piątek, 19 sierpnia 2011

Spostrzeżenia własne - przewodnik po Rydze

Ryga nie jest miejscem ukochanym czy jednym z pierwszych na liście punktów koniecznych do odwiedzenia u statystycznego turysty z Polski. Nie ma się czemu dziwić, w końcu leży w granicach dawnego – zwyczajowo rzecz traktując, mało ciekawego i siermiężnego – Związku Radzieckiego. Dodatkowo biorąc pod uwagę fakt zauroczenia ciepłymi temperaturami panującymi w środkowo-wschodnich częściach basenu Morza Śródziemnego, Ryga stanowi propozycję kojarzoną raczej z mroźną Moskwą, Oslo czy deszczową Szkocją. Dlatego też nie dziwi fakt, że okolice Rygi są dobrym punktem urlopowo-wczasowym dla Rosjan czy Białorusinów. Dla nas natomiast może być odskocznią od zwyczajowego przyglądania się rozwiniętemu zachodowi. Tak naprawdę odskocznią niewiele temu zachodowi ustępującą.
Galerię z naszego wyjazdu do Rygi można znaleźć na serwisie Panoramio pod linkiem: 2011.07.02 - 05 - Riga


Lotnisko
Lotnisko w Rydze jest jednym z tych nowych bałtyckich tygrysów stanowiących rosnący w siłę punkt docelowy czy przesiadkowy pomiędzy zachodem a północą i wschodem. Przede wszystkim jest hubem głównym coraz bardziej interesującego przewoźnika Air Baltic. Sieć internetowa pokazuje że pasjonaci podróży lotniczych korzystają z tego lotniska przy podróżach do Finlandii, północnych rejonów Szwecji i Norwegii, jak też na wschód – do krajów pokroju Gruzji, Armenii, Azerbejdżanu, Uzbekistanu czy Tadżykistanu. W kategorii siatki połączeń przewoźników nisko-kosztowych bardziej obecnych na naszym rynku, Ryga jest istotnym punktem na mapie Ryanair do którego można się dostać z lotnisk w Oslo (Rygge), Sztokholmie (Skavsta), Bergamo, Bremie, Charleroi, Londynie (Stansted), Liverpoolu, Glasgow (Prestwick) i in. W przeszłości większe zainteresowanie Łotwą zdradzał również Wizz Air (Ryga była nawet typowana jako potencjalna przyszła baza tej linii), jednak w chwili obecnej możliwe jest tylko połączenie z lotniskami Oslo-Torp i Londyn-Luton.
Pasażerowie przylatujący do Rygi po opuszczeniu samolotu kierowani są bezpośrednio do strefy bramek, co w przypadku podróżowania wyłącznie z bagażem podręcznym daje świetną możliwość wyrobienia się na bardzo krótką przesiadkę. Gorzej sprawa wygląda w przypadku konieczności zmiany tzw. stref na lotnisku – zwłaszcza z obszarów przeznaczonych dla mniej znaczących dla lotniska linii – np. Wizz Air – oraz tych wykorzystywanych m.in. przez Air Baltic. Tutaj w przypadku braku lotów łączonych z poziomu rezerwacji istotną przeszkodą może być fakt sporego zatłoczenia terminala. Widać to zarówno w okolicy stanowisk check-in, strefy bezpieczeństwa jak też niekiedy tłumów pasażerów oczekujących na swój samolot przy przeznaczonych do tego gate-ach.
Jako że lotnisko znajduje się w niewielkiej odległości od miasta, z centrum Rygi jest połączone na kilka sposobów. Oprócz tradycyjnych taksówek, transportu prywatnego i busów oferowanych m.in. przez Air Baltic dobrą propozycją jest również autobus komunikacji miejskiej. Przystanek linii 22 znajduje się naprzeciwko głównego wyjścia z terminala – za postojem taksówek i parkingiem. Autobusami tymi dojedziemy do ścisłego centrum miasta w okolice dworca kolejowego na co potrzeba około 30 minut. Kursy odbywają się co około 15 minut, bilet można kupić u kierowcy i kosztuje on 0,70 Ls. Warto zwrócić uwagę na przytrafiające się kontrole biletów oraz fakt że sprawdzenie i krótka rozmowa z pasażerami zagranicznymi nie stanowi żadnego problemu dla osób kontrolujących. W drodze na lotnisko autobus można złapać na ostatnim przystanku znajdującym się na ulicy 13 stycznia.
Ogólnodostępna strefa przylotów umożliwia również wymianę waluty. Po prawej stronie wyjścia z terminala znajduje się niewielki kantor gdzie można sprzedać zarówno Euro jak i Złotówki. Informacje o kursie znajdują się w ostatniej części poradnika.
W chwili publikowania tego opisu bezpośrednie połączenia lotnicze z Rygą oferowały wyłącznie PLL LOT (Warszawa), oraz airBaltic (Warszawa i Gdańsk).

Nocleg
Ktoś kiedyś policzył że w samej Rydze znajduje się ponad 120 różnych miejsc noclegowych. Jako miasto chętnie odwiedzane przez szeroki przekrój osób podróżujących, tamtejsza baza hotelowa jest w stanie zapewnić wszystkie rodzaje miejsc noclegowych – od hoteli znanych sieci, po niewielkie hostele znajdujące się w starych kamienicach ścisłego centrum czy nawet miejscach wymagających kilkunastominutowego dojazdu środkami komunikacji.
W trakcie naszej wizyty w Rydze z różnych powodów nocleg musieliśmy załatwiać będąc już na miejscu. Wbrew początkowemu planu znalezienia połączenia internetowego i wykonania rezerwacji przy użyciu jednego z serwisów pośredniczących postanowiliśmy najpierw udać się bezpośrednio do centrum miasta i szukać swej okazji na ulicy Baron iela. Po kilkunastu minutach szukania udało nam się znaleźć w lipcowe sobotnie przedpołudnie trzyosobowy pokój w hotelu KB. Miejsce to polecam każdemu kto nie wymaga wyszukanych wygód i luksusów oraz nie obawia się piętnastominutowego marszu do ścisłego centrum miasta. Hotel znajduje się na czwartym piętrze secesyjnej kamienicy. Na górę należy się dostać starymi, kręconymi schodami mijając w międzyczasie drzwi znajdujących się pod hotelem pomieszczeń  bibliotecznych. Przypadł nam pokój o numerze „9” stanowiący typową 2+1 z wszystkimi łóżkami znajdującymi się w tym samym pomieszczeniu. Na miejscu dostępna była przyzwoita łazienka, osobne małe pomieszczenie z oknami wychodzącymi na skrzyżowanie z ulicą Ģertrūdes iela, spora szafka, niewielki telewizor ze stacjami w językach łotewskim, rosyjskim, angielskim i niemieckim, oraz bezprzewodowy internet hasło dostępowe do którego otrzymywało się przy dokonywaniu formalności papierkowo-finansowych. Sporą zaletą miejsca jest wliczone w cenę śniadanie. Niby to tylko jajecznica z zieleniną, serem, wędliną i pieczywem, jednak doświadczony podobną ofertą hoteli w kilku krajach muszę się przyznać że KB hotel posiadał jak dotąd najlepszą ofertę smakową. Wszystko to co wymieniłem wcześniej złożone jest w ofertę która kosztowała nas €135 za trzy noce dla trzech osób.

KB hotel - varia





Miasto
Ryga od samego początku związana była z wymianą handlową. Jej geneza wiąże się bowiem z założeniem tutaj faktorii kupieckiej stanowiącej najważniejszy na wschodzie niemiecki punkt handlowy. Fakt ten został wyraźnie odciśnięty w charakterze miasta oraz jego wielowiekowej historii. Dzięki założycielom do dziś wiele łączy Rygę z hanzeatyckim związkiem handlowym – głównie Lubeką, Bremą i Hamburgiem. Niemniej kupiecki charakter miasta stał się również przyczynkiem do swoistego kosmopolityzmu. Jak bowiem pokazuje historia pomimo kilku zakrętów i stromych podjazdów znajdujących się na drodze dziejów, mieszkańcy Rygi za każdym razem potrafili odnaleźć się w nowej sytuacji całkiem nieźle radząc sobie przy tej okazji.
Poruszając się po mieście nie można nie zauważyć wyraźnie zarysowanych zmian dziejowych które odcisnęły się na charakterze Rygi. Mam na myśli zarówno te ostatnie wydarzenia jak druga wojna światowa i okres podporządkowania ZSRR, czy też intensywny rozwój związany z przystąpieniem Łotwy do struktur Unii Europejskiej. Niemniej swoisty charakter miasta stanowi też jego dość dobrze zachowana historia, jak np. ciekawie zagospodarowane stare fortyfikacje miejskie, wyczuwalny na starówce klimat niemieckich miast handlowych czy wyraźna, jednak nie eksponowana w sposób przesadni tożsamość narodowa Łotwy.
Efektem finalnym jest kilka kontrastów, jak np. nowoczesne budynki i centra handlowe obok których co chwila przejeżdżają pamiętające zapewne lata 80. poprzedniego stulecia wagony tramwajów, wypożyczalnie rowerowe w kontekście praktycznie zerowej infrastruktury miejskiej zmuszającej cyklistów do jazdy na powyginanej kostce brukowej, czy secesyjny przepych restaurowanych w ostatnich latach budowli w połączeniu ze zubożeniem społeczeństwa w latach żelaznej kurtyny czy też ostatniego – odciskającego bardzo wyraźne piętno na gospodarce Łotwy – kryzysu finansowego.
Pomijając te zaskakujące wątki, Ryga to przede wszystkim miejsce atrakcyjne dla spacerów wśród wizualnego ładu i porządku. W kontekście budynków napotkać tu można przede wszystkim bogatą secesję, jak również szary socrealizm, skandynawski klimat surowości i hermetyczności czy stylistykę średniowieczną. Przykłady takie można spotkać na każdym praktycznie kroku od starówki po ulice nieco oddalone od ścisłego centrum miasta. Ciekawą propozycją jest także spacer wzdłuż otaczającego Stare Miasto kanału miejskiego. Znajdujące się tam parki i planty powstały podczas rozbiórki średniowiecznych fortyfikacji ograniczonych z zewnątrz fosą miejską. Ich nienaganny charakter nie został zatracony nawet w okresie zniewolenia sowieckiego. Popularna na Łotwie anegdota głosi, że zostawiono je w spokoju, bo radzieccy filmowcy chcieli tu kręcić sceny rozgrywające się w imperialistycznych metropoliach – Londynie i Paryżu. Rzeczywiście urokiem miejsce to nie ustępuje bardziej znanym stolicom europejskim a warte odwiedzenia jest zarówno podczas słonecznego letniego dnia, jak też po zmroku w klimacie tajemniczej ciemności delikatnie zakłócanej przebłyskami z oddalonych ulic i budynków.


Secesja
Już pierwszych kilka godzin spędzonych na miejscu pozwala zauważyć że Ryga to przede wszystkim secesja. Wiąże się to z najważniejszym w dziejach miasta okresie przełomu XIX i XX wieku kiedy to miasto swoim rozwojem zagrażało nawet pozycji Sankt Petersburga. Wiele budynków znajdujących się poza ścisłą starówką datowanych jest na pierwsze dziesięciolecie dziewiętnastego stulecia. W związku z możliwościami finansowymi ich ówczesnych właścicieli i panującym wtedy stylem, większość konstrukcji to przede wszystkim artystyczny przepych formy. Wiele budynków stanowi więc wizualną ciekawostkę skupiającą uwagę na zewnętrznych zdobieniach i niejednokrotnie trochę zaniedbanych na przestrzeni lat szczegółach. Wprawdzie brakowało mi tam hiszpańskiej nutki zakręconego klimatu prezentowanego np. w dziełach Gaudiego, niemniej oprócz standardowej szkoły secesyjnej dało się wypatrzeć sporą ilość niekiedy dziwacznych – ocierających o kicz – eksperymentów. Mam tutaj na myśli przykłady znajdujące się w okolicy ulicy Alberta iela. Zdobienia tamtejszych budynków niejednokrotnie nawiązywały do klimatów starożytnych (stylizowane na rzymski sposób niemal mitologiczne postacie czy greckie maski), orientalnych (motywy kojarzące się w jakiś sposób ze światem arabskim lub strzeliste zdobienia na dalekowschodnią modłę) czy wręcz pogańsko-mistycznych (symbolika talizmanów z wplecionymi motywami zwierzęcymi). Zresztą Alberta Iela uznawana jest za kwintesencję ryskiej secesji. Jako ciekawostkę można uznać fakt, że niemal wszystkie tamtejsze budynki zostały zaprojektowane przez Michaiła Eisensteina – nieposiadającego nawet uprawnień architekta, inżyniera budowlanego. Budynki te w jednym z przewodników zostały opisane jako „zarazem fascynujące i kiczowate, przeładowane i urokliwe, przytłaczające i pociągające, (…) przynoszące intrygującą odmianę po przestylizowanej surowości zabytków Starego miasta”.

Kocia kamienica

Secesja na Alberta iela

 

Secesja - pozostałe


Odbudowa starówki
Kręcąc się po kolejnych ulicach miasta odnosi się wrażenie że część reprezentacyjnych budynków – podobnie jak w Polsce – w czasach sowieckich popadła w delikatne zapomnienie z którego wyrwać nie może się do dnia dzisiejszego. Niemniej im bliżej centrum, tym większość architektury nie budzi większych zastrzeżeń co do swojego stanu i wyglądu. Nie ma się czemu dziwić, w końcu historyczna część miasta jest jego wizytówką wśród turystów więc powinno być miejscem co najmniej zadbanym. Niemniej przyglądając się kolejnym rozdziałom przewodników po Rydze okazuje się, że większość na pozór historycznych konstrukcji z ich pierwowzorami ma niewiele wspólnego. Powodem są zmiany koncepcji zagospodarowania danych budynków, oraz przede wszystkim zniszczenia okresu międzywojennego i drugiej wojny światowej. W tym bowiem czasie większość budynków o historycznej wartości uległo co najmniej częściowemu zniszczeniu. Dopiero w latach dziewięćdziesiątych zeszłego stulecia, po odzyskaniu przez Łotyszy niepodległości i z okazji zbliżającej się osiemsetnej rocznicy założenia miasta, uruchomiony został program renowacji najważniejszych punktów w mieście. Łączył on w sobie zmianę wizerunku miejsc historycznych poprzez trwałe pozbycie się irytujących przykładów architektury z czasów ZSRR i odbudowę czy rekonstrukcję innych. Dopiero będąc na miejscu zauważa się jak ambitny i rozbudowany był to program – nie tylko w kontekście trudu dbania o zachowanie szczegółów, co też w niektórych przypadkach trwałą zmianę organizacji okolicznej części miasta poprzez przesunięcie tzw. ośrodka zainteresowań. Mam tutaj na myśli przede wszystkim plac ratuszowy – „paskudny sowiecki betonowy skwer, mający po jednej stronie gmach Muzeum Czerwonych Strzelców Łotewskich, po drugiej siedzibę laboratorium Politechniki Ryskiej”.W chwili obecnej jest to jedno z głównych punktów turystycznych. Na jego środku znajduje się dumna, dziewiętnastowieczna kopia figury Rolanda symbolizującego moc średniowiecznego miasta i bezpieczeństwa handlu. Najważniejszym miejscem na placu ratuszowym jest oczywiście Dom Czarnogłowych – siedziba działającego w XIV wieku stowarzyszenia kupieckiego. Budynek ten, podobnie jak stojąca obok kamienica Schwaba, pod koniec drugiej wojny światowej został zniszczony do poziomu gruntu. Odbudowa trwała w latach 1995-1999. Nieco dłużej, bo do 2001 roku trwała renowacja budynku Ratusza który w oryginalnej wersji spłonął w roku 1945. Nieopodal placu Ratuszowego stoi kościół Św. Piotra – jeden z najwyższych i uznany za jeden z najciekawszych punktów na ryskiej mapie. Oryginalna konstrukcja również została zniszczona pod koniec wojny aż do poziomu murów obwodowych. Odbudowana została jednak w latach 1967-1977 z początkowym przeznaczeniem na ryskie Muzeum Historii Architektury. Kościół ponownie pełni funkcje sakralne po zwróceniu go ewangelikom w 1991 roku. Chociaż czasy wojennej zawieruchy nie miały wielkiego wpływu na dwa kolejne ważne zabytki Rygi – tzw. Małą i Wielką Gildię – to budynki te w czasach dzisiejszych również mają niewiele wspólnego z ich pierwotnym przeznaczeniem. Mała Gildia została bowiem przekształcona w duchu angielskiego neogotyku w latach sześćdziesiątych XIX wieku a generalnie odremontowana w roku 2000. Wielka Gildia natomiast spłonęła w roku 1964 – w wyniku czego po odbudowie została przekształcona na gmach Filharmonii Ryskiej. Podobną zmianę pierwotnego przeznaczenia przechodził również sobór katedralny Narodzenia Chrystusa – zbudowany pod koniec XIX wieku ściśle według wskazań stylu rusko-bizantyjskiego. Oryginalne wnętrze zostało zniszczone w roku 1960 podczas adaptacji na Dom Nauki. Trzydzieści lat później sobór ponownie stał się siedzibą prawosławnego metropolity Rygi zyskując zwracający na siebie wygląd zewnętrzny oraz nieco kiczowaty i zawiesisty charakter wnętrza.

Plac ratuszowy i okolice



Renowacja Rygi - varia




Wybrzeże
Chociaż Ryga jest miastem portowym, którego dostęp do morza stał się jednym z przyczynków założenia tam faktorii kupieckiej – od plaży okolicznej zatoki ryskiej dzieli ją półgodzinna dodatkowa podróż. Jurmała to słowo klucz w kontekście letniego wypoczynku nad wodą. Chociaż oficjalnie jest osiedlem miejskim w praktyce i charakterze składa się z ciągu nadmorskich miejscowości usianych pomiędzy trzydziestokilometrowym pasem piaszczystego wybrzeża i znajdującej się nieopodal rzeki Lielupe. Od wschodu graniczy z Rygą, od zachodu z parkiem narodowym Kemeru. Rokrocznie przyciąga do siebie spragnionych słońca turystów, którzy mogą wypoczywać na delikatnym piasku i chronionym przez wąskie wejście do Zatoki Ryskiej ciepłym i spokojnym morzu. Dodatkowym atutem jest bardzo delikatny przyrost głębokości wody – bardzo przyjazna sprawa podczas podróży z małymi dziećmi. Jūrmala sama w sobie nie stanowi miejsca o nadzwyczajnych wartościach turystycznych. Wprawdzie część drewnianych domków mieszkalnych po renowacji zostało wpisanych na szeroką listę okolicznych zabytków, jednak większość z nich to czasami dziwaczne i kiczowate budyneczki o których zapomina się po 30 minutach od ich zobaczenia. Jurmała to przede wszystkim beztroski wypoczynek nad wodą – stanowiący najpopularniejsze miejsce urlopowych pielgrzymek Białorusinów i historycznie – Jurmała za czasów sowieckich była jednym z ważniejszych kombinatów wczasowych – części Rosjan. W ramach kilkudniowego pobytu w Rydze może stanowić ciekawą propozycję chwilowego resetu od miejskiego trybu życia, spaceru po plaży czy okolicznych sosnowych lasach, lub po prostu spróbowania smażonej ryby.
Dojazd do Jurmały – w zależności od dzielnicy w której chce się znaleźć – zajmuje do 40 minut jazdy pociągiem. Najpopularniejszymi miejscowościami są Dubulti i Majori. Kursy odbywają się kilka razy dziennie, pociągi startują z dworca głównego w Rydze a bilet w obie strony kosztuje 1,95 Łata. W tym miejscu nie mogę potwierdzić mojej obserwacji, ale wydaje mi się że ciekawą propozycją może być również wycieczka rowerowa do Jurmały. W Rydze znajduje się bowiem kilka wypożyczalni rowerowych a obserwując znajdujące się za oknem pociągu widoki zauważyłem ciągnącą się przez dłuższy odcinek trasę chętnie wykorzystywaną przez zwolenników dwóch kółek.



Wyżywienie
Jeśli chodzi o kwestię wyżywienia w Rydze, zadowoleni powinni być zwolennicy wszystkich najpopularniejszych w tej części Europy szkół przyrządzania jedzenia. Na mieście znajduje się bowiem cały przekrój jadłodajni od miejsc oferujących przekąski, naturalne soki i tzw. dodatki do kawy poprzez fastfoody, kuchnie orientalne (tureckie, greckie, hinduskie, tajskie, chińskie, włoskie, brytyjskie, rosyjskie) po wszelkiego typu restauracje. Dzień kręcenia się po mieście (niekoniecznie jego ścisłego centrum) pozwala na wstępne rozeznanie się gdzie można zjeść coś najbardziej pasującego do własnego podniebienia. Z doświadczeń własnych polecamy sieć rozsianych po mieście restauracji Lido. Są to ustylizowane na swojski sposób miejsca których istotną zaletą jest możliwość samodzielnego ułożenia menu. Jedzenie serwowane jest bowiem w kilku tematycznych punktach a każdy nałożony element jest doliczany osobno do ostatecznego rachunku. Wprawdzie przy rozeznaniu w ryskiej rzeczywistości miejsca te pod pozorami swojskości trącą nieco lokalną wielkosieciowością, jednak biorąc pod uwagę fakt niezłego smaku serwowanych lokalnych potraw i przystępnej ceny, dla osób o niewygórowanych oczekiwaniach jest to propozycja dość atrakcyjna. Restauracje Lido znajdują się w kilkunastu miejscach w Rydze – zaczynając od ogólnodostępnej części terminala lotniska. My skorzystaliśmy z tej znajdującej się na ulicy Dzirnavu iela.

Koszta
Pod względem kosztowym Ryga to nieco zakręcona opcja. Ceny na Łotwie wprawdzie są porównywalne do tych jakie mamy w Polsce, jednak koszty zwyczajowo zwiększane są poprzez wymianę walut. Tym bardziej, że obowiązujący tam łotewski łat jest ciężki do dostania w większości polskich kantorów czy banków. W związku z tym podwójna wymiana złoty – euro – łat naraża nas na utratę nawet do 10% wartości, dlatego warto pomyśleć o płaceniu na miejscu kartą, lub za pośrednictwem posiadanych akurat Euro. Co najważniejsze – nie warto nabywać waluty więcej niż ponadto co będzie nam potrzebne. W dzień przed naszym wylotem jedyny kantor który posiadał w ofercie łotewską walutę (marne 30 łatów – równowartość około 180 złotych) sprzedawał ją za około 5,80 PLN, skupował natomiast za niemal lichwiarską stawkę 4,50 PLN!
Największym punktem w sumarycznym rachunku wyjazdu stanowi w przypadku Rygi oczywiście hotel. Niestety, bez pomocy ze strony tanich serwisów pośredniczących ciężko jest zejść poniżej stawki znanej w krajach zachodnich. Dotyczy się to zarówno hoteli jak i czasami zaskakująco drogich hosteli. Nam udało się znaleźć atrakcyjną ofertę KB hotel, gdzie za trzy noce w trzyosobowym pokoju ze śniadaniem zapłaciliśmy równowartość €135. Daje to po €15 za osobę za noc – przy otrzymanych warunkach cena ta jest bardzo atrakcyjna.
Dodatkowym atutem był znajdujący się po drugiej stronie ulicy sklep dużej lokalnej sieci marketów Rimi. Zakupy tam wiązały się z kosztami pokroju: dwulitrowa butelka Coca-Coli - 1,05 Ls, 1,5 litrowa butelka Nestea - 0,89 Ls, 1,5 litrowa butelka gazowanej wody mineralnej - 0,30 Ls, bochenek tradycyjnego czarnego chleba łotewskiego (800 gram) - 1,05 Ls, lokalne piwa butelkowe - od 0,45 Ls do 0,60 Ls, niewielkie lody - 0,30 Ls, Balsam Ryski (45% lokalny ziołowy alkohol) - 2,99 Ls, chałwa słonecznikowa - od 0,50 do 0,80 Ls (w zależności od wagi), smażona ryba w Jurmalskiej knajpie - 0,90 Ls.
Jeśli chodzi o wyżywienie, warto zastanowić się nad polecaną we wcześniejszej części siecią restauracji Lido. Lekki obiad dla trzech osób w postaci ryżu/mieszanki warzyw i robionego na grillu szaszłyka kosztował nas 7,50 łata. Powyższe ceny są aktualne w przypadku posiadania umiejętności i chęci poświęcenia kilku chwil na poszukiwania. Przy opcji „na wygodne” stawka istotnie idzie do góry. Przykładem może być niewielki kufel lokalnego piwa czy też wieczorna kawa pite w ogródku jednej ze znajdujących się przy placu katedralnym knajpek – koszt takowych to 2,50 łata.

Wrażenia ogólne
Wyjazd do Rygi nie był w naszym przypadku czymś bardzo wyczekiwanym. Jego zorganizowanie było przede wszystkim spowodowane możliwością wykorzystania lotu tym samym samolotem z fenomenalną opcją przesiadki na lotnisku Oslo-Torp. Poza tym dość pechowo wybraliśmy termin wyjazdu, gdyż odbył się on kilkanaście godzin po przeprowadzce na nowe mieszkanie. Kilka dni przygotowań, niemal dziesięć godzin spędzonych na przenoszeniu i częściowym wypakowywaniu rzeczy, oraz niecałe dwie godziny snu przed wylotem musiało istotnie odbić się na naszej kondycji podczas wyjazdu. Dlatego bez większych oporów postanowiliśmy go spędzić w formie niezobowiązującego wypoczynku w postaci spacerów, przesiadywania na ławce w parku i ograniczenia do minimum wszelkich wysiłków fizycznych. Zapewne dlatego nasza aktywność ograniczyła się wyłącznie do starej części miasta od brzegu Dźwiny po wspomnianą wcześniej Alberta Iela. Tzw. Przedmieście Mitawskie – dzielnicę znajdującą się na zachodnim brzegu rzeki – widzieliśmy wyłącznie przez okna autobusu wiozącego nas z lotniska. Przedmieście Moskiewskie ograniczyliśmy natomiast wyłącznie do stawienia się pod bliźniaczym do warszawskiego Pałacu Kultury i Nauki wieżowca. Zresztą nawet te kilka chwil pozwoliło na odniesienie wrażenia, że kolejowy nasyp ciągnący się wzdłuż ryskiego centrum stanowi jakby granicę części miasta z polotem, godnej zobaczenie, od tej nieco topornej struktury niekoniecznie wyróżniającej się jakimś istotnym rozplanowaniem czy organizacją.
Jeśli chodzi o sprawy podstawowe, to w ciągu trzech spędzonych w Rydze dni miasto to okazało się miejscem czystym i bezpiecznym. Wprawdzie większość znajdujących się w centrum kamienic czy dróg czeka na lepsze czasy i swoją tzw. szansę, to w kwestii czystości ogólnej Ryga nie ma sobie nic do zarzucenia. Co ciekawe, w porównaniu do innych europejskich stolic, na Ryskich ulicach widuje się stosunkowo mało policji czy też innych służb porządkowych. Sytuacja taka ma miejsce zarówno w dzień, jak też po późnym zachodzie słońca, kiedy to w najlepsze toczy się życie klubowo/pubowe. Może to efekt uśpienia czujności i ogólnego zmęczenia, ale przechodząc się po „nocnych” okolicach starówki nie czuliśmy potrzeby oglądania się za siebie, czy pozostawiania telefonu, portfela i aparatu schowanych gdzieś głęboko w plecaku. Przesiadywanie w ogródku na placu katedralnym i słuchanie lokalnej kapeli bluesowej również było frajdą nieprzerywaną żadnym incydentem, prośbą o papierosa czy datek, które zdarzają się w innych miastach. Oczywiście w żaden sposób nie próbuję tutaj udowodnić że Ryga jest sielanką bez jakichkolwiek zagrożeń. Koniec końców ostatniego dnia za rękę złapaliśmy cygańską parę wyciągającą portfel z torebki przypadkowej dziewczyny. Trochę zdziwiło mnie że proceder ten dział się na oczach kilku innych ludzi a jedynie posługujący się językiem angielskim turyści potrafili na niego odpowiednio zareagować...
Podsumowując bardziej ogólnie wrażenia wywiezione z Łotwy, przyznaję się że Ryga nie powaliła mnie niczym szczególnym. Szczerze w pewnym momencie byłem tym nawet bardzo zaskoczony. Patrząc choćby na ilość przykładów secesji w mieście – samo to powinno wywrzeć na mnie spore wrażenie. Niemniej od samego początku uznałem tamtejszą estetykę za coś jakby naturalnego. Może dlatego że klimatem przypomina to nieco estetykę miast w naszej części kontynentu? Może dlatego że wschodnie położenie Łotwy obarczone jest jakoś w naszej psychice topornością Związku Radzieckiego? Chociaż ciekawostką tutaj jest fakt, że nawet jeśli ponad 40% mieszkańców Rygi to Rosjanie, ich obecność i zachowanie tam nie są tak zauważalne i drażniące jak w innych częściach Europy – zwłaszcza w rejonach turystycznych czy z większą grupą tzw. zagranicznej siły roboczej.
Po miesięcznym okresie utrwalania wspomnień zgromadzonych podczas wizyty w Rydze dalej jestem zdania że jest to dla mnie  miasto zwyczajne, ładne ale bez tego czegoś. Niemniej spędzony tam na relaksie czas tak miło zapadł w mojej pamięci, że kiedyś tam z pewnością jeszcze wrócę. Co więcej, zrobię to dużo chętniej, niż w przypadku powrotu do bardziej renomowanych miast naszego kontynentu, wizyta w których powala zazwyczaj na kolana czymś imponującym lub niecodziennym. Dwa dni temu zauważyłem że na ten sezon zimowy Wizz Air znów planuje rotację jednej ze swoich maszyn według trasy Wrocław - Oslo - Ryga. Zaczynam się więc zastanawiać nad spędzeniem tam kilku, tym razem zimowych, dni :-)

Adresy i dane praktyczne

Ważniejsze inie lotnicze obecne na lotnisku w Rydze:
airBaltic - www.airbaltic.com
Ryanair - www.ryanair.com
Wizz Air - www.wizzair.com 

Komunikacja miejska w Rydze
(m.in. autobusy na trasie z lotniska do centrum miasta)
- sekcja z kilkoma informacjami dla turystów: http://www.rigassatiksme.lv/?sadala=313

Kolej na Łotwie

KB Hotel
37  Krišjāņa Barona iela 
(skrzyżowanie Barona iela i Ģertrūdes iela, naprzeciwko przystanku tramwajowego przy wyjściu z Rimi)
Riga, LV 1011
Phone. (371) 67312323
Fax (371) 67316953
Mob. (371) 26448898
E-mail: hotel@kbhotel.lv 

Sieć marketów Rimi 

Sieć restauracji Lido

Riga in your pocket
Darmowe kopie tego angielskojęzycznego podręcznego przewodnika można znaleźć na lotnisku w Rydze. Na 80 stronach formatu A5 skrótowo obejmuje zestaw praktycznych informacji o Rydze oraz reklam firm zarabiających na ruchu turystycznym.
riga.inyourpocket.com

Miasta marzeń - Ryga
Część informacji umieszczonych w tym artykule została zaczerpnięta z wydawnictwa "Miasta Marzeń". Jest to książkowa seria płatnych dodatków do Gazety Wyborczej. W 25 kolejnych odcinkach przedstawiała portrety ważniejszych miast w Europie i na całym świecie, np. Wenecję, Lizbonę, Stambuł, Londyn. Wydawnictwa te, chociaż słabiej sprawdzają się jako przewodniki praktyczne, to stanowią bardzo fajny przyczynek do zainspirowania się opisywanym miejscem - jego historią, kulturą i mieszkańcami.
Serię Miasta Marzeń można jeszcze nabyć w sieci EMPiK za kwotę około 30 złotych. Poprzednia seria - Podróże Marzeń (opisująca m.in. Włochy, Tunezję, Portugalię, Hiszpanię, Indie, Maroko, Nepal, Majorkę czy Korsykę) - można już zdobyć niestety tylko na rynku wtórnym.

poniedziałek, 15 sierpnia 2011

Rewolucja na krótkich odcinkach

Długo się o tym mówiło, równie długo na to czekaliśmy, w pewnym momencie nawet wydawało się że coś w tej sprawie ruszyło. Loty na krótkich odcinkach - po sensownych cenach i z pominięciem przesiadek w Warszawie, Frankfurcie czy innych lotniskach przy okazji nisko-kosztowych freak shows. Był Jet Air który przystępnymi cenami zyskał w pewnym momencie przychylność sporej części "oblatywaczy". Jednak intensywny wzrost zakończył się równie spektakularnym upadkiem z powodu niemal regularnego odwoływania rejsów, jak też w ogóle niepewności lotów na niemal każdej trasie. Wydaje się jednak że przyszły lepsze czasy. Chociaż tego też jeszcze nie można przesądzić, ponieważ póki co znajdujemy się w okresie hurra-optymizmu w trakcie ogłaszania kolejnych kierunków.
 
Wszystko to za sprawą Eurolot, który zaczyna się wyswobadzać spod matczynej spódnicy LOT-u. Oczywiście nadal wykonuje dla tej linii rejsy krajowe do Warszawy, jak też na umowach code-share krótkie doloty do hubów innych przewoźników - np. do Frankfurtu lub Monachium. Jednak od kilku miesięcy zaczyna także uruchamiać własną siatkę połączeń. Argumentów za jest kilka. Jak informuje internet, loty na trasach krajowych są zapchane. Na kilka dni przed odlotem podobno bardzo ciężko jest znaleźć w ogóle jakiekolwiek miejsce na trasach do Warszawy z Wrocławia, Gdańska czy Krakowa. Kolej i drogi w momencie aktualnych remontów również nie nastrajają optymizmem. Do tego zeszłoroczny eksperyment LOTu pokazał, że dobrą promocją i nie śmiesznie tanimi, ale w atrakcyjnej cenie biletami można szybko utworzyć grupkę nowych, potencjalnych klientów. Inna sprawa to fakt, że Eurolot dysponuje 50-miejscowymi samolotami, dlatego uruchamiana trasa nie musi mieć potencjału połączeń pomiędzy stolicami różnych krajów. Wystarczy poszukać odpowiedniej niszy.

Na pierwszy rzut poszły kierunki najbardziej oczywiste - z Gdańska do Krakowa i Wrocławia. Dojazd długi i daleki, potencjał lotnisk spory a i częstotliwość lotów bardzo interesująca. Wiele osób jest bowiem zgodnych, aby połączenie odniosło sukces, musi zadowalać zarówno ruch turystyczny, jak też biznesowy. Godziny lotów dopasowano więc tak, aby były przystępne do wypadów weekendowych. W środku tygodnia w różne dni zaplanowano również dwie operacje dziennie tak, aby przygarnąć ruch biznesowy wymagający tylko kilku godzin załatwienia swoich spraw na tzw. delegacji. Ceny może nie są już aż tak przystępne - od 390 złotych za lot w obie strony. Z drugiej jednak strony kończy się okres nisko-kosztowego rozwydrzenia. Zresztą samo obłożenie lotów na nowych trasach pokazuje że nawet przy tej cenie zapotrzebowanie jest niemal ogromne.

Od kilku tygodni Eurolot zaczął więc zapowiadać uruchomienie kolejnych tras. Powoli zapełnia się tym samym mapa tras. Czyżby oznaczało to że jednak da się zarobić na kilku krajowych niszach? Z pewnością nie bez pomocy. Patrząc jednak na "zainteresowanie" LOT-u portami lokalnymi - już nie tyle w kontekście uruchamiania tras z pominięciem Warszawy co nawet nie zwiększania częstotliwości lotów do stolicy windując ceny nawet do ekstremalnych przypadków 1000 złotych - nie ma się czemu dziwić że pomoc ta nadchodzi nadwyraz chętnie. Dla lotnisk lokalnych jest to bowiem szansa na rozwój - zainteresowanie lataniem nowej grupy osób. Dla władz lokalnych - albo szansa na rozwój pewnej gałęzi turystyki, albo na innego typu profity. Turystyka oczywiście w kontekście Gdańska czy Krakowa. Inne profity omawia się głównie w kontekście Rzeszowa. Chodzi głównie o połączenia ze stolicy Podkarpacia do Szczecina. Trudno bowiem upatrywać potencjału - zwłaszcza biznesowego - na tej trasie. Wiele osób łączy jednak uruchomienie tej ciekawostki jako formy promocji przed nadchodzącymi wyborami. Polityka to oczywiście ciężki temat od którego wolę na tym blogu uciekać. Ze swojej strony więc - chętnie będę się przyglądał temu kierunkowi. Jakiś potencjał on posiada - choćby wynikający z kilkunastu godzin jakie trzeba spędzić w pociągu aby przejechać odcinek między tymi miastami. Jeśli jednak kierunek ten się utrzyma przez dłuższy czas, z niezłym obłożeniem i częstotliwościami lotów - czego najzwyczajniej obu miastom życzę - będzie można uznać to za sukces. Nie ważne czy osiągnięty realnym potencjałem pasażersko-cenowym czy też na podkładzie lokalnych dopłat do każdego podróżnego. Tylko że to "jeśli" tyczy się chyba całej nowej działalności Eurolot, ponieważ - pomijając wspomniany wcześniej hurra optymizm - każdy uruchamiany przez nią kierunek jest w tej chwili puszką pandory.

Mnie osobiście cieszy jeden bardzo ważny fakt. W przeciwieństwie do wcześniejszych prób Jet Air, o nowościach Eurolot daje się usłyszeć. W biurze w którym pracuję już po kilku dniach pojawiały się rozmowy o połączeniach nad morze. Zwykli mieszkańcy miast również są informowani - czy to przez kampanię bilboardową, czy też przez reklamy wyklejone na tramwajach. Pierwszym źródłem ataku będzie biznes, drugim osoby muszące odbyć podróże - wbrew historiom o biedzie - mimo wszystko np. studenci. Jeśli początkowa cena zostanie jeszcze obniżona - a po cichu myślę że tak będzie w okresie zimowym - przy długotrwałej kampanii reklamowej i pewności lotów zainteresuje się nimi również najszersza grupa zwyczajnych zjadaczy chleba bez dostępu do samochodu i zmęczonych kolejową tułaczką. Wtedy trasy krajowe odniosą sukces :-)

Jeśli chodzi o Eurolot, to przewoźnik ten od niedawna posiada w systemie rezerwacyjnym 6 tras a dodatkowych kilka już wstępnie zapowiedział. Obecnie można kupić bilety na loty z Gdańska do Krakowa i Wrocławia, Szczecina do Rzeszowa, Poznania i Krakowa, oraz z Wrocławia do Rzeszowa. Przeglądając internet dało się również wyczytać zapowiedzi tras ze Szczecina do Wrocławia, Gdańska do Popradu i z Rzeszowa do Lwowa. Być może Lwów będzie realizowany z Wrocławia a Rzeszów stanie się przystankiem na trasie - podobnie jak w niektórych przypadkach Poznań na trasie z Krakowa do Szczecina. Jak widać przewoźnik ma sporo ciśnienia aby odnieść sukces ze swoją inicjatywą. Oprócz kampanii reklamowej wprowadził bowiem zniżki dla pasażerów podróżujących z dziećmi. Pozwala to na zmniejszenie kosztów w przypadku wyjazdów rodzinnych dzięki czemu podróż lotem staje się jeszcze większą konkurencją dla samochodu czy kolei. Tak samo zapowiedział, że będzie starał się uruchomić połączenie autobusowe pomiędzy Balicami a Zakopanem - oczywiście skorelowane z własnymi lotami z Gdańska, Szczecina czy Poznania. Do tego część rotacji została zaplanowana tak, aby umożliwić podróż studentom i krótkotrwałym tambylcom (rejsy w okolicach weekendu), jak też pod ruch biznesowy (dwa rejsy dziennie w wybrane dni).

Co ciekawe, nie tylko Eurolot jest sprawcą budowanej nowej fali połączeń krótkodystansowych czy też wykonywanych na małych samolotach. Odrodzenie przeszedł choćby Jet Air. W oficjalnych informacjach podobno zyskał nowego inwestora i ma plany rozwojowe. Póki co wkłada rękę w imadło uruchamiając konkurencyjne dla LOTu połączenie z Wrocławia do Warszawy, Gdańska i powrót w kolejności odwrotnej. Wprawdzie znów połączenia zostały ogłoszone "za pięć dwunasta", ceny biletów zaczynają się od 195 złotych w jedną stronę a z branży lotniczej fakt uruchomienia lotów (w kontekście niepewności połączeń jakie wcześniej serwowała ta linia) nie zrobił na nikim żadnego wrażenia, to jednak przynajmniej pracownicy lotniska we Wrocławiu zauważyli, że linia godzinowo wstrzeliła się w atrakcyjną dziurę pomiędzy rejsami LOTu. Co więcej, Jet Air nawiązał też współpracę z firmą PRową i informacje o połączeniach zaczynają się przedostawać do coraz większej ilości serwisów internetowych. Również po chwili przemyśleń, nawet jeśli Jet Air oferuje raptem jedną rotację dziennie na trasach do stolicy, to godzinowo nie ogranicza mimo wszystko oferty dla ruchu biznesowego. Jest bowiem alternatywą dla LOTu, więc tam gdzie będzie mogła, tam podkradnie pasażerów swojemu większemu konkurentowi. Natomiast tam gdzie nie będzie mogła, no cóż -  na tym rynku nie ma obowiązku zakupu biletów w obie strony u jednego przewoźnika. Pozostanie więc status quo jaki miał miejsce przez ostatnich co najmniej kilka miesięcy. Skoro Jet Air zaczyna swoje krajowe rotacje we Wrocławiu, tym razem tam umiejscowił swoją bazę. Dzięki temu - trochę przez przypadek, trochę przy okazji - Wrocław zyskał kilka wakacyjnych rejsów w okolice Świnoujścia. Wszystko to za sprawą współpracy Jet Air z linią OLT na rzecz której wykonuje w niedziele lot z tamtejszego lotniska do Monachium. Skoro samolot i tak musi tam dolecieć, to czemu nie wrzucić biletów do systemu rezerwacyjnego oczekując na pojedynczych pasażerów zawsze zmniejszających tym samym koszty przebazowania? Lokalne źródła internetowe pisały o tym połączeniu, sporo informowało też lotnisko, czego efektem najwyraźniej jest kilka pasażerów na każdym rejsie.

Równie przypadkowo do połączeń krajowych dołączyła najkrótsza jak dotąd trasa - z Poznania do Wrocławia. Tutaj znów - kwestia przebazowania. Otóż niemiecka linia Jetisfaction w swoich badaniach zauważyła jakiś potencjał biznesowy na trasie Poznań - Münster oraz Wrocław - Zurych. Postanowiła więc uruchomić po dwa loty tygodniowo przy użyciu maszyn firmy Sky Taxi. Tutaj znów - aby zmniejszyć koszty przebazowania, w systemie rezerwacyjnym za równowartość €25 można kupić bilet w jedną stronę z Poznania do Wrocławia lub na odwrót. W taki sam sposób - choć oczywiście z droższymi cenami - powstała trasa z Zurychu do Münster. Aby uzupełnić całościowy obraz, należy również wspomnieć o uruchomionych niedawno lotach z Zielonej Góry do Warszawy (tym razem za sowitą dotację na pokładach Sprint Air), Gdańska do Rygi Air Baltic (koniec końców po linii prostej porównywalna odległość jak z Gdańska do Krakowa) czy z Poznania do Pragi CSA.
 
Rok 2011 to przede wszystkim wzrost oferty i jakości na rynku szybkich podróży lokalnych. Widać to zarówno w kontekście lotniczym, jak też autobusowym - wide pojawienie się bardzo medialnej linii Polski Bus. Dobrze że również w tej kwestii zaczynamy gonić standardy świata zachodniego i mam nadzieję że inicjatywy podażowe przetrzymają okres do kiedy popyt osiągnie odpowiedni dla nich poziom.

sobota, 13 sierpnia 2011

Sztuka taniego latania - jak przejść odprawę internetową w Wizz Air?

Wątek ten jest kontynuacją poprzedniego odcinka Sztuki taniego latania - "Zakup biletów w Wizz Air".

OK, zdecydowaliśmy się na lot na pokładzie popularnych "landrynek" Wizz Air. Kupiliśmy bilet, zapłaciliśmy za niego i nieco później otrzymaliśmy potwierdzenie rezerwacji. Ale jak to ostatnio w przypadku przewoźników nisko kosztowych bywa, to jeszcze nie koniec. Jeśli bowiem tak zaznaczyliśmy podczas procesu rezerwacji (dzięki takiemu rozwiązaniu jest po prostu taniej), musimy jeszcze dokonać odprawy internetowej. W skrócie jest to proces, który na kilka dni przed planowanym odlotem wymaga od nas zalogowania się na stronie przewoźnika, podania danych dokumentu identyfikacyjnego z którym stawimy się na lotnisku, a następnie wydrukowania kilku stron będących swoistym "biletem" wstępu do samolotu. Dzięki temu nie musimy już stawiać się na lotnisku na 2 godziny przed planowanym odlotem, aby podejść do stanowiska odprawy biletowo-bagażowej i pokazać swój dowód osobisty/paszport. Teraz, zaopatrzeni w wydrukowaną kartę pokładową, na lotnisko możemy przybyć nawet na krótką chwilę przed rejsem. Ważne żeby przed bramką kierującą do naszego samolotu stawić się przed jej zamknięciem :-)
Jeszcze tak historycznie, odprawę internetową w formie obowiązku wprowadził jako pierwszy Ryanair. Niestety stało się to jednocześnie powodem do wprowadzenie dodatkowej opłaty doliczanej do końcowej wartości biletu. Owszem, początkowo można było uniknąć płacenia tych dodatkowych €5 za odcinek. Jednakże aktualnie liczba kierunków i biletów zwolnionych z opłaty jest, przynajmniej wizualnie, dużo mniejsza. Co więcej, jakiś czas temu Ryanair podwyższył opłatę o kolejne Euro od osoby od lotu. Cóż, dla nich będzie to pewnie jakiś dodatkowy milion Euro czystego zysku... A piszę o tym, aby porównać tą sytuację do propozycji Wizz Air. U nich bowiem odprawa internetowa zawsze jest bezpłatna a dzięki temu przewoźnik w wielu przypadkach jest po prostu tańszy niż Ryanair. Jest to kolejny powód dlaczego Wizz Air darzę nieco większą sympatią :-)


Uwaga: Nie życzę sobie jakiegokolwiek przedrukowywania, czy cytowania tego opisu w całości, części  lub  innym kształcie, gdziekolwiek w sieci, prasie czy innej formie przekazu bez mojej wyraźnej zgody. Mogę jej udzielić wyłącznie po skontaktowaniu się ze mną poprzez e-mail (spiral [kropa] active [małpka] gmail [kropa] com). Brak odpowiedzi z mojej strony nie może być uznane za ciche przyznanie zgody na powyższe.


Jak się tutaj odnaleźć?
Prezentowany opis jest standardową kolejnością kroków jaką wykonuję przy odprawie online w linii Wizz Air. Podzieliłem ją na kilka etapów które oprócz opisu staram się prezentować również w formie graficznej. Miejsca w których na stronie należy wykonać jakąś akcję (wprowadzenie danych, zaznaczenia jakieś opcji, wciśnięcie przycisku) oznaczyłem w wyróżniający się sposób. Mimo to, przynajmniej za pierwszym razem, proponuję zaznajomienie się z każdą treścią każdej strony, jak też zawartych na nich linkach. Pozwoli to na uniknięcie ewentualnych późniejszych niemiłych sytuacji. Wpis jest opisem autentycznej procedury, modulo zmienione lub ukryte dane ważne służące np. do identyfikacji. Procedura wykonywana była na przełomie kwietnia i maja 2011 roku.

Wprowadzenie
Odprawę internetową, jak w zasadzie większość rzeczy związanych z Wizz Air, zaczynamy logując się na stronę główną przewoźnika pod adresem www.wizzair.com. Oczywiście zakładam, że utworzyliśmy już wcześniej swoje własne Konto W!zz, bez którego zakup biletów byłby sprawą trochę bardziej zagmatwaną. Gwoli przypomnienia, jak założyć takie konto opisałem w poprzedniej części przewodnika - "Zakup biletów w Wizz Air".

Strona 01 - logowanie do Konta W!zz
Po zalogowaniu się na stronie, w jej lewej części odnajdujemy panel do logowania, gdzie wprowadzamy adres e-mail pod który nasze konto jest podpięte, oraz przypisane do niego hasło. Jeśli w jakiś sposób hasło wypadło nam z głowy, klikamy na odnośnik "wskazówka". Na nowej stronie wprowadzamy adres e-mail połączony z naszym kontem i następnie przycisk "Wyślij zapytanie". Jeśli adres mailowy się zgadza, po chwili powinniśmy na tamtejszą skrzynkę otrzymać skorelowane z nim hasło.







Strona 02 - link do odprawy online
Po zalogowaniu się korzystamy z pewnych ułatwień jakie zostały wprowadzone w panelu głównym Konta W!zz. Chodzi o dwie strefy na samym dole strony, jedna z listą aktualnych rezerwacji, drugą z zestawem funkcjonalności jakie możemy z wybranymi rezerwacjami zrobić. Odnajdujemy więc w tamtym miejscu lot na który chcemy się odprawić a pośród przycisków po prawej stronie ten z napisem "Odprawa online". W ten sposób szybko jesteśmy przekierowywani do miejsca gdzie zaczyna się właściwy proces odprawy.






Strona 03 - link do wprowadzenia danych pasażerów
To strona to przede wszystkim zestaw informacji dotyczących odprawy internetowej i karty pokładowej. Oczywiście warto przynajmniej raz w życiu przeczytać całą zawartą tam treść i zapamiętać. Gdy już to zrobimy, przewijamy stronę na tabelkę w centralnej części strony, która zawiera listę pasażerów przypisanych do danej rezerwacji. Klikamy na niej odnośnik "Wpisać dane pasażera".








Strona 04 - wprowadzenie danych pasażerów
Strona ta jest najważniejszym punktem odprawy internetowej. To tutaj wprowadzamy dane dokumentu za pomocą którego będziemy identyfikowani podczas wpuszczania do samolotu. Ważne więc, aby nie popełnić tutaj żadnego błędu i tym samym nie narazić się na dodatkowe koszta. Dla każdego z pasażerów, którego chcemy teraz odprawić należy wypełnić każde z przedstawionych pól. Z pola "typ dokumentu tożsamości" wybieramy jakim dokumentem będziemy identyfikowani na lotnisku. Ja zazwyczaj wybieram Dowód osobisty, czasami Paszport. W polu z datą urodzenia wprowadzamy informacje zgodnie z układem dzień-miesiąc-rok. Na szczęście dane możemy tylko wybrać a nie wprowadzać. Unikamy w ten sposób możliwości popełnienia błędu pokroju zamienienia kolejnością miesiąca z dniem. Z pola "obywatelstwo" wybieramy to, które jest zaznaczone w naszym dokumencie tożsamości. Niektórzy mogą bowiem posiadać dwa obywatelstwa - służb na lotnisku w zasadzie to nie obchodzi jakie - dla nich istotne jest aby dane na prezentowanym dokumencie i karcie pokładowej zgadzały się. Pole "państwo wydania dokumentu tożsamości" również jest dość jasne. Jeśli legitymować się będziemy dokumentem wydanym przez Polskę, to taki też kraj wybieramy. W polu "numer" wpisujemy numer wybranego do identyfikacji dokumentu tożsamości. Warto po wprowadzaniu sprawdzić co najmniej dwa razy czy wszytko się zgadza, ponieważ to miejsce jest narażone na największą ilość błędów. Jak bowiem błąd przy dacie urodzenia jest może mniej istotny, tak zły numer dowodu przekreśla cały proces identyfikacji.W przypadku dowodu osobistego, jego numer znajdziemy np. w prawej części tylnej strony, poniżej sekcji z numerem PESEL. Paszport natomiast swój numer posiada np. na dole pierwszej ponumerowanej (czyli w praktyce piątej) strony, lub w prawej-górnej części strony identyfikacyjnej (tej ze zdjęciem). Ostatnią sekcją danych jaką musimy wypełnić jest data ważności dokumentu tożsamości. Podobnie jak w przypadku daty urodzenia, wartości tutaj wybieramy zamiast wprowadzać, eliminując tym samym prawdopodobieństwo nierealnych błędów. W przypadku polskiego dowodu osobistego data jego ważności umieszczona jest na froncie, w prawym-dolnym rogu, tuż pod "hologramem". W paszporcie natomiast datę jego ważności znajdziemy znów na stronie ze zdjęciem, pomiędzy podpisem a zdjęciem. Dobrym zwyczajem jest aby po skończeniu wprowadzania danych sprawdzić wszystko jeszcze raz. Najlepiej z osobą towarzyszącą na zasadzie "ja czytam, ty sprawdzasz dane wpisane na stronie". Wiem, to raptem kilka pól, ale naprawdę ludzka wena twórcza potrafi tutaj czynić prawdziwe cuda. Sam przyłapywałem się na głupich błędach, a nawet nie chcę wiedzieć ile z nich nie udało mi się wykryć w ogóle ;) Jeśli wszystkich danych jesteśmy w 100% pewni, klikamy przycisk "Zachowaj".

Strona 04_1 - prośba o potwierdzenie
Jeszcze przed wysłaniem wszystkich danych musimy potwierdzić to ostrzeżenie. Po tym jesteśmy przekierowywani do kolejnej podstrony.


Strona 05 - powrót do odprawy
Można powiedzieć że nic się nie zmieniło. Tutaj jest jednak moment sprawiający, że proces odprawy internetowej u Wizz Air jest nieco zakręcony. Różnica polega bowiem na tym, że pod tabelą dodany został przycisk "Powrót do odprawy", który musimy wcisnąć aby móc wydrukować naszą kartę pokładową. Nie chcę nawet myśleć ile osób, jak też niżej podpisany przy pierwszej odprawie w życiu, kliknął jeszcze raz przycisk "Zachowaj" przeklinając że nic się nie dzieje ;)
Ważna uwaga - wygląda na to, że programiści przewoźnika przez kilka lat nie są w stanie zauważyć istotnego błędu na stronie. Otóż po przeładowaniu strona ta potwierdza prawie wszystkie wprowadzone przez nas wcześniej informacje. Różnica polega na tym, że nie ważne jaki wybraliśmy dokument identyfikacyjny - w tym kroku zostanie domyślnie zaznaczona opcja "inny". Błąd ten nie powinien wiązać się z jakimikolwiek problemami podczas wpuszczania do samolotu.

Strona 06 - link do odprawy online
Po kliknięciu na przycisk "Zachowaj" znów przekierowywani jesteśmy do strony stanowiącej swoistą zagadkę. Chodzi bowiem o to, że wszystko wygląda tak, jak jedna ze stron na której byliśmy już wcześniej. Różnica jednak jest taka, że w tabelce z listą pasażerów w centralnej części zamiast linków "Wpisać dane pasażera" znajduje się teraz pole "Odprawa online". Zwyczajowo więc klikam znajdujący się nieco powyżej "Wybierz wszystkie" a wtedy zaznaczona zostaje odprawa dla każdego z pasażerów. Poniżej tabeli pojawia się natomiast przycisk "Dalej", który naturalnie klikam.






Strona 07 - odprawa online
Na kolejnej stronie wypisanych jest kilka zasad dotyczących odprawy internetowej i procesu wpuszczania pasażerów do samolotu. Standardowo polecam zapoznanie się z nimi aby być wszystkiego pewnym w stu procentach. Tym bardziej, że na stronie tej potwierdzamy zapoznanie się z warunkami odprawy, że nikt nie miał dostępu do naszego bagażu, jak też że jesteśmy całkowicie pewni i odpowiedzialni za wszystko co w nim przewozimy. Dopiero po zaznaczeniu każdego z tych dwóch pól poniżej tabelki pojawia się przycisk "Dalej", kierujący nas do następnego kroku rezerwacji.






Strona 08 - link do kart pokładowych
Tutaj znów mała zagwozdka w postaci "dlaczego znów jestem na tej samej stronie?". Jednak niesieni doświadczeniem znów kierujemy uwagę na tabelkę w centralnej części strony i listę pasażerów podpiętych do tej rezerwacji. Znajdują się tam teraz dwa linki umożliwiające finalny wydruk naszych kart pokładowych z poziomu strony www, jak też zapisanie ich na dysku twardym w postaci dokumentu pdf. Oczywiście zawsze korzystam także z tej drugiej opcji. Nigdy nie wiadomo co może się stać z moim bagażem, dlatego też wolę mieć kartę pokładową w formie elektronicznej w pamięci telefonu, bądź gdzieś na pen drive. W razie jakiegokolwiek wypadku nie muszę szukać dostępu do internetu, tylko ograniczam się do miejsca gdzie po prostu mogę wydrukować kartę korzystając z własnej przenośnej pamięci. Inna sprawa to fakt, że nie zawsze w miejscu gdzie się odprawiam muszę mieć dostęp do drukarki. Owszem, w każdej chwili mogę się zalogować na moje Konto W!zz i poprzez panel "odprawa online" dostać się do tej właśnie strony, gdzie linki cały czas będą aktywne. Niemniej opcja posiadania karty w formacie pdf jest dużo wygodniejsza :-)

Na tym kończą się nasze formalności związane z odprawą online. Można więc przystąpić do procesu wstępnego pakowania się i cieszenia z zaplanowanego wyjazdu :-)

piątek, 15 lipca 2011

Spostrzeżenia własne - przewodnik po Forlì, San Marino, Rimini, Ravennie, Ferrarze

Forlì to bardzo mała miejscowość prawie nieistniejąca w świadomości statystycznego turysty z Polski. Zresztą nie ma się co dziwić, miasto nie stanowi bowiem jakiegoś wielkiego ośrodka a liczbą mieszkańców plasuje się w okolicach polskich Chorzowa, Koszalina czy Legnicy. Osobom śledzącym zagadnienie lotów nisko-kosztowych znane są przypadki takich miejsc które przy pierwszej myśli nie powinny mieć nic nadzwyczajnego do zaoferowania, jednak przy chwili zastanowienia okazują się być propozycją całkiem atrakcyjną.
Podobnie jest z Forlì, które swoją ukrytą wartość – dużo większą niż w przypadku samego miasta – posiada w regionie w którym leży.

Lotnisko
Lotnisko w Forlì nie ma wielkiego szczęścia do ruchu regularnego. Pomimo owocnych romansów z Ryanair oraz Wind Jet i ciekawych planów rozwojowych, obie linie prędzej czy później całkowicie wycofywały Forlì z siatki swoich połączeń. W chwili obecnej głównym przewoźnikiem oferującym regularne połączenia jest Wizz Air. W ten sposób Forlì może się stać dobrą opcją przesiadkową pomiędzy Katowicami, Warszawą, Wrocławiem a Budapesztem, Cluj, Timisoarą, Bukaresztem czy Sofią. Niestety jak wskazuje w chwili obecnej rozkład przewoźnika połączenia do Katowic, Wrocławia i Budapesztu prawdopodobnie zostaną zawieszone wraz z rozkładem zima 2010/2011. Ciekawostką może być obecność na lotnisku linii Belle Air oferującej połączenia ze stolicą Albanii, Tiraną.
Samo lotnisko w Forlì to niewielka struktura podzielona na budynki przylotów i odlotów. W ich środku należy raczej spodziewać się kompletnych pustek. Pasażerowie w okolicach lotniska zaczynają się pojawiać na około 3 godziny przed planowanym jednym z raptem kilku w danym dniu odlotów. Jeśli ktoś w jakiś sposób planowałby przesiadkę w Forlì, przejście pomiędzy budynkami przylotów i odlotów, oraz znalezienie się ponownie w malutkiej i raczej dusznej strefie bramek zajmie co najwyżej kilkanaście minut. Warto jednak uważać, ponieważ obsługa lotniska nie należy do grupy najmilszych. Z obserwacji i doświadczeń własnych można wywnioskować że przechodzenie przez security zaskakująco często jest wydłużane przez kompletne i dość ostentacyjne „przetrzepanie” bagażów podręcznych. Pominę już to, że procedura taka kompletnie nic nie dała. Ba, nawet się okazało że nie zwrócono w ogóle uwagi na elementy które powinny wzbudzać czujność służb, jak większy balsam po opalaniu, czy metalowy pilnik do paznokci...
Jeśli chodzi o dojazd, lotnisko znajduje się na obrzeżach Forlì. W okolicach terminala znajduje się przystanek miejskiego transportu. Niewielkie autobusiki jadą stamtąd w kierunku głównego placu miasta – Piazza Aurelio Saffi. Aby dostać się stamtąd na stację kolejową należy przejść około 1300 metrów, lub wysiąść w okolicach owalnego Piazzale della Vittoria. Stacja znajduje się 700 metrów dalej, na końcu alei Vialle della Liberta. Bilety na komunikację miejską są czasowe. Można je kupić w każdym niemal kiosku a najtańsza opcja umożliwiająca 90 minut jazdy kosztuje €1 od osoby.
 


Forlì
Zdjęcia z Forlì zrobione podczas wypraw własnych dostępne są pod adresem: http://www.panoramio.com/user/1373046/tags/Forl%C3%AC

Forlì to niewielkie, żyjące własnym życiem miasteczko. Oko z pewnością cieszy chwilę po przybyciu do Włoch. Jednak po kilkudniowym pobycie w regionie pierwsze wrażenie w Forlì jest takie, że miasto na tle Emilia-Romagna nie wyróżnia się praktycznie niczym nadzwyczajnym. Co oczywiście nie oznacza że nie warto poświęcić mu kilku chwil, zwłaszcza jeśli mamy nieco wolnego czasu przed planowanym odlotem lub odjazdem pociągu. Fajnie jest bowiem usiąść na kilka chwil na głównym placu Forlì i grzejąc się w słońcu po prostu przyglądać toczącemu się wokół życiu. Opcjonalnie można się przejść po ulicach między Piazza Saffi a Piazzale della Vittoria pośród historycznych budynków uczelnianych, czy też innych, czasami zaskakująco wpadających w specyficzny monumentalizm, budowli.
Jako ciekawostkę polecamy również niewielką kawiarnię znajdującą się u wejścia do Corso della Repubblica z Piazzale dell Vittoria. Pomimo pięciu dni spędzonych we Włoszech i zwiedzeniu kilku knajpek w kilku miastach mimo wszystko tamtejsza kawa smakowała nam najbardziej z całego wyjazdu :-)
 


Okolice
Jakkolwiek samo Forlì nie jest miejscowością mogącą stanowić kilkudniową atrakcję tambylczą, tak okoliczny region Emilia-Romagna warty jest poświęcenia nieco uwagi. Tym bardziej że Forlì znajduje się w pobliżu Autostrade Adriatica A14 biegnącej od Bolonii (wschodnie przedłużenie A1 z Mediolanu) aż na południe Włoch. Dla osób preferujących podróż masowymi środkami transportu świetną opcją może być znajdująca się w Forlì stacja kolejowa. Jakość lokalnej kolei we Włoszech jest bowiem nieporównywalnie lepsza od jej polskiego odpowiednika a wszystko to za bardzo przystępną cenę. W ten sposób można zwiedzić większość okolicznych miast i miasteczek.
W poniższych punktach celowo pomijam Bolonię do której można dostać się z Polski przy użyciu połączeń bezpośrednich. Sam opis Bolonii na blogu powinien się pojawić w późniejszym czasie.

Rimini
Zdjęcia z Rimini zrobione podczas wypraw własnych dostępne są pod adresem: http://www.panoramio.com/user/1373046/tags/Rimini.


Rimini to przede wszystkim masowy wypoczynek i w zasadzie z niczym innym miasto to nie powinno być kojarzone. Infrastruktura wypoczynkowa jest tam imponująca. Na długości kilkunastu kilometrów całość plaży jest zagospodarowana przez pola leżakowo-parasolkowe a w głębi przez wszelkie obiekty rozrywkowe jak boiska, place zabaw, puby i jadalnie. Infrastruktura wrasta również w głąb lądu w postaci sklepów z tanimi pamiątkami, alkoholami, fast foodami, knajpami aż w końcu zagnieżdżonymi do kilku ulic w głąb hotelami. Imponująca jest ilość tego wszystkiego, ponieważ – może nie jakościowo, ale zdecydowanie ilościowo – przewyższa ona choćby Majorkę. Zdziwienie tym większe, ponieważ Majorka jest rozpoznawalnym w całej Europie kurortem wypoczynkowym a Rimini – przynajmniej w Polsce – prawie nieznanym.
Z szybkich obserwacji jakie poczyniliśmy wynika, że Rimini to miejsce bardzo chętnie odwiedzane przez Włochów w weekendy. Dość wyraźny tego obraz mieliśmy na początku maja – przed właściwym sezonem letnim – kiedy to w niedzielne popołudnie na przybrzeżnej ulicy kręciło się mnóstwo osób, a już w poniedziałkowy poranek plaża była niemal opustoszała. Poza włochami Rimini zdaje się być miejscem bardzo popularnym wśród, jak ich nazywam, „narodów bukwo-języcznych”. Oczywiście w przybliżeniu chodzi mi o wszelkie kraje w których pisze się językiem zbliżonym do Cyrylicy, czyli Rosjanie, Ukraińcy czy Bułgarzy. Dało się to zarówno usłyszeć na ulicy, jak też zobaczyć w okolicznych sklepach i knajpach – zaskakująco oferujących np. rosyjski barszcz...

Dojazd
Rimini jest świetnym punktem zarówno dojazdowym, jak też wypadowym. Jak wspomniałem wcześniej, w okolicach miasta przechodzi autostrada A14 a przez niemal wszystkie osiedla linia kolejowa. Daje to spore pole do popisu wypadowego do okolicznych miast pokroju Pesaro, Fano, Ancona, Cesena, Ravenna, Forlì (pociąg lub samochód), czy San Marino i Park narodowy „Foreste Casentinesi, Monte Falterona, Campigna” (wyłącznie samochód).
Jeśli chodzi o dojazd kolejowy, muszę tutaj przestrzec przed popełnieniem podobnego do naszego błędu. Otóż może się okazać że zabookowany hotel będzie znajdował się na obrzeżach Rimini, które od stacji kolejowej może dzielić odległość nawet sześciu kilometrów! Aby więc nie kombinować z taksówką czy lokalnym transportem warto wcześniej sprawdzić czy hotel w którym będzie się planować pobyt nie znajduje się przypadkiem w okolicach jednej z kilku mniejszych stacji kolejowych, oraz czy nasz pociąg nie będzie się na niej zatrzymywał?

Nocleg
Istotną zaletą Rimini są ceny. Przy takiej konkurencji każdy praktycznie hotel musi bowiem walczyć o nielicznych przyjezdnych choćby cenami. Niemniej tutaj też trzeba bardzo uważać, ponieważ najwyraźniej część włochów przejęła i udoskonaliła techniki naciągania znane np. w wypoczynkowych krajach arabskich. Przykładem może być nasz hotel(dane kontaktowe na końcu wpisu), który przy rezerwacji mailowej oferował nam „specjalną promocyjną cenę €75” za pokój za noc. Dopiero po zapytaniu dlaczego tak drogo skoro na ten czas serwisy pośredniczące proponują cenę dużo niższą zaoferowano nam cenę €93 za dwuosobowy pokój na trzy noce ;) Inna sprawa to fakt, że placówka była określona jako trzygwiazdkowa. Po doświadczeniach z hotelami trzy i czterogwiazdkowymi jak też zwykłymi hostelami we Włoszech muszę przyznać, że nie wiem jakim cudem ten uzyskał takowy status. Owszem, to co dostaliśmy w cenie €15 za osobę za noc było ofertą bardzo atrakcyjna. Jeśli jednak za weekend miałbym zapłacić ponad 800 złotych, to czułbym się bardzo oszukany. Zresztą, jak widzę nasz przypadek nie był odosobniony. Chwilę po powrocie koleżanka z pracy znalazła np. ofertę na Grouponie za tygodniowy all-incl. pobyt w Rimini w hotelu 3+* bez transportu. Ciekawostka polegała na tym że promocyjna cena była wyższa niż dwutygodniowe wyjazdy do Egiptu czy Tunezji...

Na miejscu
Poza tymi technicznymi ostrzeżeniami Rimini to świetna baza wypoczynkowa – zarówno w leniwym jak też aktywnym wydaniu. Leniwym z powodu bardzo szerokiej i długiej plaży oraz namawiającymi do błogiego smażenia się na słońcu leżakami. Ciekawostką jest bardzo łagodny przyrost głębokości morza, ponieważ oddalając się nawet o 30 metrów od wybrzeża jest się zanurzonym nie dalej niż do pasa. Gdyby tylko jeszcze woda była cieplejsza. W maju nie mieliśmy odwagi stać w wodzie dłużej niż 8 minut. Fakt, rok wcześniej będąc o tej samej porze roku na Majorce również nie skorzystaliśmy z kąpieli, jednak tutaj woda była zdecydowanie zimniejsza :-)
Jeśli chodzi o aktywną wersję wypoczynku, to sprzyjają temu często spotykane przy plaży boiska do sportów wszelakich, do biegania całkiem nieźle nadaje się przybrzeżna droga a wiejący czasami wiatr jest świetną opcją dla wind/kitesurferów. Oczywiście nie można również zapomnieć o rowerach. Pomimo jednostajnych widoków – wybrzeże jest całkiem niezłą opcją do krótkich wycieczek na jednośladach. Do dłuższych można zaproponować okoliczne miasta jak np. opisane nieco dalej San Marino.
Dla osób lubiących spędzić czas w sposób bardziej zorganizowany interesującą ofertą może być wizyta w Italia in Miniatura. Jest to znajdujący się w północnej części Rimini park tematyczny o powierzchni ponad 85 tysięcy metrów kwadratowych. Znajdują się tam rekonstrukcje głównych zabytków Włoch i Europy w skali 1:25 lub 1:50. Do głównych atrakcji parku należą między innymi rekonstrukcja Canale Grande w Wenecji wielkości umożliwiającej oglądanie jej z poziomu kursujących po nich łódek. Park oferuje także sporo atrakcji dla najmłodszych w postaci np. kina letniego z pokazami laser & music show, „Interaktywna nauka jazdy” pozwalająca dzieciom w wieku 6-12 lat poznać podstawy przepisów drogowych, podróż przez historię Pinokia, „Prehistoric Valley” z modelami dinozaurów czy „Cannonaqua” będąca bitwą na małe armatki wodne. Bilety wstępu kosztują od €10 poza sezonem do €22 w sierpniu, dla dzieci od €7 w zimie do €16 w ciepłych miesiącach. Drugą propozycją – kierowaną głównie do najmłodszych – jest Fiabilandia. Jest to położony nad jeziorem Bernard na południowych obrzeżach Rimini park tematyczny o powierzchni 150 tysięcy metrów kwadratowych. Większość tamtejszych atrakcji jest ściśle połączona z bajkami, przykładowo Zamek Merlina, Zatoka Piotrusia Pana czy Podróż Kapitana Nemo. Całość to połączenie różnorakich pokazów, występów i wycieczek kolejkami, dywanami, samochodami i innymi pojazdami po torach, drodze, wodzie i zjeżdżalniach. Wstęp kosztuje €20 za osobę dorosłą i €16 za dziecko. Więcej informacji można znaleźć na stronie internetowej parku (na końcu wpisu). Niestety nie obędzie się bez tłumacza internetowego gdyż serwis ten jak większość stron włoskich firm nie oferuje angielskiej wersji językowej :(

Ceny
Koszt noclegu poza sezonem i na obrzeżach Rimini to około €30 za dwuosobowy pokój za noc. Mniej więcej tyle zapłaciliśmy w hotelu Venere znajdującym się przy Viale Catania 6 (okolice plaży #115). Jest to podobny do wszystkich w okolicy hotel o wysokości czterech pięter z około 10 pokojami na każdym z nich. Każdy pokój posiadał własną łazienkę a większość z nich niewielkie indywidualne balkony. Dla wszystkich dostępny był również dach budynku na którym – jeśli w jakiś sposób nie chciało się iść na znajdującą się 200 metrów dalej plażę – można było złapać kilka promieni popołudniowego słońca. W cenę pobytu wliczone było także raczej proste i niezbyt wyszukane smakowo śniadanie. Ciekawostką jest, że przez cztery noce oprócz naszego zajmowane były tylko dwa inne pokoje.
Poza tym będąc we Włoszech nie można nie skusić się na pizzę. Praktycznie każda okoliczna tania knajpka operuje na własnych piecach i wyrobach robionych na miejscu na zamówienie. Tutaj z doświadczeń własnych możemy polecić pomarańczową fastfoodową pizzerię znajdującą się w okolicy Viale Regina Margherita 115 (akurat w StreetView miejsce to nie wyróżnia się swoją pomarańczowością, jednak jak widać udostępnione w serwisie zdjęcia były robione w okresie zima 2010/11).  Podstawowa margherita kosztuje tam €4,40, przy czym każdy dodatkowy składnik zwiększa jej cenę o około 50 centów. Niestety prawie każde inne danie jest już nieporównywalnie droższe. Niemniej dwie takie pizze zjedzone o różnych porach dnia są wystarczającym obiadem dla dwóch osób. Tym bardziej że smak nawet podstawowej margerity jest nieporównywalnie lepszy niż w większości pizzerii w Polsce.
Pozostałe zakupy codzienne robiliśmy zazwyczaj w okolicznych sklepach rozstawionych na jednej z równoległych do wybrzeża ulic. Większe związane z przewożonymi do kraju dobrami lokalnymi robiliśmy natomiast w hipermarketach znajdujących się w okolicach dróg Via Circonvallazione Nuova i Via Flaminia. Przykładowe ceny to: Martini Bianco (1 litr) – €6,69, lokalny ser Grana Padano (tańsza wersja - dojrzewający do roku czasu) - €14,90 za kilogram, 300g sera Provolone Auricchio - €3,39, ciastka/krakersy Sfoglie Olivia & Marino (150 gram) - €2,10, najtańsza butelkowana zimna herbata (1,5 litra) – €1,15, najtańsza woda gazowana (1,5 litra) – €0,33, ciasteczka Pan di Stelle (opakowanie 700 gram) – €2,25, makarony (opakowania 500 gram) – od €0,70, Oliwa z oliwek - €1,42, kawa Lavazza Qualita 'Oro (mielona, 250gram) – €4,07, kawa Illy (puszka, 250 gram) – €5,85, dwa niezbyt powalającej jakości rowery na pełne dwie doby – €40.
  


Najjaśniejsza Republika San Marino
Zdjęcia z San Marino robione podczas wypraw własnych dostępne są pod adresem: http://www.panoramio.com/user/1373046/tags/San%20Marino.


San Marino ciekawi przede wszystkim swoimi niewielkimi rozmiarami. Z pewnością każdy z nas przyglądając się mapie Europy zwracał uwagę na te małe państewka otoczone lub wciśnięte pomiędzy inne. Jest to chyba jeden z głównych powodów przyciągających do San Marino – najstarszej republiki świata – takie rzesze przebywających w okolicy turystów.

Dojazd
Dojazd z Rimini zapewniony jest przez drogę SS72  Via Consolare Rimini-San Marino. Jeśli nie dysponuje się wynajętym samochodem z trasę tą można pokonać kursującymi co 75 minut (rozkład jazdy i cennik w formacie PDF) autobusami Rimini-San Marino Express firmy Bonelli Bus. Autobusy odjeżdżają spod dworca kolejowego a bilet w obie strony kosztuje €8. Opcją alternatywną dla osób z większą energią w sobie może być rower. Wprawdzie SS72 jest nazwana trasą szybkiego ruchu, jednak jazda po niej należy raczej do komfortowych. Wszystko to dzięki szerszym poboczom na prawie całej długości tej dwupasmowej drogi. Alternatywnie można również wybrać jedną z bocznych dróg. Schody, a raczej wzniesienia, zaczynają się dopiero pod samym San Marino. Niestety stwierdzenie to jest dosłowne, ponieważ jak połowa trasy wiedzie przez w miarę równy teren, tak ostatni odcinek wymaga od nas podjazdu na wysokość około 700 metrów nad poziom morza. Przyznam szczerze, mnie ten podjazd w kilku miejscach złamał i większą jego część musieliśmy pokonać na nogach pchając rowery do góry. Fakt, nasz sprzęt był w raczej kiepskim stanie, niemniej podjazd przynajmniej do stacji kolejki górskiej jest rzeczywiście sporym wyzwaniem i sprawdzianem własnej wytrzymałości :-)

Castello della Citta di San Marino
Cały ruch turystyczny w San Marino kierowany jest w najwyższe części kraju – znajdujące się na szczytach góry Titano. Jest to najstarsza część tego niewielkiego miasta rozpoznawalna z daleka dzięki charakterystycznym, zbudowanym na skale trzem wieżom. To one są również głównymi punktami w standardowej wycieczki po górnej części miasta. Niestety, okolice stacji kolejki linowej i katedry raczej obfitują w kręcących się wszędzie turystów. Niemniej warto zwiedzić te przyjemne okolice pozwalając sobie co jakiś czas na zboczenie z utartych szlaków. Wycieczka pośród wąskich uliczek, czasami stromych schodów i przejść łączących kolejne części tej zwartej struktury może nas zanieść bowiem w okolice z co najmniej zapierającymi dech w piersiach widokami. Warto tutaj wspomnieć, że nawet przy niezbyt wyszukanej pogodzie pole widzenia bez problemu obejmuje nawet Rimini i Adriatyk.

Ceny
San Marino to w świadomości starszego pokolenia polskich turystów przede wszystkim kraj z tanimi alkoholami. Rzeczywiście, okoliczne sklepy oferują bardzo przystępne ceny zarówno produktów własnych, jak też importowanych. Będąc na miejscu warto oczywiście zaopatrzyć się w szlagierowe trunki jak np. Amaretto z San Marino czy też lokalny likier mleczny S. Marino Royal Cream (obie butelki po 70cl w sumarycznej cenie €12,20). Z innych istotnych kosztów to bilet na kolejkę linową, który za wjazd i zjazd będzie kosztował 4,50 euro od osoby. Całodniowy wyjazd oczywiście wiąże się również z obiadem na miejscu. Z doświadczeń własnych możemy polecić niewielką restaurację Il Ghetto znajdującą się przy Via Contrada Santa Croce 29. Duża margerita i półlitrowa cola w całkiem znośnych warunkach kosztowała nas raptem €9,40.
   


Rawenna (Ravenna)
Zdjęcia z San Marino robione podczas wypraw własnych dostępne są pod adresem: http://www.panoramio.com/user/1373046/tags/Ravenna.


Ravenna to w chwili obecnej niewielkie miasteczko – jedno z wielu podobnych w tej części Włoch. Jednak gdy dokładniej prześledzić jego historię okazuje się, że przez kolejne wieki stanowiło istotny punkt na mapie kontynentu. Już w czasach Imperium Rzymskiego dzięki założonym przez Oktawiana Augusta Portus Classis – głównej bazy floty rzymskiej na Adriatyku – było jednym z najważniejszych miast w rejonie. W V w.  Ravenna stała się miastem rezydencjalnym cesarzy Imperium zachodniorzymskiego a następnie stolicą arcybiskupią i po podbiciu Italii – stolicą jej „barbarzyńskich” władców. Ravenna jest także miastem gdzie od IX wieku działa szkoła prawnicza, która ponad sto lat później przekształca się w studium. Stanowi ono – obok Uniwersytetu w Bolonii – najstarszą uczelnię wyższą na świecie. Ravenna była także miastem gdzie „Boską Komedię” kończył Dante i gdzie ostatecznie zmarł w 1321 roku.
W chwili obecnej Ravenna kandyduje do miana Europejskiej stolicy kultury w 2019 roku.

Dojazd
Ravenna znajduje się w dogodnym punkcie umożliwiającym dojazd zarówno samochodowy jak i kolejowy. Drogą E45/E55 umożliwia dojazd do okolic Ceseny skąd można odbić na Forlì lub Rimini i dalej na San Marino lub inne nadmorskie miejscowości. Wiodąca na północ E55 omijając ruch autostradowy kieruje aż do Wenecji a odbijając w położonym nad dużym jeziorem Comacchio można dojechać do Ferrary.
Transport kolejowy umożliwia dojazd nadmorską jednotorową linią do Rimini (około godziny jazdy lokalnym pociągiem) lub w stronę Faenzy i Castelbolognese-Riolo Terme dającym przesiadki zarówno w stronę Bolonii jak też Forlì

Zabytki
Ravenna niegdyś była miejscowością nadmorską. Jednak laguny na których jest położona w późniejszych czasach uległy zamuleniu. Trwające wiekami osiadanie budowli w niestabilnym podłożu spowodowało widoki podobne do tych w Wenecji, gdzie często trzeba się zmagać z wykrzywiającymi się wieżami i wyższymi budowlami.
Poza tym ścisłe centrum Ravenny jest bardzo cennym przykładem żywej historii z czasów starożytnych i średniowiecznych. To tutaj bowiem bardzo długo kultywowana była tradycja rzymska dzięki czemu miasto przyczyniło się między innymi do tzw. odrodzenia karolińskiego (większość budowli powstających w monarchii Karola Wielkiego – w tym słynna kaplica pałacowa w Akwizgranie – były wzorowane na budowlach Raweńskich). Do czasów dzisiejszych przetrwała spora ilość dobrze zachowanych przykładów architektury dawnej. Ciekawostką może być pamiątka pozostawiona po swoistej „wojnie” chrześcijańskich ortodoksów i barbarzyńców. Niektóre plemiona barbarzyńskie przyjęły bowiem wiarę chrześcijańską, której to odłam nie był jednak uznany przez ówczesne władze kościelne. Dlatego w wyniku średniowiecznej zmiany władzy w Ravennie miastu pozostawione zostały bliźniacze budowle sakralne związane z odłamem barbarzyńskim i ortodoksyjnym – zwłaszcza dwie katedry: ariańska (Santo Spirito) i ortodoksyjna Basilica Ursiana (katedra Sant'Orso).
Zabytkowe budynki Ravenny kryją przede wszystkim bardzo dobrze zachowane przykłady mozaik. Osiem z nich - mauzoleum Galli Placydii, baptysterium Ortodoksów, Sant'Apollinare Nuovo, baptysterium Arian, kaplica arcybiskupia, mauzoleum Teodoryka, San Vitale, Sant'Apollinare in Classe – określonych jako zabytki wczesnego chrześcijaństwa i mozaikarstwa, zostało wpisanych w 1996 roku na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Kolejnym istotnym punktem na mapie zwiedzania powinien być Plac Św. Franciszka na którym znajduje kościół z grobowcem Dantego. Znajduje się on tam na przekór Florencji która przez wiele wieków rości sobie prawa do przeniesienia szczątków poety do miejsca jego narodzin.
Do najważniejszych punktów na mapie zabytków Ravenny obowiązuje zbiorcza wejściówka. Bilety w cenie €9,50 można nabyć w kasach biletowych lub w biurze informacji turystycznej znajdującej się przy Via Salara.
   


Ferrara
Ferrara to kolejne niewielkie miasto, które na mapach jest obecne od co najmniej ósmego wieku naszej ery. Stanowi kolejny przykład wielowiekowej historii wtopionej w toczące się tam życie codzienne.

Dojazd
Ferrara znajduje się pośrodku wiodącej z Bolonii do Padovy (45 kilometrów od Wenecji) autostrady A13. Lokalna droga SS16 umożliwia również dojazd do Ravenny i dalej do Forlì lub Rimini.
Jeśli chodzi o transport kolejowy, to regionalne pociągi z Ravenny do Ferrary odjeżdżają co około półtorej godziny a podróż zajmuje co najwyżej 75 minut. Z Bolonii można się natomiast dostać odjeżdżającymi średnio dwoma pociągami na godzinę a cała podróż zajmie od 30 do 55 minut.

Zabytki
Ferrara to standardowe niewielkie włoskie miasto z imponującą listą zabytków. Starówka otoczona jest jednymi z najlepiej zachowanymi renesansowymi fortyfikacjami bastionowymi o długości około 9 kilometrów. Głównym punktem zwiedzania powinien być ogromny zamek Castello Estense należący niegdyś do potężnego rodu d'Estów. Rodzina ta dzięki śmiałym mariażom miała spore wpływy na politykę zarówno Italii jak też tamtejszej części Europy. Na jej dworze przebywali między innymi Petrarka czy Mikołaj Kopernik. Ponieważ największy rozkwit Ferrary był wiąże się z władaniem rodu d'Estów, większa część zabytków w bardziej lub mniej bezpośredni sposób jest z nim połączona. Przykładowo jest to wcześniejsza rezydencja d'Estów – przebudowany w XVIII wieku Ratusz, średniowieczny uniwersytet, bądź klasztor dominikanów z grobowcami członków rodu: Alfonsa I, Alfonsa II, Ercole I, Ercole II, Lukrecji Borgia i in.
Oczywiście równie istotnym punktem którego nie można opuścić będąc w Ferrarze jest imponujących rozmiarów – typowa dla miast regionu – renesansowa katedra.


Adresy kontaktowe, etc.

Linie lotnicze obecne w Forlì: WizzairWind Jet, Belle Air.
Kolej we Włoszech: www.trenitalia.com (wersja angielska strony tutaj).

Transport autobusowy w Forlì: www.atr.fc.it (mapa sieci tutaj).
Transport autobusowy w Rimini: www.tramservizi.it (mapa sieci tutaj).

Bonelli Bus (transport m.in. pomiędzy Rimini i San Marino): www.bonellibus.it (brak angielskiej wersji językowej).

Informacja turystyczna w Rimini
Piazza Malatesta 28, Rimini
tel. +39 0541 716380
www.riviera.rimini.it
turismo@provincia.rimini.it

Informacja turystyczna w San Marino
Contrada Omagnano 20, San Marino
tel. 0549 882390
www.visitsanmarino.com

Informacja turystyczna w Ravennie
Via Salara 8, Ravenna
tel. +39 0544 35404
turismo@comune.ra.it
www.turismo.ravenna.it

Serwis turystyczny wybrzeża Comacchio (okolice Ferrary)
www.turismocomacchio.it
comune.comacchio.fe.it

Hotel Venere
Via Catania 6, 47900 Rimini
tel. +39-0541 372460
info@hotelvenere.org
www.hotelvenere.org (angielska wersja językowa tutaj)

Briro' Bar Pizzeria
Corso della Repubblica 160, Forlì
tel. 31343

Ristorante Il Ghetto
Via contrada Santa Croce 29, 47031 San Marino
tel. 0549 991580

Italia in miniatura: www.italiainminiatura.com (niestety tylko włoska wersja językowa).
Fiabilandia: fiabilandia.net (również wyłącznie włoska wersja językowa).
Ravenna Festival (coroczny festiwal kinowo-teatralno-muzyczno-performerski): www.ravennafestival.org.
San Marino Adventures (park linowy): www.sanmarinoadventures.sm, info@sanmarinoadventures.sm

Sieci marketów: Coop.