środa, 2 września 2009

Sztuka taniego latania - tylko z bagażem podręcznym

Kiedyś latanie zagraniczne zawsze kojarzyło mi się z opalenizną i wielkimi, wypchanymi po brzegi walizkami. Ale rewolucja na rynku lotniczym, jak też zdrowy rozsądek sprawiły, że moje zdanie uległo radykalnej wręcz zmianie w przeciągu dwóch lat. Ale czemu się dziwić? Po pierwsze moje wypady trwają najczęściej do trzech dni. Dzięki temu niema wręcz szans abym nie zmieścił w jednym plecaku wszystkich rzeczy które planuję ze sobą zabrać. Druga to fakt, że chodzenie po mieście czy szukanie hotelu z taszczoną za sobą wielką walizką jest sprawą bardzo mało komfortową i wręcz męczącą. No i ostatnia to przede wszystkim finanse. Latam za niewielkie pieniążki, a większość tanich linii lotniczych każe sobie dopłacać za możliwość przewiezienia bagażu w luku. 40 złotych za lot w jedną stronę majątkiem nie jest, ale gdy aby dostać się w upatrzone miejsce potrzeba mi dwóch przesiadek, to pozbywam się przez to prawie całego budżetu jaki zazwyczaj poświęcam na jeden wyjazd. Znalazłem więc swój system na podróżowanie z plecakiem który waży mało i posiada odpowiednią liczbę niezbędnych do przeżycia rzeczy. A co się nie zmieści, no cóż, są inne sposoby aby je wziąć ze sobą ;) O tym nieco później, na początku trochę zasad teoretycznych.

Ograniczenia: Bagaż podręczny podlega szeregom ograniczeń narzucanych zarówno przez linie lotnicze, jak też organy odpowiedzialne za bezpieczeństwo.
Wymiary i waga: Walizka/plecak nie może być większy niż 55x40x20 centymetrów. Aby to sprawdzić, pracownicy danej linii lotniczej zazwyczaj proszą pasażerów o umieszczenie swoich bagaży w specjalnym stojaku. Gdy niestety nasz tobołek nie zmieści się w nim, będziemy poproszeni i nadanie go, lub jego części jako „bagaż rejestrowalny”, co wiąże się oczywiście z dodatkowymi opłatami. Wspomnę tutaj, że procedura ta czasami nastręcza sporych problemów. Słyszałem już o historiach z lotniska Berlin Schönefeld w przypadku Ryanair i Warszawy z Wizzair, że wspomniane wcześniej stojaki są mniejszych rozmiarów, niż nakazują to wymogi linii lotniczych. Kilku znajomych z tego powodu musiało nadać swoje bagaże pomimo, że mieścili się w dopuszczalnych limitach (wymiary były sprawdzane jeszcze na lotnisku przy użyciu centymetra krawieckiego). Okazuje się, że rozmowa, a wręcz kłótnia z pracownikami nic nie daje, pozostaje jedynie wnoszenie skargi do linii lotniczej po odbytym locie.

W takiej wielkości plecaku da się zmieścić rzeczy na trzydniowy wyjazd.

Kolejnym ograniczeniem dotyczącym bagażu jest waga. W liniach Ryanair i Wizzair bagaż podręczny nie może przekraczać 10 kilogramów. Niegdyś bardzo pobieżnie zwracano na to uwagę i już kilkukrotnie udało mi się podróżować z walizką o łącznej masie dochodzącej do 15 kilogramów. Niestety Ryanair bardzo się na to uczulił na początku tego roku bardzo uszczuplając możliwości przewozu. W praktyce oznacza to, że na lotniskach nie będących bazą tej linii lotniczej (czyli aktualnie każde polskie lotnisko) zostaniemy pobieżnie sprawdzeni czy aby na pewno mamy ze sobą wyłącznie jedną sztukę bagażu. Natomiast na lotniskach bazowych (prawie każde na które możemy się dostać z Polski Ryanairem) kontrola jest bardzo szczegółowa. W zależności od miejsca i nastawienia nadzorującego aktualnie kierownika zmiany sprawdzane będą wymiary, waga, lub ilość przenoszonych bagaży. Właśnie ta ostatnia jest bardzo istotna, gdyż zgodnie z zasadami Ryanair

Dozwolona jest tylko jedna sztuka bagażu podręcznego na pasażera (z wyjątkiem niemowląt). Torebka, aktówka, laptop, zakupy (na strefie bezcłowej, przyp. Tambylec), aparat fotograficzny itp. muszą być umieszczone w jednej sztuce dozwolonego bagażu podręcznego.



Reguła ta przestrzegana jest bardzo różnie. Np. na lotnisku Frankfurt-Hahn nie było problemu jeśli kobiety miały ze sobą małą walizkę i podręczną torebkę pod warunkiem, że w sumie nie przekraczały one określonej wagi i wymiarów. Na Sztokholm-Skavsta robiono nam problemy przy ilości, ale zwykłe przywiązanie torebki do walizki uznawano już za pojedynczy bagaż. Natomiast w Charleroi (lotnisko oznaczone jako Bruksela) nic nie mogło wystawać poza walizkę/plecak.
W przypadku Wizzair reguła bezwzględnie jednego bagażu dotyczy aktualnie lotnisk w Liverpoolu i Londynie (Luton). Na pozostałych, oprócz bagażu podręcznego pasażer (nie wliczając tego do limitów wymiarowo/wagowych) może wnieść ze sobą m.in. torebkę, płaszcz lub koc, aparat fotograficzny/kamerę/lornetkę, czy też materiały do czytania w trakcie lotu.
EasyJet wprowadziło ograniczenia jedynie dotyczące wymiarów bagażu podręcznego. Waga ponad 10 kilogramów nie gra tutaj roli.
Ograniczenia dotyczące bezpieczeństwa: Po przykrych doświadczeniach z próbami porwań samolotów mogących później posłużyć do ataków terrorystycznych, na terenie Unii Europejskiej i EOG wprowadzono szereg ograniczeń służących zwiększeniu bezpieczeństwa lotów. Finalizuje się to zakazem przewożenia w bagażu podręcznym pewnych przedmiotów. W skrócie, jest to wszelka broń (lub jej imitacja), narzędzia ostre i spiczaste (nożyczki, pilniki, nieosłonięte maszynki do golenia, szczypce), niebezpieczne materiały chemiczne i łatwopalne (pojemniki z gazem, fajerwerki, alkohol, zapalniczki). Dużym problemem są tutaj środki higieny osobistej, o których wspomnę nieco poniżej.

Odpowiednia walizka/plecak: Z bagażem podręcznym podróżowałem już na kilka sposobów. Była to torba od laptopa, większa sportowa przewieszana przez ramię, czy nawet zwykła reklamówka w której miałem wyłącznie płyty vinylowe. Jednak po wszystkich tych próbach doszedłem do zdania, że najlepszą opcją jest walizeczka, lub najzwyklejszy plecak.
Argumentem przemawiającym za walizką jest jej wygoda. Otóż dużo łatwiej jest ciągnąć za sobą niewielki ciężar, niż nosić go na plecach. Do tego jest ona zazwyczaj uformowana, więc gdy kończy się w środku miejsce, oznacza to nic innego jak fakt, że zbliżamy się do wyznaczonych przez linię lotniczą granic. Istotnym minusem jest natomiast jej ograniczona mobilność. Mam na myśli tutaj sytuację, gdy zwiedzam wybrukowane ulice starego miasta bez wykupionego na aktualną chwilę pokoju hostelowego. Wtedy dokładnie wyczuwam każdy przewożony kilogram, a kolejny stukot wydawany przez kółka z każdą minutą wydaje się coraz głośniejszy. Dlatego też na walizkę decyduję się w momencie gdy wiem, że nie będę musiał spędzać z nią zbyt dużej ilości czasu. W przeciwnym wypadku wybieram plecak. Wygląda na to, że jest to najwygodniejsza forma przewożenia swoich bagaży, zwłaszcza jeśli w wycieczkę wlicza się podróżowanie w terenie. W tym miejscu pozwolę sobie zacytować pożyteczny poradnik serwisu Koniec Świata:

Założyłem, że oczywiste jest, że jedziesz z plecakiem, a nie walizką, torbą na kółkach, workiem wojskowym, siatką na zakupy lub kartonem po bananach. Wielu już sprawdzało pozostałe opcje i wszyscy są zgodni że plecak jednak jest najlepszy. Plecak ma być wygodny i nie za duży. Jeśli kupujesz nowy, wrzuć do niego w sklepie trochę lin i śpiwór i pochodź przez dwadzieścia minut. Dopiero wtedy będziesz w stanie stwierdzić, czy nigdzie cię nie uwiera.


Od niecałego tygodnia jestem szczęśliwym posiadaczem pierwszego, kupionego z myślą o podróżach plecaka. Dotychczas jeździłem ze zwykłym szkolnym. W zupełności mi wystarczał, chociaż nie da się ukryć że czasami był bardzo wypchany. Jednak za niespełna miesiąc wyjeżdżam na 5 dni na Sardynię i stwierdziłem że to jest idealny moment na ulepszenie swojego ekwipunku. Przy wyborze kierowałem się oczywiście powyższą radą. Poza tym dodałem kilka innych założeń, jakie plecak musi spełniać. Po pierwsze jego wymiary muszą być stosunkowo blisko wymogom linii lotniczych. Wbrew pozorom nie jest to takie łatwe, gdyż większość sklepów podróżniczych oferuje plecaki do trekingu - smukłe i wysokie. Zmniejszenie wysokości spowoduje, że zmieszczę się w narzuconych wymiarach, jednak wydajność takiego plecaka jest dużo niższa, niż bym tego od niego wymagał. Dlatego też zwracałem uwagę przede wszystkim na modele najszersze. Po drugie, plecak musi mieć możliwość "ściągania" się. Chodzi o to, żeby w przypadku solidnego zapchania, za pomocą kilku wbudowanych linek bez problemów dało się go jeszcze ścisnąć do wymogów rozmiarowych. Po trzecie musi mieć możliwość rozbudowywania. No bo ograniczenia obowiązują wyłącznie na lotniskach, poza nimi dobrze byłoby mieć jeszcze wolne miejsce na książki, zakupy (napoje, jedzenie) i inne. Bardzo pomocne tutaj są wszelkie kieszenie, schowki i kieszoneczki, choćby taka mała na aparat czy portfel. Wybrany plecak prezentuję na fotkach poniżej.

Wypakowany plecak - widok z bokuPlecak - widok z tyłu




Co zabrać, a czego nie brać? Dochodziłem do tego sam. Jednak bardzo zgrabnie ujęto to w cytowanym wcześniej poradniku serwisu Koniec Świata. Wprawdzie wiele ich rad dotyczy bardziej długich podróży niż krótkich wyjazdów, ale niektóre sprawy są wręcz uniwersalne.


W przeciwieństwie do wyjazdu z biurem podróży, nie stać cię na wyładowanie walizki wszystkim co „może się przydać” albo „na wszelki wypadek”. Jeśli nie jesteś absolutnie pewny, że coś przyda się na bank, to coś zostaje w domu.


Bardzo warto wziąć sobie tą uwagę do serca, gdyż w przeciwnym wypadku szybko można się zbliżyć do magicznej granicy dziesięciu kilogramów. A świętą zasadą jest, że lecąc tam, warto mieć ze sobą nieco zapasu wagowego. Chodzi o to, że w drodze powrotnej dochodzą nam rozmaite pamiątki, które może nie ważą dużo, ale po zsumowaniu ich z prezentem dla mamy, brata i jeszcze jakimś lokalnym przysmakiem może się okazać, że na plecach mamy równowartość 12 kilogramów. Poza tym bardzo dziwną, ale prawdziwą regułą jest, że w trakcie pobytu mimo że ilość noszonych w plecaku rzeczy się zmniejsza, to zapina się go coraz trudniej! Po kilku próbach i wyrobieniu w sobie odpowiedniego systemu nie ma szans, żeby nasz bagaż przekroczył 8 kilogramów. Mój system jest taki:

Najcięższe i najbardziej obszerne ciuchy na czas lotu zakładam na siebie

- Najcięższe ciuchy na siebie: Jeśli jest obawa, że przy kontroli nasz plecak będzie ważył za dużo, załóż na siebie wszystko co najobszerniejsze i najcięższe. Nikt nie zwróci Ci uwagi jeśli w ręku będziesz trzymał sweter, czy kurtkę. W sytuacji podbramkowej można założyć na siebie dwa zestawy ubrań... W trakcie podróży najczęściej mam na sobie luźną bluzę z długim rękawem i dużą kieszenią po środku, do tego spodnie z kilkoma kieszeniami po boku nogawek, oraz największe buty jakie biorę ze sobą. Dzięki temu w plecaku chowam klapki/sandały i oszczędzam zajmowane tam miejsce, a cel zakładania takich właśnie ubrań przybliżę nieco później.

Zestaw ciuchów i sprzętu do spania na pięciodniowy wyjazd dla dwóch osób

- Zestaw ubrań: Jeśli jadę na 3 dni na południe europy - biorę 4 lekkie podkoszulki + coś cieplejszego do chodzenia wieczorami. To cieplejsze można mieć na sobie przy odprawie, a zwiedzanie uroczego miasteczka przy akompaniamencie szczękania z zimna własnymi zębami nie jest najmilszym wspomnieniem...
- Dokumenty: Niby sprawa oczywista, ale niejednokrotnie początkującym tambylcom sprawiała różnorakie problemy. Jeśli podróżuję po krajach tzw. Strefy Schengen, moim podstawowym dokumentem jest dowód osobisty. Fakt, na Teneryfie kontroler nieco długo zastanawiał się czy aby na pewno Polska leży w Europie, ale koniec końców uwierzył mi "na słowo" ;) W każdej podróży, w jakimś tajnym miejscu staram się mieć schowany również paszport. Tak na wszelki wypadek, gdybym przypadkowo zapodział gdzieś inne dokumenty, albo w trakcie kwaterowania się w hostelu który za jedyną formę poświadczenia tożsamości uznaje właśnie paszport. Jeśli ktoś jest studentem, przydaje się również legitymacja z uczelni. Fakt, niema tam ani słowa po angielsku, ale kilkukrotnie już udało mi się wejść do rożnych miejsc według stawki ulgowej/studenckiej :-) Oczywiście niezbędne są również dokumenty poświadczające ubezpieczenie i jego unikalny numer. W zależności od formy wykupionej polisy jest to albo kartka papieru, albo (w przypadku np. ZUS) przypominająca kredytową plastikowa karta. W sytuacjach ekstremalnych pośród dokumentów przydaje się również kartka papieru z informacją skąd się jest i prośbą z kim należy się skontaktować w przypadku znalezienia danych dokumentów. Zapisanie posiadanej grupy krwi także może pomóc, lub przyspieszyć niektóre sprawy. Podobnie jak numer telefonu do banku z którego otrzymałeś swoją kartę kredytową/bankomatową.
- Pieniądze: Tegoroczny trzydniowy wyjazd do Madrytu łącznie z lotami, wyżywieniem, hostelem etc. ostatecznie zamknął mi się w sumie 300 złotych. Niemniej brałem ze sobą wtedy około €500. Oczywiście nie planowałem ich wydać, tylko ot tak, na wszelki wypadek. W zeszłym roku takim wypadkiem było afrykańskie djembe - koszt około 600 PLN. Ale z innej strony może się okazać, że warunki pogodowe nie pozwolą na start naszego lotu. Wtedy obowiązki linii lotniczej ograniczają się do zapewnienia lotu zastępczego. A co, jeśli następny odlot planowany jest za dwa dni a wszystkie tańsze noclegi wykupione? A co jeśli ja się spóźnię na samolot i przez to muszę kupować najbliższy kolejny, który tanią atrakcją nie jest? Właśnie dlatego tej "sumki bezpieczeństwa" nie muszę wydawać, ale na wszelki wypadek wolę trzymać gdzieś zakamuflowaną głęboko w plecaku.
Fajną opcją są też karty kredytowe/płatnicze. Dzięki nim nie trzeba nawet martwić się o wymianę pieniążków na odpowiednią walutę. Owszem, traci się na przeliczniku ale dzięki temu nie trzyma większych pieniążków bezpośrednio przy sobie.
- Przewodniki: Najobszerniejsze czytam w domu na jakiś czas przed wyjazdem. Ze sobą zabieram coś podręcznego bo w trzy dni i tak nie uda mi się zajrzeć w każdą dziurę. Opcjonalnie dodatkowe informacje skanuję i drukuję na osobnych kartkach. Ważne! Warto mieć kilka zapasowych adresów hostelów czy B&B na wypadek, gdyby nasz, delikatnie mówiąc, nas olał.

Tzw. bagaż techniczny. Buty, klapki pod prysznic, stare modele telefonów/aparatów foto + ładowarki, karty pokładowe, przewodnik, pieniążki, dokumenty + strawa

- Elektronika: Doświadczony kradzieżą w Tunezji (wspomniałem o tym tutaj) wolę nie brać ze sobą niczego drogiego. Póki nie mam lepszego aparatu, biorę podstawowy kompaktowy. Generalnie zgodnie z zasadą opowiedzianą w jednym z odcinków "Boso Przez Świat" Pana Cejrowskiego: Im biedniej, wstrętniej, starzej i taniej coś wygląda, tym mniejsze prawdopodobieństwo zainteresowania się tym kieszonkowców. Mp3 player - malutki ze słuchawkami wkładanymi do uszu. Telefon - najstarszy model jaki mam w domu - wartość "na części": może jakieś 5 złotych ;) GPS, no nie posiadam jeszcze własnego, ale wiem że jest czasami bardzo pomocny. I zawsze, ale to zawsze mam ze sobą ładowarkę do telefonu/aparatu. One niezmiennie lubią się rozładowywać w najmniej oczekiwanym momencie. Dlatego gdziekolwiek jestem, od razu rozglądam się za gniazdkami z prądem, nieważne czy ostatni raz korzystałem z nich dzień czy godzinę temu.

Podróżny zestaw kosmetyków: dezodorant w kulce (50ml), płyny pod prysznic (100ml), szampony w saszetkach, krem do rąk (75ml), mazidło na opalanie (60ml) i poparzenia (30ml), szczoteczki i pasta do zębów (6ml), chusteczki i patyczki do uszu.

- Środki higieny osobistej/kosmetyki: To jest bardzo delikatny i ważny element. Chociaż od już ponad pięciu lat obowiązują zasady bezpieczeństwa na lotniskach, to nadal wielu ludzi daje się przyłapać na ich nieprzestrzeganiu. A więc może jeszcze raz. Po pierwsze, żadnych narzędzi ostrych. Nożyczki, pilniczki i obcinarki do paznokci zostają w domu. Zazwyczaj używam je w dzień wyjazdu i potem mam spokój na pół tygodnia. Golenie się? Znów za poradnikiem serwisu Koniec Świata „Traveling ain’t fashion show”. Na szczęście jestem jeszcze młody i nie muszę używać maszynki co pół dnia. Po drugie, żadnych sprayów. Środki na komary, lakiery do włosów i inne takie można kupić w malutkich ilościach na miejscu. Dezodorant może być w kulce. Po trzecie, wszelkie płyny i żele w pojemnikach do 100 ml. I nie pomoże nic tłumaczenie, że pasta do zębów owszem, jest w tubce 120ml, ale jest pusta w połowie. NIE! I tak, zamiast żelu pod prysznic można wziąć mydło. A jeśli nie, wystarczy przejść się do pobliskiego "Rossmanna" czy czegoś podobnego i poprosić o próbki produktów. Taka malutka saszetka spokojnie wystarcza na jeden prysznic, a waży tyle co nic. Można także kupić płyny do kąpieli w butelkach 100ml, a po powrocie napełnić je swoim własnym. Minimalna oszczędność i czyste podejście do środowiska ;) Swego czasu w jednej z drogerii otrzymałem próbkę jakiegoś mazidła. Była ona w małym pojemniczku które zawsze przed wyjazdem wypełniam własnym kremem do rąk. Spokojnie starcza mi na trzy dni, więc po co brać większy? W któreś aptece zakupiłem specjalistyczną pastę do zębów w bardzo małej tubce. Wystarczy wycisnąć ilość porównywalną do główki od szpilki i działa! Warto ze sobą mieć również chusteczki nasączone rozmaitymi substancjami czyszczącymi. W jakiejkolwiek podróży, czy to na lotnisku, autobusie czy na mieście - zawsze może się przydać. Oraz coś, o czym mężczyźni rzadko pamiętają - klapki pod prysznic. Hostele zazwyczaj dbają o czystość i choć w pokoju może się pałętać niemiły zapach, to kabiny prysznicowe i łazienki są przeważnie czyste. Ale ta zasada nie obowiązuje w tańszych hostelach w Wielkiej Brytanii i Irlandii, poza tym nigdy nie wiadomo kto brał prysznic przed nami i co dokładnie tam robił...

Wszystkie kosmetyki zapakowane w przezroczystą torbę

I teraz tak, wszelkie płyny i środki chemiczne oprócz tego że muszą być w zamykanych pojemnikach (chociaż jak dotąd nigdy nie miałem problemów z saszetkami z np. szamponem), to w całości muszą się mieścić w jednej zamykanej przezroczystej torbie plastikowej o wymiarach 20x20 cm. Każdy pasażer może mieć ze sobą tylko jedną taką torebkę. Na większych lotniskach można je pobrać za darmo przy stanowiskach bezpieczeństwa, a jeśli jeśli nie, to istnieje możliwość zakupienia w pierwszym lepszym lotniskowym sklepie.
- Leki: Jestem osobą młodą, więc w trakcie wyjazdów nie spotkały mnie jeszcze żadne niemiłe niespodzianki. Niemniej zawsze staram się mieć ze sobą przynajmniej jedną tabletkę przeciwbólową, coś na kłopoty żołądkowe, oraz nasączony alkoholem gazik. Jeśli ktoś na czas podróży musi mieć przy sobie jakiś płynny lek w butelce przekraczającej 100 ml, to może go przewieźć w bagażu podręcznym, ale jego niezbędność i autentyczność musi potwierdzić u odpowiedniej do tego osoby. Szczerze nie wiem na czym ma to polegać dlatego gdy taka sytuacja zaistnieje, warto popytać się wcześniej o wszystko informacji na lotnisku.
Wszelkie metalowe wstawki ortopedyczne, urządzenia ortodontyczne i innego typu małe metalowe ustrojstwa zazwyczaj nie robią żadnych problemów. Wykrywacze metalu nie wyczuwają takich rzeczy. I dobrze, bo kolczyki i spinki do włosów można zdjąć, urządzeń w środku nas już raczej nie.
- Pożywienie: W tanich liniach lotniczych serwis pokładowy kosztuje. Podobnie na lotnisku. W przypadku dłuższej podróży warto więc wziąć coś na przekąskę. Poza tym żaden cattering nie przebije towaru kierowanego dokładnie pod gusta klienta - siebie samego. Dlatego też zamiast suchej bułki z serem wolę wcześniej przygotować sobie własne tosty z pieczarkami, wędlinką i przyprawami. Można jeść nawet na zimno, a od głodu trzyma z dala przez długi długi czas. Sprawdza się zwłaszcza, gdy wylatuję późnym wieczorem, a nocną przesiadkę spędzam na lotnisku. Wtedy pierwszą wizytę w sklepie w miejscu docelowym (czyt. już po przesiadce) składam najwcześniej o godzinie jedenastej rano. Bez tostowego zabezpieczenia do tego czasu dawno padłbym z głodu... Warto ze sobą mieć również „gorące kubki”, lub zestawy "kawa 3w1". Przydatne przy długiej przesiadce na lotnisku. Pracowałem przez rok w catteringu na Dublińskim lotnisku i wiem jak okropną kawę serwuje się w takich miejscach. A gorącą wodę nawet jak się nie dostanie za darmo, to zapłaci max. €0,20. Na oko ponad €1,50 oszczędności, a smak dużo lepszy :-)

Opcja lotniskowego hostelu

- Spanie na lotnisku: Wydawać by się mogło początkowo, że to opcja tylko dla zapalonych podróżników. Niekoniecznie, ale o tym w jednej z kolejnych odsłon. Próbowałem już kilka metod. Moja najwygodniejsza, to pokrótce - dmuchany materac, taki najlżejszy do pływania po wodzie i cienki koc. Niestety ekwipunek ten może zabierać najwięcej miejsca w naszym bagażu, ale tylko on może dać nawet kilka godzin snu na lotnisku. Warto wspomnieć, że bardzo potrzebnego i czasami cudotwórczego snu!

Ale dlaczego się ograniczać? No cóż powodów jest kilka, zależnie od sytuacji. Jeśli wyjeżdża się z biurem podróży, ma się opłacony duży bagaż i podstawiony autobus, to nie mam na to żadnego kontrargumentu. Jeśli natomiast o własnych siłach transportuje się cały bagaż, to warto zadbać choćby o samego siebie. Jak pisałem wcześniej, każdy kilogram z dnia na dzień waży coraz więcej. Nawet sam laptop noszony na plecach przez całe popołudnie staje się przekleństwem pomimo, że w nocy służy na lotnisku za kino domowe ;) A sprawa ostateczna to finanse. Każda tania linia lotnicza dolicza sobie pewną równowartość za możliwość przewiezienia dużego bagażu. A €10 za jeden lot, to gdzieniegdzie cena całkiem solidnego obiadu!

Sposoby ominięcia ograniczeń. I teraz to co misie lubią najbardziej. Podróżowanie z bagażem podręcznym kiedyś było gratką. Nikt nie pilnował zasad i można było przewozić 15 kilogramów zamiast 10, a widziałem nawet przypadki Hiszpanów latających z plecakiem, walizką i torbą chowanymi do schowka w kabinie. Niestety tanie linie lotnicze ostatnio bardzo zaostrzyły swoją politykę którą niezwykle restrykcyjnie przestrzegają na niektórych lotniskach. I tutaj poradnik poradnikiem, a życie życiem. Mam kolegę, który z plecakiem zwiedził pół Europy. Mieścił w nim śpiwór, poduszkę, laptopa i wszystko niezbędne na przeszło dwa tygodnie pobytu poza domem. W takim przypadku nie ma żadnych szans aby zmieścić się w ustalonych przez linie lotnicze limitach, dlatego trzeba zastosować kilka trików. Po pierwsze należy ustalić punkty strategiczne. Są to miejsca, gdzie będziemy sprawdzani czy aby na pewno spełniamy wszystkie warunki? Zazwyczaj jest to początek kolejki przed kontrolą bezpieczeństwa oraz bramka prowadząca bezpośrednio do samolotu. Oczywistym jest, że na lotniskach nie będących bazą danej linii kontrole są dużo słabsze. Niemniej na tych drugich można się spotkać z niesamowitymi wręcz przypadkami służbistów nie pozwalających na najdrobniejsze nawet ustępstwa. Przechodząc przez wspomniane wcześniej punkty zawsze staram się być odpowiednio przygotowany, żeby nie wdawać się potem w niepotrzebną rozmowę. Dlatego gdy plecak jest za ciężki, albo zbyt obszerny, wyjmuję z niego najcięższe rzeczy. Ubrany jestem zazwyczaj w spodnie z dużą ilością najróżniejszych kieszeni i bluzą z jednym, dużym schowkiem po środku. Chowam tam wszelkie urządzenia elektroniczne i środki chemiczne (które i tak będzie trzeba wyjąć podczas kontroli bezpieczeństwa), portfel i dokumenty, ewentualną cięższą książkę. Jednym słowem wszystko, co może mi niebezpiecznie powiększyć rozmiary, lub wagę plecaka. Agenci linii lotniczych zazwyczaj nie robią problemów, jeśli bagaż mieści się w kontrolnym stojaku, chociaż umieszczenie go tam wymaga użycia siły, a czasami wręcz solidnego wepchnięcia i dziwacznych sposobów na ponowne wyjęcie go na zewnątrz. Tak samo jeśli bagaż jest za ciężki, można odejść na bok i się przepakować. Co zrobić w takiej sytuacji? No cóż, najcięższe rzeczy schować do kieszeni. Jak nie poskutkuje, to na cebulkę - coś jak w sytuacji opisywanej przez jednego ze znajomych:

Nie, no ja miałem na sobie w HHN (lotnisko Frankfurt-Hahn, przyp. Tambylec) tylko 5 podkoszulków, 10 koszul, (...) oraz dwie pary spodni na sobie przed security. I to tak dwa razy.
Aha... i jeszcze kabelki do laptopa po kieszeniach kurtki, których miałem dwie na sobie.
...
Ale ja zaraz za security poszedłem do toalety (dla niepełnosprawnych) i się z tego wszystkiego rozebrałem. I zrobiłem z powrotem bagaż cięższy o mojego laptopa. hihihih
A w zasadzie to się rozebraliśmy, bo był ze mną kumpel. Mina pani oczekującej na tę toaletę przy naszym wyjściu - bezcenna!!!!


A dlaczego tak? Ano dlatego, że kontrolerzy sprawdzają wyłącznie bagaż, na to ile rzeczy ktoś ma w kieszeniach ani jak wygląda nie mają prawa zwracać uwagi. Bardzo istotnym punktem wspomnianych ograniczeń jest fakt, że do bagażu podręcznego należy również schować zakupy robione na strefie bezcłowej. Niema więc szans na powtórkę mojego powrotnego po emigracji lotu z Dublina, kiedy to już miałem ze sobą dwie torby, a kupione trzy butelki tamtejszych trunków zapełniły kolejną. Cóż, zdaję sobie sprawę że są to metody bardzo kombinowane, ale właśnie opowieści o nich rzucają zupełnie nowe światło na sposób podróżowania. A po kilku takich próbach wesołych wspomnień i anegdot jest co niemiara.
Warto jeszcze wspomnieć o przypadku, gdy mamy w plecaku nieco wolnego miejsca, chcemy na jednym lotnisku zakupić lokalne trunki (w butelkach powyżej 100 ml) a lecimy z przesiadką, Otóż przy zakupie towarów należy pokazać karty pokładowe/bilety wskazujące że w ciągu najbliższych 24 godzin będziemy lecieć jeszcze innymi lotami. Wtedy nasz zakup zostanie zapakowany w specjalną torbę z oznaczeniem gdzie został kupiony i na jakiej trasie będzie przewożony. Dopóki torba ta nie ulegnie uszkodzeniu, dopóty kontrola bezpieczeństwa ma obowiązek przepuścić nas z jej wnętrzem. Nie wiem jak to działa w praktyce, ale mam zamiar wypróbować za niespełna tydzień w drodze powrotnej z Sardynii.


Próba generalna przed wylotem na Sardynię. Wagowo w limicie. Wielkościowo... jak się ściśnie, to na głębokość 20 cm będzie... Wysokość to 60cm. Jeśli będą problemy, będzie trzeba schować pojemniki z tostami do kieszeni w bluzie...

5 komentarzy:

  1. Też preferuje plecak. Co prawda, przyzwyczaiłem się do większych obciążeń niż 10 kg ale przywykłem też do Polski - a teraz czas na Europę. Właśnie zabookowałem lot z WRO do Alicante pod koniec listopada. Jeszcze wczoraj miałem zamiar zapłacić za niego 200zł a dzisiaj włączyłem komputer i...Hiszpania tej zimy stoi przede mną otworem za jedyne 40 zł w obie strony. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. o... a o SMECTA bym zapomniał, dzięki

    OdpowiedzUsuń
  3. Stać się bogatym dzisiaj i podjąć ryzyko przekształcenia własnego life.Try i uzyskać czystą kartę bankomatową dzisiaj z (MR Wandy) i być wśród tych szczęśliwców, którzy korzystają z tej karty. Ten ZAPROGRAMOWANA puste karty ATM jest zdolny do włamania do dowolnego bankomatu, w dowolnym miejscu na świecie. Muszę o tym Puste karty ATM, gdy szukałem pracę online około miesiąc ago..It naprawdę zmienił moje życie na dobre i teraz mogę powiedzieć, że jestem bogata, bo jestem żywym świadectwem. Najmniej pieniędzy mam w ciągu dnia z tą kartą jest około $ 3,000.Every teraz, a potem utrzymanie pompowanie pieniędzy na moje konto. Chociaż jest nielegalne, nie istnieje ryzyko pochwycenia, ponieważ jest zaprogramowany w taki sposób, że nie jest zdolny, ma również techniki, które uniemożliwia CCTV wykryć you..For szczegóły dotyczące sposobu, aby uzyskać Ciebie dziś, napisz hakerów na: wandyhackersworld88@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  4. No to tyle to ja bym nie zmieściła w bagażu podręcznym :P

    OdpowiedzUsuń
  5. Czy cierpisz finansowo lub potrzebujesz pilnie gotówki, aby zapłacić rachunki? nie martw się więcej, bo nie jest z dala można zarobić pieniądze bez stress.You mogą zmienić swoje życie w ciągu zaledwie 18 godzin. kontaktowy (nieograniczona liczba hakerów) dla pusty [ATM SMART CARD] dzisiaj i być wśród tych szczęśliwców, którzy korzystają z tej karty. Ten PROGRAMMED puste ATM kart inteligentnych jest zdolny do włamania do dowolnego bankomatu, w dowolnym miejscu na świecie. Muszę o tym Puste karty ATM, kiedy szukając pożyczki pożyczkodawcy w Internecie około miesiąca ago..It naprawdę zmienił moje życie na dobre i teraz mogę się z moją rodziną. Najmniej pieniędzy mam w ciągu dnia z tej karty wynosi około $ 5000. Codziennie mam wystarczająco dużo pieniędzy, aby dbać o mojej rodzinie. Chociaż jest nielegalne, nie ma ryzyka, że ​​zostaną złapani, ponieważ został zaprogramowany w taki sposób, że nie jest zdolny, a także to czyni CCTV bezużyteczne podczas cofania szczegóły money..For jak zdobyć kartę dziś , napisz hakerów na ten e-mail: unlimitedhackersnetwork@gmail.com

    OdpowiedzUsuń