wtorek, 26 lipca 2016

Rzecz o usability po raz kolejny

Jest pewna niezmienna zasada, która powinna przyświecać projektantom dobrych witryn, lub aplikacji internetowych. Im coś prostsze, tym więcej klientów przyciągnie, a im coś bardziej przejrzyste, tym prostsze. Niby banał, jednak praktycznie w każdej pracy spotykałem się z sytuacjami, że ta prostota i transparencja z różnych powodów były gubione. Niestety, od klątwy tej nie udaje się uciec również liniom lotniczym. Może to dotyczyć rzeczy pierdołowatych, jak opisywana kilka lat temu nieczytelna mapa połączeń easyJet. Może jednak oznaczać też totalny fakap, jak podniesiony niedawno alarm, że w Ryanair kupuje się bilety na niewłaściwy dzień. Wprawdzie po późniejszych testach okazało się, że błąd ten występował na określonej wersji przeglądarki, być może z zainstalowanymi wtyczkami deweloperskimi, co jednak nie zmienia faktu, że u pewnej części użytkowników występował. Dziś opiszę Wam sytuację prawdziwą, dotyczącą konkurenta Francy - Wizz Air.

Niedzielne południe w Krakowie. Na dworze pada i leje i leje i pada.... Siedzimy w kawiarni już drugą godzinę. Poszedłem na chwilę do toalety. Gdy wróciłem, Dorota ze wzrokiem wlepionym w telefon emanowała kurwikami. No tak, coś znalazła ;) Patrzę, Warszawa - Kutaisi na grudzień. Do cudnej ceny dochodzi wylot późnym wieczorem w piątek i powrót we środę rano. Czyli dwa dni urlopowe, cztery doby na miejscu, trzy noce w hotelu, a powrót idealnie na prysznic w domu i hopkę do pracy. Trochę to dziwne, mówi Dorota, bo w sezonie zimowym Wizz miał latać na tej trasie tylko raz w tygodniu. Cóż, może uzupełniają rozkład, dodali nowe rotacje, nałożyli nową siatkę cen i mamy okazję. Zaznaczam więc wylot, przylot, wpisuję nasze dane, przechodzę przez miliardy opcji tzw. dodatkowych usług, aby dotrzeć do płatności. Od momentu kliknięcia na daty - wybrane jako 02. grudzień i 07. grudzień - na dole ekranu pojawił się zwinięty pasek z ceną końcową. Fajny ficzer, pokazuje czy aby na pewno nie zaznaczyłem któreś z tych dodatkowych usług i przede wszystkim ile ostatecznie będzie mnie kosztować lot. Coś mnie jednak podkusiło, aby w ostatnim kroku - tuż przed zatwierdzeniem płatności - przesunąć ten pasek do góry. Wtem moim oczom pokazał się pełen plan podróży a tam... że zamiast na przedłużony weekend, funduję sobie wyjazd na tydzień. WTF?

Wybór daty lotu na 02-07.12.2016
Wskazanie dostępnych rejsów, jak by odbywały się w wybrane dni
Odklikiwanie tzw. usług dodatkowych
Podsumowanie zakupu

Sytuacja ta jest ewidentnym fakapem Wizz Air dotyczącym rzadko uczęszczanych tras. Otóż, jak być może pamiętacie z desktopowej wersji strony, po wpisaniu daty i trasy, system zwraca rejsy na wskazany dzień i jemu okoliczne. Niemniej w wersji normalnej widnieje tabelka, która jasno komunikuje, że we środę 07. grudnia nie ma lotów, a najbliższy zaplanowany jest na 10. grudnia. Niestety, w wersji mobilnej zadbano tylko o to, aby wyświetlić datę na którą się wyszukuje, bez informacji jakiego dnia dotyczy wyświetlany rejs. Podsumowanie przedstawione w ostatnim z serii powyższych zrzutów ekranu wyświetla się natomiast dopiero po próbie przesunięcia paska w górę. Czyli dopiero po wykonaniu przez klienta jakiegoś działania.

Próba kupna biletu na niewłaściwy termin - desktopowa wersja strony Wizz Air

Szczerze, wygląda mi to na ewidentny fakap ze strony projektującego wersję mobilną strony. Nie jestem sobie w stanie wyobrazić jak taki bubel przeszedł przez akceptację testera aplikacji. Nawet jeśli bowiem zatrudniają na pół etatu dokształcającego się studenta, który nie ma zielonego pojęcia czym jest internet i samoloty, to taki błąd powinien być wykryty w pierwszym dniu testów. Linie lotnicze, powinny dbać o wizerunek marki, ponieważ obracają się w biznesie uznawanym za coś skomplikowanego, wymagającego precyzji i bezpieczeństwa pod każdym względem. Dla większości pasażerów, latanie jest bowiem wciąż stanem nienaturalnym, w trakcie którego oddają swoje życie w ręce innych osób. Jak więc taka linia ma uchodzić za bezpieczną, jeśli nie jest w stanie zapewnić sprawnie działającego podstawowego kanału swojej sprzedaży? Oczywiście witryna internetowa a bezpieczeństwo i jakość parku maszyn to dwie niepołączone ze sobą sprawy. Jednak podejrzewam że wiele osób mimo wszystko łączy bezpieczeństwo operacji lotniczej z jakością strony internetowej. Poziom specjalistycznej wiedzy współpasażerów wielokrotnie słyszałem bowiem na pokładach, przy tekstach pokroju ale lecimy starym gratem - bo samolot ma wytarte fotele, brudne okna, zużyty dywanik w przejściu lub tzw. przetarty nos (w wyniku być może bird strike-a nastąpiło uszkodzenie osłony instrumentów pokładowych na dziobie samolotu, a wstawiona nowa jest jeszcze w białym kolorze, zamiast w barwach linii). Oczywiście wszystkie takie niedociągnięcia są kwestią wizerunkową przewoźnika, która mnie raczej nie obchodzi. Bardziej ciekawi mnie statystyka dramatów, tzn. ile osób po zakupie nie analizuje danych w mailowym potwierdzeniu rezerwacji i później stawia się na lotnisku zupełnie innego dnia, niż zaplanowano dany rejs?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz