Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bolonia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bolonia. Pokaż wszystkie posty

piątek, 21 października 2011

Ryanair otwiera bazę w Polsce!

OK, stało się. Po szumnych wtorkowych artykułach na prawie każdym lotniczo zorientowanym serwisie internetowym można było odnieść wrażenie że w Polsce nie ma nic innego oprócz Ryanair. Euforia pojawiła się po konferencji prasowej gdzie linia zapowiedziała że chciałaby latać do Modlina. Tak naprawdę to do wersji znanych już od przynajmniej trzech lat dorzucone w tym tygodniu zostały bardziej lub mniej konkretne liczby (lub dokładniej życzenia co do ich ewentualnej wartości) oraz mapka opcjonalnych połączeń która miejscami wyglądała jak efekt losowo porozkładanych na kontynencie kropek i linii łączących je z Warszawą. Jednak jakoś prawie każdy z serwisów zapomniał o sprawie kluczowej - sama linia potwierdziła że nie ma jeszcze nawet zakończonych negocjacji co do kształtu umowy z Modlinem. Czyli w wariancie pesymistycznym może z tego nawet nic nie wyjść, co nie przeszkodziło większości portali aby o bazie pisać w trybie niemal dokonanym ;)

Niespodzianką natomiast okazał się następny dzień. W euforii Modlina przeoczono bowiem gdzieś informacje o zaplanowanej na środę konferencji prasowej we Wrocławiu. Pierwsze przecieki o niej pojawiły się w weekend - happy berzdej - w moje urodziny ;) Niedługo później w konspiracji moje źródełka po obu zainteresowanych stronach wylały garść szczegółów i na kilka dni przed faktem wiedziałem czego należy się spodziewać. Okazało się bowiem że bez rozgłosu, jasno, szybko i konkretnie dogadano się z Ryanair i na mapie przewoźnika pierwsza czerwona kropka w Polsce została umieszczona właśnie we Wrocławiu. W środowy poranek koleżanka napisała do mnie maila że się właśnie dowiedziała, ale sama nie wie czy wbrew większości warto Wrocławiowi gratulować? W jakimś sensie podzielam jej obawy...

Każdy kto obserwuje rynek lotniczy wie co bowiem oznacza Ryanair. Jest to linia strasznie zaborcza, dążąca do zmonopolizowania rynku co osiąga wprowadzając zazwyczaj na pole bitwy bardzo silne armaty bojowe. Wszystko to jeśli tylko widzi w swoim działaniu jakiś dalszy zysk, bądź ot tak akurat chce. W ten sposób dostaje się każdemu. Przykładowo - od dwóch lat Wizz Air nie ma spokoju w Gdańsku, Poznaniu czy na Litwie. Ryanair wzmaga tam konkurencję swoimi nowymi kierunkami. Gdy Wizz osiadł z jednym samolotem w Wilnie, chociaż Ryanair posiada bazę w niedalekim Kownie - otworzył również kilka połączeń do Wilna. Warto wspomnieć, że prawie każde było pośrednim lub bezpośrednim duplikatem wcześniejszej trasy konkurenta. W styczniu tego roku polecieliśmy do Oujdy tylko dlatego, że na tym kierunku z Charleroi (jednej z większych baz Ryanair) za dobrze radził sobie czarterowy Jet4you. Z jednej strony fajnie - konkurencja obniża ceny a my mieliśmy okazję pierwszy raz znaleźć się w Maroku. Niemniej niewiele przewoźników jest w stanie podjąć się walki i wygrać z wyniszczającą konkurencją preferowaną przez linię z Irlandii. Koniec końców przeciwnik sobie odpuszcza, co zazwyczaj doprowadza do monopolu i dalszym efekcie - dyktatem warunków przez Ryanair.

Tego właśnie obawiam się w przypadku otwierania w Polsce baz Ryanair. Zeszłoroczny przykład Wrocławia pokazał jakie tego mogą być skutki. Imponujący wzrost w liczbie rotacji i otwieraniu atrakcyjnych kierunków spowodował mnóstwo tanich biletów i świetnych możliwości przesiadkowych. Niemniej tylko przez pół roku. Później nastała bardzo chuda zima - skasowano całą Hiszpanię, z bodaj dwunastu tygodniowo lotów do Włoch pozostały dwa do Bergamo, wyleciał i tak marny pod względem częstotliwości Hahn i Weeze. Częściowo winna za ten stan rzeczy jest zmiana w strukturze (także własnościowej) Wizz Air, częściowo zepsucie dość wiarygodnego planu stabilnego rozwoju siatki zafundowane przez konkurencję ze strony Ryanair. Trochę boję się że powtórka z rozrywki będzie teraz znów we Wrocławiu a w niedalekiej przyszłości również na innych lotniskach.

Na potwierdzenie obaw nie trzeba długo czekać. Ryanair przy okazji bazowania jednego ze swoich samolotów zapowiedział uruchomienie lotów m.in. do Malmö i Beauvais. Znawcy lokalnego rynku wiedzą że strzałem w dziesiątkę okazało się niedawne uruchomienie przez SAS połączenia do Kopenhagi (teraz niemal siedem rotacji tygodniowo). Ryanair do Kopenhagi nie lata, ale przy różnicy cenowej rzędu minimum 250 złotych część z pasażerów będzie wolała nadłożyć nieco czasu i drogi aby przez most przeprawić się z Malmö prosto do Kopenhagi. Beauvais to jeszcze bardziej wysublimowany kwiek wbity Wizz Air. Rejsy ustawiono bowiem we wtorki, czwartki i soboty. W opublikowanym na chwilę przed konferencją rozkładem lotów Wizz Air z Wrocławia okazuje się, że przewoźnik ten na to samo lotnisko chce latać w niedzielę i znów w czwartek. Cóż, historia pokazała już dwukrotnie kto jest bardziej skłonny do zmiany terminu lotów aby nie kursować na to samo lotnisko w ten sam dzień. Tylko że teraz dla Wizz Air-a nie będzie to takie łatwe zadanie. Przewoźnik ten maszyną z Wrocławia operuje bowiem na lotach z Dortmundu do Łodzi, Oslo-Torp do Rygi i Eindhoven do Belgradu. Żonglerka godzinami lotów i częstotliwościami rejsów jest więc utrudniona i w tym przypadku nie obejdzie się bez gruntownej przebudowy całego rozkładu dla Wrocławia.

Do czego zmierzam w dzisiejszym wpisie, to są obawy na próby monopolizacji rynku w Polsce przez Ryanair. Wiadomo że już sama obecność tego przewoźnika na danej trasie jest dla innych linii piekielnym zagrożeniem. Nawet jeśli godziny lotów są mniej atrakcyjne a w końcowym rozrachunku ceny za bilet droższe, to już sama legenda otaczająca Ryanair umiejscawia ją niestety na pozycji dominującej. Dlatego o wiele trudniej w takiej sytuacji będzie skłonić do przylotu innych przewoźników. Mowa tutaj zarówno o potencjalnych nowych samolotach Wizz Air, jak też innych liniach dowożących do swoich hubów. Pomijając Warszawę, bardzo trudno bowiem o obecność na polskich lotniskach innych przewoźników nisko-kosztowych typu Vueling (choćby baza w Amsterdamie czy Tuluzie), easyJet (Belfast, Edynburg, Szwajcaria, Lyon, Rzym), Air France (nisko-kosztowa baza w Marsylii), airberlin, Germanwings, że o sieciowych sąsiadach typu Finnair, Austrian, KLM, British Airways czy airBaltic nie wspomnę.

Natomiast co do Wrocławia, to wczoraj pojawił się rozkład pracy przeznaczonej pod bazę maszyny. Chociaż doszło sześć nowych tras - trzeba przyznać że bardzo atrakcyjnych jak na siatkę z Polski - to Ryanair nic się nie zmienił w polityce częstotliwości. Oprócz Beauvis i Malmö wszystkie kierunki będą realizowane na dwóch lotach w tygodniu. Jest to w jakiś sposób zrozumiałe, w końcu Bournemouth zostało zdjęte z rozkładu ponad dwa lata temu, Treviso z Warszawy i Katowic okazało się mało zadowalające dla Wizz Air a Kreta i Malta to kierunki stricte wakacyjne i pochłaniające sporo czasu pracy maszyny. Jednak najbardziej zabolało mnie w tym wszystkim pozostawienie słabej częstotliwości na trasach do portów "przesiadkowych" typu Charleroi, Bergamo czy Bolonia. Jednak w tej kwestii nieco lepiej wypada polityka Wizz Air który przy rozbudowie baz inwestuje przede wszystkim w oferowanie na otwartych już trasach a zdecydowanie fajniej wygląda to u easyJet airberlin czy Vueling.

Oczywiście co do Ryanair, nie należy się smucić z jego obecności w Polsce. W końcu to ta linia bardzo mocno wpłynęła na rozwój świadomości lotniczej w naszym kraju. Może nieco wypaczonej świadomości, jednak nie da się podważyć że teraz latamy dużo więcej, drożej i w coraz to bardziej wyszukane miejsca. Warto jednak pamiętać że im więcej konkurencji na solidnych fundamentach bytowych ma Ryanair, tym lepiej dla siatki połączeń danego lotniska i cen biletów. Warto więc dbać o mniejszych przewoźników obecnych w naszych okolicach, ponieważ niejednokrotnie już się zdarzało że ich oferta była w jakiś sposób bardziej atrakcyjna. Warto więc szukać i w trakcie wymyślania kolejnych celów podróży nie kierować się wyłącznie opcją Ryanair.

czwartek, 19 maja 2011

Nad Adriatykiem

05-10 maj 2011, region Emilia-Romagna (Bolonia, Rimini, San Marino, Ravenna, Forlì)

Dla zainteresowanych: więcej fotek z tego wyjazdu można znaleźć na moim profilu serwisu Panoramio. Dokładniej pod tagiem 2011.05.05-10 - Emilia-Romagna (Bologna Rimini San Marino Ravenna Forli). Zeszłoroczne majówkowe mambo dżambo po południowej Europie pozostawiło sporo miłych wspomnień, dlatego też naturalną koleją rzeczy było rozważanie skorzystania z podobnej okazji w tym roku. Chociaż dzięki odpowiednio wczesnemu poinformowaniu o planach nie mielibyśmy w pracy problemów z urlopami, tak w tym roku oprócz pozytywnych wrażeń taki wyjazd mógł pozostawić spore luki w naszych portfelach. Nieco lepsza koniunktura na rynku pozwala bowiem na podwyższanie cen biletów, do tego doszła jeszcze sprawa beatyfikacji powodująca w pewnym momencie bardzo gwałtowne i wysokie skoki cen – w pewnym momencie śmiałem się że nawet na trasach krajowych wewnątrz Norwegii ;) Jako że stan finansowy wzmagał jeszcze pomysł spędzenia kilku dni we Włoszech, ostatecznie postanowiliśmy urlop przesunąć nieznacznie w czasie, standardowo łapiąc się na promocyjne ceny. Co nie oznacza że było śmiesznie tanio. Za priorytet postawiłem sobie bowiem zakup biletu do Bolonii bez Ryanair-owego haraczu w postaci opłaty za odprawę online – taki tam fetysz sprzeciwiający się polityce linii w niekoniecznie sprawiedliwy sposób walczącej z konkurencją – efektem czego było np. otworzenie trasy z Bolonii do Wrocławia. Cena powrotu z Forlì nie miała w takiej sytuacji dla mnie większego znaczenia. Co więcej, postanowiłem wykorzystać ten wypad do przywiezienia rozmaitych włoskich produktów do czego niezbędne było wykupienie bagażu rejestrowanego. 32 kilogramy u Wizz Air za 62 złote w porównaniu z piętnastoma Ryanair za większą cenę jest opcją jak najbardziej atrakcyjną.

Czwartek
Jako że lot tam był zaplanowany na godziny wieczorne, czwartek był moim standardowym dniem w pracy. Potem szybki powrót do domu, prysznic, obiad i wyjście na lotnisko. W międzyczasie do przygotowanych plecaków dodaliśmy jeszcze sandały i krótkie spodenki, ponieważ pogodowa szklana kula w ciągu doby mocno zmieniła zdanie przepowiadając bardziej słoneczne dni i cieplejsze temperatury.

Wrocław - Bolonia
Ryanair (FR4318)
reg: EI-ENI
wylot: 20:33 (planowo 20:45)
przylot: 21:53 (planowo 22:55)
pax na pokładzie: 149

Wprawdzie samolot do Wrocławia przyleciał sporo przed czasem, jednak w drogę powrotną z pasa startowego oderwał się niemal o ustalonej w rozkładzie godzinie. Chociaż po raz pierwszy od dłuższego czasu mój lot po zachodzie słońca odbywał się przy braku zachmurzenia, na wysokości przelotowej postanowiłem jednak bardziej skupiać się na magazynie pokładowym i lotniskowym niż obserwacji niewyraźnych (zakłócanych przez denerwujące oświetlenie cały czas zapalone w kabinie samolotu) świateł mijanych okolic. Nad Bolonię zalecieliśmy od południowego-zachodu. Do osi pasa startowego niemal do ostatniej chwili podchodziliśmy pod kątem prostym przez co z okien po lewej stronie samolotu dało się zauważyć cel naszego lotu. Przyznam się że ciągle do tego czasu wydawało mi się iż pas startowy jest miejscem widocznym niemal z daleka a co najmniej bardzo wyraźnie odróżnianym od pozostałych świateł w okolicy. Nic bardziej mylnego – tak naprawdę tylko moje „odchylenie” w stronę lotnictwa pozwoliło na zidentyfikowanie pewnej grupy świateł jako pasa startowego i okolicznych płyt postojowych. Od tego czasu żywię jeszcze większy szacunek do pilotów robiących wizualne podejście do lądowania!
Nasza procedura została nieco zakłócona przez będący wcześniej w kolejce jakiś mały samolot. Dlatego pilot pomimo bycia na prostej (tylko zapewne na zbyt dużej wysokości ponieważ lądujący przed nami samolot był dużo poniżej nas) w pewnym momencie zrobił lewoskrętne 360º o delikatnym promieniu a po minucie od ponownego znalezienia się na ścieżce posadził maszynę na pasie. Przy terminalu okazało się że wylądowaliśmy godzinę przed czasem! Pokazuje to że Bolonia daje się nieco sfrajerować Ryanair, ponieważ pomimo krótszego odcinka niż Forli-Wrocław, Ryanair według rozkładu swoją trasę leci dłużej niż Wizz Air. Nasz lot pokazał że ta zakładka czasowa jest zdecydowanie za duża – nawet biorąc pod uwagę tendencję do wolnych prędkości przelotowych według rozkładów linii nisko-kosztowych (wolniejsza prędkość pozwala na mniejsze spalanie paliwa co oznacza oszczędność). Do tego na miejscu byliśmy około godziny 22. Nasz kurs był ostatnim dla tej maszyny a jestem przekonany że przy lekkim ściśnięciu rozkładu i możliwości zakończenia rotacji po północy (często robi tak np. Wizz Air, Ryanair bardzo rzadko) samolot byłby w stanie po nas zrobić jeszcze jakąś krótką krajówkę...
Czwartek zakończyliśmy w terminalu gdzie po chwili odpoczynku i krótkim rozeznaniu terenu rozłożyliśmy nasz zestaw noclegowy. Niestety pomimo nocy i urlopu nie obyło się bez obowiązków związanych z pracą. Jako jeden z administratorów firmowego systemu informatycznego jestem bowiem automatycznie informowany o wykryciu nieprawidłowości w działaniu pewnych aplikacji. Ta na szczęście była bardzo błaha, jednak alarmy dochodziły co godzinę aż do rana zanim kolega na miejscu nie zresetował powodującej raportowanie maszyny ;)

Piątek
Piątek postanowiliśmy poświęcić na krótki briefing po planowanej na odwiedzenie kiedy indziej Bolonii oraz dojazd do Rimini. W mieście znaleźliśmy się przed godziną dziewiątą i po ulicach centrum kręciliśmy się do popołudnia. Początkowo byłem przerażony, ponieważ w drodze z lotniska Bolonia – delikatnie to ujmując – nie zachwyca. Ścisłe centrum początkowo nie potrafiło mnie ani przyciągnąć ani odepchnąć. Oko cieszył splendor architektury, mnóstwo arkad i traktów pieszych wiodących pod schronieniem budynków. Niepokoił jednak bardzo duży ruch i chaos finalizujący się rozsianiem parkingów dla samochodów/skuterów czy też wystawianiem dużych kontenerów na śmieci „gdzie popadnie”. Do tego porozwieszane wszędzie kable wchodziły w kadr każdej niemal fotki. Koniec końców kilka godzin aklimatyzacji sprawiło, że Bolonia została zapamiętana mimo wszystko pozytywnie i podczas przeglądania fotek z wyjazdów stwierdza się że jeszcze kiedyś będzie trzeba tam wrócić na dłużej.



Popołudnie spędziliśmy na dojeździe z Bolonii do oddalonego o około 100 kilometrów Rimini. Miasteczko to stało się naszym punktem wypadowym z powodu niewielkiej odległości od interesujących miejsc, nadmorskiej okolicy i stosunkowo tanich noclegów. Udało nam się znaleźć dwuosobowy pokój z bufetowym śniadaniem za €31 za dobę. Hotel został określony jako trzygwiazdkowy. Pewnie dlatego w korespondencji mailowej początkowo zaoferowano nam „promocyjną cenę €75 za noc”. Dopiero po zapytaniu czemu tak drogo skoro serwisy pośredniczące pokazują dużo niższą cenę doszliśmy do porozumienia. Dobrze to, ponieważ doświadczony nocowaniem we Włoszech w hotelach trzy i cztero-gwiazdkowych, naszemu zdecydowanie nie dałbym żadnej z tych kategorii. Korelując otrzymaną cenę i zastane warunki – oferta jest bardzo atrakcyjna. Jednak w kontekście pierwotnej stawki – sroga przesada!



Sobota
Sobota, jako dzień odpoczynku po bądź co bądź męczącym całodniowym chodzeniu z plecakami, została przeznaczona na Rimini. Najpierw trzy godzinki opalania w południowym słońcu, potem wynajem rowerów w okolicznej wypożyczalni i wyjazd do centrum Rimini. Rowery tanie jak – wszechobecny w Rimini – przysłowiowy борщ. Niestety – o czym się w późniejszych dniach przekonaliśmy – niska cena (€40 za dwa rowery na dwie doby) spowodowana jest również niską jakością, ale o tym za chwilę. Niestety centrum miasta nie zaskoczyło nas tak jak w zeszłym roku Palma na Majorce. Dlatego też wycofaliśmy się po stosunkowo krótkim czasie zaliczając jeszcze po zmroku kilka chwil na plaży i jako ciekawostkę – terminal lotniska Rimini.







Niedziela
W każdy nieco dłuższy wyjazd przynajmniej jeden dzień poświęcamy na aktywny wypoczynek. Zazwyczaj jest to rower i albo jakieś ustalone odległe miejsce, albo po prostu kręcenie się po okolicy. Tym razem padło na San Marino. Dlaczego? Bo swoimi niewielkimi rozmiarami i otoczeniem przez Włochy państewko to zawsze jakoś zwracało na siebie moją uwagę. Pomimo początkowych obaw co do trasy, pierwszy etap wyjazdu był bardzo przyjemny. Owszem, jechaliśmy dwupasmową trasą szybkiego ruchu, jednak w niedzielny poranek ruch był niewielki a całość trasy pokonywaliśmy dobrej jakości poboczem. Niestety mniej więcej w połowie drogi zaczęły się wzniesienia, których pokonanie okazało się być moim osobistym koszmarem. Jestem osobą wytrzymałą, na rowerze nie jeżdżę mało a i na zimę moje dwa kółka były zaprzęgane do jazdy. Niestety wspomniana wcześniej wypożyczalnia nie dysponowała sprzętem najlepszej jakości o czym dosadnie przekonywaliśmy się z każdą godziną korzystania z tamtych rowerów. Cóż tu dużo wspominać – kilkukrotnie poległem na podjazdach i większość trasy musiałem spędzić na pchaniu roweru do góry. Niemniej szczerze się przyznam, że po minach podjeżdżających na samą górę na profesjonalnym sprzęcie rowerzystów zauważyłem, że trasa ta do najłatwiejszych nie należy. W głowie pojawiło się więc wyzwanie, do którego będzie trzeba się zacząć przygotowywać i kiedyś stawić czoła :-)
Na samą górę San Marino dostaliśmy się oczywiście kolejką linową. A tam zupełnie inny świat. Urocze widoki na okolicę w promieniu do kilkunastu kilometrów (gdyby nie mgiełka spokojnie byłoby widać Adriatyk), oraz zamkowa zabudowa z niemal bajkowymi obrazami stojących na skraju pionowych zboczy wież. W trakcie zwiedzania przeszliśmy standardową trasę trzech wież. Później aby uciec od tłumnie przybyłych turystów zapędziliśmy się w rozmaite zakamarki krążąc pomiędzy kamiennymi, może nie wystawnymi, ale przyjemnie eleganckimi budynkami. W międzyczasie nie mogliśmy odmówić sobie pamiątkowego zakupu butelek miejscowego Amaretto i Likieru mlecznego. Następnie kolejką w dół, na rowery i kilkukilometrowy zjazd z lekkim strachem czy ten sprzęt nie zawiedzie nas gdzieś po drodze? Na szczęście bardzo mocno moderowane tempo zjazdu i krótki postój w połowie trasy (aby ostudzić ciągle używane hamulce i rawki) sprawiły że do końca dojechaliśmy bez żadnych praktycznie problemów. Tuż przed Rimini zerwał się jeszcze dość silny wiatr, który po zmroku przyniósł krótkotrwałą ulewę i silnie wzburzył morze. Dobrze że nie zepsuł dnia.
 


Poniedziałek
Niestety nad ranem wiatr był tylko nieco słabszy, dlatego też pierwsze godziny przedostatniego dnia spędziliśmy wygrzewając się w słońcu na osłoniętej ławce zamiast na plaży. Popołudnie postanowiliśmy poświęcić niedalekiej Ravennie – jednemu z początkowych celów głównych naszego wyjazdu. Początkowych, ponieważ z racji centralnego umiejscowienia wokół interesujących nas miejsc i pobliskiego wybrzeża postanowiliśmy jednak trzy noce spędzić w Rimini. Koniec końców z racji dostępności hoteli i niskich cen wszystkie noclegi odbyliśmy nad morzem a w Ravennie spędziliśmy przyjemne popołudnie korzystając z kolei regionalnych.
Same miasteczko – jak można było przeczytać wcześniej w przewodniku – nie jest jakieś nadmiernie urokliwe, zwłaszcza jeśli wcześniej miało się okazję zwiedzić kilka innych obowiązkowych punktów na mapie Włoch. Dużo uroku tracił bowiem z powodu zaparkowanych i czasami poruszających się po centrum samochodów. Gdyby nie one, miejscami moglibyśmy się poczuć jak w mniejszych miasteczkach Hiszpanii – bez wnikania w szczegóły nieco podobna zabudowa i leniwy charakter. Po zaopatrzeniu się w lokalnej informacji turystycznej w mapę Ravenny szybko nakreśliliśmy trasę wokół najważniejszych punktów. Ot muzeum, kilka pamiętających bardzo odległe czasy bazylik i kościół w którym spoczywają szczątki Dante Alighieriego. Z racji doskonałej pogody i niewielkich ilości dostępnego czasu nie zapuszczaliśmy się do środka muzeów pozostawiając je na następną wizytę. A podobno warto – Rawenna oferuje bowiem sporo świetnie zachowanych mozaik z czasów Starożytnych.






Wtorek
Początek ostatniego dnia wyjazdu to niemal plan dopięty na każdą dostępną minutę. Wczesna pobudka między innymi dzięki krążącemu w naszych okolicach policyjnemu helikopterowi. Niestety nie udało się rozwiązać zagadki z jakiej okazji prowadzone były te trwające kilkanaście minut kursy. Następne szybkie zakupy „pamiątek” w postaci rozmaitych włoskich produktów, dopakowanie plecaków, śniadanie i nieco ponad dwie godziny plaży. Później szybki powrót do hotelu, prysznic i zdanie pokoju na minutę przed omówionym czasem ;) Teraz to już tylko trzeba się było dostać na stację kolejową i przyglądając się coraz bardziej oddalonym wzgórzom San Marino zmierzaliśmy w stronę Forlì.
W miasteczku byliśmy jakoś po godzinie trzeciej. Po jednej z najlepszych cappuccino jakie miałem okazji wypić we Włoszech, zrobiliśmy krótką rundkę wokół niewielkiego centrum. Przesyceni jednak kilkudniowymi atrakcjami i zmęczeni dużo cięższymi niż zazwyczaj bagażami, większość czasu spędziliśmy na ławce przy pomniku na głównym placu miasteczka. Samo Forlì jakoś nas nadzwyczajnie nie zachwyciło. Niemniej zaskoczyła mnie nieco tamtejsza architektura. Jak na tak niewielką mieścinę sporo tam bowiem było kościołów z wysokimi wieżami a rozmaite państwowe/uczelniane/publiczne budynki ciekawiły przywiązaniem do wielkości i surowości zarazem.



Na lotnisku w Forlì znaleźliśmy się na dobre ponad trzy godziny przed planowanym odlotem. Heh, lotniskiem... Może bardziej niewielkim budynkiem które w ciągu doby odwiedza kilkaset osób wsiadających do odlatujących raptem kilku dziennie samolotów. Wszystko tam jest bowiem malutkich rozmiarów, zupełnie tak jak w regionalnych polskich lotniskach jeszcze przed ekspansją przewoźników nisko-kosztowych. Niemniej na sam koniec najprzyjemniejszy etap tego wypadu. Lot powrotni wykonywaliśmy bowiem na pokładzie Wizz Air. Bez żadnych problemów. Nadmierne zakupione we Włoszech kilogramy zostały bowiem spakowane do oddanego w check-in bagażu. Pomyśleć że w porównaniu do 15 kilogramów za 80 złotych u Ryanair, Wizz Air oferuje 32 kilogramy za ¾ tej ceny. Oczywiście starając się upchać jak najwięcej, w środku zmieściliśmy 17 kilogramów – wcześniejsze podróże wyłącznie z plecakami podręcznymi jednak uczą wyjazdów z rzeczami wyłącznie niezbędnymi :-) 

Forlì - Wrocław
Wizz Air (W61858)
reg: HA-LPR
wylot: 22:45 (planowo 22:35)
przylot: 00:08 (planowo 00:15)
pax na pokładzie: 129

Na pokładzie okazało się że trafiliśmy na moją ulubioną kobiecą drużynę stewardes. Po starcie kierowaliśmy się wzdłuż linii Adriatyku aż do okolic Wenecji gdzie pod nami zaczęły pojawiać się chmury. Do lądowania we Wrocławiu podeszliśmy w rzadki sposób – bez zbędnego kołowania nad miastem lądując od strony zachodniej.
Lądowanie kilka minut przed czasem, czyli w okolicach północy. Z jednej strony uwielbiam takie godziny, ponieważ na miejscu dostępny czas wykorzystywany jest niemal do ostatniej minuty. Z drugiej strony już 8 godzin później musiałem być w pracy zwarty, gotowy i w pełni skoncentrowany na ostatnim sprawdzeniu umów i uruchomieniu finansowego podserwisu jednego z największych polskich portali internetowych. Na szczęście w Polsce w tym czasie nic się nie zmieniło i jak zawsze można było liczyć na kolejną „drobną obsuwę” w planach ;-)

niedziela, 21 lutego 2010

Nowości na rynku lotniczych przewoźników nisko kosztowych – Wizz Air

Wizz Air to druga z najważniejszych w Polsce nisko – kosztowych linii lotniczych. Choć założyli ją Węgrzy, to od lat zaznaczają że nasz kraj jest dla nich priorytetowym rynkiem. I nie ma czemu się dziwić, skoro na 26 maszyn tego przewoźnika aż 14 obsługuje pasażerów z naszego kraju, a największa baza znajduje się na lotnisku Katowice – Pyrzowice. Jesień i zima przyniosła dużo zmian u tego przewoźnika o których z pewnością warto wspomnieć.
Otóż pod koniec zeszłego roku na zorganizowanej w Warszawie konferencji prasowej Wizz Air przedstawił swoje ambitne plany dotyczące polskiego rynku. Ich głównym celem jest stanie się najczęściej wybieraną przez pasażerów w naszym kraju linią lotniczą, która w 2010 roku chce przewieźć na swoich pokładach blisko 4,7 miliona pasażerów. Aby zrealizować te plany, we wrześniu zapowiedziano otwarcie bazy operacyjnej we Wrocławiu (umiejscowienie tam jednego samolotu, który miałby wykonywać 26 rotacji tygodniowo), a w kolejnych miesiącach dodanie po jednej maszynie do każdej z większych baz w Polsce, czyli kolejno Katowicach (w sumie 5 samolotów), Warszawie (cztery) i Gdańsku (trzy).
"Wizz Air wyprzedzi narodowego przewoźnika pod względem liczby przewiezionych pasażerów i stanie się największą linią lotniczą w Polsce w 2010 r. Co więcej, rozwój Wizz Air przyczyni się do stworzenia 1500 nowych miejsc pracy w Polsce” – powiedział József Váradi, Prezes Wizz Air.

Katowice
Lotnisko w Pyrzowicach to od wielu lat oczko w głowie Wizz Air i przykład jak należy utworzyć i realizować ciekawy pomysł na lokalny port lotniczy. Powiedzmy sobie bowiem szczerze, Górny Śląsk do miejsc najatrakcyjniejszych turystycznie nie należy, dlatego też lotnisko to jest przeznaczone przede wszystkim dla pasażerów lokalnych, śląskiej emigracji i ruchu czarterowego. Skuteczne programy rozbudowy infrastruktury i zachęty dla linii lotniczych do lądowania w Katowicach, jak też promocji latania z tego lotniska sprawiły, że w ciągu dziesięciu ostatnich lat liczba odprawionych na Pyrzowicach pasażerów zwiększyła się niemal czternaście razy (z około 170 tysięcy podróżnych w 1999 roku do blisko 2,4 mln w 2009). Dzięki znikomej obecności innych przewoźników nisko – kosztowych (4 trasy Ryanair, wycofanie się Germanwings, oraz upadek Centralwings) Wizz Air bez większych problemów rozbudował tam swoją siatkę połączeń do ponad 20 różnych destynacji. Pomimo początkowego ograniczenia się do wyłącznie bliskich i intratnych lotów przede wszystkim do Niemiec, Wielkiej Brytanii, Skandynawii, plus pojedynczych kursów w stronę większych miast europejskich i czarterów, w zeszłym roku przewoźnik ten zaczął inwestować w nieco bardziej atrakcyjne turystycznie kierunki. Sporym zaskoczeniem i według mnie murowanym sukcesem jest uruchamiane w marcu 2010 połączenie bezpośrednie do Madrytu. Zwrócono również uwagę na mniej znane, ale zdecydowanie interesujące pod względem tambylstwa miasta, jak Bergen, Kijów, Piza czy Wenecja.

Warszawa
Lotnisko Okęcie to już zupełnie inny rynek, z powodu dużo większej liczby potencjalnych klientów, oraz silnej obecności innych przewoźników. Co więcej, są to linie, które poprzez zrzeszenia w rozmaitych aliansach oferują dużo szerszą siatkę kierunków zarówno wykraczających poza nasz kontynent, jak też w takie miejsca, do których raczej nigdy nie będzie można dolecieć bezpośrednio na pokładach przewoźników nisko – kosztowych. Wprawdzie szeroko komentowana była informacja jakoby Wizz Air chciał nawet zlikwidować swoją bazę w Warszawie w efekcie zamknięcia terminalu Etiuda, jednak jak przyszłość pokazała plany te nie doszły do skutku. Rok 2009 przyniósł bowiem sporo zmian na stołecznym lotnisku dając przewoźnikowi sporo nowych możliwości. Otóż po pierwsze ze wszystkich operacji do Warszawy wycofał się brytyjski operator EasyJet. Po drugie swoją obecność na Okęciu ograniczył również Norwegian, skupiając się przede wszystkim na lotach do Norwegii, oraz czarterowych połączeniach na południe Europy. Uwolnione tym samym siły przekierował do Kopenhagi, gdzie upatrywał większe szanse na szybkie osiągnięcie zadowalających zysków. Przy jednoczesnym braku Ryanair i upadku Centralwings, Wizz Air stał się głównym przewoźnikiem nisko – kosztowym w Warszawie. Sporo zysku zaczęły przynosić trasy do Wielkiej Brytanii (przede wszystkim zapełniając sporą dziurę na nisko – kosztowych połączeniach do Londynu), Niemiec i Szwecji. Jednocześnie korzystając z braku konkurencji Wizz Air zaczął nakładać bardzo wysokie ceny na swoje bilety doprowadzając do takiej sytuacji, że niejednokrotnie przeloty na ich pokładzie były droższe niż te wykonane u przewoźników liniowych (np. LOT, Lufthansa, czy AerLingus)! Niemniej mit tanich biletów jak też przyzwyczajenia podróżnych do wybranych przewoźników sprawiają, że to Wizz Air jest bardzo często pierwszą linią rozpatrywaną przy poszukiwaniu biletów z Warszawy.
Pod koniec zeszłego roku zapowiadając dodanie do swojej stołecznej bazy kolejnego samolotu, Wizz Air ogłosił jednocześnie uruchomienie nowych kierunków. Mają nimi być Barcelona, Eindhoven, Wenecja – Treviso, oraz Bourgas. Świetnie uzupełniło to siatkę połączeń przechylając równowagę z miast o sporym ruchu emigrantów w stronę ciekawych miejsc turystycznych.

Gdańsk
Gdańska baza to przykład cichego i stabilnego rozwoju, któremu niepotrzebny jest specjalny rozgłos. W ciągu kilku lat działalności Wizz Air na Polskim pomorzu lotnisko w Rębiechowie doczekało się czterech stacjonujących tam samolotów. Decyzja o czwartej maszynie została podjęta jednocześnie z otwarciem bazy we Wrocławiu. Jak bowiem wiadomo każdy nowy samolot daje około 28 operacji, co mogłoby być zbyt dużym zwiększeniem liczby lotów na każdym z lotnisk. Dlatego też strategia płynnego wzrostu wydaje się być ciekawa głównie z powodu choćby przyzwyczajenia pasażera i poinformowania o nowych możliwościach podróży.
Gdańsk w ostatnich miesiącach coraz bardziej zaskakuje. Oprócz posiadania tak niestandardowych połączeń jak Fińskie Turku czy Norweskie Bergen, przyciągnął bowiem ostatnimi miesiącami do siebie takich przewoźników, jak Air Berlin, Danube Wings (trasa na lotnisko Poprad – Tatry) czy Icelandic Express (Reykjavík). Swoją obecność zwiększa tam również Ryanair zapowiadając uruchomienie od wchodzącego w marcu letniego rozkładu trzech nowych połączeń. Jedno z nich wprowadziło pewne kontrowersje udowadniając zwiększającą się konkurencję w Polsce pomiędzy Wizz Air a Ryanair. Otóż na początku lutego w wyniku nie skorzystania przez Bydgoszcz propozycji otwarcia kilku nowych kierunków, loty na lotnisko Barcelona – Girona zostały przekierowane do Gdańska. Dzięki temu port na pomorzu zwiększył o 100% liczbę lotów do Hiszpanii, która razem z otwartym w połowie 2009 roku Alicante osiągnęła wartość czterech operacji tygodniowo. Nie minął tydzień, jak Wizz Air zapowiedział zawieszenie od końca kwietnia swoich operacji do portu Göteborg otwierając tym samym połączenie... również do Barcelony. Szkoda tylko że wstępne ceny na okres wakacyjny zostały ustalone na 1100 złotych co jest dużo droższe nie tylko od oferty Ryanair, jak też przewoźników liniowych!

Poznań
Poznań to bardzo dziwny przypadek na rynku przewoźników nisko – kosztowych. Chociaż zyskał czwartą w Polsce bazę Wizz Air, to początkowo plan dla jedynej stacjonującej tam maszyny ułożony był tak, że nie wykorzystywała ona w pełni swojego czasu na wykonywanie operacji lotniczych. Do niedawna obecność Ryanair również była znikoma ograniczając się wyłącznie do Wielkiej Brytanii, Barcelony i w sezonie letnim 2009 do Reusu w Katalonii. Przełom jednak zapowiadany jest na 2010 rok. Po pierwsze, w marcu otwarte zostaną połączenia na lotniska Paryż – Beauvais i Mediolan – Bergamo, oraz letni czarter-mix do Bourgas nad brzegiem Morza Czarnego. Wynika to z otwarcia bazy we Wrocławiu, który tym samym zwolni Poznaniowi 4 rotacje (cztery tygodniowo loty Wrocław - Londyn były wykonywane samolotem bazującym właśnie w Poznaniu). Dzięki temu Poznań zyskał dwa bardzo interesujące kierunki. Swoje zainteresowanie zwiększył też Ryanair, który zapowiedział rozpoczęcie lotów z dwóch Hiszpańskich lotnisk – Alicante i ponownie Reus.
Co więcej, Poznaniacy bardzo liczą, że w tym roku do ich bazy zostanie dodana druga maszyna Wizz Air. Wynika to z faktu, że przewoźnik w tym roku powinien odebrać 12 nowych samolotów i w chwili obecnej posiada również 12 baz w Europie. Statystycznie szansa więc jest. Obiektywnie również, gdyż Poznaniowi bardzo brakuje od kilku miesięcy rozwoju w grupie przewoźników nisko – kosztowych, przez co niewykorzystywany jest potencjał tego miasta.

Wrocław
Najmłodsze oczko w głowie Wizz Air, które może stać się areną bardzo ciekawych działań na polu przewoźników nisko – kosztowych. Przypomnijmy, lotnisko we Wrocławiu jako pierwsze w Polsce przyjęło u siebie regularne połączenie Ryanair. Cykliczne i dość intensywne zwiększanie siatki lotów tego przewoźnika we Wrocławiu klasyfikowało go od ponad dwóch lat jako permanentną „prawie - bazę”. Niemniej ciągłe kuszenie i zwodzenie władz Starachowickiego lotniska sprawiło, że swoistego prztyczka w nos zadał Wizz Air. We wrześniu 2009 roku zapowiedział bowiem otwarcie tutaj swojej piątej w Polsce bazy pokrywając tym samym połączenia do dziewięciu miast w Europie. Ryanair na jesieni 2009 roku zauważył, że nagle zaczyna tracić swoją silną pozycję w Polsce i zaczął walczyć główne uderzenia koncentrując na Krakowie (korespondencyjna walka z Katowicami) i Wrocławiu. W stolicy Dolnego Śląska pomimo braku bazy Ryanair wciąż jest najważniejszym przewoźnikiem oferującym 55 lotów tygodniowo, ponad dwukrotnie przewyższając stanowiącą 26 rotacji ofertę Wizz Air. Na wiosnę uruchamia również cztery nowe połączenia, z czego trzy z nich są ewidentną konkurencją z węgierskim przewoźnikiem (Mediolan – Bergamo, Oslo – Rygge/Oslo – Torp, Bolonia/Bolonia – Forlí). Największym szokiem była natomiast informacja z początku lutego o planach uruchomienia bezpośredniego połączenia na lotnisko Mediolan – Bergamo. Tajemnicą poliszynela jest bowiem fakt, że zarówno Wizz Air, jak i Ryanair unikały wzajemnej bezpośredniej rywalizacji. Owszem, potyczki celowo uruchamiane były na trasach na lotniska oddalone od siebie do 50 kilometrów, jak np. Londyn Stansted/Luton, Oslo Rygge/Torp, Bolonia/Bolonia – Forlí, ale nigdy dotąd na trasach bezpośrednich. Co najciekawsze, po wykonaniu pierwszego kroku Ryanair zdaje się zachowywać bardzo wstrzemięźliwie nie atakując przeciwnika bardzo niskimi cenami swoich biletów. Za to ciężkie działa wytoczył Wizz Air, który kusi na wszelkie możliwe sposoby. Dzięki temu we Wrocławiu nie da się nie zabookować biletów widząc ceny na loty powrotne na poziomach 80 złotych (Mediolan – Bergamo), 60 złotych (Forlí/Eindhoven), 100 złotych (Paryż – Beauvais), czy 30 złotych (Oslo – Torp/Dortmund)! Spora część obserwatorów twierdzi, że Ryanair dusząc się we własnym sosie na zachodzie szuka swojej szansy w ekspansji na rynkach środkowowschodnich. W przypadku naszego kraju ma również niewielkie pole do manewru, dlatego aby mieć szansę na solidną pozycję, musi zmienić taktykę i walczyć już o każdego, coraz bardziej wybrednego klienta. Natomiast co do Wrocławia, Wizz Air wszedł na rynek bardzo już zajęty. Nie może sobie więc pozwolić na np. nadmierną ekspansję na intratnych trasach na Wyspy Brytyjskie (Glasgow, Liverpool) czy w cieplejsze rejony naszego kontynentu (Rzym, Barcelona), ponieważ na nich obecny już jest Ryanair. Dlatego też w walce o klienta musi się wykazać większą inwencją w wynajdowaniu potencjalnych atrakcyjnych kierunków. Nie dziwi więc fakt, że przy otwarciu bazy uruchomił takie trasy, jak Paryż - Beauvais, Mediolan – Bergamo czy Forlí.

Łódź
Pomimo solidnej obecności w Polsce Wizz Air wciąż nie ma dość. W przeciągu najbliższych tygodni zacznie bowiem operować z zupełnie nowego lotniska w swojej siatce - Łodzi. Wprawdzie jest to tylko jedno połączenie do Dortmundu, niemniej bez żadnej tajemnicy włodarze Wizz Air komentują, że jest one typowym sondowaniem lokalnego rynku. Łódź bowiem jako jedno z największych miast w Polsce ma bardzo słabo rozwinięty port lotniczy, co daje spore szanse na gwałtowny i dający dużo zysków rozwój. Szansa jest tym bardziej, że według lokalnych znawców ostatnie odwołanie prezydenta Kropiwnickiego pozwoli na odsunięcie od władzy w porcie lotniczym desygnowanych przez niego ludzi, którzy tak szczerze w zagadnieniach jakie obejmują ich stanowiska specjalistami nigdy nie byli.

„Kraków” a nie Katowice, „Bolonia” a nie Bolonia
Jak wiadomo, przewoźnicy nisko - kosztowi lubują się w kursowaniu do lotnisk mało znanych, oddalonych pewną odległością od większych miast. Wynika to z mniejszych kosztów osiąganych poprzez mniejsze opłaty lotniskowe, oraz możliwości dokonania szybszej rotacji w mniej obłożonym pasażerami porcie. Dlatego w dwóch przypadkach cały czas przegrywa z Ryanairem. Od lat bowiem swoją główną bazę jakim jest lotnisko Katowice – Pyrzowice w systemie rezerwacyjnym nazywa Katowice/Kraków. Wygląda na to, że stan ten nie zmieni się przynajmniej do czasu wejścia przewoźnika na lotnisko w Balicach. Chociaż plotki na ten temat się pojawiają co jakiś czas, to jest to mało prawdopodobne, gdyż byłoby to kanibalizowaniem działalności własnej największej bazy, która przecież znajduje się w bliskiej okolicy. Podobnie sprawa ma się w przypadku Bolonii, które to połączenie dotyczy operacji na lotnisku w małym miasteczku Forlí. Ale to już kwestia wyboru. Dla mnie Bolonia jest atrakcyjna tylko dla samej siebie i przesiadek. Forlí natomiast jest pośrodku takich miejsc, jak San Marino, Bolonia i Rimini na wschodnim, podobno bajecznym i tanim, wybrzeżu Włoch.

Barcelona a nie „Barcelona”
Dużym odstępstwem od lądowania na mniejszych lotniskach jest natomiast Barcelona. Wizz Air zrezygnował bowiem z lądowania w porcie „Girona – Costa Brava” na rzecz mieszczącego się prawie w centrum barcelońskiej metropolii „Barcelona – El Prat”. Tutaj też kwestia wyboru... Jeśli ktoś chce się udać do samego miasta, po wylądowaniu jest już w nim. Jeśli ktoś chce się przesiąść na bogatą siatkę połączeń do całego iberyjskiego świata – jest na miejscu. Natomiast jeśli mamy wykupione noclegi w kurorcie znajdującym się w północnej części wybrzeża Costa Brava, albo chcemy zwiedzić Pireneje, lub przesiąść się na jeden z lotów z bogatej siatki lokalnych połączeń Ryanair, to musimy znów spędzić nieco czasu i wydać pieniążków na dojazdy. Niemniej fakt zamiany Girony na lotnisko El Prat i znalezienie w tym oszczędności Wizz Air-owi przysporzyło pozytywnych zdań w ogólnym mniemaniu.

Kierunki turystyczne
Wizz Air jak praktycznie każda linia lotnicza w swojej siatce oferuje również połączenia stricte wypoczynkowe. Niestety w tym roku niewiele się zmieniło w tej kwestii i mieszkańcy polskich miast znów nie mogą powiedzieć że są rozpieszczani. Po pierwsze Wizz Air nie ma bardzo szerokiej oferty do ciepłych krajów zupełnie omijając takie miejsca, jak południowe wybrzeże Francji, Korsykę, Sardynię, Maltę, Maroko, Kretę, czy Chorwację. Pozostałe które można zaliczyć do ciekawszych punktów to Majorka, Walencja, Katania (Sycylia), Bari (południowo wschodnie wybrzeże Włoch), Korfu, Varna, Bourgas, Symferopol na Krymie czy Antalya. Niestety z wymienionych w tym roku z Polski można się dostać jedynie do Bourgas nad Morzem Czarnym. A wielka szkoda, ponieważ ciekawsze i niekiedy tańsze rejony wybrzeża Włoch, czy Hiszpanii nadal są poza zasięgiem potencjalnego polskiego pasażera.
Wizz Air celuje przede wszystkim w loty na intratnych krótszych dystansach – gdy podróż w jedną stronę zajmuję 90 do 120 minut. Z systemu rezerwacyjnego wynika, że w przedziale tym samolot jest w stanie przelecieć porty odległe w linii prostej od 780 kilometrów (np. trasa Wrocław-Eindhoven) do 1200 kilometrów (Warszawa-Bourgas). Promień 1150 kilometrów z Warszawy obejmuje zatem wybrzeże morza Adriatyckiego od Pescary po niemal granicę Serbsko - Czarnogórską. Z bardziej wysuniętego na południowy wschód Wrocławia granica ta przesuwa się niemal pod Bari we Włoszech obejmując również Neapol, część Korsyki aż po Saint-Tropez we Francji. W obszarze tym znajdują się takie interesujące rejony, jak Genua, Lazurowe Wybrzeże, Monako, Wenecja, Rimini, czy całe wybrzeża Chorwacji i malowniczej Słowenii. Dobrze by było żeby specjaliści od siatki połączeń w Wizz Air wzięli to pod uwagę, gdyż Bułgarskie wybrzeże owszem, niosące zapewne wiele ciepłych wspomnień starszych pokoleń, staje się jednak miejscem obytym.

Kierunki niszowe
Wizz Air jest linią koncentrującą swoje działania na Europie Środkowowschodniej. Dlatego też jako pierwszy przewoźnik nisko – kosztowy wszedł na rynek Ukraiński tworząc bazę dla dwóch samolotów w Kijowie. Chociaż rynek ten zdawał się początkowo być bardzo atrakcyjny i rokujący na spore zyski w przyszłości (spodziewano się eksplozji wzrostu odprawianych pasażerów porównywalnej do tej w Polsce sprzed kilku lat), kryzys gospodarczy i inne czynniki sprawiły, że póki co firma ponosi tam wyłącznie straty finansowe. Mimo to przewoźnik nadal zapatruje się na kolejne niszowe kierunki starając się uruchomić regularne połączenia do Rosji i azjatyckich republik postradzieckich, oraz pojawiając się w takich rejonach jak łotewska Ryga, fińskie Turku, Zagrzeb czy Belgrad. Właśnie kraje bałkańskie mogą w przyszłości generować spore zyski dzięki pewnej fali emigracji, oraz chęci przyciągnięcia do siebie turystów, zwłaszcza przez nieodkrytą jeszcze a z pewnością wartą odwiedzenia Chorwację czy Czarnogórę. Zresztą szereg plotek mówi, że dodany niedawno do listy kierunków Zagrzeb jest bardzo poważnie rozważanym miejscem pod kolejną bazę Wizz Air. Jeśli miałoby to wpłynąć na uruchomienie lotów z tego miasta do Polski, to jestem jak najbardziej za :-)

Odprawa internetowa
Linie nisko - kosztowe już dawno odkryły potęgę internetu. To dzięki niemu można dotrzeć ze swoją ofertą do bardzo szerokiej grupy odbiorców na całym świecie ograniczając przy okazji koszty reklamy, czy utrzymania fizycznej infrastruktury agentów firmowych. Dlatego też w większości linii bilety można kupić prawie wyłącznie poprzez sieć a od ostatniego roku coraz szerszym standardem staje się odprawa internetowa.
Przypomnijmy, do niedawna w przypadku Wizz Air należało się stawić przy stanowisku odprawy na lotnisku od dwóch godzin do około 40 minut przed startem planowanego lotu. Jeśli posiadało się dużą walizkę, była ona tam oddawana służbom handlingowym, jeśli natomiast podróżowało się wyłącznie z bagażem podręcznym, dostawało się od pracownika odprawy kartę pokładową. Internetowa procedura check-in nakłada na nas obowiązek samodzielnego odprawienia się poprzez stronę internetową na minimum 3 godziny a maksimum 7 dni przed odlotem. Pod koniec procesu odprawy internetowej drukowana jest karta pokładowa która będzie naszą przepustką do samolotu. Z jednej strony musimy poświęcić kilka minut na prostą czynność i ponieść koszt tuszu potrzebnego do wydrukowania karty, jednak dzięki temu znika obowiązek dużo wcześniejszego stawiania się na lotnisku i bezczynnego siedzenia przy zamkniętej bramce wejściowej.
Odprawa internetowa została wprowadzona w Wizz Air pod koniec 2009 roku. Jeszcze nie obejmuje wszystkich lotnisk, ale ma to się odbyć w bardzo niedalekiej przyszłości. Oczywiście nadal istnieje możliwość odprawienia się tradycyjnie na lotnisku, ale od pierwszego kwietnia procedura ta będzie kosztowała od pięciu, do dziesięciu Euro za pasażera.
Według mnie wprowadzenie tej procedury jest świetnym pomysłem. Głównie dlatego, że pozwala na większą mobilność pasażerów i nawet na tak ekstremalne przypadki, jak stawienie się na lotnisku (oczywiście w przypadku podróży wyłącznie z bagażem podręcznym) nawet na 10 minut przed planowanym odlotem samolotu! Dodatkowym plusem jest, że Wizz Air nie skopiował w stu procentach pomysłu odprawy internetowej od Ryanair. Chodzi mi o ichniejszą „opłatę za odprawę internetową” w wysokości €5 od osoby. Początkowo miała ona pokryć koszta nowatorskiego systemu odpraw (włączającego w to specjalne maszyny rozlokowane na lotniskach zastępujące tradycyjne stanowiska check-in) i być dość łatwa do ominięcia (około 33% dostępnych biletów miała być w opcji promocyjnej zwalniającej z tej opłaty). Niemniej dziś okazuje się że jest to najzwyklejszym dodatkowym źródłem zarobku linii, gdyż pomysł wspomnianego systemu kompletnie nie wypalił, a opłata jest coraz cięższa do ominięcia, przynajmniej na lotach z Polski. Brawo Wizz Air!

Nowe maszyny
Wizz Air w chwili obecnej posiada 28 samolotów Airbus A320-200. W roku 2010 do firmy dostarczonych ma być kolejnych 12 maszyn tego typu co statystycznie rzecz biorąc powinno konkludować w jednym samolocie dodanym do każdej z baz. Będzie to solidnym bodźcem rozwojowym dla przewoźnika. Jednak jeszcze solidniejszym jest fakt, że w czerwcu 2009 roku Wizz Air złożył zamówienie na kolejnych 50 maszyn. Zsumowało się to w liczbie 132 samolotów jakie mają być dostarczone do linii w przeciągu 10 lat. Pokazuje to jak ambitne plany rozwojowe na najbliższy okres posiada Wizz Air. 130 maszyn to bowiem stan posiadania Ryanair w 2006 roku, kiedy to był już bardzo popularną linią latającą na wielu trasach po całym kontynencie Europejskim, Wyspach Kanaryjskich i Maroku.

Przyszłość
Wprawdzie niektóre artykuły prasowe ujawniały stratę finansową jaką poniósł przewoźnik w ciągu ostatnich lat, to najwyraźniej inwestorzy stojący za stworzeniem firmy zupełnie się tym nie przejmują. Pokrywają straty ze środków własnych, a stawiając nadal na intensywny rozwój oczekują sowitych zysków w przyszłości. Wygląda na to, że droga do osiągnięcia jego jest dość prosta. Wynik finansowy został bowiem pociągnięty w dół poprzez spółki córki skupione na rynkach ukraińskim i bułgarskim. Pozostałe bazy (zwłaszcza te w Polsce) zdają się przynosić sowity zysk dzięki ustabilizowanej pozycji na rynku i odpowiedniej siatce połączeń.
Jednym z większych minusów Wizz Air jest brak lotów pomiędzy krajami Europy Środkowowschodniej. Dotychczas istnieje tylko jedno połączenie pomiędzy bazami, trasa Katowice – Kijów. Sprawy nie ułatwiają loty łączone, które choć nadal interesują cenami, to jednak są ciężkie do wykonania z powodu niedopasowanych godzin/dni przeprowadzania operacji. Szkoda, ponieważ oddala to Polakom możliwość łatwego i w miarę taniego dostania się do np. Budapesztu, Bukaresztu czy Sofii.
Jakiś czas temu pojawiło się w internecie kilka plotek o otwarciu bazy przewoźnika w Dortmundzie, czyli poza jego dotychczasowym rynkiem docelowym. Z jednej strony nie ma się czemu dziwić, gdyż lotnisko to jest bardzo często odwiedzane przez samoloty Wizz Air. Do tego pomimo istnienia tam skromnej bazy EasyJet wydaje się być rynkiem nieco zapomnianym. Mogłoby to być dość interesująca propozycja, gdyż z jednej strony z pewnością zwiększyłaby ilość połączeń z Dortmundu do Polski (warto zaznaczyć, że dość często z bardzo tanimi biletami na tych trasach) a z drugiej zapewne stworzyła dla lokalnego rynku (a dzięki przesiadkom również dla nas) szereg tras turystycznych do Włoch i Hiszpanii.
Swego czasu wpadłem na podobny pomysł, który obejmował utworzenie bazy w Forlí. Lotnisko to jest bowiem pozbawione konkurencji tanich przewoźników, a jego dużym atutem jest bliskość do atrakcyjnych turystycznie miast Włoch, Malty, Francji czy Hiszpanii. Po co bowiem wysyłać z takiego np. Poznania dwa samoloty do Hiszpanii bez pewności że będą one w pełni zapełnione pasażerami, gdy można z nieco większą częstotliwością wysyłać jeden na krótszą trasę do Forlí a poprzez odpowiedni system przesiadek z Forlí wysyłać cztery upchane podróżnymi samoloty na podobne Hiszpańskie kierunki? Owszem, powoduje to pewne komplikacje dla pasażera, ale jak praktyka pokazuje, podróżni bardzo łatwo wynajdują sposoby aby tanio dostać się w różne miejsca. Oczywiście wszystko to jest jedynie moim teoretyzowaniem na temat optymalizacji siatki połączeń i kosztów :-)
Od pewnego też czasu coraz głośniej porusza się również sprawę uruchomienia przez Wizz Air połączeń krajowych. W chwili obecnej jest ich niewiele w siatce połączeń, wyłącznie Kijów – Symferopol i Sofia – Varna. Ale teraz znów zabawmy się w rozważania teoretyczne. Otóż Wizz Air bardzo często oferuje bardzo niskie ceny na np. połączeniach Poznań – Dortmund (640 kilometrów w linii prostej), Gdańsk – Oslo (730), czy Katowice – Forli (870). Powiedzmy sobie szczerze, dość łatwo jest znaleźć bilety na tych trasach za 50 czy nawet 30 złotych w jedną stronę. Dlaczego by więc nie zaoferować w takiej samej cenie kilku połączeń wewnątrz Polski, które nie przekraczają przecież odległości 450 kilometrów na odcinku (mam na myśli połączenia pomiędzy lotniskami na które Wizz Air już lata). A sądzę, że cena 50 złotych w jedną stronę bijąca nawet stawki biletów kolejowych u Przewozów Regionalnych (pomijając czas poświęcony na podróż koleją) skłoniłaby do częstszego podróżowania po naszym kraju zarówno celem odwiedzin, spotkań biznesowych, jak też ot tak dla frajdy. Zbudowałoby to pewną grupkę klientów przywiązanych do danego przewoźnika oraz prawdopodobnie namówiła do pierwszej próby sporą rzeszę ludzi, którzy dotąd nie odbyli żadnego lotu. Wynika to z faktu, że wiele osób jednak jeszcze traktuje podróże zagraniczne jak coś niezwykłego wymagającego sporych przygotowań, finansów i znajomości językowych. Myślę, że pierwsze próby na lotach krajowych sprawiłyby, że dużo łatwiej przekonałyby do odbycia również wycieczek zagranicznych.

czwartek, 17 grudnia 2009

Komentarz po "magicznej środzie"

Ufff.... nareszcie nadszedł ten dzień! Tak sobie pomyślałem budząc się wczoraj około godziny 1100. Wreszcie odbyły się zapowiadane konferencje prasowe i teraz trzeba się szybko podłączyć do sieci, aby dowiedzieć się co na nich zostało zapowiedziane.
Ale o co chodzi? Chodzi o to, że od prawie tygodnia światek fanów lotnictwa nisko-kosztowego huczał od wszelkich plotek, domysłów i wróżenia z fusów. Nasilił się bowiem temat pierwszej bazy irlandzkiego przewoźnika Ryanair w naszej części Europy. Podobnie jak kilka miesięcy temu znów zapowiedziano konferencję prasową u jednego z kandydatów – lotnisku w podkrakowskich Balicach. Tylko że poprzednio świętowano n-tego pasażera lądującego w Krakowie, a tym razem otwarcie baz... ale na półwyspie Iberyjskim ;)
Pomijając lokalny klimat podwawelskiego grodu jeszcze ciekawiej zapowiadała się druga konferencja – zapowiedziana przez Wizzair w jednym z warszawskich hoteli. W planie miało być omówienie sytuacji w bazach tego przewoźnika w stolicy, Katowicach, Gdańsku, oraz jeszcze innym mieście. Chociaż temat był podany, na każdym forum zaczęto spekulować w najlepsze. Najbardziej rozbawiło mnie rozdawanie nowych tras dla drugiej bazowanej w Poznaniu maszyny, chociaż póki co nic nie wiadomo kiedy takowa do niej przybędzie? Pokuszono się nawet o takie zachcianki, jak technicznie prawie niemożliwe trasy pokroju Rzeszów-Londyn Luton czy krajówka łącząca Podkarpacie z Wielkopolską. Niemożliwe, ponieważ na pierwszej trasie obecny jest już Ryanair a tajemnicą poliszynela jest fakt, że te dwie linie lotnicze nie nakładają się na zajętych już kierunkach. Druga była zabawnym kontrargumentem na fakt, że opcjonalna trasa Poznań-Luton-Rzeszów-Luton-Poznań jest niemożliwa do wykonania przez jedną ekipę pokładową, której czas dziennej pracy limitowany jest przez pewne przepisy. Warto tutaj też wspomnieć, że nisko-kosztowi przewoźnicy tworzą tak swoje trasy, aby ich pracownicy zaczynali i kończyli pracę w tej samej bazie. Ale ratujący wątpliwą teorię Luton-Rzeszów kontrargument raczej jej nie wzmocnił. Tak na boku, osobiście jestem dużym zwolennikiem tras krajowych realizowanych przez tanich przewoźników. Z wielką zazdrością patrzę na sytuację w Hiszpanii (mnóstwo połączeń krajowych z Madrytu realizowanych przez Ryanair lub Vueling) czy Włoszech (podobnie tylko że na pokładach EasyJet, Ryanair i do niedawna również MyAir). Co więcej, sądzę, że trasy krajowe w Polsce nie są niemożliwe. Jednak na pierwszy rzut bardziej proponowałbym lot Kraków-Gdańsk, Gdańsk-Wrocław, czy Wrocław-Warszawa, które mają swój potencjał w ilości mieszkańców, jak też przeciwnika z jakim można łatwo wygrać w danej konkurencji (na dwóch pierwszych latał regionalny JetAir, a ostatnia jest jednym z najbardziej dochodowych lokalnych kierunków LOTu). Dodatkowe zamieszanie wśród domysłów wprowadzał również portal pasażer.com, który jeszcze w poniedziałek przy pomocy pewnych chwiejnych założeń za pewniaka do bazy Wizzaira ogłosił Rzeszów. Podchwyciły to lokalne gazety, podkręcając klimat zabójczej konkurencji między regionami na wieść o tym, że Bydgoszcz nagle ma zamiar rozdysponować pewną sumkę pieniędzy na otworzenie nowych połączeń lotniczych. Panowie – nie tak się ten interes prowadzi! Plotkarskie informacje powinny pozostać przy fotelu, przy którym się je usłyszało. Niestety rozeszły się one na cały salon fryzjerski i szczerze przeglądanie każdego forum które na chwilę zmieniły się w takowe zbiorowiska „informacji i planów zaskakujących” stało się męczące i wręcz nudne. Dlatego też wspominając moje przebudzenie się w środowe przedpołudnie czułem swoistą ulgę...
Ale co w końcu powiedziano? Jak wspomniałem wcześniej – w Krakowie świętowano otwarcie baz w hiszpańskiej Maladze i portugalskim Faro. I co z tego? :D Otóż to z tego, że cztery planowane do zbazowania samoloty w Maladze będą wykonywały loty m.in. do Krakowa i Wrocławia. Kraków kolejny raz cieszy się z ciepłego kierunku, Wrocław dziwi się ze swojego przydziału. Dziwi, ponieważ plotki o rozmowach na temat „tajemniczego” iberyjskiego kierunku pojawiły się już we wrześniu. Niemniej domysły ostatnich dni zupełnie pomijały Wrocław a tu bach – doszła jeszcze Bolonia. Z tym kierunkiem sporo zamieszania było w połowie października, kiedy to na mapie połączeń Ryanair pojawiła się kreska łącząca te dwa miasta. Niestety jakiś tydzień później system rezerwacyjny zamilkł na dobre w tej kwestii i pomyśleliśmy sobie że to był błąd informatyczny. Jednak nie :-) Szczerze informacja o Bolonii ucieszyła mnie dużo bardziej niż o Maladze. Malaga bowiem będzie kierunkiem typowo letnim – o częstotliwości lotów 2 razy w tygodniu która uniemożliwia krótki i tani wypad. Co więcej, Malaga nie daje możliwości przesiadek w miejsca, mnie interesujące. A do tego prawdopodobnie po wakacjach zostanie zawieszona, jak to zazwyczaj bywa z letnimi destynacjami. Bolonia natomiast jawnie pokazuje, że Ryanair poczuł we Wrocławiu konkurencję z okazji otwieranej tam bazy Wizzair. Zauważył, że nie jest już monopolistą i że czasy ścinania częstotliwości połączeń do niezbędnego minimum celem podwyższania cen już się skończyły. Zaczął więc powoli walczyć o wrocławski rynek otwierając konkurujący z Wizzairowym Oslo Trop (TRF) kierunek Wrocław-Oslo Rygge (RYG), a teraz na przekór istniejącej Wrocław – Bolonia Forli (FRL) trasę do swojej bazy w Bolonii (BLQ). Zapowiada się więc spora konkurencja na tych kierunkach, a dla pasażerów finalizować się to będzie w jeszcze tańszych biletach :-) Kraków natomiast w prezencie dostał trzeci włoski kierunek jakim jest popularna w Polsce Piza. I tyle – nici z bazy. Jednak na otarcie łez kolejny raz (od już przynajmniej czterech lat) zapowiedziano rychłe otwarcie pierwszej bazy Ryanair w Europie Środkowowschodniej i oczywiście Kraków jest „bardzo mocno brany pod uwagę”. W ciągu ostatnich trzech miesięcy to samo można było usłyszeć od Ryanair w stosunku do Gdańska, Bydgoszczy i Wrocławia ;)
Dużo więcej spodziewano się natomiast po konferencji Wizzair. Żadna rewolucja jednak nie nastała - linia podsumowała tylko działania podejmowane w ciągu ostatnich kilku miesięcy w naszym kraju formując je w spójny plan stania się linią przewożącą najwięcej pasażerów na Polskim rynku. W ten sposób każda z baz – Katowice, Warszawa i Gdańsk – dostały po jednym samolocie na wiosnę, Wrocław w marcu stanie się bazą dla jednej maszyny tego przewoźnika, dodatkowo Wizzair zadebiutuje na lotnisku w Łodzi. Wybór ten był poniekąd zaskakujący, gdyż linia ta posiada cztery zbazowane samoloty w pobliskiej Warszawie i bardziej spodziewałbym się rozwoju w pozostałych bazach (np. Poznań i Wrocław) niż wejścia na nowy grunt podcinając jednocześnie tym samym własne skrzydła. Ale fakt się stał – Łódź się cieszy. Cieszą się też Katowice, gdyż z nową maszyną dostały m.in. trzy świetne kierunki: Bergen w Norwegii, Madryt i Pizę. Wprawdzie Piza już na samym początku napotka na silną konkurencję ze wspomnianym wcześniej połączeniem z Krakowa. Jednak trasa do Madrytu jest pierwszą tego typu z Polski i szczerze mam dużą nadzieję, że okaże się strzałem w dziesiątkę. Wtedy otwarcie tego kierunku z innych Polskich baz będzie bardzo możliwe, a to pozwala na świetne i tanie przesiadki na loty po całym Półwyspie Iberyjskim, Maroku i Wyspach Kanaryjskich!
Niby dwie proste konferencje prasowe a tyle pisania. Emocje zaczynają wreszcie nieco opadać, jednak pojawiają się kolejne plotki i analizy. Nie można przeoczyć zwiększonego ruchu na rynku przewoźników nisko-kosztowych w Polsce. Wizzair zaczyna się okopywać i intensyfikować swoją obecność w całej Europie Środkowo-wschodniej. Przygotowuje się do nieuchronnego wejścia na ten rynek przez piekielnie agresywnego gracza, jakim jest Ryanair. Ten bada rynek bardzo skrupulatnie, gdyż męczą go koszty prowadzenia swoich baz na drogich Wyspach Brytyjskich, Irlandii czy w Niemczech. Woli przenieść swoje samoloty na tańsze południe i wschód Europy i nie zamykać intratnych i popularnych już tras. Dlatego sonduje swoje możliwości w Polsce, Słowacji, Czechach czy na Węgrzech. Jednym z najważniejszych kandydatów są Kraków i Bratysława. Kraków, który przeznaczył ze swojego budżetu znaczną kwotę na promocję wśród turystów zagranicznych, bardzo obniżył swoje stawki lotniskowe i w przeciągu niecałego roku otrzymał kilkanaście nowych połączeń. Jednak według mnie otwarcie bazy tam byłoby według mnie błędem. Prezes lotniska w Balicach, Pan Pamuła, ma bowiem ściągać turystów do Krakowa, co już osiągnął. Zgodzenie się na bazę Ryanair jest jednocześnie zgodzeniem się na kilkuletnie wydawanie pieniędzy na dopłaty i otwieranie nowych połączeń przynoszących niewiele turystów do Małopolski. No bo przecież są już bezpośrednie połączenia z najważniejszymi i najbogatszymi ośrodkami jak Paryż, Rzym, Mediolan, Berlin, Frankfurt, Dusseldorf, Barcelona, Wiedeń, Bruksela, Amsterdam, Sztokholm, Oslo, czy cała siatka z Irlandią i Wielką Brytanią. Nowe połączenia, które mogłyby być otwarte, to przede wszystkim dogodzenie mieszkańcom Małopolski w miejsca dla nich atrakcyjne turystycznie a przecież nie na to zostały przekazane fundusze. Teraz trzeba zainwestować bardziej na wschód – Moskwa, Ryga, Helsinki, Kijów, Budapeszt, Sofia... Według różnych źródeł, wczorajsza konferencja była kolejną „przy okazji”. Przecież Kraków świetnie się rozwinął w siatce połączeń Ryanair, więc jest co „świętować”. A prawdziwym celem przybycia do Krakowa jednego z ważniejszych menedżerów tej linii jest ustalanie pewnych faktów które zdecydują o ulokowaniu, bądź nie, kilku samolotów pod Wawelem. Decyzje jeszcze nie zapadły – cokolwiek nowego dowiemy się prawdopodobnie w nowym roku i kropka końcowa. Bratysława natomiast została poddana przez Wizzair. Ta była baza upadłego SkyEurope posiada sporą wyrwę w połączeniach lotniczych, którą od ostatnich kilku miesięcy bardzo intensywnie próbuje zapełnić Ryanair. Ale czy Słowacy będą chętni na dopłacanie do interesu Ryanair? Coś tam w międzyczasie przebąkuje się o pewnych szansach dla Bydgoszczy czy Rzeszowa. Linie nisko-kosztowe latają bowiem tam, gdzie mogą najwięcej zarobić. Jednak planowane dopłaty z budżetów województw Podkarpackiego czy Kujawsko-Pomorskiego wydają się być jeszcze za małe na stworzenie baz w ichniejszych lotniskach.
Zobaczymy co z tego wyjdzie. Na razie cieszę się ze zwiększenia konkurencji na naszym rynku i staram się zarażać całe moje otoczenie podróżowaniem tylko po to, aby te nowe połączenia były odpowiednio zapełnione przez pasażerów!