Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ukryte opłaty dodatkowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ukryte opłaty dodatkowe. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 30 czerwca 2019

Zakup biletów lotniczych u pośredników

TL;DR Szukając najtańszych biletów lotniczych warto nie tylko znać się na ofertach poszczególnych przewoźników, ale również firm pośredniczących. Różnica w cenach za tą samą kombinację lotów może bowiem sięgać nawet 10%!

 

Dlaczego pośrednicy?

W czasach lotów nisko-kosztowych po Europie sprawa wyszukiwania tanich biletów była prosta. Wystarczyło wejść na stronę linii. Opcjonalnie na serwisy wspomagające typu Skyscanner czy AZair, aby wyszukać jakąś kombinację przesiadek. Strona przewoźnika była bowiem jedynym kanałem sprzedażowym i cena na niej była obowiązująca wszędzie.

Teraz mamy czasy, gdy granica pomiędzy przewoźnikami nisko-kosztowymi i sieciowymi nieco się zaciera. Po pierwsze tzw. tanie linie lotnicze stały się drogie. Po wtóre, kilka lat po czasach studenckich udało się wejść na taki poziom zarobków, że lepiej jest wydać trzysta złotych więcej, aby z wakacyjnym spokojem ducha lecieć przy zapewnionych przesiadkach na główne lotniska interesujących nas miejsc.

W związku z tym, do gry dochodzi całe dziedzictwo możliwości związanych z przewoźnikami sieciowymi. A te od wielu lat jako istotny kanał sprzedażowy stosują wszelkie biura podróży czy pośredniaki. Jeśli macie w domu telewizor, z pewnością kojarzycie obecne jakiś czas reklamy mówiące o różnych cenach za ten sam pokój hotelowy. Niestety, w przypadku biletów lotniczych mamy do czynienia z podobnym piekłem różnorodności ofert i kruczków.

Wyszukiwarka Google i przekierowania do kolejnych pośredników

Nad złożonością tego zagadnienia zdałem sobie sprawę podczas researchu związanego z naszą Ameryką Południową. Całkiem nieźle w tej kwestii sprawdziła się wyszukiwarka Google. Niemniej gdy znajdowała mi ona jakąś ciekawą opcję połączeń, prezentowana cena była najczęściej ofertą któregoś z pośredników.

Przykładowe wyniki wyszukania na flights.google.com

Na obrazku powyżej widzicie, bezpośrednio można przejść na stronę wyłącznie lucky2go, do Lufthansy muszę zadzwonić, a Air Canada nawet nie wie za ile chce mi te loty sprzedać. Gwoli wyjaśnienia, konieczność zadzwonienia do linii lotniczej jest w pewnym sensie zrozumiała. Rozszyfrowując bowiem numery lotów wychodzi, że z Warszawy do Bogoty lecimy przez Toronto. Co ciekawe, chociaż odcinek Warszawa - Toronto jest wykonywany na pokładzie Air Canada, to formalnie (poprzez umowę Code Share) jest sprzedawana jako lot Lufthansy. Jest to efekt szeregu umów, aliansów i innych spraw czyniących rzeczywistość bardziej skomplikowaną, ale mających nam pomóc.

Ale wracając do wątku, klikam zatem na przycisk, przechodzę na stronę pośrednika, który wyrzuca mi cenę jeszcze niższą niż wyszukiwarka Google. W sumie to fajnie :-) 

Cena wybranej kombinacji po przejściu na stronę lucky2go

Kolejna wyszukiwarka - Kayak

Coś mnie jednak podkusiło, aby sprawdzić co mi wyszuka konkurencja. Wchodzę więc przykładowo na Kayak i wpisuję dokładnie taką samą datę i kierunki lotów. Mechanizm znalazł moją kombinację ponad 150 złotych tańszą, niż pośrednik wyświetlany na Google. Co ciekawe, moja kombinacja była pod względem ceny dopiero dziewiątą dostępną. Kayak pokazał mi bowiem, że wracając przez São Paulo i Zurych (na pokładzie Argentinas Aerolineas i SWISS) jestem w stanie zaoszczędzić kolejną niemal stówkę.

Wyniki wyszukiwania lotów na kayak.pl

Pozostawmy jednak opcję szwajcarską. Kierowany wieloletnim doświadczeniem z Ryanair wolę dotrzeć do niemal końca procesu rezerwacyjnego aby zobaczyć, czy nie czeka mnie jakaś niespodzianka.

Wyższa cena biletu na gotogate.pl przy płatności kartą inną niż VISA

Przeczucie okazało się słuszne. Wspomniana cena jest już po rabacie przysługującym za płatność kartą VISA. Wszystkie pozostałe karty, jak też płatność dotpay oznacza cenę droższą o ponad stówkę. Co ciekawe, kiedyś pośrednicy po prostu dodawali jakąś kwotę przy płatności dokonywanej niepromowaną kartą. Po zabiegu marketingowym koszty jakby nie są dodawane, natomiast udzielany jest rabat ;)

Ślepy trop - szukam bezpośrednio

Pomyślałem więc sobie - może to efekt korzystania z pośrednictwa Kayaka. Wchodzę więc na stronę Gotogate. Oczywiście staram się unikać śledzenia, dlatego robię to w innej przeglądarce i korzystając z trybu incognito. Znów wyszukuję rejsy ze wskazanych lotnisk, na wybraną datę. Po chwili przecieram oczy ze zdumienia - ceny są o ponad 200 złotych droższe!

Wyniki wyszukiwania lotów bezpośrednio na stronie gotogate.pl

Nieznana dotąd kombinacja lotów na Skyscanner

Mając już kompletny mętlik w głowie, sprawdzam tą samą opcję lotów na Skyscanner. Owszem, opcja Lufthansowa, lub SWISS przez São Paulo i Zurych są w mniej więcej podobnej cenie co u konkurencji. Jednak mechanizm wyszukał mi nieznaną wcześniej kombinację - na pokładzie Turkisha, LOT i Avianci z przesiadkami w Stambule, Nowym Jorku i znów São Paulo. Przyznaję, mamy do czynienia z długimi przesiadkami (w tym w Stanach Zjednoczonych - patrz: konieczność procedury wizowej), jednak cena sumaryczna po raz pierwszy zeszła poniżej czterech tysięcy.

Opcja lotów znaleziona na stronie skyscanner.pl

Jeszcze na sam koniec sprzedam Wam info, że część osób wyszukuje oferty na szwedzkiej wersji Skyscanner. Przykład naszej daty tego nie potwierdza, ale podczas poszukiwań na naszą Amerykę Południową widziałem przypadki, na których można było oszczędzić jeszcze trzy stówki.

Niestety, chociaż żyjemy w świecie globalizacji, multi-porównywarek i szybkiego dostępu do informacji, internet nie jest w stanie udzielić nam najlepszej odpowiedzi na nasze pytania. Każda wyszukiwarka wypluwa nam inną cenę za tą samą kombinację lotów, albo z jakiegoś powodu wynajduje inną kombinację, atrakcyjniejszą cenowo, jednak niedostępną dla konkurencji. Jeśli jesteś przewrażliwiony na punkcie ceny - być może świadomość jej rozstrzału na poziomie blisko 10% może Cię doprowadzić do szału. Czasami może jednak lepiej kupić coś po akceptowalnym przez Ciebie koszcie i odciąć się od internetu. Tak, aby nie kusiło sprawdzenie czy przypadkiem ceny nie uległy gdzieś zmianie?

środa, 19 czerwca 2019

Loty po Ameryce Południowej

TL;DR Loty wewnętrzne w większości krajów Ameryki Południowej są tanie - w niektórych zaczynają się poniżej stu złotych. Połączenia pomiędzy krajami Ameryki Południowej najczęściej kosztują powyżej tysiąca złotych w jedną stronę. Poza wyjątkami (Kolumbia - Ekwador, Peru - Boliwia i Peru - Chile - Argentyna) trzeba kombinować z odcinkami autobusowymi pomiędzy bliskimi lotniskami w obu krajach.


Planując podróż po Ameryce Południowej nie można pominąć odcinków lotniczych. Większa część Kolumbii leży na półkuli północnej. Ushuaia, miasto na południowym kraniuszku Patagonii, znajduje się natomiast na 54. stopniu szerokości geograficznej południowej. Obrazowo, jakby z nieco powyżej północnych rubieży Madagaskaru zmierzać aż do Gdyni. Daleko, nie?

Tłumacząc dalej na nasze, europejskie, wątek oparłby się o wejście na strony kilku linii lotniczych i rozpoznanie się w cenach. By się oparł gdyby nie to, że jedziemy w zupełnie inny świat, gdzie wielu rzeczy trzeba się uczyć od nowa. Niestety, tak też było w przypadku podróży lotniczych, gdzie ceny biletów w jedną stronę mogłyby śmiało konkurować z cenami powrotnych hopek przez ocean. Bloker? Bardziej wyzwanie, kubek kawy, dwa dni siedzenia przy komputerze i rozkładanie tematu na części pierwsze.

Loty krajowe po Ameryce Południowej

Większość rejsów po Ameryce Południowej odbywa się wewnątrz własnych krajów. Koszty takich lotów są bardzo akceptowalne. Przykładowo wewnątrz stosunkowo niewielkiej Boliwii można polecieć od 200 złotych. Strzał przez połowę długiego Peru lub Chile może się zamknąć w stówce za ofertę podstawową w jedną stronę.

Loty międzynarodowe po Ameryce Południowej

Niestety dużo gorzej wygląda oferowanie na połączeniach międzynarodowych, gdzie ruch odbywa się głównie pomiędzy stolicami poszczególnych krajów. Wprawdzie rozbudowany system przesiadek oferuje np. linia LATAM, jednak jej ceny częstokroć są z kosmosu.

Przykładowo szukam lotu z Limy do La Paz w Boliwii. Rejs bezpośredni kosztuje 654 złotych. Natomiast z zapewnioną godzinną przesiadką w Cuzco - 489 złotych.

Ceny lotów na trasie Lima - La Paz

Jeszcze większym absurdem jest przykład połączenia z Limy do Buenos Aires. Loty bezpośrednie nie schodzą poniżej 2500. LATAM za 1677 złotych oferuje połączenie realizowane trzema odcinkami. Oczywiście dusza poszukiwacza podkusiła mnie, aby sprawdzić ceny poszczególnych odcinków. Może uda się to skleić taniej wykorzystując niedługi postój? Efekt poszukiwań:
  • Cena LATAM na trasie Lima - Buenos Aires (pierwszy start: 1329 - ostatnie lądowanie: 0755) z dwoma zapewnionymi przesiadkami w São Paulo i Asunción w Paragwaju: 1677 złotych w jedną stronę
  • Ceny poszczególnych odcinków wyżej wymienionej trasy:
    • 1329 - 2030 Lima - São Paulo: 3915 złotych (za 1841 COPA poleci przez Panamę a w podobnej cenie Avianca bezpośrednio)
    • 2235 - 0045 São Paulo - Asunción: 2817 złotych (za 1972 Avianca poleci przez... Limę)
    • 0600 - 0755 Asunción - Buenos Aires: 502 złote (kilka złotych można urwać lecąc bezpośrednio Amaszonas del Paraguay)

Ceny lotów na trasie Lima - Buenos Aires

Początki ruchu nisko-kosztowego

Na szczęście na rynku międzynarodowym pojawiają się pierwsi przewoźnicy nisko-kosztowi. Przykładem są:
  • JetSmart - lata w Chile, Peru i Argentynie, oferując połączenia z Santiago de Chile do Arequipy, Buenos Aires i Limy
  • SKY airline - lata w Chile i Peru, oferując połączenia z Santiago do Buenos Aires, Mendozy, Limy, São Paulo i Rio de Janeiro, jak też z Limy do São Paulo i Rio de Janeiro
  • Wingo - lata w Kolumbii, oferując połączenia z Bogoty do kilku miast (także wyspiarskich) Ameryki Środkowej, Caracas oraz Quito
Przeszukując ich oferty warto przynajmniej raz dotrzeć do niemal końca procesu rezerwacji. Cena na listingu może bowiem być oznaczona jako 3 dolary za odcinek, jednak już po kliknięciu na wybrany rejs w koszyku pojawia się wartość $11,83. Gdy przejdziemy krok dalej okazuje się, że w tej cenie mamy tylko bilet i tzw. personal item, o ograniczeniach której nie wspomina się na stronie przewoźnika ani słowa. Kolejna taryfa - droższa o $22 - pozwala zabrać na pokład tzw. carry on bag (w zależności od źródła o wymiarach 24x35x45/55cm i do 20kg), bagaż nadawany do luku, oraz wybrać miejsce w samolocie.

Różnica w cenie lotów bez podatków i z podatkami w SKY airline

Kwestia bagażu może być bardzo istotna w zależności od planowanego odcinka. Jeśli bowiem mamy możliwość zostawienia części bagażu w miejscu do którego po kilku dniach wrócimy (tzw. mała lokalna baza), można rozważyć opcję LATAM. Linia ta w podobnej cenie z podatkami pozwala zabrać plecak do 10kg i o wymiarach 25x35x55cm. Natomiast gdy chcecie podróżować np. na południe kontynentu, pakiet duży bagaż podręczny + namiot i ekwipunek do luku bagażowego będzie dla Was opcją lepszą.

Wyjątki w wysokich cenach

Co ciekawe, wysokie ceny połączeń międzynarodowych nie są regułą łamaną przez pojedyncze linie.
Przykładowo LATAM z Limy do La Paz bezpośrednio poleci już za 650 złotych. Z krótką przesiadką w Cuzco za 485. Natomiast bezpośrednio z Cuzco już za 286 złotych. Najpewniej jest to efektem bezpośredniej konkurencji ze strony linii Amaszonas, która w podobnej cenie wlicza dwudziestokilogramowy bagaż nadawany.

Ceny lotów na trasie Cuzco - La Paz

Kolejnym przykładem jest miasto Calama. Choć większość lotów z Limy do Chile (z wyłączeniem Santiago de Chile) kosztuje solidnie powyżej tysiaka, LATAM z Limy do Calamy lata za 305 złotych (z dwoma przesiadkami), a w niektóre dni bezpośrednio - za 272 złote.

Wyszukiwarki tanich biletów lotniczych

Wyjątki te znalazłem wertując wyszukiwarkę Google. Jedną z jej mocnych funkcjonalności jest możliwość wpisania lotniska startowego i kraju do którego chce się dostać - np. z Limy do Ekwadoru. W ten sposób wyświetli się mapa z zaznaczonymi lotniskami w danym kraju, jak też cenami na wskazany dzień.

Przykłady cen lotów na trasie z Limy do Ekwadoru - wyszukiwarka flights.google.com

Niestety, wyszukiwarka Google nie obejmuje wszystkich linii lotniczych. Przykładem może być wspomniany przeze mnie wyżej JetSmart. Do niedawna jej oferty nie były widoczne w wynikach a aktualnie wyświetlają się z zaskakującym logotypem BH. Drugim przykładem jest, również wspomniany wyżej - Wingo. Jest to stosunkowo niewielki przewoźnik, który zastąpił kolumbijski oddział Copa. Odkrycie tej linii dość mocno urządza nas na trasie z Kolumbii do Ekwadoru. Niemniej o jej istnieniu i cenach dowiedziałem się dopiero dzięki Skyscanner. Dlatego moja rada - sprawdzajcie zarówno mechanizm Google, Skyscanner, jak też inne znane Wam wyszukiwarki.

Alternatywa do lotów pomiędzy krajami Ameryki Południowej

No dobrze, a co jeśli się po prostu nie da? W takiej sytuacji trzeba myśleć o podróżach autobusowych. W tym przypadku posługiwałem się wyszukiwarką Rome2Rio. Warto jednak pamiętać, że lokalny transport najlepiej sprzedaje się w okienkach. Dlatego, być może, na miejscu zorientujecie się, że opcji transportowych pomiędzy miastami jest więcej, niż mówił o tym internet :-) Poniżej wymienię kilka przykładowych sposobów/tras na przekroczenie granicy w Ameryce Południowej.

Przykładowo z La Paz do Chile będzie trzeba się przemęczyć 8-10 godzinnym kursem. Bilet startuje od $12, niemniej trasa do Arica ma 500 kilometrów i w jej trakcie trzeba pokonać 3 tysiące metrów w górę i niemal 7 tysięcy metrów w dół.

Pamiętając o stosunkowo tanich lotach krajowych, można rozważyć parę lotnisk położonych jak najbliżej po obu stronach interesującej nas granicy. Przykładem może być droga z Ekwadoru do Peru. Opcją jest dolot z Quito do miasta Santa Rosa, które znajduje się 45 kilometrów od dużego przejścia w Huaquillas. 21 kilometrów dalej, już po stronie peruwiańskiej, znajduje się lotnisko Tumbes, z którego kilkoma rejsami dziennie można się dostać do Limy.

Granicę pomiędzy Chile a Argentyną można natomiast przeskoczyć w Patagonii. Bardzo popularnym miejscem kilkudniowych trekkingów jest bowiem Torres del Paine. Od strony Chilijskiej najłatwiej się tam dostać stosunkowo tanim lotem ze stolicy do Punta Arenas, a następnie 302 kilometrowy odcinek pokonuje się autobusem. W drodze powrotnej warto rozważyć dojazd do El Calafate w Argentynie. Trasę o długości 212 kilometrów pokonuje się pięciogodzinnym kursem autobusowym, włączając w to formalności graniczne. El Calafate posiada natomiast regularne - znów akceptowalne cenowo - połączenia z Buenos Aires, jak też Ushuaią na południowym krańcu kontynentu.

Najciekawszym przykładem jest natomiast jedna z największych atrakcji na kontynencie - wodospady Iguazu. Znajdują się one na pograniczu trzech państw, gdzie każde z nich ma swoje miasto (ich centra są oddalone od siebie o kilkanaście kilometrów) i każde z nich ma swoje lotnisko:
  • Po stronie argentyńskiej Iguazú (IGR) - loty do Buenos Aires poniżej stówki
  •  Po stronie brazylijskiej Foz do Iguaçu (IGU) - loty do São Paulo i Rio de Janeiro od 370 złotych
  • Po stronie paragwajskiej Ciudad del Este (AGT) - loty do Asunción od 415 złotych - trzeba szukać na Skyscanner, ponieważ wyszukiwarka Google nie znajduje nic 
Ameryka południowa jest ogromnym kontynentem, gdzie odległości pomiędzy bliskimi miastami idą w setki kilometrów. Niestety nie zawsze, gdzie byłoby to wskazane, dostępne są loty w atrakcyjnych cenach. Dlatego zwiedzanie kontynentu warto podzielić na krajowe etapy i do planu podróży mocno włączyć komponent autobusowy.

poniedziałek, 24 października 2016

Przykręcanie śruby w Ryanair

No i skończyło się rumakowanie. Od bodaj niecałych trzech lat, Ryanair starał się zmienić profil na bardzo customer friendly. Marketingowo wyglądało to wręcz na całuski, cukiereczki, ciasteczka, w rzeczywistości już różnie. Totalna rewolucja w internetowym kanale sprzedażowym niejednokrotnie była pastwiskiem na tym blogu, ale dziś jest już dużo lepiej. Podobno linia wymaga na obsłudze pokładowej zwracanie większej uwagi na rację klienta, bez jakiejkolwiek zmiany w stawkach płacowych. W mojej opinii jest to słabe dorzucenie dodatkowych obowiązków, które niespecjalnie by mi się chciało rzetelnie wykonywać. Z drugiej jednak strony totalnie nie wywiązuje się z obietnicy przyciemniania świateł kabiny i zmniejszenia natrętności w sprzedaży pokładowej w godzinach późnowieczornych. Takowe przypadki mogłem policzyć na palcach jednej ręki. Co ciekawe, głównie na krajówkach włoskich ;) 

Oczywiście w dobroduszną przemianę na przewoźnika customer first jakoś nigdy nie wierzyłem, co pozwoliłem sobie ponad rok temu opisać w poście Dlaczego nie wierzę w zmianę w Ryanair? Nie musiałem długo czekać, ponieważ najwyraźniej linia, po sporych wydatkach na marketingową przemianę, przeszła teraz na etap dokręcania śruby.

Gdzieś w sieci dało się bowiem wyczytać, że na następny rok planowana jest istotna zmiana w procesie rezerwacji biletów. Aby tego dokonać, będzie trzeba przystąpić do programu lojalnościowego. W skrócie, wizja-raj dla cybernetycznych anarchistów, gdzie korporacja wie na jakich latasz trasach, jaką cenę jesteś w stanie zaakceptować i podpowiada ci co jeszcze możesz dokupić po - oczywiście - spersonalizowanej dla ciebie cenie. Ile w tym prawdy? Cóż, już jakiś czas temu z Dorotą zauważyliśmy, że na trasie Wrocław - Warszawa (i vice versa) taryfy zmieniane są kilka razy dziennie. I nie chodzi tutaj o wyprzedawanie się biletów a tym samym wskoczenie w wyższy poziom cenowy - o całe pakiety taryfowe. Przykładowo w określone dni patrzę na loty do stolicy na za trzy miesiące. Większość biletów jest po 21 złotych, ale akurat ostatni piątkowy rejs i pierwszy sobotni są - oznaczone jako mega promocja - w cenie 91 złotych (testowanie ile można zarobić na weekendowych wypadowiczach?). Następnego dnia rano nastąpiło przetasowanie, zamiast 91 jest niepromocyjne 86 złotych. W okolicach południa ceny natomiast stają do góry nogami i akurat mogę kupić ten obserwowany piątkowy w najniższej taryfie. W mojej opinii tak częste przetasowania w pakietach taryfowych są nieuzasadnione w jakiś sensowny sposób. Dlaczego więc tak? Szczerze nie wiem.

Może to nieco naiwne podejście z mojej strony, ale właśnie z powodu takiego manipulowania big data, research cenowy staram się wykonywać w przeglądarkowym oknie incognito. Nawet w Wizz Air na konto loguję się dopiero wtedy, gdy jestem przekonany o chęci zakupu biletów na wybrane już rejsy. Dlatego też do aplikacji i programu lojalnościowego Ryanair mam dość mieszane uczucia. Zwłaszcza, gdy sam CEO linii wskazuje, że bilety lotnicze w przyszłości będą stanowić jeszcze mniejsze źródło dochodu linii, większy nacisk będzie natomiast kładziony na sprzedaż wiązaną.

Dodatkowo Ryanair zaczął dokręcać śrubę w kwestii darmowej odprawy internetowej. Dotychczas takowa była dostępna na tydzień przed planowanym odlotem. Od 1. listopada dostępna będzie na cztery dni przed odlotem. Oczywiście nie jest to widzimisię linii, tylko działanie mające zachęcić do płatnego odprawiania się, które jest dostępne już od - uwaga - 30 dni przed planowanym odlotem. Czy taka zmiana coś wnosi? W przypadku lotów częstych niekoniecznie. Na lotach Wrocław-Warszawa odprawiam się zwyczajowo jako jeden z ostatnich - dlatego już przywykłem do siedzenia w rzędach ewakuacyjnych, lub z przodu samolotu. Inaczej sprawa wygląda natomiast przy lotach wakacyjnych, zwłaszcza tych o dłuższym terminie pobytu na miejscu. Owszem, jest internet i aplikacja mobilna, przez co nie trzeba - jak kiedyś na Majorce - z laptopem drałować do najbliższego Maka celem odprawienia się. Jednak wakacje rządzą się swoimi prawami. Dlatego pomimo kalendarzy, przypominajek, niby-wszechobecnego internetu i ułatwień technologicznych, pewnie niekoniecznie trudniej jest przeoczyć konieczność odprawienia się. Dajmy na to, niech to będzie 0,5% z 200 milionów pasażerów razy €45. Hmmmmm....... :D 

Tak swoją drogą zastanawiam się jaki będzie kolejny etap dokręcania śruby? Są to wyłącznie moje przypuszczenia, ale sporo miejsca widzę w kwestii bagażu podręcznego. Zauważcie proszę bowiem, że w chwili obecnej linia ma jedną z najlepszych ofert na rynku. Na lotniskach weryfikacja jest bardzo wyrywkowa, na pokład można wnieść standardowy bagaż podręczny o wadze do 10 kilogramów, oraz dodatkowo mały pakunek. Oczywiście dwa plecaki o maksymalnych wymiarach nie zmieszczą się w schowkach samolotu, dlatego od dwóch lat standardowym stało się przekazywanie bagażu do luków jako delivery at aircraft. Problemy z bagażami uwidaczniane są jeszcze bardziej przy rejsach na samolotach nowej generacji, których kabinowe schowki są dużo mniejsze.

Teraz porównajmy sobie tą hojną ofertę Ryanair do obostrzeń Wizz Air z ich darmowym małym plecaczkiem i kosmiczną plątaniną w cenach za pozostałe typy bagażów, czy też do ograniczeń u tradycyjnych przewoźników. PLL Lot, lub nawet Lufthansa (czym notabene bardzo mi podpadła) wprowadziły bowiem taryfy sarkastycznie określane micro-basic, pozwalające zabrać na pokład bagaż o wadze do 8 kilogramów. Przy takim rozwoju zastanawiam się, czy ta chętnie praktykowana procedura free gete bags nie jest właśnie przygotowaniem do jakiś zmian. A skoro dokręcamy śrubę, to może legendarne sceny na lotniskach w Gironie lub Alicante znów staną się standardem podczas odpraw na rejsach Ryanair? Zobaczymy.

piątek, 5 sierpnia 2016

Najlepszy plecak na bagaż podręczny w Wizz Air - Wanabee Hike 30

Ostatnie miesiące to u mnie rewolucja w osprzęcie podróżniczym. Częściowo wynika to z konieczności podyktowanej zużywaniem się rzeczy już posiadanych, częściowo z potrzeby posiadania czegoś, co będzie stosunkowo często używane. Przykładowo buty trekkerskie, których jeszcze niedawno w ogóle nie miałem potrzeby posiadać a w ciągu ostatniego roku chodziłem w nich w sumie przez kilkanaście dni.

Wczoraj opublikowałem recenzję wysłanego na emeryturę plecaka podróżnego, z którym przejeździłem siedem ostatnich lat. Od tamtych czasów rynek nieco uległ zmianie. Płatne bagaże rejestrowane wprowadzili przewoźnicy sieciowi, których limity kabinowe są jeszcze mniejsze niż w Ryanair. Bardziej drakoński ruch zastosował natomiast Wizz Air, wprowadzając płatny tzw. duży bagaż podręczny. W przypadku podróży w jedno miejsce na 4 dni - spoko, jesteśmy w stanie zmieścić się w niewielki plecak. Jednak gdy lecimy na np. dwa tygodnie, a na plecach musimy przewieźć np. materac, śpiwór i inne objętościowe rzeczy, bez konieczności dokupienia dużego bagażu podręcznego się nie obejdzie. Pal licho jak by to było €5. Widziałem jednak trasy na których za plecak trzeba było zapłacić prawie 100 złotych. Totalną ciekawostką natomiast był nasz ostatni zakup biletów na trasie z Bergamo do Warszawy, gdzie duży bagaż podręczny kosztował €9, a możliwość zabrania walizki do 23 kilogramów... €10. Cóż, Wizz Air czasami jeszcze bardziej odp...dala niż innym nisko-kosztowym liniom.

Ciekawym obejściem tych ograniczeń jest plecak, który kupiłem na wiosnę. Potrzebowałem bowiem czegoś mniejszego, tak aby spakować się na weekendowe loty do Doroty, mieć możliwość zabrania go jako mały bagaż podręczny w Wizz Air, lub iść z nim na niewielkie zakupy codzienne. Po krótkim researchu padło na Wanabee Hike 30 kupionym w Go Sport. Plecak ten, to wyjątkowo pojemny, jednokomorowy trzydziestoliterek. Posiada dwie kieszenie po bokach (zamki na niemal całą wysokość plecaka), jedną na górnej klapie, siatkę, linkę umożliwiającą spięcie jakieś bluzy, oraz dolny uchwyt na worek z materacem lub śpiworem. Co w nim jednak najważniejsze, to niemal idealne dopasowanie do wymiarów małego bagażu podręcznego w Wizz Air*. Plecak wchodzi do koszyka bez najmniejszych problemów, pozostawiając z boku nawet ciutkę wolnej przestrzeni. Konstrukcja plecaka nie pozwala na jego rozbudowanie, kieszenie boczne pochłaniają bowiem przestrzeń do wewnątrz. Ma to swoje wady: gdy jesteś zapakowany pod kurek i na miejscu jeszcze dokupujesz jakieś rzeczy typu woda i przekąski, nie możesz ich po prostu dorzucić. Przypomnę jednak o zalecie przewodniej - po prostu wiesz że nie przekroczysz wymaganych wymiarów małego bagażu kabinowego Wizz Air :-) 

Co ciekawe, po kilku próbach odniosłem wrażenie, że w komorze plecaka musi być zamontowana jakaś niewielkich rozmiarów czarna dziura. Pomimo swojej skromnej przestrzeni jest on bowiem niezwykle pakowny. W trakcie wyjazdu do Norwegii zmieściłem w nim materac, śpiwór, kosmetyczkę, półlitrowy kubek z mobilną kuchenką, wyżywienie, ręcznik, ciepłe ciuchy do noclegu w plenerze i zostało w nim jeszcze nieco wolnej przestrzeni. Bez większego problemu w takie plecaki spakowaliśmy się też na pięciodniowy wypad do Bośni i Hercegowiny, przenosząc w nich oczywiście część wyżywienia (trekking w ramach całodniowej przesiadki w Szwecji), materace, ciuchy, kosmetyczki itp. Kilka dni temu przeprowadziłem też hipotetyczny stress test. W plecaku zmieściłem bowiem najtańszy dwuosobowy namiot z Decathlona, śpiwór (+ przeciwdeszczowy ochraniacz na niego), dwa materace, ręcznik i kosmetyczkę. Podróżując w parze, drugi taki plecak musi pomieścić już tylko drugi śpiwór, ręcznik, ciuchy i wyżywienie. Pozwala to postawić śmiałą teorię, że w taki sposób da się polecieć na czterodniowy wypad w dzicz. Wprawdzie stelaż od namiotu, mimo włożenia po skosie, wystaje poza limit Wizza o jakieś 4 centymetry, jednak problemy na lotnisku z powodu takiego przekroczenia musiałyby być efektem wyjątkowego pecha. Zresztą, gdy akurat zauważamy wyjątkową nadgorliwość pracowników lotniskowych, wystarczy ten stelaż po prostu wyjąć i na czas przechodzenia przez bramkę trzymać gdzieś ukryty :-)

Porównanie wielkości plecaka Wanabee Hike 30 i najtańszego namiotu z Decathlona

Rzeczy na biwakowanie, które zaraz znajdą się w środku plecaka

Skośne ułożenie stelaża namiotu

Plecak Wanabee Hike 30 spakowany na biwakowanie

Jedyne do czego ciężko mi było przywyknąć w Hike 30, to konieczność zwiększonej uwagi podczas jego pakowania. Najpierw trzeba bowiem ogarnąć kieszenie boczne (przypominam: zajmują przestrzeń do wewnątrz plecaka). Pakując główną komorę trzeba ciągle mieć na uwadze równomierne wypełnienie każdej jej części. Dość szybko bowiem okazuje się, że gdzieś po drodze pojawiają się dziury powietrza, które sprzyjają lekkiemu deformowaniu konstrukcji (dyskomfort w noszeniu), oraz są po prostu marnotrawstwem dostępnych zasobów. Odrobina uwagi pozwala jednak na dokonywanie czarnodziurowych cudów o jakich pisałem wyżej :-)

W trakcie pakowania warto również mieć na uwadze fakt, że plecak Wanabee nie posiada żadnego metalowego stelaża na plecach. Dzięki zamiennemu zastosowaniu pewnego rodzaju giętkiej płachty utwardzającej tylną część, plecak sam w sobie jest dość lekki. Z drugiej jednak strony bezmyślne upychanie komory głównej sprzyja powstawaniu tzw. efektu tuby.

Dodatkowo wspomnę, że plecak jest sprzedawany bez żadnego pokrowca przeciwdeszczowego. Spokojnie jednak mieści się w moją Quechuę o pojemności 35 - 50 litrów. Przy dość dokładnym spięciu pokrowca, pozostała przestrzeń może być wykorzystana do przenoszenia dodatkowych drobnych pakunków, do których będzie trzeba mieć w miarę częsty dostęp, np. butelkę z płynami.

* Na koniec opisu muszę Wam wspomnieć o jednej bardzo ważnej uwadze. Otóż idealne dopasowanie do koszyka Wizz Air wcale nie oznacza, że taka sytuacja będzie miała miejsce na każdym lotnisku. Sieć internetowa od wielu lat zapełnia się bowiem wpisami, że niektóre wzorniki są nawet 3 centymetry mniejsze niż limity wskazane przez linię. Pierwszy eksperyment Doroty wskazujący idealne dopasowanie miał miejsce we Wrocławiu. Na Okęciu okazało się jednak, że plecak jest nieco za wysoki, chociaż był zapakowany mniej więcej tak samo. Na szczęście wspomniany brak metalowego stelaża w plecaku, umożliwia lekkie zgięcie jego górnej części w taki sposób, aby nie wystawała ona poza koszyk. Dlatego też polecam wstrzemięźliwość w tzw. pakowaniu się pod kurek. Gdy jednak nie jesteście w stanie nieco ograniczyć liczby swoich rzeczy, polecam praktykowany od lat patent pasa, lub jak kto woli - nerki. Z moim, również dość pojemnym, jeżdżę już chyba szósty rok i jeszcze nikt nie zwrócił na niego uwagi podczas boardingu do samolotu.

wtorek, 26 lipca 2016

Rzecz o usability po raz kolejny

Jest pewna niezmienna zasada, która powinna przyświecać projektantom dobrych witryn, lub aplikacji internetowych. Im coś prostsze, tym więcej klientów przyciągnie, a im coś bardziej przejrzyste, tym prostsze. Niby banał, jednak praktycznie w każdej pracy spotykałem się z sytuacjami, że ta prostota i transparencja z różnych powodów były gubione. Niestety, od klątwy tej nie udaje się uciec również liniom lotniczym. Może to dotyczyć rzeczy pierdołowatych, jak opisywana kilka lat temu nieczytelna mapa połączeń easyJet. Może jednak oznaczać też totalny fakap, jak podniesiony niedawno alarm, że w Ryanair kupuje się bilety na niewłaściwy dzień. Wprawdzie po późniejszych testach okazało się, że błąd ten występował na określonej wersji przeglądarki, być może z zainstalowanymi wtyczkami deweloperskimi, co jednak nie zmienia faktu, że u pewnej części użytkowników występował. Dziś opiszę Wam sytuację prawdziwą, dotyczącą konkurenta Francy - Wizz Air.

Niedzielne południe w Krakowie. Na dworze pada i leje i leje i pada.... Siedzimy w kawiarni już drugą godzinę. Poszedłem na chwilę do toalety. Gdy wróciłem, Dorota ze wzrokiem wlepionym w telefon emanowała kurwikami. No tak, coś znalazła ;) Patrzę, Warszawa - Kutaisi na grudzień. Do cudnej ceny dochodzi wylot późnym wieczorem w piątek i powrót we środę rano. Czyli dwa dni urlopowe, cztery doby na miejscu, trzy noce w hotelu, a powrót idealnie na prysznic w domu i hopkę do pracy. Trochę to dziwne, mówi Dorota, bo w sezonie zimowym Wizz miał latać na tej trasie tylko raz w tygodniu. Cóż, może uzupełniają rozkład, dodali nowe rotacje, nałożyli nową siatkę cen i mamy okazję. Zaznaczam więc wylot, przylot, wpisuję nasze dane, przechodzę przez miliardy opcji tzw. dodatkowych usług, aby dotrzeć do płatności. Od momentu kliknięcia na daty - wybrane jako 02. grudzień i 07. grudzień - na dole ekranu pojawił się zwinięty pasek z ceną końcową. Fajny ficzer, pokazuje czy aby na pewno nie zaznaczyłem któreś z tych dodatkowych usług i przede wszystkim ile ostatecznie będzie mnie kosztować lot. Coś mnie jednak podkusiło, aby w ostatnim kroku - tuż przed zatwierdzeniem płatności - przesunąć ten pasek do góry. Wtem moim oczom pokazał się pełen plan podróży a tam... że zamiast na przedłużony weekend, funduję sobie wyjazd na tydzień. WTF?

Wybór daty lotu na 02-07.12.2016
Wskazanie dostępnych rejsów, jak by odbywały się w wybrane dni
Odklikiwanie tzw. usług dodatkowych
Podsumowanie zakupu

Sytuacja ta jest ewidentnym fakapem Wizz Air dotyczącym rzadko uczęszczanych tras. Otóż, jak być może pamiętacie z desktopowej wersji strony, po wpisaniu daty i trasy, system zwraca rejsy na wskazany dzień i jemu okoliczne. Niemniej w wersji normalnej widnieje tabelka, która jasno komunikuje, że we środę 07. grudnia nie ma lotów, a najbliższy zaplanowany jest na 10. grudnia. Niestety, w wersji mobilnej zadbano tylko o to, aby wyświetlić datę na którą się wyszukuje, bez informacji jakiego dnia dotyczy wyświetlany rejs. Podsumowanie przedstawione w ostatnim z serii powyższych zrzutów ekranu wyświetla się natomiast dopiero po próbie przesunięcia paska w górę. Czyli dopiero po wykonaniu przez klienta jakiegoś działania.

Próba kupna biletu na niewłaściwy termin - desktopowa wersja strony Wizz Air

Szczerze, wygląda mi to na ewidentny fakap ze strony projektującego wersję mobilną strony. Nie jestem sobie w stanie wyobrazić jak taki bubel przeszedł przez akceptację testera aplikacji. Nawet jeśli bowiem zatrudniają na pół etatu dokształcającego się studenta, który nie ma zielonego pojęcia czym jest internet i samoloty, to taki błąd powinien być wykryty w pierwszym dniu testów. Linie lotnicze, powinny dbać o wizerunek marki, ponieważ obracają się w biznesie uznawanym za coś skomplikowanego, wymagającego precyzji i bezpieczeństwa pod każdym względem. Dla większości pasażerów, latanie jest bowiem wciąż stanem nienaturalnym, w trakcie którego oddają swoje życie w ręce innych osób. Jak więc taka linia ma uchodzić za bezpieczną, jeśli nie jest w stanie zapewnić sprawnie działającego podstawowego kanału swojej sprzedaży? Oczywiście witryna internetowa a bezpieczeństwo i jakość parku maszyn to dwie niepołączone ze sobą sprawy. Jednak podejrzewam że wiele osób mimo wszystko łączy bezpieczeństwo operacji lotniczej z jakością strony internetowej. Poziom specjalistycznej wiedzy współpasażerów wielokrotnie słyszałem bowiem na pokładach, przy tekstach pokroju ale lecimy starym gratem - bo samolot ma wytarte fotele, brudne okna, zużyty dywanik w przejściu lub tzw. przetarty nos (w wyniku być może bird strike-a nastąpiło uszkodzenie osłony instrumentów pokładowych na dziobie samolotu, a wstawiona nowa jest jeszcze w białym kolorze, zamiast w barwach linii). Oczywiście wszystkie takie niedociągnięcia są kwestią wizerunkową przewoźnika, która mnie raczej nie obchodzi. Bardziej ciekawi mnie statystyka dramatów, tzn. ile osób po zakupie nie analizuje danych w mailowym potwierdzeniu rezerwacji i później stawia się na lotnisku zupełnie innego dnia, niż zaplanowano dany rejs?

czwartek, 5 listopada 2015

U innych przewoźników też ciekawie, czyli antyprzejrzystość internetowej sprzedaży

Przeglądając ostatnie wpisy na blogu można odnieść wrażenie że jestem strasznym Ryanairowym hejterem. To też :D Jednak żeby zachować jakieś pozory równowagi dziś opiszę kilka ciekawszych przykładów według których u konkurencji tego przewoźnika usability też nie jest najważniejszym celem.

Wątek dotyczący easyjet powstaje na bazie wspomnianego w poprzednim wpisie wyjazdu do Aten. Okazało się bowiem że zamiast na Modlin i jechanie do Warszawy tylko na nocleg, lepiej będzie nam lecieć do Berlina, aby po dwóch godzinach busem spod lotniska ruszać w stronę Wrocławia. A że w styczniu generalnie ceny są fajne, to jedziemy.  Do niedawna bilety w easyjet kupowało się na tzw. patent krakowski. Czyli dla mojego przykładu należało wyszukać lotu z Krakowa do miasta w strefie euro, zaznaczyć a następnie dodać docelowy lot z Aten do Berlina. Po dodaniu tego rejsu należało skasować odcinek z Krakowa, przez co cena nadal była wyrażona w złotych. Patent ten miał na celu zaoszczędzenie kilku procent. Jeśli bowiem już na samym początku zaznaczyłem lot z Aten, cena podana była w Euro a przewalutowanie jej na stronie na złotówki dawało wynik o te właśnie kilka procent gorszy.

Generalnie decyzja dotycząca dat wylotu i trasy przeciągała się i po jakimś czasie musiałem sprawdzić aktualność cen. Damn, wszystkie ceny wzrosły o jakieś €10. No ale dobrze, podjęliśmy decyzję i mimo wszystko bookujemy. Znów ten sam termin, trasa i... ceny spadły... Po kilku próbach doszedłem do zdania, że cena dla jednej osoby jest wyższa niż cena za bilet przy zakupie dla trzech osób. Reguła ta dotyczyła wszystkich terminów na różnych trasach. Hm... dofinansowanie dla wycieczek wieloosobowych, jakaś rodzina plus czy co? ;) Nic bardziej mylnego. Okazało się bowiem, że easyjet bardzo sprytnie poukrywał transakcyjny haracz. Coś na wzór znanej w Ryanair płatności za płatność dokonaną niekoszerną kartą kredytową. Tylko że tam było to €5 za osobę za odcinek a w easyjet 65pln za kupno, niezależnie od tego ile osób i na ilu odcinkach. W mojej opinii zasadność takiej opłaty jest dyskusyjna, ponieważ jest nierównomiernie rozłożona na klientów (taka sama niezależnie od zakupów na sumę €20 czy €2000), oraz zdecydowanie nie odzwierciedla ponoszonych kosztów związanych z transakcjami finansowymi. Dlatego w mojej opinii haracz. Do niedawna opłata ta widniała jako coś osobnego. W Ryanair dodawana była - a jakże - na samym koniuszku procesu rezerwacji, w easyjet widniała po prostu jako nieunikniony dodatek. Jednak prawo unijne w pewnym momencie nakazało wyświetlanie ceny finalnej z wliczonymi wszelkimi niemożliwymi do uniknięcia opłatami już na samym początku rezerwacji. W Ryanair poszli nieco po rozum do głowy po prostu podwyższając stawki, w easyjet postanowiono zagrać z klientami w głupka.

Teraz wyjaśnienie o co chodzi. W chwili obecnej bilet na trasie Ateny - Berlin na 25.02 dla jednej osoby kosztuje €35,99. Przy rezerwacji dla trzech osób bilet kosztuje już €24,66 a dla pięciu €22,39. Skąd taki skok? Otóż sam goły bilet to koszt €19, kolejne €17 jest ukrytą w cenie opłatą transakcyjną. Jeśli zakup będzie dotyczył jednego biletu, jeden pasażer musi pokryć cały koszt, czyli €36. Jeśli zakup będzie dotyczył trzech pasażerów, dzielą oni koszt, przez co mamy €19 + (€17 / 3) = €19 + €5,66 = €24,66.
Różne ceny biletów w zależności od liczby pasażerów

Jeszcze większe zamieszanie wychodzi gdy na jednej rezerwacji chcemy kupić kilka lotów. easyjet zezwala na coś takiego poprzez przycisk Dodaj więcej lotów. Niestety jest spore ograniczenie - wszystkie rezerwacje muszą być na te same nazwiska. Ergo: do Aten lecimy we trójkę, okazyjnie z Krakowa do Hamburga na weekend chciałem lecieć sam. Plan więc upadł. Ale zwróćcie proszę uwagę na wredną ściemę ze strony easyjet, jakiej notabene dałem się uwieźć. Wybieram ten nieszczęsny odcinek Ateny - Berlin na 25.02 i klikam na sławetne Dodaj więcej lotów. Wyszukuję Kraków - Hamburg na 29-31.01. No kurczę, ceny piękne - 8PLN tam i 62PLN na powrocie. Czyżby tania ropa sprawiła że wracają czasy lotów za euro? Niestety, gdy zorientowałem się że nie jestem w stanie zmienić rezerwacji w taki sposób, aby do Hamburga lecieć samemu, propozycja z 70 sfinalizowała się dla mnie na poziomie 141 złotych - dwukrotnie więcej.

Okazało się bowiem, że dzielenie opłaty transakcyjnej dotyczy tylko pierwszego wyszukanego odcinka, ceny pozostałych w tym nie partycypują. Gdy z listy odcinków skasowałem Ateny - Berlin, wyskoczyło mi info o przeniesieniu opłaty, w cenach zrobiły się jakieś czary-mary i z lotów tak tanich że można by było polecieć choćby na piwo, otrzymałem stawkę nad którą już zacząłem się zastanawiać. Cóż, Unia nakazując wyświetlanie ceny końcowej chciała uratować mniej zorientowanych klientów przed różnymi gierkami głównie nisko-kosztowych przewoźników. Niestety w tym przypadku sprawy wzięły zupełnie inny obrót co zdecydowanie nie sprzyja budowaniu zaufania wobec marki. 

 Z pozostałych kwestii dotyczących rezerwowania u easyjet - mocno zaczyna mnie denerwować archaiczność ich strony internetowej (choćby data wybierana z rolety a nie przy użyciu kalendarza). Odnoszę wrażenie jak by brakowało im architekta systemu, który dbał by o najdrobniejsze szczegóły. W zamian tego nowe elementy są dodane aby były. Tu nagle wyskakuje mi jakieś okno z ofertami noclegowymi (nie najlepiej obrendowany silnik booking.com), tam trzecie zwrócenie uwagi że może jednak chciałbym kupić bagaż nadawany, ubezpieczenie albo wybór miejsca, następnie znów oferta booking.com, potem samochody aby w końcu przejść... na stronę zmuszającą mnie do zalogowania się lub stworzenia nowego konta klienta. OK, zatem przechodzimy przez cały proces przypominania hasła (w easyjet bilety kupuję raz na kilkanaście miesięcy) i wtedy owszem, moje dane kontaktowe są potwierdzone, niemniej muszę je jeszcze raz wpisać w sekcji pasażerskiej. A gdyby mi było mało klikania, to jeszcze obowiązkowo muszę wypełnić ankietę dającą znać linii z jakim typem pasażera mają do czynienia. Szkoda że nie ma opcji przyczyny podróży: aby zacząć was unikać następnym razem ;)

Tyle żali na temat easyjet. A jak sprawa wygląda u konkurencji? Cóż, Volotea na swojej wiecznie zwieszonej witrynie też reklamowała się biletami za €10. Warunkiem było jednak posiadanie konta supervolotea, które kosztuje - bagatela - €50 rocznie. W Vueling widzę bilet powrotny po €80, ale do tego dochodzi €10 opłat transakcyjnych (€5 na każdy odcinek) + €2,70 opłaty za płatność (ponad 3% intercharge!?). Wizzair ze swoimi  (w zasadzie zależnymi chyba od wielkości plam na słońcu lub widzimisię serwerowych chochlików) zmiennymi opłatami za priorytet, miejsce, kontami i kilkoma typami bagaży podręcznych oraz nadawanych to już kompletnie odleciał na inną planetę. Norwegian natomiast potrafi zdenerwować zmiennością rozkładów, gdzie niektóre regularne trasy, godziny i dni rejsów zmieniają niemal co dwa tygodnie. Co opiszę niedługo, w Airfrance nie opłaca się kupować biletów, ponieważ za te same rejsy kilkadziesiąt złotych taniej zapłaci się u pośredników. Natomiast bilet na rejs wykonywany samolotem CSA jest nieco droższy w samym CSA niż w powiązaną z nią umową Code share Air Europa.

sobota, 27 kwietnia 2013

Ryanair exclusive

Nisko-kosztowy rynek lotniczy to naprawdę bardzo wdzięczny temat do obserwacji. Jest bowiem piekielnie dynamiczny, nie pozwala się nudzić a po kilku latach co jakiś czas potrafi porządnie zaskoczyć. Jedną z ostatnich ciekawostek stał się fakt, że jedna z najbardziej znienawidzonych i posiadających jedną z największych grup tzw. haterów firma stała się tworem ekskluzywnym. Bo naprawdę trzeba się wykazać jakimiś nadzwyczajnymi zdolnościami aby w ogóle być w stanie kupić u nich bilet lotniczy. Oczywiście pominę fakt że przed dokonaniem płatności trzeba zaznaczyć/odznaczyć/wybrać szereg opcji innych niż mówi podpowiedź aby nie narazić się na dodatkowe koszty, a wszystko to na przestrzeni ilu, już chyba kilkunastu różnych podstron? W sumie policzyłem.
  1. Strona główna, wybieram trasę i datę
  2. Podaję sekretne hasło dostępowe
  3. Wybieram konkretny lot
  4. Mnóstwo dodatkowo płatnych opcji
  5. Jakiś banner gdzie jedynym widocznym przyciskiem jest opcja dodatkowo płatna
  6. Reklamy typu bagaże, telefony i inne bzdury
  7. Kolejna reklama, tym razem Hertz
  8. Yes, wreszcie płatność
  9. Tu już chyba jest potwierdzenie rezerwacji - dawno tego nie robiłem więc nie wiem czy nie czekają w tym miejscu kolejne niespodzianki.
Mea culpa. Nawiązując jednak do tego co przed wyliczanką, oczywiście poza wątkiem jest również fakt zdarzającej się niemożności zapłacenia za wykupione loty. Już od wielu lat przewija się bowiem jakiś problem techniczny kiedy to płatności są po prostu odrzucane. Ciekawy jestem czy nieprzypadkowo najczęściej słyszałem o płatnościach dotyczących zakupów bez opcji dodatkowych, zwłaszcza kartami które kiedyś zwalniały z płatności za płatność?
 
To jednak wątki znane. Co przykuło moją uwagę podczas ostatniego przeglądania cen to zmiana systemu do wpisywania sekretnego hasła. Wygląda więc na to że stary system Captcha był niewystarczający i postawiono na skrypt wymagający większej inteligencji. Solvemedia bawi się bowiem w różne gry. Czasami trzeba więc wpisać zwykły tekst, czasami rozwiązać zadanko, rebus, być może wykonać specjalne ćwiczenie typu splunąć trzy razy przez lewe ramię a następnie hasło wklikać kciukiem lewej dłoni przełożonej pod prawą nogą ;) Typowa anty-customerska polityka Ryanair. Jednak wygląda na to że linia postawiła na ekskluzywną grupę klientów o ponadprzeciętnej inteligencji graniczącej wręcz z wyczuwaniem pozapercepcyjnym. Bo chyba trzeba mieć nawiązane połączenie z pewnego typu mocą aby wiedzieć co jest napisane w poniższych przykładach?
 
 
Oczywiście przydatną w posługiwaniu się mocą może być znajomość języka angielskiego, jednak nawet najlepsi mistrzowie Jedi mogą mieć problemy z wyczytaniem poniższych przykładów.

 
Przeglądając przykłady i z nieukrywaną radością kolejny raz klikając w przycisk ctrl+f5 w przeglądarce, odniosłem wrażenie pewnej powtarzalności słów. Zacząłem się więc zastanawiać na ile w słowniku maczał palce sam CEO Ryanair - MOL. Znany jest on bowiem z dość, no może aby nie używać wulgaryzmów to nie napiszę dosadnie jakiego charakteru (sporo Irlandczyków pasuje do tej cechy), ale zobrazuję to przykładami.
co według megasłownika oznacza
 
 
 
W ten sposób Ryanair ustrzelił niezłego hat tricka.
 
Dodatkową ciekawostką jest kolejna próba zastosowania bardziej inteligentnego marketingu. Niekoniecznie tego negatywnego (nie ważne co mówią, ważne żeby zapamiętali), gdzie strona internetowa jest po prostu wstrętna, nieczytelna, niepełna treściowo (czy tylko ja od długiego czasu widzę pustą prawą część strony głównej?) a kolorystyka jak z niskich lotów festynu. Ryanair jakiś czas temu zaczął prawdopodobnie wprowadzać bardziej inteligentne rozwiązania optymalizacyjne. Jednym z tego skutków jest pewnie poszatkowanie rozkładu lotów. Podejrzewam że jakiś mądry program wyliczył że układ lotów w taki dzień i o takich godzinach przyniesie największe zyski, przez co siatka została wymemłana bez możliwości łatwego zapamiętania że o tej porze takiego dnia tygodnia można się spodziewać rejsów w takie miejsce (piekielne utrudnienie przy planowaniu krótkich przesiadek na niecodzienne kierunki). Ciekawostką jest jednak zastosowanie captchy do gierek socjologicznych pozwalających zapamiętać kilka haseł kluczowych.
Chociaż w tym ostatnim przykładzie wydaje mi się że widzę napis "ultra blow fares" - w wolnym tłumaczeniu nadmiernie nadmuchane ceny ;) 
 
A teraz na poważnie. Ryanair po raz kolejny przekracza pewne granice totalnego olewania klientów. Oczywiście, podjęcie pewnej decyzji przez nieuwagę jest ewidentną winą klienta, ale liczba nastawionych na niego pułapek po prostu przekracza wszelkie granice przyzwoitości. Dlatego od pewnego czasu wszystkim na których mi zależy odradzam korzystanie z jej usług, a jeśli już nie mają wyboru to staram się sam zrobić rezerwację. Internet jest bowiem miejscem piekielnie niebezpiecznym, zwłaszcza jeśli ktoś jest najzwyczajniej naiwny lub nierozumiejący zagrożeń czy nieczytający dokładnie na co się pisze. Dobrze że przy opisywanej Captchy jest polecenie w języku polskim wpisz. Ale szczerze takie hasło przypomina mi szereg namawiających do kliknięcia bannerów z napisami Odtwórz / Pobierz, że moja wtyczka flash jest nieaktualna i należy ją zaktualizować klikając, że znają sposób jak schudnąć 4 kilogramy w 10 dni lub że mają zdjęcia nagiego biustu jakieś telewizyjnej taniej gwiazdeczki. Najgorsze jest to, że po kliknięciu można się spodziewać wszystkiego - łącznie z wykradnięciem danych i przejęciem kontroli nad komputerem. Dlatego staram się jak mogę chronić bliskich od tego typu pokus, a Ryanair polecałbym zwrócenie nieco większej uwagi na przejrzystość własnych usług. Pominę wieloletnie historie typu bagaż podręczny i kosmiczne kary za każde przeoczenie. Przykładowa zmiana Captchy zmieniła bowiem nieco układ strony. Oczywiście mistrzowie od optymalizacji olali fakt że nieco w dół został przesunięty pewien tekst który na stronie prezentowany jest teraz w postaci dziwnych kropek. Na szczęście są tam jakieś stare śmieci - w tym przypadku napis Nie masz dostępu do tej strony jeśli używasz programu automatycznego. Jest to pewne wytłumaczenie dlaczego ta Captcha i mówi dużo więcej niż wspomniane wcześniej wpisz. Tylko że teraz ukryte. Gdybym jednak nie znał kilku technik webmasterskich pozwalających na sprawdzenie tej treści, po charakterze Ryanair spodziewałbym się najgorszego - np. tekstu "Klikając powyższy przycisk zgadzasz się na comiesięczne pobieranie z Twojej karty kredytowej abonamentu za korzystanie ze strony Ryanair, oraz dodatkowo na instalację oprogramowania pozwalającego na szpiegowanie Twojego ruchu w internecie i przechwytywanie wszelkich wpisywanych haseł dostępowych". Oczywiście wszystko to w ramach opakowanego w ładne słowa (ukrytego) disclaimera. Kontakt ze światkiem finansowym pokazał mi sporo przykładów jak łatwo można klienta czy nawet współpracownika ściemnić, wyprowadzić w pole czy zastosować jakąkolwiek inną zagrywkę do osiągnięcia własnego wątpliwej jakości zysku.

Szczerze nie wiem jak sytuacja z captchą wygląda teraz. Moje przykłady są sprzed kilku dni. Odświeżanie strony i sprawdzanie kolejnych przykładów bardzo uprzyjemniło moją przerwę z kawą. Być może Wy też znajdziecie kilka perełek? W sposób Ryanairowy życzę Wam niezłej przy tym zabawy :-)

środa, 21 listopada 2012

Cena darmowych biletów

W chwili obecnej nisko-kosztowe niebo nad Polską spowite jest działaniami wojennymi między Wizz Air a Ryanair. W większości miast opiera się to na obniżaniu cen za bilety lotnicze, w okolicach Warszawy dodatkowo na PRowej ofensywie. Od kilku miesięcy obserwować można organizowane co jakiś czas konferencje prasowe. A to Ryanair robi własną w nieczynnym jeszcze terminalu w Modlinie, gdzie głosu nie mają przedstawiciele lotniska a gdzie CEO linii przekonuje że są o krok od podpisania umowy o bazie i uruchomieniu ogromnej siatki na cały kontynent. Oczywiście bazy jak nie było tak nie ma za co chwała zarządzającym w Modlinie. A to Wizz Air nie odpuszcza i rozdaje bilety osobom ubranym w strojach bikini lub w kolorze różowym. Wszystko to żeby zainteresować media, zdobyć rozgłos i podebrać jak najwięcej pasażerów konkurentom stając się główną siłą na znaczącym rynku.
Kwestia darmowych biletów przypomniała mi się w trakcie kolejnej informacji prasowej. Otóż jak można było dziś wyczytać, Wizz Air obsłużył 50-milionowego pasażera. Nie wiem na ile przypadkiem na ile rzeczywiście okazała się nim podróżna lecąca na trasie z Modlina do Londynu. Jak wspomniano w artykule "linia obiecała jej, że przez rok będzie mogła otrzymywać darmowe bilety na wybrane loty". Zonk w tym, że "będzie jednak musiała pokryć opłaty lotniskowe".
Gdy chwilę po dokonaniu płatności za lot na moją skrzynkę mailową przychodzi potwierdzenie, zazwyczaj nie sprawdzam nic poza terminem, nazwiskami pasażerów i ceną końcową. Ot tak już na spokojnie aby się upewnić czy nie popełniłem żadnego babola. Jednak kupując bilety na lutowy Cork coś mnie ruszyło aby przestudiować zawartość całego maila. Zgodnie z tambylczym zwyczajem za loty zapłaciłem bzdurne pieniążki - powrotna podróż dla dwóch osób kosztowała 136.60 złotych. Na sumę tą składała się cena biletu w postaci -0.54 PLN (tak, tak - wartość ujemna), oraz 137.14 PLN opłaty za serwis pasażerski. W przypadku Pani Anny z artykułu w świat poszła informacja o darmowych biletach lotniczych. Wygląda jednak na to że nabywając je w sposób tradycyjny można mieć je taniej niż korzystając ze wspomnianego biletu darmowego, okraszonego jednak PRowymi gwiazdkami.
Gwoli ścisłości - w artykule opisałem przykład Wizz Air, ponieważ z powodu własnego widzimisię z usług Ryanair staram się korzystać tylko gdy nie ma żadnej innej opcji. Z tego co jednak wiem praktyki tej linii są analogiczne.

Artykuł który sprowokował do tego wpisu to "50 mln pasażerów WizzAira. Połowa z Polski" zamieszczony na stronach serwisu Wyborcza.biz

niedziela, 22 lipca 2012

Co z tym Wizz Air?

Trochę ostatnio zaniedbałem swoje tambylstwo. Owszem, cały czas starałem się śledzić informacje na temat rynku, trendów i okazji. Niemniej gdybym w maju na ostatnią chwilę nie zarezerwował biletów na styczniowy wypad to przerwałbym trwającą niemal dwa lata serię „ciągle jestem przed jakimś wyjazdem”.
W tak zwanym międzyczasie rynek lotniczy zanotował sporo nowości. Jedną z nich jest niepokojąca tendencja Wizz Air. Nie ukrywam że przez ostatnie miesiące darzyłem tego przewoźnika sporą sympatią. Wszystko to za sprawą lepszego samopoczucia na ich pokładzie i mniejszymi skrajnościami w porównaniu z działalnością Ryanair. Nie bez znaczenia był również fakt że klient „premium” przywiązany do linii poprzez członkostwo w Wizz Xclusive Club i kartę kredytową Wizz rzeczywiście mógł się czuć w pewien sposób doceniony.
Niestety od ostatniego czasu przewoźnik ten zaczyna zaostrzać reguły gry. Podwyższanie cen za bagaż jest oczywistym trendem wyznaczonym wcześniej przez Ryanair. Ograniczanie siatki połączeń w kontekście sztucznie wzmaganej konkurencji czy zmniejszanie częstotliwości lotów na zimę też byłem w stanie zrozumieć. Jednak niepokoją powtarzające się już któryś sezon sytuacje że według linii na zimę lepiej przez pół dnia pozostawić samolot w bezczynności niż starać się znaleźć mu zajęcie na innej trasie. Trochę to kontrastuje z sytuacją kiedy to przykładowy Cork lub Rzym zostaje zdegradowany do miana kierunku czarterowego z raptem jednym połączeniem tygodniowo z wybranych baz.
Jednak cierpliwość zaczęła mi się kończyć przy ostatniej konferencji prasowej przewoźnika. Tak, chodzi o tą gdy zapowiedziano utworzenie dwóch typów bagaży podręcznych, przy czym ten większy – płatny – póki co obowiązuje na jednej trasie (w domyśle niedługo wprowadzi się go na całą siatkę). Jasne, rozumiem że ciągnący się w nieskończoność kryzys* wymaga szukania nowych źródeł finansowania. Jednak bardzo nie podobało mi się uzasadnienie tego novuum – jakoby było to rozwiązanie lepsze czy wręcz wyczekiwane przez pasażerów Wizz Air. Przyznam szczerze, odniosłem wtedy wrażenie że przewoźnik zaczął garściami czerpać ze sposobu działania Ryanair, że ludzi dla których zrobił tą konferencję i klientów uznaje za tępych imbecyli którym można wcisnąć każdą bzdurę śmiejąc się do tego prosto w twarz. Niemiło się wtedy poczułem i pomyślałem że chyba będzie trzeba się przeprosić z Ryanair. Jeśli bowiem podejście do klienta obu linii będzie podobne a za jakiś czas skończy mi się członkostwo w Wizz Xclusive Club, to po co plany kolejnego wyjazdu zaczynać od przeszukania strony internetowej Wizz Air? W części baz nie ma takiej drastycznej różnicy w oferowaniu, ale w moim rodzinnym mieście siatka połączeń Ryanair jest dużo większa i niestety bardziej atrakcyjna niż u Wizz Air. Do tego w Polsce sporo może ugrać OLT Express. Będzie to zaskoczeniem dla Węgrów jeśli za jakiś czas po prostu zaczną tracić rynek?

* „ciągnący się w nieskończoność kryzys” proszę traktować jako swego rodzaju kąśliwość w stronę firm, które w taki właśnie sposób tłumaczą swoje wycofanie z tras, brak rozwoju czy straty finansowe. Owszem, ceny ropy są niepewne a ruch lotniczy zmniejszył się kilka lat temu. Jednak te czasy minęły, wzrosty notuje się niemal wszędzie na kontynencie a sporo linii potrafiło zamknąć poprzedni rok na plusie.

niedziela, 19 lutego 2012

Sztuka taniego latania - jak kupić bilety na tripsta.pl?

Serwis Tripsta.pl ostatnimi dniami dość często jest kojarzony z możliwością zakupu tanich biletów lotniczych. Chodzi o rezerwację biletów na rejsy Polskich Linii Lotniczych LOT, za wystawienie których pośrednik ten nie pobiera opłat. W tym przypadku dochodzimy do dość absurdalnej sytuacji, kiedy to bilety zarezerwowane na ich stronie mogą być nawet kilkadziesiąt złotych tańsze niż jeśli chcielibyśmy je kupić bezpośrednio na stronie internetowej przewoźnika. Co istotne, rezerwacje na Tripsta można opłacać przy użyciu płatności internetowej, co oznacza że nie potrzebna jest nam żadna karta kredytowa/płatnicza. We wpisie tym prezentuję poparty zrzutami ekranu autentyczny proces rezerwacji biletów.
 

Uwaga: Nie życzę sobie jakiegokolwiek przedrukowywania, czy cytowania tego opisu w całości, części  lub  innym kształcie, gdziekolwiek w sieci, prasie czy innej formie przekazu bez mojej wyraźnej zgody. Mogę jej udzielić wyłącznie po skontaktowaniu się ze mną poprzez e-mail (spiral [kropa] active [małpka] gmail [kropa] com). Brak odpowiedzi z mojej strony nie może być uznane za ciche przyznanie zgody na powyższe.


Założenia procesu poniższej rezerwacji są następujące:
  • proces bookowania wraz z całym mechanizmem oraz promocjami jest aktualny na koniec października i w każdej chwili może ulec zmianie
  • pomijam proces wyszukiwania interesujących mnie cen biletów - znam konkretną trasę jaką chcę odbyć, oraz jej datę i numer planowanego lotu
  • chcę zapłacić jak najmniej, dlatego pomijam wszelkie usługi dodatkowe jak np. ubezpieczenia, powiadomienia o locie drogą sms i inne
  • do zakupu biletu będę korzystał z przelewu internetowego do czego potrzebne mi jest konto w jednym z kilku dostępnych banków

Strona 01 - Strona główna
Na początku należy zalogować się na stronie głównej, którą znajdziemy pod adresem www.tripsta.pl. Rezerwacji dokonywałem przy użyciu przeglądarki internetowej Mozilla Firefox. Warto zwrócić uwagę, że jeśli korzysta się z innej przeglądarki, wygląd strony może być nieco inny niż na zamieszczonych grafikach. Jest to problem znany od lat programistom stron internetowych i pozwolę sobie pominąć tłumaczenie jego istoty. Dodam tylko że zarówno z powodu użyteczności jak też bezpieczeństwa danych polecam korzystać z przeglądarek Firefox albo Chrome, oraz zdecydowanie odradzam korzystanie z produktu Microsoft - Internet Explorer.


Po zalogowaniu się na stronę główną, nasza uwaga powinna być skierowana na panel w lewej części strony. To tam wpisujemy dane dotyczące naszych zaplanowanych lotów. W polach "Wylot z"/"Przylot do" wpisujemy nazwy interesujących nas portów lotniczych. Warto zauważyć, że w trakcie wpisywania nieco poniżej pola pojawia się warstwa z podpowiedzią. Dobrze jest wybrać z niej odpowiadającą nam opcję, dzięki czemu mamy pewność że system otrzyma identyfikator naszego portu początkowego/docelowego. Nieco poniżej musimy jeszcze zaznaczyć jaki typ rejsu nas interesuje (w jedną stronę, czy lot powrotny), oraz określić liczbę i rodzaj pasażerów. Opcje zaawansowane sobie odpuszczam, ponieważ wiem dokładnie na jakie rejsy bilety będę chciał kupić.
Oczywiście przed wyszukaniem lotów należy jeszcze wpisać datę planowanego rejsu. Warto w tym przypadku kliknąć na ikonę kalendarza co spowoduje pojawienie się dodatkowej warstwy. W tym miejscu datę możemy wybrać za pomocą kliknięcia myszką dzięki czemu pominiemy ewentualne błędy pojawiające się czasami podczas ręcznego wpisywania daty.
 Jeśli wszystkie dane zostały wprowadzone poprawnie, pozostaje już tylko kliknąć na przycisk "Szukaj lotów".


Strona 02 - Wyniki wyszukania
Strona ta prezentuje loty które spełniają kryteria naszego wyszukiwania. Skoro już wcześniej wiedziałem jakimi rejsami chcę odbyć moją podróż, spodziewam się że będą one na samej górze tabeli. Wynika to z prostego faktu - im dana propozycja jest tańsza, tym wyżej została zamieszczona na prezentowanym porównaniu. Na stronie tej jedyne na co musimy zwrócić uwagę to proponowana cena za całość podróży, wybranie rejsów które będą mieścić się w danej cenie, oraz kliknięcie na przycisk potwierdzający. W moim przypadku najtańszą opcją jest cena w okolicach 278 złotych. Do wartości tej w moim przypadku będzie trzeba doliczyć około 6 złotych - o tym później. Dobrą wiadomością jest, że jak to bywa w przypadku lotów na pokładach sieciowych przewoźników - jest to cena bardzo zbliżona do końcowej i nie należy spodziewać się zestawu gwiazdek istotnie windujących w górę ostateczną wartość do zapłacenia. Dodam tylko że w kwocie tej znajduje się oczywiście możliwość odprawy online lub tradycyjnie przy stanowisku check-in na lotnisku, możliwość zabrania ze sobą tzw. bagażu rejestrowalnego (dużej walizki), oraz zwyczajowy darmowy poczęstunek na pokładzie samolotu.
Wracając do procesu rezerwacji, jak widać pod najniższą cenę podpadają dwa rejsy wylotowe oraz jeden powrotni. Dlatego z dwóch opcji wybieram interesujące mnie godziny wylotu i klikam poniższy przycisk "Rezerwuj". Ważne jest, aby kliknąć przycisk wskazywany przez ramkę obejmującą interesujące nas loty. Jeśli klikniemy inny, w dalszym kroku będziemy dokonywali rezerwacji na zupełnie inne rejsy!
Krótka notka odnośnie dziwnych terminów lotów w przykładowej rezerwacji - tzn. wylot w grudniu, powrót w maju. Rezerwowane bilety miały być dolotem na kupiony już dawno odcinek z Warszawy do Istambułu. Niestety opcja z odcinkiem Warszawa-Wrocław w interesujących nas godzinach była ponad nasze budżety, a koszt lotu Wrocław-Warszawa w jedną stronę był w sumie 30 złotych tańszy niż lot powrotni. Dlatego celem podstawowym zakupu było zapewnienie sobie dolotu do Warszawy na konkretny termin i w przystępnej cenie. Powrót natomiast stworzył plan letniego weekendowego wypadu do stolicy do którego pozwolimy sobie wrócić w okolicach lutego/marca. Koniec końców w sytuacji skrajnej nie będziemy nawet wykorzystywać tego biletu ;) 


Strona 03 - Pasażerowie
W tym kroku podajemy podstawowe informacje dotyczące pasażerów. W górnej części strony jeszcze raz wyświetlane są dane wybranych rejsów. Warto sprawdzić czy są to dokładnie te które zaplanowaliśmy odbyć, oraz czy po prawej stronie znajduje się spodziewana przez nas cena prawie końcowa. W sekcji "Informacje o pasażerach" podajemy bardzo podstawowe dane identyfikacyjne. Każde z pól jest obowiązkowe do wypełnienia. Z selektorów wybieramy płeć pasażera, oraz datę urodzenia. W pola tekstowe wpisujemy imię i nazwisko. Co istotne, w polach tych stosujemy łaciński alfabet bez polskich znaków diakrytycznych - tzw. "ogonków", czyli np. ą, ę, ź! Jeśli takowe znajdują się w naszych imionach/nazwiskach to w ich miejsce wpisujemy łacińskie zamienniki - np. "z" zamiast "ż". Jeżeli nie jest się w posiadaniu karty lojalnościowej przewoźnika na rejsy którego bookowane są bilety (w tym przypadku LOT lub innej linii ze Start Alliance), w ogóle nie zawracamy sobie głowy polami poniżej danych osobowych. Ja też jak dotąd nie pokusiłem się o wyrobienie takowej karty - chociaż biorąc pod uwagę coraz częstsze korzystanie z usług LOT muszę o takiej pomyśleć. Jeśli wszystkie dane zostały wpisane poprawnie klikamy na przycisk "Dalej" z dolnej części strony.


Strona 03.1 - Błędy w danych pasażerów
Należę do tych nielicznych osób, które od zawsze korzystając z komputera starają się korzystać z właściwych znaków diakrytycznych. Jednym z tego następstw jest błąd pojawiający się przy praktycznie każdym rezerwowaniu biletów. Wbrew ostrzeżeniom powyżej zastosowałem bowiem polski znak diakrytyczny ("ą" w nazwisku "Towarzysząca") przez co zostałem cofnięty na tą stronę. Szybka poprawka powinna mnie przekierować do kolejnego kroku. Dobrze że system wizualnie wskazuje mi miejsce pojawienia się błędu przez co mogę go szybko zlokalizować. Gdy wszystkie błędy zostaną poprawione (w tym przypadku zamiana "ą" na "a") należy znów wcisnąć przycisk "Dalej".




Strona 04 - Płatność
W kroku tym zadecydujemy w jaki sposób chcemy dokonać płatności za bilet oraz podamy dane kontaktowe do osoby kupującej. W górnej części strony zamieszczone są informacje podane w poprzednich krokach - wybrane rejsy oraz dane pasażerów. Wprawdzie linie sieciowe nie są tak restrykcyjne jak nisko-kosztowe i zamiana drobnej pomyłki w imieniu lub nazwisku pasażera nie jest tak czaso- i koszto-chłonna, jednak jeśli wykryje się jakąś literówkę zawczasu - warto cofnąć się do poprzedniego kroku i poprawić ją ratując się przed niepotrzebnymi procedurami do wykonania w przyszłości.
W sekcji "Dane osobowe" wstawiamy informacje dotyczące osoby płacącej za nasze bilety. Z pierwszej opcji wybieram "Rachunek" - w końcu podróżuję dla przyjemności a nie w ramach czynności związanych z pracą. Poniżej obowiązkowo wypełniam wszystkie pola oprócz numeru telefonu niekomórkowego, oraz "uwagi". Numer telefonu komórkowego podaję oczywiście w postaci "123456789", a kod pocztowy w postaci "12345". Poprawność wpisanego adresu mailowego jest bardzo istotna do dalszych części związanych z rezerwacją. To na ten adres będzie bowiem rozesłana wszelka korespondencja elektroniczna jak potwierdzenie rezerwacji od Tripsta i linii lotniczej, przypomnienia o zbliżającym się locie lub informacje o ewentualnych zmianach godzin zaplanowanego rejsu. Wprawdzie nie posiadam żadnego kuponu rabatowego, to sekcja ta może być interesującą opcją w przyszłości. Serwis Tripsta w pewnym momencie oferował bowiem kod rabatowy uprawniający do około 20 złotych zniżki na bilety dla każdej osoby która zarejestrowała się w jego systemie newsletterowym. Niestety - jak dotąd - nie skorzystałem jeszcze z tej opcji dlatego też pole to pozostawiam puste :-) 
W sekcji "Formularz płatności" dokonujemy wyboru w jaki sposób chcemy opłacić naszą rezerwację. Jest to jedyne miejsce w którym do naszej proponowanej stawki zostanie doliczona drobna suma - od dwóch do ośmiu złotych przy dokonywaniu płatności za pośrednictwem karty płatniczej, lub nieco powyżej sześciu gdy płatności dokonamy za pośrednictwem przelewu internetowego. W chwili obecnej jedynym dla mnie rozwiązaniem jest ta druga opcja, dlatego też na samej górze klikam napis "Przelew elektroniczny". Treść całej sekcji jest wtedy przeładowana a w tabeli pojawia się lista usług banków z których mogę dokonać opłaty za rezerwację. Poniżej listy znajduje się informacja, że wybrana metoda płatności kosztować mnie będzie dodatkowe 6,39 PLN. Jest to suma niezależna od liczby pasażerów i rezerwowanych odcinków lotów. Dlatego też ostateczna wartość do zapłacenia przeze mnie będzie równa nie 278,04 złote jak to było wyświetlane na początku opisu, tylko 284,43 co można w tej chwili sprawdzić w prawej części strony.
Po kliknięciu na produkt banku w którym posiadam swoje konto na samym dole muszę jeszcze potwierdzić akceptację warunków serwisu i linii lotniczej. Jak zawsze proponuję przynajmniej raz w życiu zapoznać się z tymi treściami aby uniknąć ewentualnych niedopowiedzeń jakie zawsze mogą się pojawić przy niespodziewanych sytuacjach (np. odwołany lot). Jeżeli wszystkie dane zostały poprawnie wprowadzone pozostaje nam tylko kliknąć na przycisk "Rezerwacja".


Strona 05 - Przekierowanie do płatności
Strona ta jest elementem zewnętrznego serwisu dotpay, która przekieruje nas do płatności za pośrednictwem wybranej przez nas opcji. Jeśli wszystkie poprzednie dane wpisaliśmy w sposób poprawny, nie musimy tutaj zwracać na nic uwagi. Wprawdzie jest płatna opcja "Gwarancja dotpay", ale - cokolwiek ona oznacza - w formularzu w sposób domyślny jest ona odznaczona i tym samym nie zwiększy ona ostatecznej ceny naszej rezerwacji. Kwotę do zapłacenia mamy potwierdzoną w górnej części tej strony. Jeśli wszystko się zgadza pozostaje nam tylko kliknąć przycisk "Dokonaj płatności".


Strona 06 - Płatność właściwa
W tym miejscu opis zostanie przerwany, ponieważ dalsze kroki zależne są od wybranej formy dokonania przelewu - plus oczywiście fakt że strony takie zawierają mnóstwo danych osobowych i finansowych których nie śmiem prezentować na tym blogu. Fakt jest jednak taki, że nasze symulacje zakupu nie obarczone są żadnymi konsekwencjami finansowymi aż do tego właśnie kroku. Dopiero tutaj wydajemy bowiem fizyczną dyspozycję jakiegokolwiek transferu pieniężnego. Niezależnie od systemu za pomocą którego dokonamy przelewu, każda procedura będzie zmierzała do kolejnego kroku.


Strona 07 - Informacja o dokonanej płatności
Strona ta potwierdza nam dokonanie płatności za rezerwację biletu. W tym miejscu kończy się nasza procedura rezerwacji. Jedyne co nam teraz pozostaje to oczekiwanie na korespondencję elektroniczną z potwierdzeniami od serwisu Tripsta i samej linii lotniczej.




Strona 08 - Potwierdzenia mailowe
Na podany w trakcie rezerwacji adres mailowy w ciągu około godziny powinno przyjść kilka listów elektronicznych. Są to informacje o przyjęciu płatności w systemie Dotpay, potwierdzenie dokonania rezerwacji w serwisie Tripsta, oraz kopia potwierdzenia rezerwacji na sam lot, która znalazła się w serwisie Checkmytrip. Najważniejsze są informacje z tej ostatniej korespondencji, ponieważ są one kopią danych będących w systemie linii lotniczej. Chociaż jest ona w bardzo nieczytelnej formie, warto z niej wysupłać termin, godziny lotu i numery lotów, lotniska z jakich rejs będzie wykonywany, oraz - co naturalne - dane dotyczące pasażerów i numer rezerwacji. Numer ten warto sobie gdzieś zanotować, ponieważ będzie to najważniejsza informacja niezbędna przy jakiejkolwiek korespondencji z linią lotniczą. Jeśli pozostałe dane się zgadzają, nasz proces został zakończony sukcesem. Jedyne co teraz musimy zrobić to zgromadzenie wiedzy na temat co chcemy zobaczyć w trakcie zaplanowanej podróży. Pomyślnych wiatrów!