Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PKP. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PKP. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 15 sierpnia 2011

Rewolucja na krótkich odcinkach

Długo się o tym mówiło, równie długo na to czekaliśmy, w pewnym momencie nawet wydawało się że coś w tej sprawie ruszyło. Loty na krótkich odcinkach - po sensownych cenach i z pominięciem przesiadek w Warszawie, Frankfurcie czy innych lotniskach przy okazji nisko-kosztowych freak shows. Był Jet Air który przystępnymi cenami zyskał w pewnym momencie przychylność sporej części "oblatywaczy". Jednak intensywny wzrost zakończył się równie spektakularnym upadkiem z powodu niemal regularnego odwoływania rejsów, jak też w ogóle niepewności lotów na niemal każdej trasie. Wydaje się jednak że przyszły lepsze czasy. Chociaż tego też jeszcze nie można przesądzić, ponieważ póki co znajdujemy się w okresie hurra-optymizmu w trakcie ogłaszania kolejnych kierunków.
 
Wszystko to za sprawą Eurolot, który zaczyna się wyswobadzać spod matczynej spódnicy LOT-u. Oczywiście nadal wykonuje dla tej linii rejsy krajowe do Warszawy, jak też na umowach code-share krótkie doloty do hubów innych przewoźników - np. do Frankfurtu lub Monachium. Jednak od kilku miesięcy zaczyna także uruchamiać własną siatkę połączeń. Argumentów za jest kilka. Jak informuje internet, loty na trasach krajowych są zapchane. Na kilka dni przed odlotem podobno bardzo ciężko jest znaleźć w ogóle jakiekolwiek miejsce na trasach do Warszawy z Wrocławia, Gdańska czy Krakowa. Kolej i drogi w momencie aktualnych remontów również nie nastrajają optymizmem. Do tego zeszłoroczny eksperyment LOTu pokazał, że dobrą promocją i nie śmiesznie tanimi, ale w atrakcyjnej cenie biletami można szybko utworzyć grupkę nowych, potencjalnych klientów. Inna sprawa to fakt, że Eurolot dysponuje 50-miejscowymi samolotami, dlatego uruchamiana trasa nie musi mieć potencjału połączeń pomiędzy stolicami różnych krajów. Wystarczy poszukać odpowiedniej niszy.

Na pierwszy rzut poszły kierunki najbardziej oczywiste - z Gdańska do Krakowa i Wrocławia. Dojazd długi i daleki, potencjał lotnisk spory a i częstotliwość lotów bardzo interesująca. Wiele osób jest bowiem zgodnych, aby połączenie odniosło sukces, musi zadowalać zarówno ruch turystyczny, jak też biznesowy. Godziny lotów dopasowano więc tak, aby były przystępne do wypadów weekendowych. W środku tygodnia w różne dni zaplanowano również dwie operacje dziennie tak, aby przygarnąć ruch biznesowy wymagający tylko kilku godzin załatwienia swoich spraw na tzw. delegacji. Ceny może nie są już aż tak przystępne - od 390 złotych za lot w obie strony. Z drugiej jednak strony kończy się okres nisko-kosztowego rozwydrzenia. Zresztą samo obłożenie lotów na nowych trasach pokazuje że nawet przy tej cenie zapotrzebowanie jest niemal ogromne.

Od kilku tygodni Eurolot zaczął więc zapowiadać uruchomienie kolejnych tras. Powoli zapełnia się tym samym mapa tras. Czyżby oznaczało to że jednak da się zarobić na kilku krajowych niszach? Z pewnością nie bez pomocy. Patrząc jednak na "zainteresowanie" LOT-u portami lokalnymi - już nie tyle w kontekście uruchamiania tras z pominięciem Warszawy co nawet nie zwiększania częstotliwości lotów do stolicy windując ceny nawet do ekstremalnych przypadków 1000 złotych - nie ma się czemu dziwić że pomoc ta nadchodzi nadwyraz chętnie. Dla lotnisk lokalnych jest to bowiem szansa na rozwój - zainteresowanie lataniem nowej grupy osób. Dla władz lokalnych - albo szansa na rozwój pewnej gałęzi turystyki, albo na innego typu profity. Turystyka oczywiście w kontekście Gdańska czy Krakowa. Inne profity omawia się głównie w kontekście Rzeszowa. Chodzi głównie o połączenia ze stolicy Podkarpacia do Szczecina. Trudno bowiem upatrywać potencjału - zwłaszcza biznesowego - na tej trasie. Wiele osób łączy jednak uruchomienie tej ciekawostki jako formy promocji przed nadchodzącymi wyborami. Polityka to oczywiście ciężki temat od którego wolę na tym blogu uciekać. Ze swojej strony więc - chętnie będę się przyglądał temu kierunkowi. Jakiś potencjał on posiada - choćby wynikający z kilkunastu godzin jakie trzeba spędzić w pociągu aby przejechać odcinek między tymi miastami. Jeśli jednak kierunek ten się utrzyma przez dłuższy czas, z niezłym obłożeniem i częstotliwościami lotów - czego najzwyczajniej obu miastom życzę - będzie można uznać to za sukces. Nie ważne czy osiągnięty realnym potencjałem pasażersko-cenowym czy też na podkładzie lokalnych dopłat do każdego podróżnego. Tylko że to "jeśli" tyczy się chyba całej nowej działalności Eurolot, ponieważ - pomijając wspomniany wcześniej hurra optymizm - każdy uruchamiany przez nią kierunek jest w tej chwili puszką pandory.

Mnie osobiście cieszy jeden bardzo ważny fakt. W przeciwieństwie do wcześniejszych prób Jet Air, o nowościach Eurolot daje się usłyszeć. W biurze w którym pracuję już po kilku dniach pojawiały się rozmowy o połączeniach nad morze. Zwykli mieszkańcy miast również są informowani - czy to przez kampanię bilboardową, czy też przez reklamy wyklejone na tramwajach. Pierwszym źródłem ataku będzie biznes, drugim osoby muszące odbyć podróże - wbrew historiom o biedzie - mimo wszystko np. studenci. Jeśli początkowa cena zostanie jeszcze obniżona - a po cichu myślę że tak będzie w okresie zimowym - przy długotrwałej kampanii reklamowej i pewności lotów zainteresuje się nimi również najszersza grupa zwyczajnych zjadaczy chleba bez dostępu do samochodu i zmęczonych kolejową tułaczką. Wtedy trasy krajowe odniosą sukces :-)

Jeśli chodzi o Eurolot, to przewoźnik ten od niedawna posiada w systemie rezerwacyjnym 6 tras a dodatkowych kilka już wstępnie zapowiedział. Obecnie można kupić bilety na loty z Gdańska do Krakowa i Wrocławia, Szczecina do Rzeszowa, Poznania i Krakowa, oraz z Wrocławia do Rzeszowa. Przeglądając internet dało się również wyczytać zapowiedzi tras ze Szczecina do Wrocławia, Gdańska do Popradu i z Rzeszowa do Lwowa. Być może Lwów będzie realizowany z Wrocławia a Rzeszów stanie się przystankiem na trasie - podobnie jak w niektórych przypadkach Poznań na trasie z Krakowa do Szczecina. Jak widać przewoźnik ma sporo ciśnienia aby odnieść sukces ze swoją inicjatywą. Oprócz kampanii reklamowej wprowadził bowiem zniżki dla pasażerów podróżujących z dziećmi. Pozwala to na zmniejszenie kosztów w przypadku wyjazdów rodzinnych dzięki czemu podróż lotem staje się jeszcze większą konkurencją dla samochodu czy kolei. Tak samo zapowiedział, że będzie starał się uruchomić połączenie autobusowe pomiędzy Balicami a Zakopanem - oczywiście skorelowane z własnymi lotami z Gdańska, Szczecina czy Poznania. Do tego część rotacji została zaplanowana tak, aby umożliwić podróż studentom i krótkotrwałym tambylcom (rejsy w okolicach weekendu), jak też pod ruch biznesowy (dwa rejsy dziennie w wybrane dni).

Co ciekawe, nie tylko Eurolot jest sprawcą budowanej nowej fali połączeń krótkodystansowych czy też wykonywanych na małych samolotach. Odrodzenie przeszedł choćby Jet Air. W oficjalnych informacjach podobno zyskał nowego inwestora i ma plany rozwojowe. Póki co wkłada rękę w imadło uruchamiając konkurencyjne dla LOTu połączenie z Wrocławia do Warszawy, Gdańska i powrót w kolejności odwrotnej. Wprawdzie znów połączenia zostały ogłoszone "za pięć dwunasta", ceny biletów zaczynają się od 195 złotych w jedną stronę a z branży lotniczej fakt uruchomienia lotów (w kontekście niepewności połączeń jakie wcześniej serwowała ta linia) nie zrobił na nikim żadnego wrażenia, to jednak przynajmniej pracownicy lotniska we Wrocławiu zauważyli, że linia godzinowo wstrzeliła się w atrakcyjną dziurę pomiędzy rejsami LOTu. Co więcej, Jet Air nawiązał też współpracę z firmą PRową i informacje o połączeniach zaczynają się przedostawać do coraz większej ilości serwisów internetowych. Również po chwili przemyśleń, nawet jeśli Jet Air oferuje raptem jedną rotację dziennie na trasach do stolicy, to godzinowo nie ogranicza mimo wszystko oferty dla ruchu biznesowego. Jest bowiem alternatywą dla LOTu, więc tam gdzie będzie mogła, tam podkradnie pasażerów swojemu większemu konkurentowi. Natomiast tam gdzie nie będzie mogła, no cóż -  na tym rynku nie ma obowiązku zakupu biletów w obie strony u jednego przewoźnika. Pozostanie więc status quo jaki miał miejsce przez ostatnich co najmniej kilka miesięcy. Skoro Jet Air zaczyna swoje krajowe rotacje we Wrocławiu, tym razem tam umiejscowił swoją bazę. Dzięki temu - trochę przez przypadek, trochę przy okazji - Wrocław zyskał kilka wakacyjnych rejsów w okolice Świnoujścia. Wszystko to za sprawą współpracy Jet Air z linią OLT na rzecz której wykonuje w niedziele lot z tamtejszego lotniska do Monachium. Skoro samolot i tak musi tam dolecieć, to czemu nie wrzucić biletów do systemu rezerwacyjnego oczekując na pojedynczych pasażerów zawsze zmniejszających tym samym koszty przebazowania? Lokalne źródła internetowe pisały o tym połączeniu, sporo informowało też lotnisko, czego efektem najwyraźniej jest kilka pasażerów na każdym rejsie.

Równie przypadkowo do połączeń krajowych dołączyła najkrótsza jak dotąd trasa - z Poznania do Wrocławia. Tutaj znów - kwestia przebazowania. Otóż niemiecka linia Jetisfaction w swoich badaniach zauważyła jakiś potencjał biznesowy na trasie Poznań - Münster oraz Wrocław - Zurych. Postanowiła więc uruchomić po dwa loty tygodniowo przy użyciu maszyn firmy Sky Taxi. Tutaj znów - aby zmniejszyć koszty przebazowania, w systemie rezerwacyjnym za równowartość €25 można kupić bilet w jedną stronę z Poznania do Wrocławia lub na odwrót. W taki sam sposób - choć oczywiście z droższymi cenami - powstała trasa z Zurychu do Münster. Aby uzupełnić całościowy obraz, należy również wspomnieć o uruchomionych niedawno lotach z Zielonej Góry do Warszawy (tym razem za sowitą dotację na pokładach Sprint Air), Gdańska do Rygi Air Baltic (koniec końców po linii prostej porównywalna odległość jak z Gdańska do Krakowa) czy z Poznania do Pragi CSA.
 
Rok 2011 to przede wszystkim wzrost oferty i jakości na rynku szybkich podróży lokalnych. Widać to zarówno w kontekście lotniczym, jak też autobusowym - wide pojawienie się bardzo medialnej linii Polski Bus. Dobrze że również w tej kwestii zaczynamy gonić standardy świata zachodniego i mam nadzieję że inicjatywy podażowe przetrzymają okres do kiedy popyt osiągnie odpowiedni dla nich poziom.

piątek, 7 maja 2010

Zamieszanie na kolejach w Polsce

Już przyzwyczaiłem się do tego, że każdorazowo w trakcie moich wyjazdów w kraju natrafia się jakaś ważna lub zaskakująca sytuacja z tematyki podróżowania. I znów próbując nadrobić zaległości w informacjach ogólnych nie mogłem wyjść ze zdziwienia, że jednak doszło do sytuacji wręcz nieprawdopodobnej! Chodzi oczywiście o zamieszanie na torach kolejowych, które obecne jest w Polsce od ostatnich kilku dni.
Ale o co chodzi? Ano o prywatyzację. Jak bowiem pisałem w styczniu we wpisie „Zmiany na rynku kolejowym w Polsce” w państwowym molochu jakim był PKP od kilku lat wreszcie zaczęło coś ruszać. W skrócie, celem przygotowania do niezbędnej prywatyzacji podzielono go na kilka spółek i wprowadzono odpowiednie plany działań na najbliższych kilkanaście miesięcy. Nieco ponad rok temu zmieniono kompetencje dwóch spółek kolejowych pozostawiając PKP Przewozy Regionalne obsługę wyłącznie dawnych pociągów osobowych, a wszystko włącznie i powyżej klasy dawnych „pośpiesznych” przesunięto do PKP InterCity. W ten sposób na torach miał zapanować status quo gdzie druga z wymienionych spółek miała obsługiwać połączenia dłuższe podwyższając często o kilkadziesiąt procent zwyczajowe ceny biletów, a pierwsza egzystować na dofinansowaniach ze strony województw i zajmować się niezwykle potrzebnymi, ale często nierentownymi połączeniami lokalnymi. Ale coś w tym misternym planie się nie udało, gdyż spółka Przewozy Regionalne wprowadziła klasę pociągów InterREGIO początkując tym samym realną konkurencję na Polskich torach. Ale gdy okazało się że pomysł ten jest niemałym sukcesem, przed spółką zaczęły się dwoić i troić wszelkie problemy. Co rusz dało się usłyszeć że zalega ona z rachunkami za dzierżawę kas biletowych, albo ma problemy z dofinansowaniami, bądź zwleka z opłatami za korzystanie z torów kolejowych. Ale przyznam się szczerze, że nawet nie wyobrażałem sobie, że dojdzie do takiej sytuacji, że PKP Polskie Linie Kolejowe, czyli spółka odpowiedzialna za infrastrukturę związaną z torami kolejowymi, zablokuje kursowanie składów jakiegokolwiek przewoźnika! A jednak tak się stało, szkoda tylko że w tak kiepskim stylu o jakim czytam w kolejnych doniesieniach prasowych.
I co dalej? No cóż, jak to zazwyczaj bywa przy restrukturyzacjach wielkich organizmów – pewne zamieszanie przez jakiś czas. Niby nic wielkiego się nie dzieje – w końcu jeśli pasażerowie na stacji kolejowej dowiedzą się, że upatrzone przez nich połączenie danego dnia akurat nie kursuje, to w ciągu najbliższych dwóch godzin powinni mieć możliwość dojechania powiększonym z tej okazji składem PKP InterCity. Szkoda tylko, że cena takiego biletu będzie zazwyczaj sporo droższa, a czas przejazdu na tym samym odcinku niekoniecznie szybszy. Ale czy taka sytuacja potrwa długo? Niekoniecznie, a wręcz może się jeszcze pogorszyć. Jak bowiem informuje środowy artykuł „Kolejne cięcia pociągów w czerwcu? Tym razem InterCity” na stronach poratalu www.wyborcza.biz
Tymczasem szykują się także cięcia w rozkładach jazdy pociągów spółki PKP InterCity, która oprócz ekspresów ma przede wszystkim pociągi TLK (dawne pośpieszne). Ten przewoźnik również zalega zarządcy torów z opłatami. Jeszcze we wtorek Zbigniew Szafrański mówił, że cięcia wejdą w życie 15 maja. Nie wykluczył, że wtedy może się zmienić lista odwołanych pociągów Przewozów Regionalnych. Wczoraj przyznał jednak, że na wniosek przewoźników ten termin może być przesunięty o dwa, trzy tygodnie. Paweł Ney, rzecznik PKP InterCity, poinformował, że przygotowana jest lista pociągów o najmniejszej frekwencji, których kursowanie zostałoby zawieszone. - Nie wykluczam, że stanie się to 1 czerwca - powiedział.
Przyznam się, że od pewnego czasu hobbystycznie przyglądam się zasadom panującym na rynku kolejowym, jako ciekawej opcji na tanie podróżowanie na krótkich odcinkach. I choć pomysł Przewozów Regionalnych wydaje się być ciekawy i ożywiający sytuację na kolejach w Polsce, to nie wiem czy do końca trafiony? Jak bowiem okazuje się, spółką tą władają wszystkie województwa, które składają się na jej finansowanie. To naturalne, transport regionalny, jakkolwiek niedochodowy, musi istnieć aby region się rozwijał. Jednak tak szczerze jak się ma składka województwa np. Podkarpackiego do linii łączącej powiedzmy Szczecin ze Słupskiem? Pewnym pomysłem i zresztą nieukrywaną alternatywą na wypadek upadku Przewozów Regionalnych są powstające co jakiś czas koleje regionalne zakładane przez kolejne województwa. Przykładem mogą być działające właśnie Koleje Dolnośląskie czy powstające Śląskie. W chwili obecnej uzupełniają one siatkę Przewozów Regionalnych, ale czy nie lepiej byłoby podzielić tą spółkę na mniejsze organizmy skupiające działalność na własnych regionach? A InterREGIO? Cóż, jeśli dany przewoźnik regionalny będzie w stanie uruchomić jakieś połączenie międzywojewódzkie, to czemu nie? Może nie będą to karawany pokroju Rzeszów – Wrocław – Szczecin, ale na rynku poprzez rozdrobnienie stworzony będzie większy ruch i zapewne większa konkurencja. A i przecież województwa wiedzą najlepiej jakich połączeń potrzeba w ich regionach najbardziej i jakie należy ewentualnie dotować.
Ale zakończmy już mój rozwód na temat „co by było gdyby...”. Fakt jest taki, że jest spore zamieszanie na kolei a opcjonalny koniec realnej konkurencji w postaci kolejnych prób zawieszenia klasy InterREGIO nie jest rozwiązaniem dobrym. W rynek kolejowy trzeba inwestować i wyprowadzić go z zapaści. I z pewnością nie powinno to polegać tylko na zbudowaniu kilkuset kilometrów torów szybkich prędkości „Linii Y” z których będzie się dumnym przez kolejnych kilkanaście lat. Przy okazji, w związku z ostatnim zagrożeniem chmurą pyłów wulkanicznych w komisjach Europejskich powrócił pomysł integracji siatek kolei szybkich prędkości kilku krajów tak, aby na wypadek zawieszenia lotów była dostępna alternatywa w postaci w miarę szybkiego i komfortowego transportu kolejowego poprzez teren Unii Europejskiej. Szkoda tylko, że pomimo planów „Linii Y” nie jest ona brana pod uwagę w tej siatce ponieważ najzwyczajniej nie dochodzi do granic naszego państwa. Owszem, urzędnicy urzędnikami, ale również nam, zwykłym tambylcom, mogłoby to poprzez szereg dogodnych przesiadek i połączeń przewoźników regionalnych dać szansę podróży w różnorakie zakątki kontynentu, do których ciężko jest się dostać linią lotniczą. Zobaczymy co się z tego wykluje.

wtorek, 19 stycznia 2010

Zmiany na rynku kolejowym w Polsce

Pomysł otwartego nieba, czyli projektu bardzo ułatwiającego działalność liniom lotniczym w większości państw naszego kontynentu był wielką niewiadomą. Z jednej strony była to część ujednolicania wszelkich możliwych przepisów i standardów doprowadzających do takich absurdów, jak standaryzowanie wielkości jaj dopuszczanych do sprzedaży. Z drugiej wielka niewiadoma, gdyż umożliwiała proste wejście na rynek przewoźnikom z innych krajów. Tutaj mogła się pojawiać podobna do naszej narodowa duma, jak przecież można pozwolić aby obcy zarabiał na lotach do Polski oraz po co to w ogóle skoro latanie jest tak drogie że stać na nie tylko nielicznych? I bach, mamy co mamy – okazuje się że podróże lotnicze po Europie stały się czymś bardzo prostym i dostępnym dla nawet niezamożnych rodzin. Zwiększyła konkurencję sprawiając, że na rynku pozostali tylko najsilniejsi gracze. A firmy narodowe typu LOT? No cóż, ktoś kiedyś szyderczo napisał że Przewoźnik Narodowy to taki, za którego nienaturalnie rozbudowane struktury związków zawodowych i niewydajnych pracowników na ciepłych posadkach płaci każdy podatnik z danego kraju. Na szczęście ich era powoli się kończy. Mam nadzieję, że LOT też przetrwa ultra trudny dla siebie okres kilkunastu ostatnich miesięcy, zwłaszcza, że wreszcie zauważalne są pozytywne zmiany. Ale o tym kiedy indziej.
Dlaczego więc na początku wspomniałem o tzw. „otwartym niebie”? Ano dlatego, że wreszcie podobny projekt wszedł w życie na rynku kolejowym w Polsce. Śmiech na sali? No bo kto by chciał jeździć po tym zacofanym kraju, gdzie dworce kolejowe śmierdzą kupą pozostawioną tam w latach osiemdziesiątych poprzedniego wieku a tory sprawiają, że średnia prędkość pociągu to zawrotne 70 km/h ale tylko na tych ważniejszych trasach? Hehe, a kto by pomyślał że np. lotnisko we Wrocławiu w ciągu dziesięciu lat z nieco poniżej dwustu tysięcy obsługiwanych rocznie pasażerów przejdzie do wartości zahaczającej o 1,5 miliona? A warto wspomnieć, że port ten ma ograniczenia spowodowane korzystaniem z pewnych przestrzeni na równi z wojskiem, no i Wrocław najatrakcyjniejszym punktem na mapie Europy, powiedzmy sobie szczerze, nie jest. Może więc jednak jest coś na rzeczy?
Problemem PKP jest długotrwały brak inwestycji we własną przyszłość, która stała się niemożliwa przez pojawianie się gigantycznych strat i zamieszania prywatyzacyjnego. Koleje, jako moloch państwowy istniały, bo istnieć musiały. A jak to istnienie wyglądało, już niewiele osób zwracało na to szczególną uwagę – ważne aby pociągi jeździły, a pieniążki na to się zawsze znajdą. Jednak po wprowadzeniu gospodarki rynkowej trzeba było się w końcu zająć kolejami i zarazem uświadomić sobie, jak zacofanym zagadnieniem w Polsce się one stały. Według niektórych, największe zamieszanie zaczęło się w 2000 roku, dzięki wejściu w życie ustawy o komercjalizacji, restrukturyzacji i prywatyzacji PKP. To wtedy nastąpił, czasami dziwaczny i niejasny, podział na kilka spółek zajmujących się na pierwszy rzut oka tym samym. Efektem tego było ujawnienie dotychczasowej nieudolności w prowadzeniu przedsiębiorstwa, która uwidaczniała się poprzez wieloletnie zacofanie i bardzo duże długi. Co bardziej krzykliwi przewidywali rychły upadek kolei i wzrost bezrobocia o ponad 100 tysięcy zwolnionych pracowników...
Ale to już historia. Postanowienia te należało wprowadzić w życie, aby przyzwyczaić grupę do sytuacji, jaką dziś zastaliśmy. A co zastaliśmy? Paradoksalnie niewiele mniejsze zamieszanie. Od kilku lat bez przerwy przetaczają się tematy o zadłużeniu i zacofaniu kolei, likwidowaniu następnych połączeń i generalnie utrudnianiu życia pasażerów. Zwłaszcza poprzez ostatnie przetasowania między spółkami córkami i nowymi markami połączeń. Tanie Linie Kolejowe, osobowe interREGIO jeżdżące szybciej i taniej niż pospieszny, droższe bilety na kurs pospieszny, który nie obowiązuje jak dotąd w pociągach zwykłych... osobę nieobeznaną w zagadnieniu kolei bardzo łatwo może przy tym rozboleć głowa! Dlatego może na spokojnie postaram się przedstawić jak to aktualnie wygląda?
Wszystkie firmy zajmujące się do niedawna transportem kolejowym w Polsce należą do grupy PKP. Właścicielem jej jest Skarb Państwa, a utworzył ją celem łatwiejszej dalszej prywatyzacji mniejszych spółek, nazwijmy je „tematycznych” (czyt. zajmujących się konkretnym zagadnieniem transportu kolejowego). Tak więc, pomimo że wszystkie one jeżdżą po tych samych torach i do niedawna miały tego samego właściciela, są zupełnie odmiennymi i niezależnymi firmami.
PKP Intecity. Spółka ta do niedawna zajmowała się przewozami droższymi, na które w skrócie należało wykupować miejscówki. Od grudnia 2008 do jej obowiązków doszła również obsługa tzw. składów pospiesznych. Celem ujednolicenia i uproszczenia produktu kilka tygodni temu wprowadzono kolejne zmiany. W skrócie, z połączeń oznaczonych mianem EuroCity, InterCity, Ekspres, Tanie Linie Kolejowe i Pospieszny stworzono dwa – InterCity (Pociąg o ograniczonej ilości postojów na trasie, większej prędkości maksymalnej, pokonywanych odległościach i standardzie), oraz Pociąg pospieszny TLK (standardowy skład przeznaczony do podróży na dalszych odległościach).
Przewozy Regionalne, do niedawna PKP Przewozy Regionalne. Spółka ta od nieco ponad roku nie jest już częścią grupy PKP, a jej właścicielem zostały samorządy województw. Do jej obowiązków należy zapewnienie transportu regionalnego. W skrócie oznacza to tzw. pociągi osobowe, czyli najczęściej wykorzystywaną formę transportu i zarazem najmniej opłacalną. Spółka ta po pozbawieniu jej dochodów płynących z operowania pociągami pospiesznymi okazała się być tworem posiadającym bardzo stary tabor i mnóstwo nierentownych tras. Ale tak w zasadzie nie powinna ona przynosić dochodów, a jej utrzymanie leży w gestii województw, których jednym z obowiązków jest zapewnienie transportu regionalnego. Niemniej jak widać zmiany w strukturze spółki tej nie obeszły się bez reakcji właścicieli, o czym świadczy choćby interREGIO. Jak już wcześniej wspominałem na blogu, jest to tania alternatywa dla Pospiesznych TLK prowadzonych przez PKP InterCity. Paradoksem jest, że połączenia te realizowane są taborem osobowym (charakterystyczne błękitno-żółte wagony piętrowe, lub odnowione składy Elektrycznych Zespołów Trakcyjnych), kojarzonym zazwyczaj z wielkimi opóźnieniami i powolną jazdą na lokalnych trasach. Niemniej teraz taki sam odcinek pokonują one najczęściej nawet nieco szybciej, niż składy TLK. Jednocześnie dużo tańsze bilety niż w przypadku produktu oferowanego przez PKP InterCity zostały osiągnięte poprzez niższy komfort podróży jaki może zaoferować odnowiony skład, znany dawniej z tras lokalnych. InterRegio wystartował około ośmiu miesięcy temu i początkowo wprowadził małą konsternację. Jednak poprzez połączenie szybszego pokonywania trasy, lepszego doboru godzin kursowania i przede wszystkim niższym cenom okazał się małym hitem sezonu. Dzięki temu konkurent Przewozów Regionalnych – PKP InterCity poczuł na plecach pierwszy oddech rywalizacji. Może trochę dziwacznej, ale skutecznie odbierającej klientów na kilku intratnych trasach. Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać – ceny na niektórych kursach zostały znacznie obniżone. Nie jest to zaskakującą zapowiedzią zmian na kolei sprawiającą, że pasażer nie będzie już czymś zbędnym do prowadzenia działalności?
A zapatrywania na przyszłość są jeszcze ciekawsze! Jak wspomniałem nieco wcześniej, kolejowe rynki Europejskie zostały otwarte i teraz firma z każdego kraju Unii może wejść ze swoją działalnością do dowolnego innego. Oczywiście nie ma co się spodziewać nagłego najazdu na Polskę. Po pierwsze na początku są dużo bardziej atrakcyjne kraje na naszym kontynencie. Po drugie, chociaż wiemy co zrobiło otwarcie nieba, efekt podobnej unifikacji w zakresie kolejnictwa nie jest tak oczywisty do przewidzenia, a wszelkie kroki mogące spowodować ekspansję na inne kraje, nie takie łatwe do wykonania. Niemniej chęć rozwoju własnej siatki połączeń, dotarcia do nowych klientów i potencjalnych nowych zysków powinna być atrakcyjnym kąskiem dla niektórych przewoźników. Koleje nie są bowiem gałęzią transportu chylącą się ku upadkowi po swoim świetlanym rozwoju w połowie dziewiętnastego wieku. Globalny, a zwłaszcza Europejski trend pokazuje, że ta gałąź transportu jest nadal interesująca zarówno na polu transportu dojazdowego/lokalnego/regionalnego, jak też łączącego ośrodki oddzielone większą odległością. Przykładem mogą być tutaj francuskie TGV czy hiszpańskie szybkie koleje Renfe, które dążą do połączenia swych sieci za pomocą budowanego ostatniego odcinka Girona – Figueras na wschodnim krańcu Pirenejów. Jeśli nie będzie przeciwwskazań, w 2012 roku zostanie uruchomione pierwsze połączenie Kolei Szybkich Prędkości na trasach Paryż - Barcelona i Paryż - Madryt. Co ciekawe, w Polsce również planowany jest taki typ kolei. Rozpoczęcie budowy pierwszego odcinka Warszawa Centralna - Łódź Fabryczna datowane jest wstępnie na przełom 2013/2014 roku. Cała tzw. „Linia Y”, która według pierwotnych planów połączyłaby stolicę z Łodzią, Kaliszem, Wrocławiem i Poznaniem miałaby powstać w około 10 lat. Dzięki temu podróż na najdalszych odcinkach zajęłaby około 1 godzinę i 45 minut zamiast pięciu w porywach do sześciu godzin (Wrocław – Warszawa), lub trzech godzin na trasie Poznań – Warszawa.
Ale skupmy się na najbliższych kilku miesiącach. Nie da się ukryć, że w chwili obecnej na Polskim rynku kolejowym panuje spory nieład i zamieszanie. Ale tak jest zawsze przy wszelkich większych zmianach. Dlatego debiutując w listopadzie na gościńcu interREGIO nie dziwił mnie fakt, że pomimo istnienia tego produktu już ponad pół roku, większość pasażerów nie zdawała sobie sprawy że jedzie na wykupiony zły bilet! Ostatnio doszły do mnie plotki, że na sporej ilości stacji w kasach zadawane są pytania na pociąg jadący o której dokładnie godzinie bilet chcemy kupić? Co więcej, InterCity wreszcie zaczyna nadganiać cywilizowane standardy informując, że planuje wprowadzenie automatów biletowych, oraz możliwość nabycia biletów za pomocą internetu i karty płatniczej. Swoją drogą nie dziwię się takiemu zachowaniu, gdyż podobne procedury już od pewnego czasu istnieją na rynku przewozów lotniczych. W ten sposób za niedogodność wydrukowania sobie samemu karty pokładowej (czyt. biletu lotniczego) za bilet płacę mniej, a przy wejściu do samolotu mogę zjawić się dużo później niż w przypadku standardowej odprawy na lotnisku. W przypadku kolei mogłoby to wprowadzić oszczędności na niewydajnym systemie okienkowej dystrybucji biletowej, nie mówiąc już na oszczędności czasu i nerwów pojawiających się w trakcie odstawania swoich minut, zwłaszcza w piątkowe popołudnie. Przewozy Regionalne zauważyły, że ich interREGIO odnosi spore sukcesy. Owszem, przytrafiają się spektakularne porażki jak ostatnio często opisywane kursy na trasie Warszawa – Szczecin, ale wynika to z wchodzenia na nowy rynek. Co więcej, właściciele Przewozów Regionalnych zdali sobie sprawę, że ta firma zysków przynosić nie będzie, ale transport regionalny zapewniony musi być. Niemniej o prestiżu danego regionu świadczy również jakość jego transportu, dlatego zwracana jest duża uwaga na odnawianie i dbanie o co najmniej jako taką czystość taboru. Co więcej, niektóre Województwa przejęły lub utworzyły własne spółki przewozowe, takie jak Koleje Mazowieckie (Warszawa), SKM (Trójmiasto), czy Koleje Dolnośląskie. Arriva PCC złamała monopol PKP na przewóz pasażerski wygrywając w 2007 roku przetarg na obsługę niezelektryfikowanych tras województwa kujawsko - pomorskiego. Wprawdzie wciąż słyszy się mnóstwo negatywnych opinii o kolejnych zamykanych trasach, bądź zmianach godzin/częstotliwości kursowania w taki sposób, że dalsza czy nawet docelowa podróż niema sensu. Niemniej jak wcześniej wspomniałem, spółki kolejowe przechodzą aktualnie zmiany we własnych strukturach. To powoduje zamieszanie jakiego aktualnie doświadczamy, ale w przyszłości sfinalizuje się silniejszą firmą umożliwiającą przynoszenie zysków i usprawnianie podróży kolejowej. Zresztą dobrym przykładem uzupełnienia jest działająca od niespełna roku założona przez władze wojewódzkie spółka akcyjna Koleje Dolnośląskie, która oferuje przewozy na trasach lokalnych, z których wycofał się wcześniej PKP, czy PKP Przewozy Regionalne.
Ze świeższych informacji wynika, że najbardziej pierwsze objawy konkurencji poczuje PKP Intercity. Jak wcześniej wspomniałem, nie dalej jak w zeszłym roku małą część ichniejszego tortu zaczął podjadać interREGIO. W ciągu tego tygodnia we wszelkich mediach pojawiało się mnóstwo materiału kompromitującego jakość połączeń kolejowych w zestawieniu z zimowymi warunkami pogodowymi. Na reakcję nie trzeba było długo czekać, gdyż LOT zaczął się reklamować w prasie i na dworcach kolejowych dość sensownie uświadamiając podróżnym, że czasami zamiast przez kilka(naście) godzin męczyć się koleją, za podobną cenę można dużo szybciej i punktualnie polecieć na trasach z Warszawy do Wrocławia, Krakowa, Poznania, Gdańska, Rzeszowa czy Szczecina. Efektu natychmiastowego nie uświadczyliśmy, ale świadomość pasażerów została zwiększona :-) Rejsami w Polsce również zainteresował się niemiecki przewoźnik DB. Oczywiście pomijając nagłe przebudzenie się ze snu pana Romana G. który w swym patriotyźmie chce nagle skarżyć tego przewoźnika o pomoc w zbrodniach hitlerowskich jakby informacja o tym pojawiła się nagle w masowej świadomości. Niemniej DB oczywiście nie ma zamiaru się pchać na całość naszego rynku, tylko zainteresował się trasami o najlepszej jakości torów i umożliwiającymi generowanie największych zysków, czyli z Warszawy do Krakowa, Katowic, Poznania i Gdyni. Myślę, że zapowiada to dużą konkurencję i walkę o klienta, a dla nas to przecież najlepsze rozwiązanie jest :-)
Każdy z nas chyba wie, że transport kolejowy w Polsce jest jednym z tych elementów, za które można się bardzo wstydzić. Ale od kilkunastu miesięcy można obserwować pierwsze wyraźne zmiany przepowiadające lepszą przyszłość. Większa konkurencja powinna obniżyć ceny i zwiększyć komfort podróży, jak też zmusić firmy do przystosowania się do jeszcze dokładniejszego spełnienia wymogów stawianych przez podróżnego. Niestety naszej ogólnej niechęci do podróżowania po torach nie zmienią informacje o likwidowaniu kolejnych połączeń, absurdzie wykreślenia z rozkładu określonej stacji z powodu zbyt krótkiego peronu, czy szeregu biletów ważnych na jeden, ale nie inny typ pociągu. Dlatego aktualnie proponuję przyglądać się wszelkim informacjom dotyczącym rynku kolejowego i czasami kilkukrotne pytanie się u różnych źródeł czy aby na pewno wykonuje się poprawną procedurę? Świetnym ku temu przewodnikiem może się okazać ten artykuł (http://wyborcza.pl/1,76842,7374721,Stanieja_niektore_bilety__czyli_nowe_promocje_w_PKP.html) Bo przecież zwiedzanie świata nie polega na lataniu w najdalsze jego zakątki a czasami niepowtarzalne miejsca można odkryć 50, 100 czy 300 kilometrów od naszego domu. Ciekawa to perspektywa zwłaszcza, że taka wycieczka nie wymaga wielkich budżetów i długotrwałych planów!

Linkownia:
PKP Polskie Koleje Państwowe S.A.: http://www.pkp.pl/
PKP InterCity: http://www.intercity.pl/
Tanie Linie Kolejowe: http://www.tlk.pl/
Przewozy Regionalne Sp. z o.o.: http://www.przewozy-regionalne.pl/
Koleje Dolnośląskie: http://kolejedolnoslaskie.eu/
Szybka Kolej Miejska: http://www.skm.pkp.pl/
Koleje Mazowieckie: http://koleje.mazowieckie.com.pl/
Arriva PCC: http://www.arrivapcc.pl/
Pociągi dużej prędkości w Polsce: http://www.plk-sa.pl/fileadmin/pdf/inestycja/szybkie_predkosci/pociagi_duzej__predkosci_pol.pdf