszczędzić kolejną niemal stówkę.

Wyniki wyszukiwania lotów na kayak.pl

Pozostawmy jednak opcję szwajcarską. Kierowany wieloletnim doświadczeniem z Ryanair wolę dotrzeć do niemal końca procesu rezerwacyjnego aby zobaczyć, czy nie czeka mnie jakaś niespodzianka.

Wyższa cena biletu na gotogate.pl przy płatności kartą inną niż VISA

Przeczucie okazało się słuszne. Wspomniana cena jest już po rabacie przysługującym za płatność kartą VISA. Wszystkie pozostałe karty, jak też płatność dotpay oznacza cenę droższą o ponad stówkę. Co ciekawe, kiedyś pośrednicy po prostu dodawali jakąś kwotę przy płatności dokonywanej niepromowaną kartą. Po zabiegu marketingowym koszty jakby nie są dodawane, natomiast udzielany jest rabat ;)

Ślepy trop - szukam bezpośrednio

Pomyślałem więc sobie - może to efekt korzystania z pośrednictwa Kayaka. Wchodzę więc na stronę Gotogate. Oczywiście staram się unikać śledzenia, dlatego robię to w innej przeglądarce i korzystając z trybu incognito. Znów wyszukuję rejsy ze wskazanych lotnisk, na wybraną datę. Po chwili przecieram oczy ze zdumienia - ceny są o ponad 200 złotych droższe!

Wyniki wyszukiwania lotów bezpośrednio na stronie gotogate.pl

Nieznana dotąd kombinacja lotów na Skyscanner

Mając już kompletny mętlik w głowie, sprawdzam tą samą opcję lotów na Skyscanner. Owszem, opcja Lufthansowa, lub SWISS przez São Paulo i Zurych są w mniej więcej podobnej cenie co u konkurencji. Jednak mechanizm wyszukał mi nieznaną wcześniej kombinację - na pokładzie Turkisha, LOT i Avianci z przesiadkami w Stambule, Nowym Jorku i znów São Paulo. Przyznaję, mamy do czynienia z długimi przesiadkami (w tym w Stanach Zjednoczonych - patrz: konieczność procedury wizowej), jednak cena sumaryczna po raz pierwszy zeszła poniżej czterech tysięcy.

Opcja lotów znaleziona na stronie skyscanner.pl

Jeszcze na sam koniec sprzedam Wam info, że część osób wyszukuje oferty na szwedzkiej wersji Skyscanner. Przykład naszej daty tego nie potwierdza, ale podczas poszukiwań na naszą Amerykę Południową widziałem przypadki, na których można było oszczędzić jeszcze trzy stówki.

Niestety, chociaż żyjemy w świecie globalizacji, multi-porównywarek i szybkiego dostępu do informacji, internet nie jest w stanie udzielić nam najlepszej odpowiedzi na nasze pytania. Każda wyszukiwarka wypluwa nam inną cenę za tą samą kombinację lotów, albo z jakiegoś powodu wynajduje inną kombinację, atrakcyjniejszą cenowo, jednak niedostępną dla konkurencji. Jeśli jesteś przewrażliwiony na punkcie ceny - być może świadomość jej rozstrzału na poziomie blisko 10% może Cię doprowadzić do szału. Czasami może jednak lepiej kupić coś po akceptowalnym przez Ciebie koszcie i odciąć się od internetu. Tak, aby nie kusiło sprawdzenie czy przypadkiem ceny nie uległy gdzieś zmianie?

niedziela, 23 czerwca 2019

Pomyślcie o lotach open-jaw


Loty open-jaw (lub często określane jako multicity) to - w sposób ogólnikowy - odstępstwo od standardowego powrotnego rejsu A-B-A. Można je podzielić na trzy typy:
  • destination open-jaw - gdy powrót następuje z innego lotniska na którym pierwotnie się wylądowało
  • origin open-jaw - gdy powrót następuje z tego samego lotniska, jednak w miejsce inne, z którego się podróż zaczynało
  • double open-jaw - pozornie wygląda jakby to były dwa niezależne od siebie odcinki

Spora część kombinujących podróżników z pewnością stosowała coś takiego na pokładach przewoźników nisko-kosztowych. Nie rozróżniają oni cenowo podróży jednoodcinkowych i powrotnych - cena ostateczna jest sumą cen za oba loty. Tak więc szukaliśmy, ponieważ dzień operacji nam nie pasował, a bo to godzina lotu lub cena była nieodpowiednia. W ten sposób półtora roku temu polecieliśmy na weekend do Izraela. W sobotę z rana start z Chopina do Ejlatu (Wizz Air), w niedzielę wieczorem powrót z Ejlatu do Modlina - przykład origin open-jaw.

Na szczęście ostatnio coraz łatwiej jest podróżować w ten sposób również u przewoźników sieciowych. Część z nich zaczyna bowiem cywilizować ceny lotów w jedną stronę, dzięki czemu suma cen obu również staje się akceptowalna.

Skorzystałem w ten sposób przy okazji podróży na konferencję Frontcon w Rydze. Gdy nie było różnicy cenowej, pracodawca nie robił mi problemu abym kupił bilety z Warszawy do Rygi i z Tallinna do Warszawy. Była to bowiem moja trzecia wizyta na Łotwie i większą wartość miał pokonferencyjny weekend spędzony w Estonii. Dolot airBaltic załatwiłem sobie oczywiście we własnym zakresie :-)

Open-jaw swoją wartość ujawniają jednak przede wszystkim przy dłuższych wyprawach. Gdy lecieliśmy na ponad dwa tygodnie do Wietnamu, zakładaliśmy zwiedzenie kraju wzdłuż i wszerz*. Początkowo braliśmy pod uwagę opcję Air China do Hanoi. Okazało się jednak że dolot do Hanoi i powrót z Ho Chi Minh jest dokładnie w takiej samej cenie, co bilety powrotne. Dla nas open-jaw stał się więc oszczędnością czasu i kosztów, ponieważ nie musieliśmy już załatwiać powrotu do Hanoi. Warto dodać, że mogłoby to oznaczać odcinek około 1000 kilometrów.

Wygląda na to, że Air China regularnie włącza w swoje promocje opcje open-jaw. Ostatnio zastanawialiśmy się bowiem nad Koreą Południową. W tej samej cenie mogliśmy lecieć na Jeju, albo wylądować w Seulu i z Jeju wracać.

Silna siatka linii to jedno. Jednak prawdziwa moc open-jaw ujawnia się przy ogólnoświatowych aliansach. Planując zrąb podróży do Ameryki Południowej mieliśmy sporą zagwozdkę z hopką przez ocean. A bo nie znamy za bardzo krajów, bo czas pobytu na miejscu jest długi, bo będziemy wracali z zupełnie innego miejsca na kontynencie itp. Zakładaliśmy więc, że będziemy musieli kupić dwa pojedyncze bilety i albo przełknąć gorzką pigułkę ogromnej ceny, albo kombinować z charterami, lub z lotami powrotnymi, w których na drugi etap po prostu się nie stawimy.

Niespodzianka, okazało się bowiem, że byliśmy w stanie znaleźć przystępną cenę za rejs z Warszawy do Bogoty, powrót natomiast zorganizować z Buenos Aires do Wrocławia lub Rzeszowa. Żeby już bezpośrednio z lotniska, z plecakami wejść do rodzinnych domów gotowych na święta :-)

Wyszukiwarka google znalazła nam połączenie do Ameryki Południowej na pokładzie Air Canada przez Toronto. Powrót natomiast był łączony - przez São Paulo i Monachium. Z czego pierwszy odcinek na pokładzie LATAM, następne dwa natomiast u Lufthansy.


Przykładowa trasa wraz z cenami do Ameryki Południowej

Warto zwrócić uwagę na fakt, że same linie lotnicze czasami nie wyszukują najlepszych dla nas połączeń. W przypadku powyżej trzeba by było skontaktować się z przewoźnikiem, lub skorzystać z usług pośrednika. Wszystko jednak powinno być zorganizowane na jednym bilecie, przesiadki pomiędzy operatorami powinny zatem być gwarantowane.

Oczywiście żeby nie być gołosłownym, poniżej zamieszczam przykładowe ceny lotów powrotnych z Warszawy do Bogoty w tych samych terminach co open-jaw.

Przykładowe ceny z Warszawy do Bogoty

Na obrazku powyżej może się wydawać, że moja teoria upadła. Bilety Air Canada kosztują nieco powyżej czterech tysięcy. Turkish jest jeszcze tańszy, chociaż konieczność ponad-dobowej przesiadki w Stambule, lub jakiejkolwiek w Hawanie w mojej opinii kasuje te opcje.

Jednak całość wraca do normy sprawdzając drugi odcinek - z Buenos Aires do Wrocławia. Tutaj ceny są spore. Po pierwsze że sama Argentyna potrafi być droga, po drugie że powrót mamy na lotnisko lokalne, ze względnie niewielką konkurencją.

Przykładowe ceny lotów z Wrocławia do Buenos Aires


Nie będę potwierdzał obrazkami, jednak wspomnę, że bilety kupowane osobno nadal są drogie. W tych samych terminach Air Canada chce za odcinek z Warszawy do Bogoty 3251 złotych. Natomiast za powrót z Buenos Aires do Wrocławia, Lufthansa życzy sobie 6668 złotych.

* Ostatecznie okazało się, że plan zwiedzania Wietnamu wzdłuż i wszerz to nie był najlepszy pomysł. Gdy zaczęliśmy studiować kraj, napotkaliśmy ogrom miejsc do odwiedzenia. Przy posiadanych 16 dniach okazało się, że musieliśmy wycinać nawet najważniejsze atrakcje, jak trekking i ogromne jaskinie w środkowej części kraju. Dziś jednym tchem jesteśmy w stanie wymienić nowe atrakcje, które spokojnie wypełniłyby kolejne 16 dni na miejscu. Zaczęliśmy więc się zastanawiać, czy być może nie lepiej by było jednak wracać z Hanoi, ale dzięki temu kompleksowo zwiedzić północną i północne regiony środkowej części kraju.

środa, 19 czerwca 2019

Loty po Ameryce Południowej

TL;DR Loty wewnętrzne w większości krajów Ameryki Południowej są tanie - w niektórych zaczynają się poniżej stu złotych. Połączenia pomiędzy krajami Ameryki Południowej najczęściej kosztują powyżej tysiąca złotych w jedną stronę. Poza wyjątkami (Kolumbia - Ekwador, Peru - Boliwia i Peru - Chile - Argentyna) trzeba kombinować z odcinkami autobusowymi pomiędzy bliskimi lotniskami w obu krajach.


Planując podróż po Ameryce Południowej nie można pominąć odcinków lotniczych. Większa część Kolumbii leży na półkuli północnej. Ushuaia, miasto na południowym kraniuszku Patagonii, znajduje się natomiast na 54. stopniu szerokości geograficznej południowej. Obrazowo, jakby z nieco powyżej północnych rubieży Madagaskaru zmierzać aż do Gdyni. Daleko, nie?

Tłumacząc dalej na nasze, europejskie, wątek oparłby się o wejście na strony kilku linii lotniczych i rozpoznanie się w cenach. By się oparł gdyby nie to, że jedziemy w zupełnie inny świat, gdzie wielu rzeczy trzeba się uczyć od nowa. Niestety, tak też było w przypadku podróży lotniczych, gdzie ceny biletów w jedną stronę mogłyby śmiało konkurować z cenami powrotnych hopek przez ocean. Bloker? Bardziej wyzwanie, kubek kawy, dwa dni siedzenia przy komputerze i rozkładanie tematu na części pierwsze.

Loty krajowe po Ameryce Południowej

Większość rejsów po Ameryce Południowej odbywa się wewnątrz własnych krajów. Koszty takich lotów są bardzo akceptowalne. Przykładowo wewnątrz stosunkowo niewielkiej Boliwii można polecieć od 200 złotych. Strzał przez połowę długiego Peru lub Chile może się zamknąć w stówce za ofertę podstawową w jedną stronę.

Loty międzynarodowe po Ameryce Południowej

Niestety dużo gorzej wygląda oferowanie na połączeniach międzynarodowych, gdzie ruch odbywa się głównie pomiędzy stolicami poszczególnych krajów. Wprawdzie rozbudowany system przesiadek oferuje np. linia LATAM, jednak jej ceny częstokroć są z kosmosu.

Przykładowo szukam lotu z Limy do La Paz w Boliwii. Rejs bezpośredni kosztuje 654 złotych. Natomiast z zapewnioną godzinną przesiadką w Cuzco - 489 złotych.

Ceny lotów na trasie Lima - La Paz

Jeszcze większym absurdem jest przykład połączenia z Limy do Buenos Aires. Loty bezpośrednie nie schodzą poniżej 2500. LATAM za 1677 złotych oferuje połączenie realizowane trzema odcinkami. Oczywiście dusza poszukiwacza podkusiła mnie, aby sprawdzić ceny poszczególnych odcinków. Może uda się to skleić taniej wykorzystując niedługi postój? Efekt poszukiwań:
  • Cena LATAM na trasie Lima - Buenos Aires (pierwszy start: 1329 - ostatnie lądowanie: 0755) z dwoma zapewnionymi przesiadkami w São Paulo i Asunción w Paragwaju: 1677 złotych w jedną stronę
  • Ceny poszczególnych odcinków wyżej wymienionej trasy:
    • 1329 - 2030 Lima - São Paulo: 3915 złotych (za 1841 COPA poleci przez Panamę a w podobnej cenie Avianca bezpośrednio)
    • 2235 - 0045 São Paulo - Asunción: 2817 złotych (za 1972 Avianca poleci przez... Limę)
    • 0600 - 0755 Asunción - Buenos Aires: 502 złote (kilka złotych można urwać lecąc bezpośrednio Amaszonas del Paraguay)

Ceny lotów na trasie Lima - Buenos Aires

Początki ruchu nisko-kosztowego

Na szczęście na rynku międzynarodowym pojawiają się pierwsi przewoźnicy nisko-kosztowi. Przykładem są:
  • JetSmart - lata w Chile, Peru i Argentynie, oferując połączenia z Santiago de Chile do Arequipy, Buenos Aires i Limy
  • SKY airline - lata w Chile i Peru, oferując połączenia z Santiago do Buenos Aires, Mendozy, Limy, São Paulo i Rio de Janeiro, jak też z Limy do São Paulo i Rio de Janeiro
  • Wingo - lata w Kolumbii, oferując połączenia z Bogoty do kilku miast (także wyspiarskich) Ameryki Środkowej, Caracas oraz Quito
Przeszukując ich oferty warto przynajmniej raz dotrzeć do niemal końca procesu rezerwacji. Cena na listingu może bowiem być oznaczona jako 3 dolary za odcinek, jednak już po kliknięciu na wybrany rejs w koszyku pojawia się wartość $11,83. Gdy przejdziemy krok dalej okazuje się, że w tej cenie mamy tylko bilet i tzw. personal item, o ograniczeniach której nie wspomina się na stronie przewoźnika ani słowa. Kolejna taryfa - droższa o $22 - pozwala zabrać na pokład tzw. carry on bag (w zależności od źródła o wymiarach 24x35x45/55cm i do 20kg), bagaż nadawany do luku, oraz wybrać miejsce w samolocie.

Różnica w cenie lotów bez podatków i z podatkami w SKY airline

Kwestia bagażu może być bardzo istotna w zależności od planowanego odcinka. Jeśli bowiem mamy możliwość zostawienia części bagażu w miejscu do którego po kilku dniach wrócimy (tzw. mała lokalna baza), można rozważyć opcję LATAM. Linia ta w podobnej cenie z podatkami pozwala zabrać plecak do 10kg i o wymiarach 25x35x55cm. Natomiast gdy chcecie podróżować np. na południe kontynentu, pakiet duży bagaż podręczny + namiot i ekwipunek do luku bagażowego będzie dla Was opcją lepszą.

Wyjątki w wysokich cenach

Co ciekawe, wysokie ceny połączeń międzynarodowych nie są regułą łamaną przez pojedyncze linie.
Przykładowo LATAM z Limy do La Paz bezpośrednio poleci już za 650 złotych. Z krótką przesiadką w Cuzco za 485. Natomiast bezpośrednio z Cuzco już za 286 złotych. Najpewniej jest to efektem bezpośredniej konkurencji ze strony linii Amaszonas, która w podobnej cenie wlicza dwudziestokilogramowy bagaż nadawany.

Ceny lotów na trasie Cuzco - La Paz

Kolejnym przykładem jest miasto Calama. Choć większość lotów z Limy do Chile (z wyłączeniem Santiago de Chile) kosztuje solidnie powyżej tysiaka, LATAM z Limy do Calamy lata za 305 złotych (z dwoma przesiadkami), a w niektóre dni bezpośrednio - za 272 złote.

Wyszukiwarki tanich biletów lotniczych

Wyjątki te znalazłem wertując wyszukiwarkę Google. Jedną z jej mocnych funkcjonalności jest możliwość wpisania lotniska startowego i kraju do którego chce się dostać - np. z Limy do Ekwadoru. W ten sposób wyświetli się mapa z zaznaczonymi lotniskami w danym kraju, jak też cenami na wskazany dzień.

Przykłady cen lotów na trasie z Limy do Ekwadoru - wyszukiwarka flights.google.com

Niestety, wyszukiwarka Google nie obejmuje wszystkich linii lotniczych. Przykładem może być wspomniany przeze mnie wyżej JetSmart. Do niedawna jej oferty nie były widoczne w wynikach a aktualnie wyświetlają się z zaskakującym logotypem BH. Drugim przykładem jest, również wspomniany wyżej - Wingo. Jest to stosunkowo niewielki przewoźnik, który zastąpił kolumbijski oddział Copa. Odkrycie tej linii dość mocno urządza nas na trasie z Kolumbii do Ekwadoru. Niemniej o jej istnieniu i cenach dowiedziałem się dopiero dzięki Skyscanner. Dlatego moja rada - sprawdzajcie zarówno mechanizm Google, Skyscanner, jak też inne znane Wam wyszukiwarki.

Alternatywa do lotów pomiędzy krajami Ameryki Południowej

No dobrze, a co jeśli się po prostu nie da? W takiej sytuacji trzeba myśleć o podróżach autobusowych. W tym przypadku posługiwałem się wyszukiwarką Rome2Rio. Warto jednak pamiętać, że lokalny transport najlepiej sprzedaje się w okienkach. Dlatego, być może, na miejscu zorientujecie się, że opcji transportowych pomiędzy miastami jest więcej, niż mówił o tym internet :-) Poniżej wymienię kilka przykładowych sposobów/tras na przekroczenie granicy w Ameryce Południowej.

Przykładowo z La Paz do Chile będzie trzeba się przemęczyć 8-10 godzinnym kursem. Bilet startuje od $12, niemniej trasa do Arica ma 500 kilometrów i w jej trakcie trzeba pokonać 3 tysiące metrów w górę i niemal 7 tysięcy metrów w dół.

Pamiętając o stosunkowo tanich lotach krajowych, można rozważyć parę lotnisk położonych jak najbliżej po obu stronach interesującej nas granicy. Przykładem może być droga z Ekwadoru do Peru. Opcją jest dolot z Quito do miasta Santa Rosa, które znajduje się 45 kilometrów od dużego przejścia w Huaquillas. 21 kilometrów dalej, już po stronie peruwiańskiej, znajduje się lotnisko Tumbes, z którego kilkoma rejsami dziennie można się dostać do Limy.

Granicę pomiędzy Chile a Argentyną można natomiast przeskoczyć w Patagonii. Bardzo popularnym miejscem kilkudniowych trekkingów jest bowiem Torres del Paine. Od strony Chilijskiej najłatwiej się tam dostać stosunkowo tanim lotem ze stolicy do Punta Arenas, a następnie 302 kilometrowy odcinek pokonuje się autobusem. W drodze powrotnej warto rozważyć dojazd do El Calafate w Argentynie. Trasę o długości 212 kilometrów pokonuje się pięciogodzinnym kursem autobusowym, włączając w to formalności graniczne. El Calafate posiada natomiast regularne - znów akceptowalne cenowo - połączenia z Buenos Aires, jak też Ushuaią na południowym krańcu kontynentu.

Najciekawszym przykładem jest natomiast jedna z największych atrakcji na kontynencie - wodospady Iguazu. Znajdują się one na pograniczu trzech państw, gdzie każde z nich ma swoje miasto (ich centra są oddalone od siebie o kilkanaście kilometrów) i każde z nich ma swoje lotnisko:
  • Po stronie argentyńskiej Iguazú (IGR) - loty do Buenos Aires poniżej stówki
  •  Po stronie brazylijskiej Foz do Iguaçu (IGU) - loty do São Paulo i Rio de Janeiro od 370 złotych
  • Po stronie paragwajskiej Ciudad del Este (AGT) - loty do Asunción od 415 złotych - trzeba szukać na Skyscanner, ponieważ wyszukiwarka Google nie znajduje nic 
Ameryka południowa jest ogromnym kontynentem, gdzie odległości pomiędzy bliskimi miastami idą w setki kilometrów. Niestety nie zawsze, gdzie byłoby to wskazane, dostępne są loty w atrakcyjnych cenach. Dlatego zwiedzanie kontynentu warto podzielić na krajowe etapy i do planu podróży mocno włączyć komponent autobusowy.

wtorek, 3 października 2017

Przewodnik po Kubie - intro

OK, wróciliśmy* :-) Niby nic wielkiego - urlop, jak już kilka w naszej historii. Tylko że oprócz ponad dwóch tygodni na miejscu, tym razem wymagało nieco dłuższego pobytu w samolocie. Przynajmniej dla mnie, ponieważ ja daleko poza kontynent nosa nie wystawiałem, Dorota natomiast była już po dwóch dłuższych hopkach. Dlatego cały czas miałem z tyłu głowy świadomość kolejnego poszerzania granic, a smaczku całości dodawał fakt podstawowy - to Kuba.

Musiała być w tym roku. Ponieważ przez aktualną sytuację geopolityczną wkrótce zaczną ją zadeptywać turyści ze Stanów, a za rok także z Europy. No bo przecież Kuba w świadomości wielu, nawet nieobeznanych w turystyce osób, jest jednym z tych najatrakcyjniejszych miejsc, jak Paryż ze swoim romantyzmem, Egipt z piramidami i ogromnym bagażem historycznym, czy Chiny z Wielkim murem. Dlatego nie było przebacz, zwłaszcza że na jesieni nie wypalił podobny must - Iran.

Jednak smaczku całości nie dodawał fakt atrakcji turystycznych, będących wręcz niespełnionym marzeniem wielu naszych krajanów, co zatrważających informacji wyczytywanych w trakcie przygotowywania do wyjazdu. I niekończące się pytania: czy są one przesadzone, czy opisywał je surwiwalowy freak, który mógłby spać nawet w namiocie, czy są aktualne - ponieważ sytuacja na wyspie zmienia się strasznie dynamicznie. Dlatego też poinformowałem swoich bliskich o najbardziej prawdopodobnym całkowitym braku kontaktu ze mną przez 2,5 tygodnia. Choć musieli się uzbroić w cierpliwość, to zostali także przestrzeni, że jeśli kontaktu nie byłoby przez 3 tygodnie, może to oznaczać, że coś się jednak stało.

Jak się okazało na miejscu, niekoniecznie trzeba było ich aż tak straszyć. Niemniej zmienność sytuacji i niepewność tego, co z wyczytanych informacji jest nadal aktualne, nakłoniło nas do głębszego przyjrzenia się i podzielenia z Wami naszymi informacjami. Ponieważ czas gra tutaj istotną rolę, na samym początku postaramy się opisać bardziej technikalia i rzeczywistość związaną ze sprawami codziennymi. Dopiero później opiszemy wrażenia jakie wywarły na nas konkretne miejsca. Mamy nadzieję, że komuś to się przyda.

* przyznaję, przez ostatnie długie miesiące bardzo nie idzie mi prowadzenie tego bloga. Przewodnik ten zacząłem pisać od razu po powrocie z podróży, jednak jego obszerność, oraz nawał innych spraw na głowie, zajęły mi ponad pół roku. Dlatego też to wróciliśmy w kontekście zaliczonych już kilku nowych podróży, może brzmieć nieco humorystycznie. Niemniej ruszamy :-) 

piątek, 7 kwietnia 2017

Jak ustawić tytuł na liście wyszukania Azair - mały przydatny hack ;)

Azair, to aplikacja, którą już kilkukrotnie opisywałem na łamach tego bloga. Jej idea jest cudowna - skanuje systemy rezerwacyjne kilkudziesięciu przewoźników i pozwala na wyszukiwanie kombinowanych możliwości dolotu. W ten sposób w zeszłym roku dolecieliśmy do Bośni i Hercegowiny z niespodziewaną nocką na lotnisku Skavsta, a już niejednokrotnie okazało się, że pewne odcinki warto wykonywać na pokładach przewoźników sieciowych (np. airBaltic, Aegan), niż na siłę nisko-kosztowymi.

Tyle teorii. W praktyce projekty hobbystyczne pokazują, że przy odrobinie samozaparcia, można dokonać rzeczy prawie niemożliwych. Jednak dużo częściej objawia się też druga strona tego medalu - brak czasu, środków i ciśnienia, aby pomysł dowieźć do końca, dbając także o mniej istotne szczegóły. Takich problemów w Azair jest całe mnóstwo, niemniej pozwolę sobie o nich teraz nie wspominać. Pozostaje jedynie mieć nadzieję, że autor przyjrzy się im w stosownym czasie.

Jednym z dodatków na które długo czekałem, była możliwość zapisania ustawienia filtrów, aby do takiego samego wyszukiwania móc wrócić sobie kiedy indziej. Sprawa przydatna, gdy obserwuje się kilka bardziej skomplikowanych wyszukań - np. lotów w konkretny dzień (vide weekend), lub pomysłu wakacyjnej podróży w jedno z kilkunastu potencjalnych miejsc. Chociaż ułatwienie to pojawiło się jakiś czas temu, pozostawiało wiele do życzenia. Jednym z problemów były przykładowo nazwy, pod którymi wyszukiwania były zapisane.

Zazwyczaj była to bowiem nazwa dwóch miast. Zupełnie nieadekwatna dla przypadków skrajnych. Np. chciałem polecieć do Niemiec na noworoczne zakupy ciuchowe. Tak tak, kultowy Primark i C&A w Dortmundzie :D Jako jedną z opcji, upatrzyłem poranny rejs z Gdańska do Dortmundu, potem szybki pociąg i powrót z Düsseldorfu do Warszawy. W takim przypadku Azair nazwał wyszukanie, jako Gdańsk-Düsseldorf. Jeszcze ciekawiej było w innym przypadku - weekendowym wypadzie do Bergamo (lot piątek wieczór - niedziela wieczór). Taka opcja została zatytułowana Warszawa-Mediolan choć jak wiadomo, Mediolan-Bergamo jest jedynie marketingową nazwą w świecie przewoźników nisko-kosztowych. Gdy jednak zobaczyliśmy, że w czerwcu jest możliwość jednodniowego wypadu do Bergamo na niedzielę - świetna opcja na wykorzystanie weekendu, kiedy Dorota ma w sobotę szkołę - również postanowiliśmy ustawić sobie alarm na taką opcję. I też została ona zatytułowana... Warszawa-Mediolan.

Jak się na szczęście okazuje, zhackowanie tego rozwiązania jest sprawą banalnie prostą. Co więcej, wykonać ją może każdy użytkownik dzisiejszej przeglądarki. Przykład opiszę Wam przy użyciu Chrome-a. Otóż wyszukajcie normalnie lot, który chcecie wstawić potem w powiadomienie. Jednak zamiast na liście wyszukiwań klikać w ikonę kotka, wciśnijcie na niej prawym przyciskiem myszy. W rozwiniętym menu znajdźcie opcję Inspect (lub Inspect Element w przypadku Firefox). Po kliknięciu tej opcji na dole, lub w prawej części przeglądarki wyświetli się Wam panel programisty. W tym panelu będziecie mieli zaznaczone pole z mnóstwem dziwnego kodu. Przesuńcie podgląd nieco wyżej, aż znajdziecie wpis określony jako < input type="hidden" name="watchText" ... /> Kliknijcie dwukrotnie na tekst wewnątrz pola value (w przykładzie na obrazku jest to value="Wroclaw@Lviv") i wpiszcie nazwę pod jaką będziecie chcieli widzieć swoje wyszukiwanie. Zamknijcie panel programisty i normalnie kliknijcie ikonę kotka. Koniec :-)

Menu po kliknięciu na kotka prawym przyciskiem myszy.

Pole którego wartość należy zmienić

Może jeszcze wspomnę o jednej zasadzie. Twórca aplikacji założył, że alert będzie się składał z dwóch nazw miast oddzielonej znakiem małpy. Nie jest to aż tak istotne w przypadku listy. Jednak warto zwrócić uwagę na konstrukcję widgetu dostępnego na stronie głównej po zalogowaniu. Wszystko to, co jest przed małpą, pojawia się za ikoną startującego samolotu. Natomiast wszystko to, co jest po małpie - znajduje się za ikoną lądującego samolotu. Dlatego ja sobie przyjąłem system - miasto lub trasa przed małpą, dni wylotu, lub jakaś inna dodatkowa informacja po małpie. W ten sposób mam np. określone 'WMI - TRF - WMI@piątek rano - niedziela', dzięki czemu wiem że jest to wyjazd wymagający, ale też w pełni zużywający jeden dzień urlopu. Życzę pomyślnego hackowania :-)

sobota, 29 października 2016

AZair wprowadził alert cenowy

Kojarzycie AZair? Prezentowałem go jakiś rok temu we wpisie Szukanie fajnych cen jest proste. W skrócie jest to mega przydatne narzędzie dla osób szukających okazji, o niekoniecznie sprecyzowanych miejscach lub datach wyjazdu. Przez ostatni rok twórca coś tam zmienia. Przede wszystkim do mechanizmu dodaje nowe linie, z tych najbardziej nas interesujących jest już Aegan, Aer Lingus, AirBaltic, airberlin, easyJet, Eurowings/Germanwings, Jet2, Jetairfly, PLL Lot, norwegian, Pegasus, Ryanair, SprintAir, Transavia, Volotea, Vueling oraz oczywiście Wizz Air. O ile dobrze pamiętam, dość wcześnie od ostatniego wpisu pojawiły się też różne wersje językowe. Działa to jako-tako, jednak warto pamiętać że jest to póki co projekt hobbystyczny :-) 

Bodaj pod koniec wakacji zauważyłem jednak nową funkcjonalność - alert cenowy. Owszem, jak dotąd było obejście w postaci przypisania wyszukiwania do krótkiego url-a, który można było sobie gdzieś zapisać i odpalać np. podczas porannej kawy. Niestety z biegiem czasu takich linków tworzy się całkiem sporo, sprawdzanie których powoduje, że tej kawy w pewnym momencie zaczyna już brakować w szklance ;) 

Konfiguracja powiadomień wymaga rejestracji konta, w trakcie której podawany jest jedynie adres e-mail. Następnie wystarczy zrobić takie same wyszukanie jak dotychczas, a na stronie z wynikami pojawi się ikona kota. Posmyranie go za uchem spowoduje, że Watch Cat będzie miał oko na zmiany najniższej ceny w zapisanym wyszukaniu.

Oczywiście częstotliwość przeczesywania systemów rezerwacyjnych AZair nie jest tak częsta, jak w niedawno opisywanej wyszukiwarce lotów Google, jednak tutejszy alert ma jedną dużo ważniejszą zaletę. Otóż powiadomienie mailowe przychodzi od razu, gdy tylko wykryta zostanie niższa cena. W przypadku mechanizmu Google, mail taki przychodzi raz na dobę, o mniej więcej tej samej porze. W momencie, gdy np. Ryanair potrafi przetasować swoją siatkę taryfową nawet kilka razy dziennie, alarm wszczęty przez AZair może przyjść dużo szybciej :-) 
Listę zapisanych powiadomień znajdziecie na stronie głównej, w mało mówiącym linku znajdującym się pod Waszym adresem mailowym. Niestety same nazwy alertów również niewiele mówią. Znajdujące się na obrazku poniżej Warszawa/Gdańsk - Niemcy, to multiwyszukiwanie open-jaw z różnych miast w Polsce do których mam łatwy dostęp z Warszawy, do sąsiadujących ze sobą miast w Niemczech. Chodzi o konkretne jednodniowe przypadki na noworoczne wyprzedaże. AZair - search results za 0 PLN to natomiast alert ustawiony w dniu ogłoszenia przez Wizz Air siedmiu nowych połączeń z Warszawy. W momencie ustawiania były one już dostępne w systemie rezerwacyjnym przewoźnika, jednak nie zostały jeszcze zaciągnięte do bazy danych AZair.



Jak więc widać, Watch Cat w AZair ma jeszcze nieco spraw do dociągnięcia, przede wszystkim w kwestii szybkości reakcji, oraz w warstwie prezentacji. Należy jednak pamiętać, że jest to projekt darmowy, pisany hobbystycznie i mimo to, wciąż jeden z najbardziej przydatnych w branży.

czwartek, 27 października 2016

Wyszukiwarka lotów Google

Bez dwóch zdań, Google na zawsze zmienił oblicze internetu. Rewolucja jaką przyniosły mechanizmy wyszukiwania były czymś prawie tak samo wielkim, jak sama idea internetu. Jednak trochę przeraża mnie skala do jakiej rozrosła się korporacja. Darmowa poczta, przestrzeń na pliki, galeria zdjęć, Youtube, niemal doskonałe mechanizmy map, widgety pogodowe, profilowanie pod reklamy (których akurat nigdy nie klikam), przeglądarka, system operacyjny na smartphone-y, zaawansowany system tłumaczeń, kalendarz zsynchronizowany z innymi usługami (np. automatycznie dodający lot w przypadku otrzymania potwierdzenia rezerwacji)... jak można to wszystko ogarnąć?

Kilka miesięcy temu odkryłem jeszcze jedną ciekawostkę Google-owej przeglądarki. Wpisując przykładowo treść Lot Warszawa - Wrocław trafiłem no poddomenę flights.google.com Pamiętacie ten popularny w ostatnich miesiącach gif Mind blowing?



Bo chociaż Google zazwyczaj na początku wrzuca usługi z tylko podstawowymi możliwościami, to już sam ich zakres w tym przypadku powala na kolana. Przynajmniej na pierwszy rzut oka. Wtedy też wydaje się, że mamy do czynienia z czymś podobnym do popularnego Skyscanner. Ot, kierunki, daty, liczba pasażerów, filtrowanie na linie lotnicze, przesiadki, godziny lotów itp. Tylko że Google jest bardzo mocno wyćwiczony w podejściu continuous delivery, czego bardzo brakuje przywołanemu konkurentowi. Wspominałem o tym w zeszłym roku we wpisie Szukanie fajnych cen jest proste. Algorytmy taryfowe przewoźników sieciowych są dużo bardziej zaawansowane niż u tzw. nisko-kosztowych. Cena końcowa jest różna w zależności od tego na jakiej trasie chcesz lecieć, jakiego dnia wylatujesz i kiedy wracasz. Może się więc okazać, że wylot we środę kosztuje 200 złotych jeśli wracasz za prawie tydzień we wtorek, a ten sam wylot we środę kosztuje 400 złotych jeśli wracasz dzień później. W drugim przypadku najprawdopodobniej jesteś pasażerem podróżującym w interesach, czyli skłonnym zapłacić więcej. Dlatego też tabelka z poziomami cen w Skyscanner jest skrajnie niepełna, nawet w przypadku bardzo częstych rejsów na wskazanej trasie. Jak na grafice poniżej, trasa z Monachium do Wrocławia latana jest trzy razy dziennie, natomiast tabela cen wskazuje prawdopodobnie tylko te daty, które ktoś kiedyś próbował wyszukać.


W silniku Google problem różnorodności cenowej rozwiązano w bardzo prosty sposób - dodając pole wskazujące jak długo ma trwać pobyt na miejscu. W połączeniu z częstym odpalaniem mechanizmów wyszukujących i głęboką integracją z liniami lotniczymi (wspomniane continuous delivery) otrzymujemy rozwiązanie pełne i wiarygodne. Przy okazji mamy też cudowny dodatek w postaci mechanizmu Elastyczne daty, który rzutuje na siatce kształtowanie się najniższych cen w okolicach planowanego terminu wylotu.


W zasadzie, to mógłbym tutaj jeszcze raz wkleić wspomnianego wyżej gifa, prawda? Oczywiście to jest wartość podstawowa. Dodatkowo mamy kilka drobnych smaczków, jak delikatne zabarwienie cen wskazujące na najwyższą i najniższą w obserwowanym przedziale. Na późniejszym etapie mamy podpowiedzi o oszczędności jeśli nieco przesuniemy daty lotów, o ewentualnych dodatkowych opłatach za bagaż, prawdopodobieństwie opóźnienia w lądowaniu, dostępu na pokładzie do Wi-Fi i gniazdka zasilania, typie samolotu a co za tym idzie o ilości miejsca na nogi (ciekawostka, dla Lotowskiego Embraera RJ-175, 81 cm na nogi określone jest jako ponadprzeciętna ilość) oraz alercie jeśli mamy do czynienia z maszyną o silnikach turbośmigłowych. Gdzieś później mamy też informacje o poziomach cenowych jeśli będziemy bookować na stronie przewoźnika, przez telefon, lub za pośrednictwem np. biur podróży.

Jeśli chodzi o aktualność pokazywanych stawek, to kilka miesięcy testów na prostych wyszukiwaniach wykazały, że są one takie same, jak na stronach internetowych przewoźników. Odnosi się bowiem wrażenie niemal synchronizacji z bazami danych linii, przez co ilość i aktualność propozycji jest powalająca, a poziomy cen odświeżane za każdym razem po wskazaniu przedziału interesujących dat. Sporo zamieszania wychodzi przy skomplikowanych trasach wykonywanych na niewspółpracujących ze sobą liniach lotniczych. Wtedy ceny na liście wszystkich ofert i szczegółach wskazanych rejsów potrafią się zmieniać drastycznie, włącznie z różnicą czterocyfrową. Jednak, co warto zaznaczyć, jest to zagadnienie trudne i zarazem niejeden błąd, czy też niedociągnięcie mechanizmu. Wspomnijmy o kilku z nich.


Na samym początku spore zakłopotanie wprowadza bowiem niejasność w multiwyszukiwaniu. Przykładowo AZair pozwala na wyszukanie biletów na trasie z Wrocławia na Wyspy Kanaryjskie bez precyzowania na którą dokładnie wyspę chcemy się udać. OK, mechanizm Google też coś takiego umożliwia, jednak proces jest bardziej wydłużony i nie daje możliwości porównania w szerokim zakresie dat. Wpisując bowiem Wyspy Kanaryjskie, dostajemy coś na wzór przewodnika, z odnośnikiem do map, które zaznaczają obszar, pokazują większość obecnych na nim lotnisk i odnalezione ceny na część z nich. Kliknięcie na któreś z docelowych powoduje otwarcie z boku karty trasy z atrakcjami na miejscu, oraz tylko częściowo danymi możliwych dolotów. Dopiero kliknięcie na Pokaż loty przekieruje nas na listę wszystkich połączeń włącznie z cenami i godzinami operowania. Minus jest taki, że lista dotyczy jedynie wskazanego lotniska a nie wszystkich na Kanarach, przez co nie można zrobić łatwego porównania każdej z wysp. Zwłaszcza, gdy można sobie pozwolić na dowolność w wyborze daty. To co zapewnia AZair, w Google trzeba jednocześnie sprawdzać w kilku kartach przeglądarki.

Dodatkową niejasność w multiwyszukiwaniu powoduje grupowanie lotnisk. Zauważcie, że powyższe wyszukiwanie wskazało jedynie wyspę Teneryfę. Dopiero kliknięcie na nią wskazuje, że znajdują się tam dwa lotniska - północne (w domyśle) zorientowane na ruch lokalny i dla połączeń z Hiszpanią kontynentalną, oraz południowe  - w większości przeznaczone dla ruchu czarterowego. Podobną niejasność powoduje wyszukanie na trasie Warszawa - Paryż, gdzie mamy po dwóch stronach w sumie pięć lotnisk: Chopin i Modlin, oraz Orly, Charles de Gaulle, oraz odległy od centrum Paryża o 90 kilometrów Beauvais.

Kolejną ciekawostką jest niejasność w grupowaniu linii lotniczych. Wpiszcie np. przywołaną wcześniej trasę Warszawa - Paryż. Pierwszy sort pokazuje, że na wskazanych datach najtańsza jest oferta Air France. Pozostałą sporą grupę stanowią oferty Lufthansy, Lotu, lub też KLM. Klikam więc na najtańszy rejs tam, a wtedy wśród powrotnych filtrowanie ogranicza się głównie do ofert Air France, lub KLM. Gdy kliknę natomiast propozycję LOTu, w drodze powrotnej mam przede wszystkim loty na pokładzie Lufthansy, Austrian, SAS, Swiss czy Brussels Airlines. Pierwsza myśl jaka przychodzi do głowy, to alianse pozwalające na code share i sprzedaż łączoną na stronach partnerów. Jednak co ciekawe, wśród powrotów preferujących Star Alliance, są także propozycje przesiadek we Wiedniu, gdzie odcinki odbywają się na pokładzie kolejno Air France i PLL Lot. Warto zaznaczyć, że przewoźnicy ci jakiś czas temu odeszli od polityki bardzo drogich biletów w jedną stronę. Nie sądzę więc, aby na tak konkurencyjnej i zatłoczonej trasie, jak z Warszawy do Paryża, pojedynczy bilet Air France na odcinek powrotni był tak drogi, żeby nie ujmować go w wynikach wyszukiwania. W zeszłym roku najtańszą urlopową opcją była dla mnie trasa Warszawa - Paryż - Biarritz u Air France i Bilbao - Praga u CSA.

Pikantności do całości dodaje również sortowanie przewoźników nisko-kosztowych. Ciekawym przykładem jest trasa Warszawa - Paryż Beauvais, z lotami w takie dni, aby operacje miał zarówno Ryanair (loty z Modlina) jak też Wizz Air (lotnisko Chopina). Na grafikach poniżej widać, jak mechanizm wyszukuje oferty obu przewoźników. Najtańszą opcją będzie, jeśli do Francji polecimy na pokładzie Wizz Air a wrócimy na Modlin Ryanair. Oferta drugiego przewoźnika jest jednak niewidoczna, jeśli na pierwszym odcinku zaznaczymy rejs jego konkurenta.
Ceny na trasie Warszawa - Beauvais w Wizz Air
Ceny na trasie Warszawa - Beauvais w Ryanair
Ceny na trasie Warszawa - Beauvais w wyszukiwarce Google - wszystkie oferty
Ceny na trasie Warszawa - Beauvais w wyszukiwarce Google - brak oferty Ryanair przy wylocie na pokładzie Wizz Air


Można to wytłumaczyć, że chodzi o różne lotniska w Warszawie. Trochę to słabe. Jeśli bowiem zaznaczam trasę z miasta, to nie ma dla mnie wielkiego znaczenia z jakiego lotniska chcę startować. W takiej sytuacji prawdopodobnie biorę też pod uwagę możliwość powrotu na inne lotnisko, obsługujące to samo miasto. Algorytm powinien brać to pod uwagę.

Ale chyba nie tylko o lotnisko chodzi. Zrobiłem bowiem test na trasie Warszawa (WAW) - Barcelona (BCN) w dzień, w który akurat odbywają się rejsy PLL Lot i Vueling. W skrócie, oferta narodowego to 311 złotych tam i 470 na powrót. Vueling natomiast chce lecieć za 50 Euro tam, oraz 80 na powrocie. Gdy w wyszukiwarce Google jako pierwszy rejs wybiorę operowany przez Lot, to wśród powrotów w ogóle nie znajdę oferty Vueling, która notabene jest tańsza.

Ktoś powie, no dobrze, Vueling, jakkolwiek samodzielny i nisko-kosztowy, to poprzez IAG jest w bliskiej współpracy (coś na wzór Aliansu) z Iberią i British Airways. Być może dlatego mechanizm nie chcę łączyć ofert tej linii i PLL Lot. Tylko w takim razie dlaczego daje możliwość miksowania ofert Vueling, Wizz Air i Ryanair na trasie z Barcelony (El-Prat) do Budapesztu? Passuję ;) 

Chociaż znany nam internet, to głęboka integracja wielu mechanizmów, umożliwiająca sprzedaż szybszą, łatwiejszą i trafiającą do większej rzeszy odbiorców, to niestety wciąż gdzieś tam głęboko w jego odmętach znajdują się szare strefy, niewykorzystujące w pełni jego możliwości. Miejscem takim przykładowo jest internet Kubański. Ostatnio bowiem zaczynamy powoli przygotowywać się do podróży po tej wyspie, rozglądając się za różnymi miejscami i możliwościami transportowymi. Niestety, wyszukiwarka Google nie pokazuje żadnych propozycji lotniczych krajówek, oprócz przelotów na 280.kilometrowym odcinku z Hawany do Santa Clara, z przesiadką w Toronto, opcjonalnie Nassau i Panama City. Okazuje się bowiem, że wyszukiwarka nie jest zintegrowana z lokalną linią Cubana de Aviación, która to na trasie z Hawany do Santiago de Cuba lata od dwóch do czterech razy dziennie. Niestety, internet i oferta turystyczna na Kubie najwyraźniej są bardzo mocno zacofane i - choć dopiero co zaczęliśmy nasz research - niejednokrotnie spotkaliśmy się z wieloma problemami natury hm... nie wiadomo nawet jakiej ;)
Wyniki wyszukiwarki lotów Google na trasach krajowych na Kubie
Oferta Cubana de Aviación na trasie z Hawany do Santiago de Cuba

Przy okazji Kuby jest jeszcze jedna istotna sprawa, o której warto wspomnieć. Wyszukiwarka Google pobiera ceny bezpośrednio od przewoźnika. My loty na Kubę kupiliśmy od pośrednika, który akurat wystawił totalnie zaskakującą cenowo ofertę. Oczywiście w myśl zasady - jeśli coś jest okazyjnie tanio, to być może da się znaleźć opcję jeszcze tańszą - chwilę przed zakupem zrobiłem mały research bezpośrednio u przewoźnika, w opisywanej wyszukiwarce, na Skyscannerze i kilku innych źródłach. Tym razem zasada nie miała zastosowania, a ceny u przewoźnika były podobne jak te w wyszukiwarce. Blisko dwukrotnie wyższej wartości niż nasz zakup. Konkluzja? Pośrednicy, jak też serwisy ofertowe pokroju loterów czy fly4free nadal mają prawo bytu w przestrzeni internetowej :-)

Na sam koniec warto jeszcze wspomnieć o kolejnym bardzo, bardzo ważnym ficzerze. Jest to podobny do obecnego na Skyscanner (ale od niedawna także na AZair) alert cenowy. Utworzenie takowego sprawia, że co około 24 godziny na skrzynce mailowej ląduje powiadomienie o zmianach w obserwowanych cenach. Jest krótka lista ofert wielu przewoźników, informacja o trendzie cenowym, oraz link kierujący do szczegółów ustawionego powiadomienia. Na liście monitorowanych lotów znajduje się bardzo przydatny wykres cen. Oczywiście alert można utworzyć tylko na konkretną datę (nie można na zakres dat), niemniej wykres ten może się okazać przydatnym narzędziem do wyszukiwania pewnych trendów cenowych. Mimo wszystko większość osób nadal myśli że im wcześniej zarezerwuje się bilety, tym te będą tańsze.

Alert cenowy na skrzynce mailowej
Wykres cen i szczegóły ustawionych alertów

Tyle dobrego. Niestety sam alert jest bowiem obarczony pewnym błędem architektonicznym. Otóż wykres pokazuje najniższą cenę znalezioną w danym dniu, a powiadomienie przychodzi na skrzynkę tylko raz dziennie. Dużo lepiej radzi sobie tutaj strażnik oferowany przez Sky Scanner, który natychmiastowo informuje o wykrytej zmianie cen. W momencie, gdy np. Ryanair jest w stanie kilkukrotnie w ciągu dnia modyfikować swoje siatki taryfowe, funkcjonalność taka wydaje się być niezbędna.

Podsumowując, wyszukiwarka Google wywołuje u mnie mieszane uczucia. Mechanizm sam w sobie jest świetny, to bez dwóch zdań. Google od samego początku wskoczył nim na czołówkę najważniejszych graczy na rynku. Jednak ma to być narzędzie służące do zarabiania. Dlatego wyraźnie odnoszę wrażenie, że mechanizm jest kierowany przede wszystkim do ruchu biznesowego, podróżującego często i niekoniecznie najtaniej. Jest prosty w obsłudze, przejrzysty, dający szybką odpowiedź na jasno sprecyzowaną potrzebę. Niestety słabo sprawdza się przy szukaniu mega-okazji, kombinowaniu gdzie by tym razem, lub kiedy by może gdzieś. Denerwuje mnie też myślenie za mnie, ukrywanie innych opcji, które są tańsze, ale z jakiś powodów poza prezentacją. Wiadomo, Google napisał ten mechanizm aby zarabiać. Wskazane nieco wyżej ukrywanie różnych propozycji powoduje we mnie obawę, że w pewnym momencie wyszukiwarka nie będzie służyć do wynajdowania opcji tanich, tylko poprzez profilowanie użytkownika takich, które będą dla mnie akceptowalne. Nie ma co się szczypać, Google posiada big, big, big data i świetnie radzi sobie z informacjami o nas. Miejmy nadzieję, że przesadzam :-) 

czwartek, 20 października 2016

Z Lotniska Chopina na pokładzie Ryanair

No i stało się. Kilka miesięcy po ujawnieniu informacji, że Ryanair przenosi loty krajowe na lotnisko Chopina - główny port lotniczy Warszawy - połączenia te doszły do skutku. Wprawdzie w momencie przenosin byłem na urlopie we Włoszech, jednak przeglądając wieczorami sieć, udało mi się w mediach ogólno-informacyjnych wyłapać nagłówki mówiące o zwiększającej się konkurencji na polskim niebie. Czyli główne - w mojej opinii - założenie tych tras zostało wypełnione: reklama poszła w świat :-) 

Przenosiny lotów na Chopina było tematem wielu rozmów z Dorotą. Trasa Wrocław - Warszawa jest przez nas bardzo często uskuteczniana. Gdańsk także leży blisko sercu, ponieważ ułatwia to dostanie się do jej brata i bratowej - rezydujących w Sopocie. Eh... żeby tak jeszcze jej rodzinny Rzeszów ;) Ale wracając do meritum, jednym z omawianych wątków były ceny lotów. Wiadomo, na Modlin lataliśmy - nie licząc pojedynczych przypadków - za 9 do 19 złotych. Pamiętam, gdy strzeliłem, że cena 39 na Chopinie będzie w mojej opinii okazją i atrakcją. A gdzie tam, przed urlopem spokojnie można było zapłacić mniej, włączenie z bardzo atrakcyjną ceną 9 PLN na loty weekendowe. Dość jasno potwierdza to moją teorię, że trasy te po prostu mają przysporzyć Ryanair reklamy, bo o zyskach nie ma w tym przypadku mowy.

Mnie osobiście fakt zmiany i niskie ceny bardzo cieszą. Wprawdzie z lotów na trasie do Wrocławia (tak, tak, do Wrocławia a nie do Warszawy) będę korzystał mniej niż przez ostatni rok, jednak przeniesienie oznacza dla mnie sporo plusów. Poniżej kilka subiektywnych opinii po pierwszych testach.

Z Warszawy wylatuję pierwszym rejsem danego dnia. Nie znam jeszcze miasta, nie wiem jak wygląda kwestia porannych korków, opóźnień komunikacji miejskiej, ani kolejek przy security na lotnisku Chopina. Dlatego póki co na wszelki wypadek daję sobie spore zapasy czasowe. Mimo to, budzik nawet na pierwszy lot zadzwonił mi jakieś 20 minut później niż zwyczajowo dzwonił na lot z  Modlina.

Pierwsza bardzo wyraźna różnica, to czas dojazdu na lotnisko. Aktualnie trasa z przystanku opodal mieszkania pod sam terminal lotniska rozkładowo zajmuje mi... 15 minut :D No dobra, autobus przyjeżdża nieco spóźniony i wspomniana trasa także zajmuje mu nieco więcej czasu. Jednak jest to o niebo mniej niż dojazdy na Modlin, w które należało wliczyć metro, przejażdżkę koleją i busem.

Przy okazji jeszcze mała anegdota dot. komunikacji w Warszawie. Interpretacja regulaminu przewozów zmierza w stronę, że bilet czasowy uprawnia do przebywania w środku transportu przez wskazaną liczbę minut a nie - jak by się mogło intuicyjnie wydawać (głupi ja) - do rozkładowego przejazdu od punktu A do punktu B. Zatem jeśli mój autobus, np. z powodu korków, lub długo wysiadających pasażerów, będzie jechał dłużej niż 20 minut wskazane na bilecie, muszę skasować kolejny ;)

Co ciekawe, odlot do Wrocławia najwyraźniej odbywa się chwilę po peaku w porannej fali odlotów. Za każdym razem udaje mi się bowiem znaleźć kontrolę bezpieczeństwa, do której stoi co najwyżej kilka osób. To dobrze. Boarding na rejsach Ryanair odbywa się w nieznanej mi dotąd części lotniska. Chodzi o małą halę na poziomie zerowym, na którym znajdują się bramki 32-34. Ma ona swój urok. Widząc bowiem całą przestrzeń, można w spokoju skupić się na porannej pracy przy laptopie, przejrzeć w sieci newsy, lub po prostu poczekać aby przejść boarding jako jeden z ostatnich. Zwłaszcza, że do samolotu i tak musimy dojechać busikiem.

Oczywiście siedząc przed bramką nie mogłem sobie odmówić możliwości obserwowania pasażerów. I tak na moje oko, nieco poniżej połowy z nich leci prawdopodobnie w celu załatwienia jakiś interesów. Reszta to weekendowi, lub okazjonalni wypadowicze. Sporo z tych drugich Wrocław traktuje jako przesiadkę na docelowe góry. Jeden z pasażerów wspomniał, że na miejscu jest jakieś 6 godzin wcześniej. Gumowe ucho wyłapuje także, że większość rozmów dotyczy właśnie przeniesienia krajówek na lotnisko Chopina, zwiększeniu konkurencji itp. Są też głosy niezadowolenia, jak podsłuchana rozmowa telefoniczna pokroju

Pani Basiu, będę potrzebował maila z rezerwacją żeby się odprawić na lot powrotny. I tak na przyszłość, tego Ryanair to sobie odpuśćmy, bo musiałem teraz dopłacić 250 złotych i nie wiedziałem, czy w ogóle mnie wpuszczą do samolotu. Bo mają jakiś zepsuty system i nie mogli mnie dodać do pasażerów...

W skrócie, jakiś niezbyt wytworny gajerek, nie ogarnął chyba odprawy internetowej i myślał że w sposób tradycyjny musi podejść do stanowiska w terminalu. Tam został przywitany koniecznością dopłaty, po czym drugą zaliczył pod bramką, ponieważ próbował przejść z dwoma twardymi walizeczkami, przekraczającymi wymiary drugiego bagażu podręcznego. To dziwne, bo facet był niewiele starszy ode mnie, a sprawiał wrażenie totalnie nierozgarniętej ciapy. Jest to zdanie bardzo subiektywne, ale dla mnie odprawa internetowa jest opcją nie tyle udziwniającą, co ułatwiającą życie. Na lotnisku mogę bowiem stawić się na chwilę przed odlotem i zamiast szukać stanowisk odprawy biletowo-bagażowej, od razu przechodzę w stronę bramki. Na małych lotniskach pokroju Wrocławia - miodzio. W kwestii bagażu, dziwię się że Pan Gajerek lecąc w interesach bierze ze sobą dwie walizeczki. Ale nawet jeśli ma taką potrzebę i przyzwyczaił się do wygody klasy biznes w Locie, to Pani Basia powinna mu raczej wykupić lot z opcją all inclusive, zamiast podstawowej. Opłaty za brak odprawy też by się dało uniknąć, jeśli sprawdziłaby telefon, który podała w trakcie rezerwacji. Za prawie każdym razem odprawiam się na ostatnią chwilę. Wtedy zawsze na dzień przed lotem przychodzi mi sms z prośbą o odprawę i info że podczas odprawy tradycyjnej będę musiał zapłacić €/£45.

Wracając do meritum, busik podwozi nas pod lowcostowy stand 37, który pozwala na obrócenie maszyny w trakcie parkowania i tym samym uniknięcie kosztownej procedury push-back. Lądowanie we Wrocławiu zwyczajowo ma miejsce przed zaplanowaną godziną 0910. O godzinie 0930 zazwyczaj wchodzę do mieszkania.

Zróbmy więc porównanie. Przeglądając rozkład PKP widzę, że najszybszy czas przejazdu z Warszawy Centralnej do Wrocławia, to 3 godziny i 36 minut. Mapy Google twierdzą, że pomiędzy Warszawą a Wrocławiem da się przejechać samochodem 12 minut szybciej. W podobnym przedziale czasowym ostatnio zmieściłem się z podróżą samolotem od pierwszego budzika do stawienia się w mieszkaniu :D Samolot wygrywa więc w każdym zestawieniu.

Co więcej, w tym subiektywnym teście doszedłem do ciekawej sytuacji, o opisanie której raczej bym się nie podejrzewał jeszcze kilka miesięcy temu. Zwróćcie bowiem uwagę na jedną rzecz: Ryanair lata na takich samych trasach co PLL Lot. W chwili obecnej nie mamy już niedomówień - jest możliwość porównania jeden-do-jeden. Co na plus dla narodowego? Częstotliwość lotów, obsługa pokładowa - o ile ktoś zwraca na to uwagę, oraz - ale to z głębokim echem odbijającym się w loży szyderców - catering w postaci palucha Prince Polo i wody. Co na plus dla Ryanair? W skrajnej sytuacji nawet 180 złotych różnicy na bilecie powrotnym (w tej chwili bilety w PLL Lot startują od 200 złotych w obie strony), oraz możliwość zabrania plecaka o wadze do 10 kilogramów, plus dodatkowego małego bagażu. W Locie ograniczenia mamy do jednego bagażu i 8 kilogramów. Jak wieść gminna niesie, od pewnego momentu limity wagowe są skrupulatnie sprawdzane.

Zatem przy wielu smutkach i żalach jakie wylewam tutaj na Ryanair, tym razem muszę stwierdzić, że jeśli komuś nie zależy na bardzo dokładnej i specyficznej godzinie rejsu, to oferta tej linii jest po prostu najlepsza. Pytanie jak się teraz zachowa narodowy? Jeśli priorytetem będzie dowóz pasażerów do huba na przesiadki, to taka konkurencja jest mu na rękę - pozbędzie się klientów o niskiej rentowności. Jeśli natomiast będzie chciał zachować prestiż lidera na trasach krajowych, to nie ma bata - oferta musi się polepszyć, albo - co idąc za przykładem krótkiej konkurencji z OLT Express - ceny po prostu muszą spaść.