Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kraków. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kraków. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 15 sierpnia 2011

Rewolucja na krótkich odcinkach

Długo się o tym mówiło, równie długo na to czekaliśmy, w pewnym momencie nawet wydawało się że coś w tej sprawie ruszyło. Loty na krótkich odcinkach - po sensownych cenach i z pominięciem przesiadek w Warszawie, Frankfurcie czy innych lotniskach przy okazji nisko-kosztowych freak shows. Był Jet Air który przystępnymi cenami zyskał w pewnym momencie przychylność sporej części "oblatywaczy". Jednak intensywny wzrost zakończył się równie spektakularnym upadkiem z powodu niemal regularnego odwoływania rejsów, jak też w ogóle niepewności lotów na niemal każdej trasie. Wydaje się jednak że przyszły lepsze czasy. Chociaż tego też jeszcze nie można przesądzić, ponieważ póki co znajdujemy się w okresie hurra-optymizmu w trakcie ogłaszania kolejnych kierunków.
 
Wszystko to za sprawą Eurolot, który zaczyna się wyswobadzać spod matczynej spódnicy LOT-u. Oczywiście nadal wykonuje dla tej linii rejsy krajowe do Warszawy, jak też na umowach code-share krótkie doloty do hubów innych przewoźników - np. do Frankfurtu lub Monachium. Jednak od kilku miesięcy zaczyna także uruchamiać własną siatkę połączeń. Argumentów za jest kilka. Jak informuje internet, loty na trasach krajowych są zapchane. Na kilka dni przed odlotem podobno bardzo ciężko jest znaleźć w ogóle jakiekolwiek miejsce na trasach do Warszawy z Wrocławia, Gdańska czy Krakowa. Kolej i drogi w momencie aktualnych remontów również nie nastrajają optymizmem. Do tego zeszłoroczny eksperyment LOTu pokazał, że dobrą promocją i nie śmiesznie tanimi, ale w atrakcyjnej cenie biletami można szybko utworzyć grupkę nowych, potencjalnych klientów. Inna sprawa to fakt, że Eurolot dysponuje 50-miejscowymi samolotami, dlatego uruchamiana trasa nie musi mieć potencjału połączeń pomiędzy stolicami różnych krajów. Wystarczy poszukać odpowiedniej niszy.

Na pierwszy rzut poszły kierunki najbardziej oczywiste - z Gdańska do Krakowa i Wrocławia. Dojazd długi i daleki, potencjał lotnisk spory a i częstotliwość lotów bardzo interesująca. Wiele osób jest bowiem zgodnych, aby połączenie odniosło sukces, musi zadowalać zarówno ruch turystyczny, jak też biznesowy. Godziny lotów dopasowano więc tak, aby były przystępne do wypadów weekendowych. W środku tygodnia w różne dni zaplanowano również dwie operacje dziennie tak, aby przygarnąć ruch biznesowy wymagający tylko kilku godzin załatwienia swoich spraw na tzw. delegacji. Ceny może nie są już aż tak przystępne - od 390 złotych za lot w obie strony. Z drugiej jednak strony kończy się okres nisko-kosztowego rozwydrzenia. Zresztą samo obłożenie lotów na nowych trasach pokazuje że nawet przy tej cenie zapotrzebowanie jest niemal ogromne.

Od kilku tygodni Eurolot zaczął więc zapowiadać uruchomienie kolejnych tras. Powoli zapełnia się tym samym mapa tras. Czyżby oznaczało to że jednak da się zarobić na kilku krajowych niszach? Z pewnością nie bez pomocy. Patrząc jednak na "zainteresowanie" LOT-u portami lokalnymi - już nie tyle w kontekście uruchamiania tras z pominięciem Warszawy co nawet nie zwiększania częstotliwości lotów do stolicy windując ceny nawet do ekstremalnych przypadków 1000 złotych - nie ma się czemu dziwić że pomoc ta nadchodzi nadwyraz chętnie. Dla lotnisk lokalnych jest to bowiem szansa na rozwój - zainteresowanie lataniem nowej grupy osób. Dla władz lokalnych - albo szansa na rozwój pewnej gałęzi turystyki, albo na innego typu profity. Turystyka oczywiście w kontekście Gdańska czy Krakowa. Inne profity omawia się głównie w kontekście Rzeszowa. Chodzi głównie o połączenia ze stolicy Podkarpacia do Szczecina. Trudno bowiem upatrywać potencjału - zwłaszcza biznesowego - na tej trasie. Wiele osób łączy jednak uruchomienie tej ciekawostki jako formy promocji przed nadchodzącymi wyborami. Polityka to oczywiście ciężki temat od którego wolę na tym blogu uciekać. Ze swojej strony więc - chętnie będę się przyglądał temu kierunkowi. Jakiś potencjał on posiada - choćby wynikający z kilkunastu godzin jakie trzeba spędzić w pociągu aby przejechać odcinek między tymi miastami. Jeśli jednak kierunek ten się utrzyma przez dłuższy czas, z niezłym obłożeniem i częstotliwościami lotów - czego najzwyczajniej obu miastom życzę - będzie można uznać to za sukces. Nie ważne czy osiągnięty realnym potencjałem pasażersko-cenowym czy też na podkładzie lokalnych dopłat do każdego podróżnego. Tylko że to "jeśli" tyczy się chyba całej nowej działalności Eurolot, ponieważ - pomijając wspomniany wcześniej hurra optymizm - każdy uruchamiany przez nią kierunek jest w tej chwili puszką pandory.

Mnie osobiście cieszy jeden bardzo ważny fakt. W przeciwieństwie do wcześniejszych prób Jet Air, o nowościach Eurolot daje się usłyszeć. W biurze w którym pracuję już po kilku dniach pojawiały się rozmowy o połączeniach nad morze. Zwykli mieszkańcy miast również są informowani - czy to przez kampanię bilboardową, czy też przez reklamy wyklejone na tramwajach. Pierwszym źródłem ataku będzie biznes, drugim osoby muszące odbyć podróże - wbrew historiom o biedzie - mimo wszystko np. studenci. Jeśli początkowa cena zostanie jeszcze obniżona - a po cichu myślę że tak będzie w okresie zimowym - przy długotrwałej kampanii reklamowej i pewności lotów zainteresuje się nimi również najszersza grupa zwyczajnych zjadaczy chleba bez dostępu do samochodu i zmęczonych kolejową tułaczką. Wtedy trasy krajowe odniosą sukces :-)

Jeśli chodzi o Eurolot, to przewoźnik ten od niedawna posiada w systemie rezerwacyjnym 6 tras a dodatkowych kilka już wstępnie zapowiedział. Obecnie można kupić bilety na loty z Gdańska do Krakowa i Wrocławia, Szczecina do Rzeszowa, Poznania i Krakowa, oraz z Wrocławia do Rzeszowa. Przeglądając internet dało się również wyczytać zapowiedzi tras ze Szczecina do Wrocławia, Gdańska do Popradu i z Rzeszowa do Lwowa. Być może Lwów będzie realizowany z Wrocławia a Rzeszów stanie się przystankiem na trasie - podobnie jak w niektórych przypadkach Poznań na trasie z Krakowa do Szczecina. Jak widać przewoźnik ma sporo ciśnienia aby odnieść sukces ze swoją inicjatywą. Oprócz kampanii reklamowej wprowadził bowiem zniżki dla pasażerów podróżujących z dziećmi. Pozwala to na zmniejszenie kosztów w przypadku wyjazdów rodzinnych dzięki czemu podróż lotem staje się jeszcze większą konkurencją dla samochodu czy kolei. Tak samo zapowiedział, że będzie starał się uruchomić połączenie autobusowe pomiędzy Balicami a Zakopanem - oczywiście skorelowane z własnymi lotami z Gdańska, Szczecina czy Poznania. Do tego część rotacji została zaplanowana tak, aby umożliwić podróż studentom i krótkotrwałym tambylcom (rejsy w okolicach weekendu), jak też pod ruch biznesowy (dwa rejsy dziennie w wybrane dni).

Co ciekawe, nie tylko Eurolot jest sprawcą budowanej nowej fali połączeń krótkodystansowych czy też wykonywanych na małych samolotach. Odrodzenie przeszedł choćby Jet Air. W oficjalnych informacjach podobno zyskał nowego inwestora i ma plany rozwojowe. Póki co wkłada rękę w imadło uruchamiając konkurencyjne dla LOTu połączenie z Wrocławia do Warszawy, Gdańska i powrót w kolejności odwrotnej. Wprawdzie znów połączenia zostały ogłoszone "za pięć dwunasta", ceny biletów zaczynają się od 195 złotych w jedną stronę a z branży lotniczej fakt uruchomienia lotów (w kontekście niepewności połączeń jakie wcześniej serwowała ta linia) nie zrobił na nikim żadnego wrażenia, to jednak przynajmniej pracownicy lotniska we Wrocławiu zauważyli, że linia godzinowo wstrzeliła się w atrakcyjną dziurę pomiędzy rejsami LOTu. Co więcej, Jet Air nawiązał też współpracę z firmą PRową i informacje o połączeniach zaczynają się przedostawać do coraz większej ilości serwisów internetowych. Również po chwili przemyśleń, nawet jeśli Jet Air oferuje raptem jedną rotację dziennie na trasach do stolicy, to godzinowo nie ogranicza mimo wszystko oferty dla ruchu biznesowego. Jest bowiem alternatywą dla LOTu, więc tam gdzie będzie mogła, tam podkradnie pasażerów swojemu większemu konkurentowi. Natomiast tam gdzie nie będzie mogła, no cóż -  na tym rynku nie ma obowiązku zakupu biletów w obie strony u jednego przewoźnika. Pozostanie więc status quo jaki miał miejsce przez ostatnich co najmniej kilka miesięcy. Skoro Jet Air zaczyna swoje krajowe rotacje we Wrocławiu, tym razem tam umiejscowił swoją bazę. Dzięki temu - trochę przez przypadek, trochę przy okazji - Wrocław zyskał kilka wakacyjnych rejsów w okolice Świnoujścia. Wszystko to za sprawą współpracy Jet Air z linią OLT na rzecz której wykonuje w niedziele lot z tamtejszego lotniska do Monachium. Skoro samolot i tak musi tam dolecieć, to czemu nie wrzucić biletów do systemu rezerwacyjnego oczekując na pojedynczych pasażerów zawsze zmniejszających tym samym koszty przebazowania? Lokalne źródła internetowe pisały o tym połączeniu, sporo informowało też lotnisko, czego efektem najwyraźniej jest kilka pasażerów na każdym rejsie.

Równie przypadkowo do połączeń krajowych dołączyła najkrótsza jak dotąd trasa - z Poznania do Wrocławia. Tutaj znów - kwestia przebazowania. Otóż niemiecka linia Jetisfaction w swoich badaniach zauważyła jakiś potencjał biznesowy na trasie Poznań - Münster oraz Wrocław - Zurych. Postanowiła więc uruchomić po dwa loty tygodniowo przy użyciu maszyn firmy Sky Taxi. Tutaj znów - aby zmniejszyć koszty przebazowania, w systemie rezerwacyjnym za równowartość €25 można kupić bilet w jedną stronę z Poznania do Wrocławia lub na odwrót. W taki sam sposób - choć oczywiście z droższymi cenami - powstała trasa z Zurychu do Münster. Aby uzupełnić całościowy obraz, należy również wspomnieć o uruchomionych niedawno lotach z Zielonej Góry do Warszawy (tym razem za sowitą dotację na pokładach Sprint Air), Gdańska do Rygi Air Baltic (koniec końców po linii prostej porównywalna odległość jak z Gdańska do Krakowa) czy z Poznania do Pragi CSA.
 
Rok 2011 to przede wszystkim wzrost oferty i jakości na rynku szybkich podróży lokalnych. Widać to zarówno w kontekście lotniczym, jak też autobusowym - wide pojawienie się bardzo medialnej linii Polski Bus. Dobrze że również w tej kwestii zaczynamy gonić standardy świata zachodniego i mam nadzieję że inicjatywy podażowe przetrzymają okres do kiedy popyt osiągnie odpowiedni dla nich poziom.

piątek, 18 czerwca 2010

Coraz bliżej do nowych krajowych połączeń lotniczych

Ależ wczoraj zawrzało w sieci. Wszystko to przez jeden artykuł zamieszczony w Dzienniku Gazecie Prawnej, który w ciągu kilku godzin został podlinkowany przez większość serwisów lotniczych i inne gazety zarówno ogólnopolskie, jak też te o lokalnym zasięgu. Temat wałkowany od dłuższego już czasu, mianowicie uruchomienie przez LOT połączeń pomiędzy lokalnymi lotniskami w Polsce z pominięciem obowiązkowej przesiadki w Warszawie.
Pomysł jak najbardziej ciekawy i warty rozpatrzenia, gdyż jak wiadomo transport samochodowy i kolejowy w naszym kraju wygodnym i szybkim rozwiązaniem nie jest. Zimowe promocje LOTu pokazały, że nie jest również propozycją najtańszą, gdyż na niektórych trasach do stolicy dało się znaleźć bilety lotnicze w granicach 100 złotych w jedną stronę. Dlaczego więc nie dołączyć do krajów pokroju Hiszpanii, Francji, Włoch czy Wielkiej Brytanii gdzie istnieje dobrze rozbudowana siatka transportowa realizowana dużą liczbą autostrad, szybką koleją i częstymi lotami krajowymi?
O sensowności lokalnych połączeń lotniczych pisać raczej nie należy. Takie zapotrzebowanie jest i wzrastać będzie razem ze świadomością lotniczą naszego narodu. A tą można stymulować w jedyny sposób – rzetelną kampanią informacyjną. Owszem, początkowo będzie ciężko z rentownością takich połączeń, ale na to również znajdzie się odpowiednie rozwiązanie. Otóż jak przecieki donoszą, ich istnienie ma być uzależnione od wpłacanych przez lokalne władze dofinansowań. Oczywiście nie ma tutaj mowy o dofinansowaniach bezpośrednich, gdyż te są zabronione przez Unię Europejską. Niemniej przykład Ryanair, Wizz Air czy innych tanich przewoźników lotniczych dowodzi, że jest wiele sposobów na obejście tej zasady – choćby przetarg na połączenie czy też pieniądze przekazane linii w formie opłaty promocyjnej. Dzięki temu połączenie nie tylko nie będzie przynosiło strat przewoźnikom, co pozwoli wręcz zaoferować atrakcyjne ceny. Bardzo atrakcyjne, co podkreśla gazeta

Chcielibyśmy połączyć ze sobą najbardziej odległe miasta, oferując pasażerom więcej biletów w średnich przedziałach cenowych – mówi Jacek Balcer. A to oznacza, że średnia cena przelotu będzie kształtować się w okolicach 200 zł. – Cena musi być konkurencyjna wobec przewoźników kolejowych i drogowych, a taki przedział cenowy to gwarantuje – mówi Zbigniew Sałek, wiceszef Międzynarodowego Stowarzyszenia Menedżerów Lotnisk

Brzmi to interesująco, nieprawdaż? Pytanie tylko na ile ta informacja jest potwierdzona, a na ile w niej przeinaczonej przez kolejne źródła plotki? Niemniej o ile wartość ta nie byłaby dużo większa daje to możliwość odbycia podróży również przez średnio zamożną Polską rodzinę.
Ale aby to się udało, LOT musiałby zyskać bardzo duże zaufanie wśród pasażerów którzy mogliby liczyć na stale niskie ceny i pewność odbycia rejsu. Jak bowiem analiza wypowiedzi internetowych pokazuje, jeszcze nie tak dawno temu LOT wyróżniał się sporą ilością odwołań lokalnych rejsów. A zeszłoroczna „gwiazdka” naszego nieba – JetAir – która jakiś już czas próbuje rozruszać ruch krajowy, również momentami słynie z częstszego odwoływania swoich rejsów niż latania. Oczywiście rozwiązaniem najlepszym – zwłaszcza dla biznesu – byłoby gdyby na danej trasie odbywały się przynajmniej dwa rejsy każdego dnia. Dzięki temu otrzymuje się możliwość wyjazdu służbowego bez potrzeby noclegu na miejscu. Ale to już jest plan na dalsze lata przy ewentualnym sukcesie – teraz najważniejsza jest regularność i pewność. Nawet jeden lot dziennie może skrócić bowiem czas podróży, gdyż przynajmniej w jedną stronę zaoszczędzi się niekiedy męczarnię w pociągach, lub samochodach.
A jakie trasy miałyby być uruchomione? No cóż, to aktualnie jest efektem wielu domysłów. Fakt jest jednak taki, że przede wszystkim te, na które władze lokalne będą skore wyłożyć jakieś pieniążki. No i oczywiście te, które połączą najbardziej odległe miasta o największym potencjale pasażerów, chociaż pojawiają się plotki o tak dziwnych połączeniach, jak Rzeszów – Szczecin, czy Gdańsk – Bydgoszcz.
Oczywiście połączenia takie mogą się okazać całkiem niezłym pomysłem pod jednym warunkiem – nie będą one wyłącznie bezpośrednie. Taką formę latania po kraju praktykuje już wspomniany wcześniej JetAir i pomysł ten się sprawdza! Po co bowiem ryzykować połączenie między stosunkowo małymi miastami i lotniskami jak Rzeszów i Szczecin, skoro można je zrobić z międzylądowaniem w np. Poznaniu albo Wrocławiu? Nawet przy wyborze tego drugiego chociaż lot wydłuży się prawie dwukrotnie to i tak zaoszczędzi się z pewnością ponad 10 godzin jakie trzeba by było poświęcić na podróż pociągiem. A w ten sposób jednym kursem robione są trzy trasy: Rzeszów – Wrocław, Wrocław – Szczecin i Rzeszów – Szczecin. Każda z nich osobno byłaby przedsięwzięciem ryzykownym, ale jeśli byłaby lotem łączonym, to jest prawdopodobieństwa że na locie do Szczecina przewiezie się jeszcze kilku pasażerów lecących do Wrocławia. W taki sposób można z Gdańska do Krakowa lecieć przez Łódź, a z Gdańska do Wrocławia przez Bydgoszcz. No dobrze, ale co z kosztami międzylądowania? Cóż, inicjatywę lotów po kraju wykazał Związek Regionalnych Portów Lotniczych, czemu więc nie miałby zaproponować jakieś preferencyjne stawki przewoźnikom, albo pobierać opłatę tylko za pasażerów startujących z danego lotniska? Wszystko jest kwestią dogadania a dzięki temu można by było naprawdę rozruszać ruch lotniczy wewnątrz kraju.
Plotki internetowe i informacje prasowe o planach mają to do siebie, że nie zawsze muszą się spełniać. Chociaż sam nie do końca wierzę w powodzenie idei latania po Polsce z pominięciem Warszawy, jakkolwiek w jej konieczność nie wątpię a sukcesowi dopinguję, to nie mogę zaprzeczyć że z miesiąca na miesiąc dochodzą do nas coraz bardziej konkretne plotki. Może jednak z tej chmury spadnie jakiś deszcz? Dlatego warto odprawić swoje zaklinanie, szamańskie tańce na wywołanie opadów i czekać na pozytywne wyniki :-)

wtorek, 9 lutego 2010

Nowości na rynku lotniczych przewoźników nisko kosztowych – Ryanair

Ryanair to przewoźnik, o którym co jakiś czas po prostu jest głośno. Można to lubić, można mieć dosyć, ale trzeba zaakceptować. I nie inaczej było przez ostatnich kilka miesięcy, które celem nadrobienia zaległości pozwolę sobie teraz przybliżyć.

Baza na przyszłość
Jak wspominałem we wpisie „Komentarz po 'magicznej środzie'”, temat bazy operacyjnej tego przewoźnika w Krakowie stał się pewną wręcz mantrą. Ze strony Krakowa sprawa jest oczywista – bardzo spadła liczba turystów odwiedzających to miasto, a lotnisko po bankructwie Centralwings i SkyEurope zanotowało duże spadki w liczbie odprawianych pasażerów. W związku z tym województwo i miasto zaklepało pewną sumkę pieniędzy na promocję regionu, w postaci atrakcyjnie niskich opłat pobieranych od przewoźników lotniczych. Na efekt długo nie trzeba było czekać i oprócz powrotu Germanwings swoistą inwazję na Kraków przeprowadził również Ryanair. Ale bazy tego irlandzkiego przewoźnika Kraków tak do końca nie chce, bo uzyskało już od niego praktycznie to, co chciało. Ryanair natomiast powoli przepełnia się w Europie Zachodniej. Z powodu drożyzny panującej na lotniskach w Wielkiej Brytanii czy Irlandii, oraz zapewne niechęci do subsydiowania przez władze lokalne każdego widzimisię tego przewoźnika, zapowiada się stopniowe zmniejszanie znaczenia tamtejszych baz na rzecz ich południowoeuropejskich odpowiedników. Ale powiedzmy sobie szczerze, 10 baz we Włoszech i 7 na półwyspie Iberyjskim (+ bardzo duża obecność na Wyspach Kanaryjskich, Majorce, Sewilli czy Wenecji-Treviso) to już chyba wszystko co mogą tam osiągnąć. Łakomym więc kąskiem, aby utrzymać swój bardzo dynamiczny rozwój, jest ekspansja na wschód. Tym bardziej, że ten teren intensywnie zajęty jest przez jeszcze małego, ale za 3 lata już pokaźnego konkurenta jakim jest Wizzair. Przewoźnik ten ma bowiem 5 baz w Polsce, 3 w Rumunii i zaklepał stolice Węgier, Bułgarii, Ukrainy oraz Czech. Szczerze, bardzo ogranicza to możliwości Ryanair, który zaczyna zdawać sobie sprawę, że powoli traci ten rynek. Aby więc nie przegrać w przedbiegach, ostatnimi czasy bardzo otwarcie zapowiada uruchomienie pierwszej bazy w naszej części Europy na początek 2010 roku. Plotek jest wiele, a po tygodniu i tak głównym kandydatem zaczyna być wymieniane inne lotnisko. Jednak najczęściej w gronie faworytów pojawiają się Kraków i Bratysława. Ale z drugiej strony każde z nich ma swoje minusy, które zniechęcają nieco firmę.

Bazy nowe
Od lata zeszłego roku nowe bazy też były tematem wielu rozmów na różnorakich forach internetowych. Zaskoczeniem było Porto (opis Porto postaram się zamieścić na blogu z początkiem lutego), tym bardziej że długo opierało się kuszeniu Ryanair. Jednak decyzja została podjęta i złamano monopol Lisbony i narodowego przewoźnika Portugalii – TAP. Jednak niedługo później do grona baz doszło Faro na południu Portugalii. Jest to kierunek typowo turystyczny, który obsługuje całe południowe wybrzeże Portugalii, tak przecież chętnie odwiedzane przez Anglików i Niemców. Łatwo więc wywnioskować, że generował on spory ruch, który nie wymagał żadnych dopłat. Niemniej w jakiś sposób musiano przekonać lokalne władze na przekazanie pewnej sumki Euro i solidne zniżki lotniskowe pozwalające bazować tam 6 samolotów. I tak szczerze, tylko o fakt bazowania chodzi, ponieważ maszyny te będą wykonywać kursy, jakie zwyczajowo były dotychczas robione (czyt. przede wszystkim do pozostałych baz w Irlandii, Wielkiej Brytanii i Niemiec). W tym samym dniu co Faro, nową bazę zapowiedziano w Maladze. Jest to kolejny ciepły kurort turystyczny na południowym wybrzeżu Hiszpanii. I znów wielkie zaskoczenie, gdyż pewien solidny ruch turystyczny był już obecny. Tutaj umowa wydaje się być ciekawsza, gdyż stacjonujące tam samoloty będą wykonywały częściowo ruch krajowy (Santiago de Compostela, Santander, Saragossa, Barcelona - Girona), a częściowo dowożący turystów z tak oczywistych krajów jak Niemcy czy Wielka Brytania, ale również z Danii, Norwegii, Szwecji, Polski, czy nawet Finlandii! Po sukcesie jakim z domysłów i rozkładu okazały się być połączenia z Polski do Alicante, Andaluzyjczycy również postawili na nasz kraj. Trzy połączenia tygodniowo i umowę o współpracy przy wzajemnej promocji własnych miast zdobył Kraków, a dwa tygodniowo Wrocław. Osobiście mnie ten kierunek nie grzeje jakoś nadzwyczajnie. Owszem, turystycznie i wypoczynkowo strzał w dziesiątkę i oby się okazał być sukcesem. Jednak dwa loty tygodniowo raczej nie wskazują na obecność tanich biletów, poza tym Malaga nie oferuje ciekawych przesiadek na Hiszpańskich krajówkach typu Madryt, Wyspy Kanaryjskie, czy Majorka. Oslo-Rygge to jedno z trzech lotnisk obsługujących ruch lotniczy Oslo. Otworzone zostało w grudniu 2007 roku, a na rok 2010 przewiduje odprawić około 1,7 miliona pasażerów zbliżając się do planowanego maksimum przepustowości na odległość niecałych 300 tysięcy pasażerów rocznie. W siatce Ryanair lotnisko to wdarło się niemal przebojem. Jak dotąd bowiem najpopularniejszym kierunkiem do Norwegii było położone na drugim brzegu Oslo-Fiordu, posiadające gorsze połączenie drogowe ze stolicą lotnisko Torp. Niemniej w lipcu 2009 roku Ryanair włączył Rygge do swojej siatki połączeń z ośmioma kierunkami, aby 4 miesiące później zapowiedzieć bazowanie tam trzech swoich samolotów obsługujących w sumie 26 kierunków. Przynajmniej kilka z nich, to według niektórych jawne wypowiedzenie wojny Wizzairowi. Dotyczy to oczywiście tras do Polski, które to skierowane zostały do Gdańska, Wrocławia i Krakowa. W przypadku tego pierwszego, na trasach do Oslo obecni są już Norwegian, SAS i Wizzair. Wejście Ryanair będzie skutkowało w sumie 17(!!!) połączeniami z Oslo tygodniowo, co przekracza wszelkie zapotrzebowanie na ten kierunek. Natomiast jeśli o Wrocław chodzi, to Wizzair otwierając we wrześniu swoją tamtejszą bazę zarysował między innymi chęć latania na lotnisko Torp. Nie jest więc dziwne, że po wycofaniu się narzekającego na słabe obłożenie dwóch tygodniowo lotów Norwegiana na podobnej trasie nagle pojawiło się tych lotów trzy razy więcej? Ale wojnę cenową zaczął Wizzair bardzo szybko uruchamiając ofertę SUPER PROMO, która skutkuje dużą ilością biletów po €1, a większością nie przekraczającą ceny €10 za osobę w jedną stronę. Ryanair póki co nie podejmuje walki przystając przy swojej ofercie nie spadającej poniżej raz osiągniętej 20 złotych za lot. Niemniej solidna walka o pasażera wisi w powietrzu. I dobrze, ponieważ prawie darmowe bilety są przynajmniej jakimś źródłem oszczędności na tak drogim kierunku, jakim jest Norwegia. Ja już jeden wyjazd mam zabookowany i nie ukrywam że rozważam jeszcze dwa kolejne do września tego roku.

Pozostałe zmiany na ciekawych kierunkach
Jak już wspomniałem na początku opisu, gwiazdą nowych kierunków stał się między innymi Kraków. Dzięki atrakcyjnym stawkom oferowanym liniom lotniczym Ryanair otworzył tam loty z Düsseldorfu - Weeze, Brukseli - Charleroi, Rzymu, Pizy, Trapani na Sycylii, Alicante i Malagi. Wiele plotek mówi jeszcze o Frankfurcie - Hahn, Barcelonie - Gironie i Madrycie. Strzałem w dziesiątkę według mnie będzie Rzym i Piza. Mediolan - Bergamo już został zwiększony do siedmiu połączeń tygodniowo, co przy świetnej siatce przesiadkowej tego lotniska może spowodować dużo zazdrości. Nieco drgnęło w Szczecinie, które otrzymało dwa tygodniowe połączenia na lotnisko Düsseldorf - Weeze. Wprawdzie godziny lotów są dość późne, ale przy spędzonej nocce oferuje to świetne warunki przesiadkowe na szereg innych lotnisk. Na sezon letni znów do Poznania wraca połączenie z Reusem w Hiszpanii. Dziwnym jest brak zainteresowania tej bazy innymi lotniskami w Polsce a szkoda, bo jest miejscem bardzo ciekawym i niestety trudnym do bardzo taniego osiągnięcia. Sporo też zmieniło się we Wrocławiu. Po ogłoszeniu tam bazy Wizzaira, Ryanair dostał małego prztyczka w nos i przekonał się, że zwodzenie i kuszenie wielkimi obietnicami niekoniecznie musi się kończyć sukcesem. Szczerze obawiałem się likwidacji kilku kierunków z Wrocławia, z powodu nagłego zwiększenia liczby nowych nowych. Jednak jak się okazuje, byłem w błędzie. Przynajmniej do września obecne są wszystkie dotychczasowe kierunki do Niemiec, skasowany w październiku Sztokholm - Skavsta zamieniono na Oslo - Rygge, Barcelona - Girona i Alicante chociaż w marnej postaci dwóch lotów tygodniowo, ale zostały zachowane. Podobnie sprawa ma się z Rzymem (utrzymano zapowiadające sporo tanich biletów 3 loty tygodniowo), którego sukces prawdopodobnie przyczynił się do otwarcia tego kierunku również na Kraków. Wbrew wcześniejszym planom zwiększono nieco częstotliwości nawet na lotach do Liverpoolu i Dublina, a pomimo zapowiedzi wycofania się z Irlandzkiego Shannon (rezygnacja między innymi z dochodowej poprzez przenosiny firmy HP z okolicznego Limerick do Polski trasy Shannon-Łódź), dwa loty tygodniowo zostały zachowane w systemie rezerwacyjnym! Natomiast kolejnym obok Malagi nowym kierunkiem z Wrocławia jest Bolonia. I jest to prawdopodobnie następny etap przyszłej wojny o Wrocław, gdyż Wizzair w momencie otwarcia tam swojej bazy, uruchamia loty do odległego od Bolonii o około 60 kilometrów Forlí. I tutaj Ryanair, przynajmniej u mnie, sromotnie przegra. Owszem, Bolonia oferuje samą siebie i przesiadki na południe Włoch, oraz Hiszpanię. Jeśli zgra się to z lotami po Euro, to przesiadki uskuteczniane będą. Jeśli jednak nie, to wolę wybrać Forlí, które oferuje mi bliższą odległość, jak też mniejszą cenę dostania się do takich miejsc, jak San Marino, czy okolice Rimini na malowniczym wschodnim wybrzeżu italskiego buta.
Z kierunków nie uwzględniających Polski, warto wymienić powrót na jedną z Kanaryjskich wysp Fuernaventurę. Loty z dziesięciu baz są efektem zdjęcia wszelkich opłat pobieranych od linii za lądowanie na tym lotnisku, co w tym momencie stało się dla niej bardzo łakomym kąskiem. Z tego też powodu w zeszłym roku nastąpiła podobna inwazja na Teneryfę, Las Palmas i Lanzarote, o której pisałem m.in. tutaj. Warto wspomnieć nowy punkt na mapie kierunków jakim jest katalońska Lleida. Nowo otwierane tam lotnisko posiadło dwa połączenia do Mediolanu - Bergamo i Frankfurtu - Hahn. Jednak znając wcześniejsze dokonania lokalnych władz hiszpańskich można się spodziewać rychłego uruchomienia kolejnych, co powinno skutecznie ułatwić możliwość dostania się w okolice wschodnich Pirenejów. W siłę rośnie również Wenecja - Treviso, która zyskuje połączenia z bazami we Włoszech, Hiszpanii, Anglii i Norwegii. Niestety dla Polaków i tak dostanie się tam tanio oznacza nadkładanie drogi i korzystanie z przesiadek czy to w brytyjskich Leeds, Londynie i Liverpoolu, niemieckich Hahn, Weeze i Bremen, Oslo-Rygge, lub opcjonalnie (dzięki krajowym połączeniom) w Rzymie.

Sprawy pozostałe
Ryanair jakiś czas temu zapowiedział uruchomienie lotów łączących Amerykę Północną z Europą. Niestety póki co w kwestii tej nastała głucha cisza. Z pewnością jednak pomysł nie zostanie zarzucony tym bardziej, że rynki te mają spory potencjał.
Ostatnie zamówienia Ryanair na nowe samoloty zaczynają zmierzać do punktu realizacji. W związku z tym przewoźnik zaczął się rozglądać za kolejnymi. Zapowiadał nawet chęć jednorazowego zakupienia ponad 200 jednakowych maszyn, co mogłoby być jedną z największych transakcji na przestrzeni kilkunastu miesięcy. Wykorzystując ten fakt Ryanair nie omieszka wynegocjować dla siebie maksymalnie korzystnych warunków włączając w to wypływające ostatnio nowatorskie pomysły usunięcia dwóch (z trzech) kabin toalet, czy udostępnienia dla podróżnych miejsc stojących. Jednak jak od kilku miesięcy okazuje się, zarówno Boeing, jak i Europejski konkurent Airbus nie chcą przystać na wygórowane warunki Ryanair.
“We regret that our prolonged negotiations with Boeing have failed to reach a mutually acceptable conclusion. While we reached agreement with Boeing on pricing for 200 aircraft deliveries during the 2013-16 period, Boeing were unwilling to incorporate some other terms and conditions from our existing agreement into this new aircraft order . Ryanair has made clear to Boeing that we will not order aircraft if we believe that either the pricing or the other contractual terms and conditions will be inferior to those which we currently enjoy, as this would not be a wise or sensible use of shareholders funds.
Firma publicznie zapowiedziała więc zatrzymanie swojej ekspansji na naszym kontynencie i na czas stabilizacji wypłacanie osiągniętych zysków w postaci dywidend. Ale tak szczerze prawie nikt nie wierzy w takie rozwiązanie aktualnej sytuacji tym bardziej, że przewoźnik ten wciąż łapczywie zwiększa swoją obecność na całym kontynencie. Jedną z moich propozycji są więc długie loty wzdłuż całej Europy. Co one dadzą? No cóż, załóżmy że taki samolot startuje z Portugalii około północy i kieruje się na wschód. Na około 45 minut ląduje w Polsce aby z powrotem w swojej bazie znaleźć się około godziny szóstej rano, czyli na chwilę przed rozpoczęciem normalnych dziennych operacji. Owszem, dla niektórych godziny podróży mogą być bardzo uciążliwe, ale patrząc na rynek tanich czarterów są one czasami bardzo podobne. Poza tym takie operacje pozwolą przewoźnikowi zagospodarować kilkanaście lotów tygodniowo i wyciągnąć od lokalnych władz kolejne dofinansowanie za nowe połączenia przywożące turystów zarówno w jedną, jak i drugą stronę. A sądzę że cena startująca od, załóżmy, €10 w jedną stronę przekona sporą liczbę pasażerów, którzy w ogóle nie będą narzekać na fakt podróżowania w nocy. Czemu więc nie?
Odwieczny, czasami sztucznie tworzony przeciwnik Ryanair – AerLingus - popadł ostatnio w spore kłopoty. Jego akcje bardzo zmniejszyły bowiem swoją wartość na giełdzie w Dublinie, a w zeszłym roku w wyniku spowolnienia na rynku lotniczym zanotował spore straty finansowe. Warto wspomnieć, że Ryanair już trzykrotnie składał propozycję przejęcia AerLingus, co było bardzo nie w smak zarówno rządowi Irlandii, jak też pracownikom tego narodowego przewoźnika. Nie ma czemu się dziwić, skoro np. aktualnie dość silne związki zawodowe zostałyby całkowicie zmarginalizowane, jeśli nie kompletnie skasowane. Jednak w wyniku wspomnianych wcześniej przeze mnie strat AerLingusa rozważane jest sprzedanie części akcji tej linii właśnie do Ryanair, który już w tej chwili posiada ich sporą ilość. Co da przejęcie właścicielskie dla tych obu przewoźników? Cóż, dla Ryanair przede wszystkim monopol na bardzo rozkręconym rynku Irlandzkim. Ceny na popularnych trasach pomiędzy wyspami (a przede wszystkim trasa Dublin – Londyn) z pewnością w momencie braku konkurencji bardzo podskoczyłyby do góry. Część obserwatorów zastanawia się także czy obecność we flocie AerLingusa dużych międzykontynentalnych samolotów Airbus oraz latanie na popularnych w Irlandii trasach do USA nie byłoby wykorzystane do uruchomienia wspomnianych wcześniej lotów pomiędzy Europą i Ameryką, ale pod wspólną nazwą Ryanair? Jest to pewne rozwiązanie, ale przyszłość w tej kwestii jest bardzo ciężka do przewidzenia. Z ostatniej chwili: niedawno przeczytałem cytat szefa Ryanair Michaela O'Leary, że uruchomienie przez Ryanair połączeń między kontynentami jest niemożliwe przynajmniej do 2015 roku.
Ryanair jest linią lotniczą, która dumnie lubi się chwalić niemal rozdawaniem biletów lotniczych. Niemniej fakt jest taki, że ludzie nie zorientowani we wszelkich kruczkach i gwiazdkach, po drodze mogą się nadziać na dodatkowe, czasami bardzo drogie opłaty. Między innymi aby nauczyć się ich unikać powstał ten blog. Ale warto zwrócić też uwagę na kilka ostatnich informacji jakie wypłynęły z kwatery Ryanair. Zapowiedziano bowiem, że 2010 rok przyniesie zwiększenie średniej ceny ichniejszych biletów „co powinno w obliczu kryzysu pozwolić utrzymać zyski na zaplanowanych wcześniej poziomach”. I rzeczywiście, ceny ostatnio wzrosły. Bilety na loty planowane dalej niż trzy miesiące na niektórych trasach przekraczają cenę €100. Do tego najtańsza promocja na przestrzeni ostatniego półtora miesiąca opiewała na czasami wyśmiewanie drogą kwotę €5. Przy lotach bezpośrednich wielkim wydatkiem to nie jest. Ale sprawa ma się zupełnie inaczej przy planowaniu podróży z kilkoma przesiadkami, a tylko takie można wykonać z Polski do bardziej egzotycznych miejsc jak Malta, Chorwacja, Wyspy Kanaryjskie czy Maroko. Jedną z form „ukrywania” dodatkowych zysków jest tzw. opłata za odprawę internetową. Ryanair zapowiedział ją niecały rok temu przy okazji wprowadzania obowiązkowej odprawy za internet. Miała ona pozwolić sfinansować nowy system w który między innymi wliczane były stanowiska na każdym lotnisku, pozwalające na wydrukowanie karty naklejanej na duży bagaż i inne podobne czynności. Jednocześnie pierwotny zamysł prowadził do zlikwidowania stanowisk check-in, dzięki czemu linia miała nie płacić lotniskom za dodatkowych pracowników. Koniec końców pomysł okazał się być niewypałem, gdyż kioski po początkowym nieśmiałym pojawianiu się na większych lotniskach zniknęły z nich całkowicie, stanowiska odprawy nadal pracują jak pracowały, a opłata, choć początkowo miała być łatwa do uniknięcia (czyt. około 1/3 biletów miała być z niej w zwolniona) permanentnie pojawia się na coraz większej liczbie tras. Co więcej, Ryanair zaczął stosować fajny chwyt z obniżaniem ceny, która ostatecznie robiła się droższa. Przykładowo jednego dnia oferowała bilety za €5, a następnie ogłosiła obniżki nawet do 40% wartości z poprzedniego dnia. Tylko że poprzedniego dnia wiele biletów było pozbawionych opłaty za odprawę przez internet, a tego prawie wszystkie ją zawierały. Koniec końców pasażer zamiast pięciu Euro musiał zapłacić 3 (promocja) i kolejnych 5 (check-in fee) co w sumie dawało kwotę €8. Fajnie nie? Moja najnowsza wycieczka do Alicante zaowocowała kilkoma innymi ciekawymi informacjami. Otóż sieć w ciągu ostatnich kilku dni informowała o nader intensywnych kontrolach na lotniskach finalizujących się w zmuszaniu pasażerów do płacenia dodatkowych opłat nawet, jeśli tego nie musieli robić. Sytuacje wynikające z oczywistego błędu w systemie odprawy internetowej Ryanair zostały wyeliminowane, ale szczegółowe kontrole dotyczące bagażu podręcznego są dużo intensywniejsze niż choćby w listopadzie. Co więcej, podobno od marca upierdliwość pracowników obsługujących loty Ryanair ma wzrosnąć przy okazji zwiększenia lotów w ciepłe rejony Europy. Z jednej strony rozumiem, gdyż wnoszenie trzech sztuk bagażu podręcznego (a widziałem takie przypadki np. w Hiszpanii czy Irlandii) jest przesadą, ale strony się teraz zupełnie odwróciły i wiele nerwów może się niepotrzebnie pojawić z powodu różnej interpretacji słów „komfortowo pasuje” przy procedurze umieszczania bagażu podręcznego w koszyku. No cóż, jak to często powtarzam, linia prowadzi politykę skrajną, więc na skrajne sytuacje pasażerów naraża.
Podsumowując, Ryanair rzeczywiście staje się linią coraz droższą i coraz ciężej jest znaleźć bilety w śmiesznie niskiej cenie. Dlatego chętniej zapatruję się na Wizzair, który w ostatnich miesiącach bardzo szaleje ze swoimi promocjami, więc loty startujące i kończące się we Wrocławiu przez najbliższe pół roku będę wykonywał raczej na jej pokładach właśnie :-)

czwartek, 17 grudnia 2009

Komentarz po "magicznej środzie"

Ufff.... nareszcie nadszedł ten dzień! Tak sobie pomyślałem budząc się wczoraj około godziny 1100. Wreszcie odbyły się zapowiadane konferencje prasowe i teraz trzeba się szybko podłączyć do sieci, aby dowiedzieć się co na nich zostało zapowiedziane.
Ale o co chodzi? Chodzi o to, że od prawie tygodnia światek fanów lotnictwa nisko-kosztowego huczał od wszelkich plotek, domysłów i wróżenia z fusów. Nasilił się bowiem temat pierwszej bazy irlandzkiego przewoźnika Ryanair w naszej części Europy. Podobnie jak kilka miesięcy temu znów zapowiedziano konferencję prasową u jednego z kandydatów – lotnisku w podkrakowskich Balicach. Tylko że poprzednio świętowano n-tego pasażera lądującego w Krakowie, a tym razem otwarcie baz... ale na półwyspie Iberyjskim ;)
Pomijając lokalny klimat podwawelskiego grodu jeszcze ciekawiej zapowiadała się druga konferencja – zapowiedziana przez Wizzair w jednym z warszawskich hoteli. W planie miało być omówienie sytuacji w bazach tego przewoźnika w stolicy, Katowicach, Gdańsku, oraz jeszcze innym mieście. Chociaż temat był podany, na każdym forum zaczęto spekulować w najlepsze. Najbardziej rozbawiło mnie rozdawanie nowych tras dla drugiej bazowanej w Poznaniu maszyny, chociaż póki co nic nie wiadomo kiedy takowa do niej przybędzie? Pokuszono się nawet o takie zachcianki, jak technicznie prawie niemożliwe trasy pokroju Rzeszów-Londyn Luton czy krajówka łącząca Podkarpacie z Wielkopolską. Niemożliwe, ponieważ na pierwszej trasie obecny jest już Ryanair a tajemnicą poliszynela jest fakt, że te dwie linie lotnicze nie nakładają się na zajętych już kierunkach. Druga była zabawnym kontrargumentem na fakt, że opcjonalna trasa Poznań-Luton-Rzeszów-Luton-Poznań jest niemożliwa do wykonania przez jedną ekipę pokładową, której czas dziennej pracy limitowany jest przez pewne przepisy. Warto tutaj też wspomnieć, że nisko-kosztowi przewoźnicy tworzą tak swoje trasy, aby ich pracownicy zaczynali i kończyli pracę w tej samej bazie. Ale ratujący wątpliwą teorię Luton-Rzeszów kontrargument raczej jej nie wzmocnił. Tak na boku, osobiście jestem dużym zwolennikiem tras krajowych realizowanych przez tanich przewoźników. Z wielką zazdrością patrzę na sytuację w Hiszpanii (mnóstwo połączeń krajowych z Madrytu realizowanych przez Ryanair lub Vueling) czy Włoszech (podobnie tylko że na pokładach EasyJet, Ryanair i do niedawna również MyAir). Co więcej, sądzę, że trasy krajowe w Polsce nie są niemożliwe. Jednak na pierwszy rzut bardziej proponowałbym lot Kraków-Gdańsk, Gdańsk-Wrocław, czy Wrocław-Warszawa, które mają swój potencjał w ilości mieszkańców, jak też przeciwnika z jakim można łatwo wygrać w danej konkurencji (na dwóch pierwszych latał regionalny JetAir, a ostatnia jest jednym z najbardziej dochodowych lokalnych kierunków LOTu). Dodatkowe zamieszanie wśród domysłów wprowadzał również portal pasażer.com, który jeszcze w poniedziałek przy pomocy pewnych chwiejnych założeń za pewniaka do bazy Wizzaira ogłosił Rzeszów. Podchwyciły to lokalne gazety, podkręcając klimat zabójczej konkurencji między regionami na wieść o tym, że Bydgoszcz nagle ma zamiar rozdysponować pewną sumkę pieniędzy na otworzenie nowych połączeń lotniczych. Panowie – nie tak się ten interes prowadzi! Plotkarskie informacje powinny pozostać przy fotelu, przy którym się je usłyszało. Niestety rozeszły się one na cały salon fryzjerski i szczerze przeglądanie każdego forum które na chwilę zmieniły się w takowe zbiorowiska „informacji i planów zaskakujących” stało się męczące i wręcz nudne. Dlatego też wspominając moje przebudzenie się w środowe przedpołudnie czułem swoistą ulgę...
Ale co w końcu powiedziano? Jak wspomniałem wcześniej – w Krakowie świętowano otwarcie baz w hiszpańskiej Maladze i portugalskim Faro. I co z tego? :D Otóż to z tego, że cztery planowane do zbazowania samoloty w Maladze będą wykonywały loty m.in. do Krakowa i Wrocławia. Kraków kolejny raz cieszy się z ciepłego kierunku, Wrocław dziwi się ze swojego przydziału. Dziwi, ponieważ plotki o rozmowach na temat „tajemniczego” iberyjskiego kierunku pojawiły się już we wrześniu. Niemniej domysły ostatnich dni zupełnie pomijały Wrocław a tu bach – doszła jeszcze Bolonia. Z tym kierunkiem sporo zamieszania było w połowie października, kiedy to na mapie połączeń Ryanair pojawiła się kreska łącząca te dwa miasta. Niestety jakiś tydzień później system rezerwacyjny zamilkł na dobre w tej kwestii i pomyśleliśmy sobie że to był błąd informatyczny. Jednak nie :-) Szczerze informacja o Bolonii ucieszyła mnie dużo bardziej niż o Maladze. Malaga bowiem będzie kierunkiem typowo letnim – o częstotliwości lotów 2 razy w tygodniu która uniemożliwia krótki i tani wypad. Co więcej, Malaga nie daje możliwości przesiadek w miejsca, mnie interesujące. A do tego prawdopodobnie po wakacjach zostanie zawieszona, jak to zazwyczaj bywa z letnimi destynacjami. Bolonia natomiast jawnie pokazuje, że Ryanair poczuł we Wrocławiu konkurencję z okazji otwieranej tam bazy Wizzair. Zauważył, że nie jest już monopolistą i że czasy ścinania częstotliwości połączeń do niezbędnego minimum celem podwyższania cen już się skończyły. Zaczął więc powoli walczyć o wrocławski rynek otwierając konkurujący z Wizzairowym Oslo Trop (TRF) kierunek Wrocław-Oslo Rygge (RYG), a teraz na przekór istniejącej Wrocław – Bolonia Forli (FRL) trasę do swojej bazy w Bolonii (BLQ). Zapowiada się więc spora konkurencja na tych kierunkach, a dla pasażerów finalizować się to będzie w jeszcze tańszych biletach :-) Kraków natomiast w prezencie dostał trzeci włoski kierunek jakim jest popularna w Polsce Piza. I tyle – nici z bazy. Jednak na otarcie łez kolejny raz (od już przynajmniej czterech lat) zapowiedziano rychłe otwarcie pierwszej bazy Ryanair w Europie Środkowowschodniej i oczywiście Kraków jest „bardzo mocno brany pod uwagę”. W ciągu ostatnich trzech miesięcy to samo można było usłyszeć od Ryanair w stosunku do Gdańska, Bydgoszczy i Wrocławia ;)
Dużo więcej spodziewano się natomiast po konferencji Wizzair. Żadna rewolucja jednak nie nastała - linia podsumowała tylko działania podejmowane w ciągu ostatnich kilku miesięcy w naszym kraju formując je w spójny plan stania się linią przewożącą najwięcej pasażerów na Polskim rynku. W ten sposób każda z baz – Katowice, Warszawa i Gdańsk – dostały po jednym samolocie na wiosnę, Wrocław w marcu stanie się bazą dla jednej maszyny tego przewoźnika, dodatkowo Wizzair zadebiutuje na lotnisku w Łodzi. Wybór ten był poniekąd zaskakujący, gdyż linia ta posiada cztery zbazowane samoloty w pobliskiej Warszawie i bardziej spodziewałbym się rozwoju w pozostałych bazach (np. Poznań i Wrocław) niż wejścia na nowy grunt podcinając jednocześnie tym samym własne skrzydła. Ale fakt się stał – Łódź się cieszy. Cieszą się też Katowice, gdyż z nową maszyną dostały m.in. trzy świetne kierunki: Bergen w Norwegii, Madryt i Pizę. Wprawdzie Piza już na samym początku napotka na silną konkurencję ze wspomnianym wcześniej połączeniem z Krakowa. Jednak trasa do Madrytu jest pierwszą tego typu z Polski i szczerze mam dużą nadzieję, że okaże się strzałem w dziesiątkę. Wtedy otwarcie tego kierunku z innych Polskich baz będzie bardzo możliwe, a to pozwala na świetne i tanie przesiadki na loty po całym Półwyspie Iberyjskim, Maroku i Wyspach Kanaryjskich!
Niby dwie proste konferencje prasowe a tyle pisania. Emocje zaczynają wreszcie nieco opadać, jednak pojawiają się kolejne plotki i analizy. Nie można przeoczyć zwiększonego ruchu na rynku przewoźników nisko-kosztowych w Polsce. Wizzair zaczyna się okopywać i intensyfikować swoją obecność w całej Europie Środkowo-wschodniej. Przygotowuje się do nieuchronnego wejścia na ten rynek przez piekielnie agresywnego gracza, jakim jest Ryanair. Ten bada rynek bardzo skrupulatnie, gdyż męczą go koszty prowadzenia swoich baz na drogich Wyspach Brytyjskich, Irlandii czy w Niemczech. Woli przenieść swoje samoloty na tańsze południe i wschód Europy i nie zamykać intratnych i popularnych już tras. Dlatego sonduje swoje możliwości w Polsce, Słowacji, Czechach czy na Węgrzech. Jednym z najważniejszych kandydatów są Kraków i Bratysława. Kraków, który przeznaczył ze swojego budżetu znaczną kwotę na promocję wśród turystów zagranicznych, bardzo obniżył swoje stawki lotniskowe i w przeciągu niecałego roku otrzymał kilkanaście nowych połączeń. Jednak według mnie otwarcie bazy tam byłoby według mnie błędem. Prezes lotniska w Balicach, Pan Pamuła, ma bowiem ściągać turystów do Krakowa, co już osiągnął. Zgodzenie się na bazę Ryanair jest jednocześnie zgodzeniem się na kilkuletnie wydawanie pieniędzy na dopłaty i otwieranie nowych połączeń przynoszących niewiele turystów do Małopolski. No bo przecież są już bezpośrednie połączenia z najważniejszymi i najbogatszymi ośrodkami jak Paryż, Rzym, Mediolan, Berlin, Frankfurt, Dusseldorf, Barcelona, Wiedeń, Bruksela, Amsterdam, Sztokholm, Oslo, czy cała siatka z Irlandią i Wielką Brytanią. Nowe połączenia, które mogłyby być otwarte, to przede wszystkim dogodzenie mieszkańcom Małopolski w miejsca dla nich atrakcyjne turystycznie a przecież nie na to zostały przekazane fundusze. Teraz trzeba zainwestować bardziej na wschód – Moskwa, Ryga, Helsinki, Kijów, Budapeszt, Sofia... Według różnych źródeł, wczorajsza konferencja była kolejną „przy okazji”. Przecież Kraków świetnie się rozwinął w siatce połączeń Ryanair, więc jest co „świętować”. A prawdziwym celem przybycia do Krakowa jednego z ważniejszych menedżerów tej linii jest ustalanie pewnych faktów które zdecydują o ulokowaniu, bądź nie, kilku samolotów pod Wawelem. Decyzje jeszcze nie zapadły – cokolwiek nowego dowiemy się prawdopodobnie w nowym roku i kropka końcowa. Bratysława natomiast została poddana przez Wizzair. Ta była baza upadłego SkyEurope posiada sporą wyrwę w połączeniach lotniczych, którą od ostatnich kilku miesięcy bardzo intensywnie próbuje zapełnić Ryanair. Ale czy Słowacy będą chętni na dopłacanie do interesu Ryanair? Coś tam w międzyczasie przebąkuje się o pewnych szansach dla Bydgoszczy czy Rzeszowa. Linie nisko-kosztowe latają bowiem tam, gdzie mogą najwięcej zarobić. Jednak planowane dopłaty z budżetów województw Podkarpackiego czy Kujawsko-Pomorskiego wydają się być jeszcze za małe na stworzenie baz w ichniejszych lotniskach.
Zobaczymy co z tego wyjdzie. Na razie cieszę się ze zwiększenia konkurencji na naszym rynku i staram się zarażać całe moje otoczenie podróżowaniem tylko po to, aby te nowe połączenia były odpowiednio zapełnione przez pasażerów!