piątek, 15 lipca 2011

Spostrzeżenia własne - przewodnik po Forlì, San Marino, Rimini, Ravennie, Ferrarze

Forlì to bardzo mała miejscowość prawie nieistniejąca w świadomości statystycznego turysty z Polski. Zresztą nie ma się co dziwić, miasto nie stanowi bowiem jakiegoś wielkiego ośrodka a liczbą mieszkańców plasuje się w okolicach polskich Chorzowa, Koszalina czy Legnicy. Osobom śledzącym zagadnienie lotów nisko-kosztowych znane są przypadki takich miejsc które przy pierwszej myśli nie powinny mieć nic nadzwyczajnego do zaoferowania, jednak przy chwili zastanowienia okazują się być propozycją całkiem atrakcyjną.
Podobnie jest z Forlì, które swoją ukrytą wartość – dużo większą niż w przypadku samego miasta – posiada w regionie w którym leży.

Lotnisko
Lotnisko w Forlì nie ma wielkiego szczęścia do ruchu regularnego. Pomimo owocnych romansów z Ryanair oraz Wind Jet i ciekawych planów rozwojowych, obie linie prędzej czy później całkowicie wycofywały Forlì z siatki swoich połączeń. W chwili obecnej głównym przewoźnikiem oferującym regularne połączenia jest Wizz Air. W ten sposób Forlì może się stać dobrą opcją przesiadkową pomiędzy Katowicami, Warszawą, Wrocławiem a Budapesztem, Cluj, Timisoarą, Bukaresztem czy Sofią. Niestety jak wskazuje w chwili obecnej rozkład przewoźnika połączenia do Katowic, Wrocławia i Budapesztu prawdopodobnie zostaną zawieszone wraz z rozkładem zima 2010/2011. Ciekawostką może być obecność na lotnisku linii Belle Air oferującej połączenia ze stolicą Albanii, Tiraną.
Samo lotnisko w Forlì to niewielka struktura podzielona na budynki przylotów i odlotów. W ich środku należy raczej spodziewać się kompletnych pustek. Pasażerowie w okolicach lotniska zaczynają się pojawiać na około 3 godziny przed planowanym jednym z raptem kilku w danym dniu odlotów. Jeśli ktoś w jakiś sposób planowałby przesiadkę w Forlì, przejście pomiędzy budynkami przylotów i odlotów, oraz znalezienie się ponownie w malutkiej i raczej dusznej strefie bramek zajmie co najwyżej kilkanaście minut. Warto jednak uważać, ponieważ obsługa lotniska nie należy do grupy najmilszych. Z obserwacji i doświadczeń własnych można wywnioskować że przechodzenie przez security zaskakująco często jest wydłużane przez kompletne i dość ostentacyjne „przetrzepanie” bagażów podręcznych. Pominę już to, że procedura taka kompletnie nic nie dała. Ba, nawet się okazało że nie zwrócono w ogóle uwagi na elementy które powinny wzbudzać czujność służb, jak większy balsam po opalaniu, czy metalowy pilnik do paznokci...
Jeśli chodzi o dojazd, lotnisko znajduje się na obrzeżach Forlì. W okolicach terminala znajduje się przystanek miejskiego transportu. Niewielkie autobusiki jadą stamtąd w kierunku głównego placu miasta – Piazza Aurelio Saffi. Aby dostać się stamtąd na stację kolejową należy przejść około 1300 metrów, lub wysiąść w okolicach owalnego Piazzale della Vittoria. Stacja znajduje się 700 metrów dalej, na końcu alei Vialle della Liberta. Bilety na komunikację miejską są czasowe. Można je kupić w każdym niemal kiosku a najtańsza opcja umożliwiająca 90 minut jazdy kosztuje €1 od osoby.
 


Forlì
Zdjęcia z Forlì zrobione podczas wypraw własnych dostępne są pod adresem: http://www.panoramio.com/user/1373046/tags/Forl%C3%AC

Forlì to niewielkie, żyjące własnym życiem miasteczko. Oko z pewnością cieszy chwilę po przybyciu do Włoch. Jednak po kilkudniowym pobycie w regionie pierwsze wrażenie w Forlì jest takie, że miasto na tle Emilia-Romagna nie wyróżnia się praktycznie niczym nadzwyczajnym. Co oczywiście nie oznacza że nie warto poświęcić mu kilku chwil, zwłaszcza jeśli mamy nieco wolnego czasu przed planowanym odlotem lub odjazdem pociągu. Fajnie jest bowiem usiąść na kilka chwil na głównym placu Forlì i grzejąc się w słońcu po prostu przyglądać toczącemu się wokół życiu. Opcjonalnie można się przejść po ulicach między Piazza Saffi a Piazzale della Vittoria pośród historycznych budynków uczelnianych, czy też innych, czasami zaskakująco wpadających w specyficzny monumentalizm, budowli.
Jako ciekawostkę polecamy również niewielką kawiarnię znajdującą się u wejścia do Corso della Repubblica z Piazzale dell Vittoria. Pomimo pięciu dni spędzonych we Włoszech i zwiedzeniu kilku knajpek w kilku miastach mimo wszystko tamtejsza kawa smakowała nam najbardziej z całego wyjazdu :-)
 


Okolice
Jakkolwiek samo Forlì nie jest miejscowością mogącą stanowić kilkudniową atrakcję tambylczą, tak okoliczny region Emilia-Romagna warty jest poświęcenia nieco uwagi. Tym bardziej że Forlì znajduje się w pobliżu Autostrade Adriatica A14 biegnącej od Bolonii (wschodnie przedłużenie A1 z Mediolanu) aż na południe Włoch. Dla osób preferujących podróż masowymi środkami transportu świetną opcją może być znajdująca się w Forlì stacja kolejowa. Jakość lokalnej kolei we Włoszech jest bowiem nieporównywalnie lepsza od jej polskiego odpowiednika a wszystko to za bardzo przystępną cenę. W ten sposób można zwiedzić większość okolicznych miast i miasteczek.
W poniższych punktach celowo pomijam Bolonię do której można dostać się z Polski przy użyciu połączeń bezpośrednich. Sam opis Bolonii na blogu powinien się pojawić w późniejszym czasie.

Rimini
Zdjęcia z Rimini zrobione podczas wypraw własnych dostępne są pod adresem: http://www.panoramio.com/user/1373046/tags/Rimini.


Rimini to przede wszystkim masowy wypoczynek i w zasadzie z niczym innym miasto to nie powinno być kojarzone. Infrastruktura wypoczynkowa jest tam imponująca. Na długości kilkunastu kilometrów całość plaży jest zagospodarowana przez pola leżakowo-parasolkowe a w głębi przez wszelkie obiekty rozrywkowe jak boiska, place zabaw, puby i jadalnie. Infrastruktura wrasta również w głąb lądu w postaci sklepów z tanimi pamiątkami, alkoholami, fast foodami, knajpami aż w końcu zagnieżdżonymi do kilku ulic w głąb hotelami. Imponująca jest ilość tego wszystkiego, ponieważ – może nie jakościowo, ale zdecydowanie ilościowo – przewyższa ona choćby Majorkę. Zdziwienie tym większe, ponieważ Majorka jest rozpoznawalnym w całej Europie kurortem wypoczynkowym a Rimini – przynajmniej w Polsce – prawie nieznanym.
Z szybkich obserwacji jakie poczyniliśmy wynika, że Rimini to miejsce bardzo chętnie odwiedzane przez Włochów w weekendy. Dość wyraźny tego obraz mieliśmy na początku maja – przed właściwym sezonem letnim – kiedy to w niedzielne popołudnie na przybrzeżnej ulicy kręciło się mnóstwo osób, a już w poniedziałkowy poranek plaża była niemal opustoszała. Poza włochami Rimini zdaje się być miejscem bardzo popularnym wśród, jak ich nazywam, „narodów bukwo-języcznych”. Oczywiście w przybliżeniu chodzi mi o wszelkie kraje w których pisze się językiem zbliżonym do Cyrylicy, czyli Rosjanie, Ukraińcy czy Bułgarzy. Dało się to zarówno usłyszeć na ulicy, jak też zobaczyć w okolicznych sklepach i knajpach – zaskakująco oferujących np. rosyjski barszcz...

Dojazd
Rimini jest świetnym punktem zarówno dojazdowym, jak też wypadowym. Jak wspomniałem wcześniej, w okolicach miasta przechodzi autostrada A14 a przez niemal wszystkie osiedla linia kolejowa. Daje to spore pole do popisu wypadowego do okolicznych miast pokroju Pesaro, Fano, Ancona, Cesena, Ravenna, Forlì (pociąg lub samochód), czy San Marino i Park narodowy „Foreste Casentinesi, Monte Falterona, Campigna” (wyłącznie samochód).
Jeśli chodzi o dojazd kolejowy, muszę tutaj przestrzec przed popełnieniem podobnego do naszego błędu. Otóż może się okazać że zabookowany hotel będzie znajdował się na obrzeżach Rimini, które od stacji kolejowej może dzielić odległość nawet sześciu kilometrów! Aby więc nie kombinować z taksówką czy lokalnym transportem warto wcześniej sprawdzić czy hotel w którym będzie się planować pobyt nie znajduje się przypadkiem w okolicach jednej z kilku mniejszych stacji kolejowych, oraz czy nasz pociąg nie będzie się na niej zatrzymywał?

Nocleg
Istotną zaletą Rimini są ceny. Przy takiej konkurencji każdy praktycznie hotel musi bowiem walczyć o nielicznych przyjezdnych choćby cenami. Niemniej tutaj też trzeba bardzo uważać, ponieważ najwyraźniej część włochów przejęła i udoskonaliła techniki naciągania znane np. w wypoczynkowych krajach arabskich. Przykładem może być nasz hotel(dane kontaktowe na końcu wpisu), który przy rezerwacji mailowej oferował nam „specjalną promocyjną cenę €75” za pokój za noc. Dopiero po zapytaniu dlaczego tak drogo skoro na ten czas serwisy pośredniczące proponują cenę dużo niższą zaoferowano nam cenę €93 za dwuosobowy pokój na trzy noce ;) Inna sprawa to fakt, że placówka była określona jako trzygwiazdkowa. Po doświadczeniach z hotelami trzy i czterogwiazdkowymi jak też zwykłymi hostelami we Włoszech muszę przyznać, że nie wiem jakim cudem ten uzyskał takowy status. Owszem, to co dostaliśmy w cenie €15 za osobę za noc było ofertą bardzo atrakcyjna. Jeśli jednak za weekend miałbym zapłacić ponad 800 złotych, to czułbym się bardzo oszukany. Zresztą, jak widzę nasz przypadek nie był odosobniony. Chwilę po powrocie koleżanka z pracy znalazła np. ofertę na Grouponie za tygodniowy all-incl. pobyt w Rimini w hotelu 3+* bez transportu. Ciekawostka polegała na tym że promocyjna cena była wyższa niż dwutygodniowe wyjazdy do Egiptu czy Tunezji...

Na miejscu
Poza tymi technicznymi ostrzeżeniami Rimini to świetna baza wypoczynkowa – zarówno w leniwym jak też aktywnym wydaniu. Leniwym z powodu bardzo szerokiej i długiej plaży oraz namawiającymi do błogiego smażenia się na słońcu leżakami. Ciekawostką jest bardzo łagodny przyrost głębokości morza, ponieważ oddalając się nawet o 30 metrów od wybrzeża jest się zanurzonym nie dalej niż do pasa. Gdyby tylko jeszcze woda była cieplejsza. W maju nie mieliśmy odwagi stać w wodzie dłużej niż 8 minut. Fakt, rok wcześniej będąc o tej samej porze roku na Majorce również nie skorzystaliśmy z kąpieli, jednak tutaj woda była zdecydowanie zimniejsza :-)
Jeśli chodzi o aktywną wersję wypoczynku, to sprzyjają temu często spotykane przy plaży boiska do sportów wszelakich, do biegania całkiem nieźle nadaje się przybrzeżna droga a wiejący czasami wiatr jest świetną opcją dla wind/kitesurferów. Oczywiście nie można również zapomnieć o rowerach. Pomimo jednostajnych widoków – wybrzeże jest całkiem niezłą opcją do krótkich wycieczek na jednośladach. Do dłuższych można zaproponować okoliczne miasta jak np. opisane nieco dalej San Marino.
Dla osób lubiących spędzić czas w sposób bardziej zorganizowany interesującą ofertą może być wizyta w Italia in Miniatura. Jest to znajdujący się w północnej części Rimini park tematyczny o powierzchni ponad 85 tysięcy metrów kwadratowych. Znajdują się tam rekonstrukcje głównych zabytków Włoch i Europy w skali 1:25 lub 1:50. Do głównych atrakcji parku należą między innymi rekonstrukcja Canale Grande w Wenecji wielkości umożliwiającej oglądanie jej z poziomu kursujących po nich łódek. Park oferuje także sporo atrakcji dla najmłodszych w postaci np. kina letniego z pokazami laser & music show, „Interaktywna nauka jazdy” pozwalająca dzieciom w wieku 6-12 lat poznać podstawy przepisów drogowych, podróż przez historię Pinokia, „Prehistoric Valley” z modelami dinozaurów czy „Cannonaqua” będąca bitwą na małe armatki wodne. Bilety wstępu kosztują od €10 poza sezonem do €22 w sierpniu, dla dzieci od €7 w zimie do €16 w ciepłych miesiącach. Drugą propozycją – kierowaną głównie do najmłodszych – jest Fiabilandia. Jest to położony nad jeziorem Bernard na południowych obrzeżach Rimini park tematyczny o powierzchni 150 tysięcy metrów kwadratowych. Większość tamtejszych atrakcji jest ściśle połączona z bajkami, przykładowo Zamek Merlina, Zatoka Piotrusia Pana czy Podróż Kapitana Nemo. Całość to połączenie różnorakich pokazów, występów i wycieczek kolejkami, dywanami, samochodami i innymi pojazdami po torach, drodze, wodzie i zjeżdżalniach. Wstęp kosztuje €20 za osobę dorosłą i €16 za dziecko. Więcej informacji można znaleźć na stronie internetowej parku (na końcu wpisu). Niestety nie obędzie się bez tłumacza internetowego gdyż serwis ten jak większość stron włoskich firm nie oferuje angielskiej wersji językowej :(

Ceny
Koszt noclegu poza sezonem i na obrzeżach Rimini to około €30 za dwuosobowy pokój za noc. Mniej więcej tyle zapłaciliśmy w hotelu Venere znajdującym się przy Viale Catania 6 (okolice plaży #115). Jest to podobny do wszystkich w okolicy hotel o wysokości czterech pięter z około 10 pokojami na każdym z nich. Każdy pokój posiadał własną łazienkę a większość z nich niewielkie indywidualne balkony. Dla wszystkich dostępny był również dach budynku na którym – jeśli w jakiś sposób nie chciało się iść na znajdującą się 200 metrów dalej plażę – można było złapać kilka promieni popołudniowego słońca. W cenę pobytu wliczone było także raczej proste i niezbyt wyszukane smakowo śniadanie. Ciekawostką jest, że przez cztery noce oprócz naszego zajmowane były tylko dwa inne pokoje.
Poza tym będąc we Włoszech nie można nie skusić się na pizzę. Praktycznie każda okoliczna tania knajpka operuje na własnych piecach i wyrobach robionych na miejscu na zamówienie. Tutaj z doświadczeń własnych możemy polecić pomarańczową fastfoodową pizzerię znajdującą się w okolicy Viale Regina Margherita 115 (akurat w StreetView miejsce to nie wyróżnia się swoją pomarańczowością, jednak jak widać udostępnione w serwisie zdjęcia były robione w okresie zima 2010/11).  Podstawowa margherita kosztuje tam €4,40, przy czym każdy dodatkowy składnik zwiększa jej cenę o około 50 centów. Niestety prawie każde inne danie jest już nieporównywalnie droższe. Niemniej dwie takie pizze zjedzone o różnych porach dnia są wystarczającym obiadem dla dwóch osób. Tym bardziej że smak nawet podstawowej margerity jest nieporównywalnie lepszy niż w większości pizzerii w Polsce.
Pozostałe zakupy codzienne robiliśmy zazwyczaj w okolicznych sklepach rozstawionych na jednej z równoległych do wybrzeża ulic. Większe związane z przewożonymi do kraju dobrami lokalnymi robiliśmy natomiast w hipermarketach znajdujących się w okolicach dróg Via Circonvallazione Nuova i Via Flaminia. Przykładowe ceny to: Martini Bianco (1 litr) – €6,69, lokalny ser Grana Padano (tańsza wersja - dojrzewający do roku czasu) - €14,90 za kilogram, 300g sera Provolone Auricchio - €3,39, ciastka/krakersy Sfoglie Olivia & Marino (150 gram) - €2,10, najtańsza butelkowana zimna herbata (1,5 litra) – €1,15, najtańsza woda gazowana (1,5 litra) – €0,33, ciasteczka Pan di Stelle (opakowanie 700 gram) – €2,25, makarony (opakowania 500 gram) – od €0,70, Oliwa z oliwek - €1,42, kawa Lavazza Qualita 'Oro (mielona, 250gram) – €4,07, kawa Illy (puszka, 250 gram) – €5,85, dwa niezbyt powalającej jakości rowery na pełne dwie doby – €40.
  


Najjaśniejsza Republika San Marino
Zdjęcia z San Marino robione podczas wypraw własnych dostępne są pod adresem: http://www.panoramio.com/user/1373046/tags/San%20Marino.


San Marino ciekawi przede wszystkim swoimi niewielkimi rozmiarami. Z pewnością każdy z nas przyglądając się mapie Europy zwracał uwagę na te małe państewka otoczone lub wciśnięte pomiędzy inne. Jest to chyba jeden z głównych powodów przyciągających do San Marino – najstarszej republiki świata – takie rzesze przebywających w okolicy turystów.

Dojazd
Dojazd z Rimini zapewniony jest przez drogę SS72  Via Consolare Rimini-San Marino. Jeśli nie dysponuje się wynajętym samochodem z trasę tą można pokonać kursującymi co 75 minut (rozkład jazdy i cennik w formacie PDF) autobusami Rimini-San Marino Express firmy Bonelli Bus. Autobusy odjeżdżają spod dworca kolejowego a bilet w obie strony kosztuje €8. Opcją alternatywną dla osób z większą energią w sobie może być rower. Wprawdzie SS72 jest nazwana trasą szybkiego ruchu, jednak jazda po niej należy raczej do komfortowych. Wszystko to dzięki szerszym poboczom na prawie całej długości tej dwupasmowej drogi. Alternatywnie można również wybrać jedną z bocznych dróg. Schody, a raczej wzniesienia, zaczynają się dopiero pod samym San Marino. Niestety stwierdzenie to jest dosłowne, ponieważ jak połowa trasy wiedzie przez w miarę równy teren, tak ostatni odcinek wymaga od nas podjazdu na wysokość około 700 metrów nad poziom morza. Przyznam szczerze, mnie ten podjazd w kilku miejscach złamał i większą jego część musieliśmy pokonać na nogach pchając rowery do góry. Fakt, nasz sprzęt był w raczej kiepskim stanie, niemniej podjazd przynajmniej do stacji kolejki górskiej jest rzeczywiście sporym wyzwaniem i sprawdzianem własnej wytrzymałości :-)

Castello della Citta di San Marino
Cały ruch turystyczny w San Marino kierowany jest w najwyższe części kraju – znajdujące się na szczytach góry Titano. Jest to najstarsza część tego niewielkiego miasta rozpoznawalna z daleka dzięki charakterystycznym, zbudowanym na skale trzem wieżom. To one są również głównymi punktami w standardowej wycieczki po górnej części miasta. Niestety, okolice stacji kolejki linowej i katedry raczej obfitują w kręcących się wszędzie turystów. Niemniej warto zwiedzić te przyjemne okolice pozwalając sobie co jakiś czas na zboczenie z utartych szlaków. Wycieczka pośród wąskich uliczek, czasami stromych schodów i przejść łączących kolejne części tej zwartej struktury może nas zanieść bowiem w okolice z co najmniej zapierającymi dech w piersiach widokami. Warto tutaj wspomnieć, że nawet przy niezbyt wyszukanej pogodzie pole widzenia bez problemu obejmuje nawet Rimini i Adriatyk.

Ceny
San Marino to w świadomości starszego pokolenia polskich turystów przede wszystkim kraj z tanimi alkoholami. Rzeczywiście, okoliczne sklepy oferują bardzo przystępne ceny zarówno produktów własnych, jak też importowanych. Będąc na miejscu warto oczywiście zaopatrzyć się w szlagierowe trunki jak np. Amaretto z San Marino czy też lokalny likier mleczny S. Marino Royal Cream (obie butelki po 70cl w sumarycznej cenie €12,20). Z innych istotnych kosztów to bilet na kolejkę linową, który za wjazd i zjazd będzie kosztował 4,50 euro od osoby. Całodniowy wyjazd oczywiście wiąże się również z obiadem na miejscu. Z doświadczeń własnych możemy polecić niewielką restaurację Il Ghetto znajdującą się przy Via Contrada Santa Croce 29. Duża margerita i półlitrowa cola w całkiem znośnych warunkach kosztowała nas raptem €9,40.
   


Rawenna (Ravenna)
Zdjęcia z San Marino robione podczas wypraw własnych dostępne są pod adresem: http://www.panoramio.com/user/1373046/tags/Ravenna.


Ravenna to w chwili obecnej niewielkie miasteczko – jedno z wielu podobnych w tej części Włoch. Jednak gdy dokładniej prześledzić jego historię okazuje się, że przez kolejne wieki stanowiło istotny punkt na mapie kontynentu. Już w czasach Imperium Rzymskiego dzięki założonym przez Oktawiana Augusta Portus Classis – głównej bazy floty rzymskiej na Adriatyku – było jednym z najważniejszych miast w rejonie. W V w.  Ravenna stała się miastem rezydencjalnym cesarzy Imperium zachodniorzymskiego a następnie stolicą arcybiskupią i po podbiciu Italii – stolicą jej „barbarzyńskich” władców. Ravenna jest także miastem gdzie od IX wieku działa szkoła prawnicza, która ponad sto lat później przekształca się w studium. Stanowi ono – obok Uniwersytetu w Bolonii – najstarszą uczelnię wyższą na świecie. Ravenna była także miastem gdzie „Boską Komedię” kończył Dante i gdzie ostatecznie zmarł w 1321 roku.
W chwili obecnej Ravenna kandyduje do miana Europejskiej stolicy kultury w 2019 roku.

Dojazd
Ravenna znajduje się w dogodnym punkcie umożliwiającym dojazd zarówno samochodowy jak i kolejowy. Drogą E45/E55 umożliwia dojazd do okolic Ceseny skąd można odbić na Forlì lub Rimini i dalej na San Marino lub inne nadmorskie miejscowości. Wiodąca na północ E55 omijając ruch autostradowy kieruje aż do Wenecji a odbijając w położonym nad dużym jeziorem Comacchio można dojechać do Ferrary.
Transport kolejowy umożliwia dojazd nadmorską jednotorową linią do Rimini (około godziny jazdy lokalnym pociągiem) lub w stronę Faenzy i Castelbolognese-Riolo Terme dającym przesiadki zarówno w stronę Bolonii jak też Forlì

Zabytki
Ravenna niegdyś była miejscowością nadmorską. Jednak laguny na których jest położona w późniejszych czasach uległy zamuleniu. Trwające wiekami osiadanie budowli w niestabilnym podłożu spowodowało widoki podobne do tych w Wenecji, gdzie często trzeba się zmagać z wykrzywiającymi się wieżami i wyższymi budowlami.
Poza tym ścisłe centrum Ravenny jest bardzo cennym przykładem żywej historii z czasów starożytnych i średniowiecznych. To tutaj bowiem bardzo długo kultywowana była tradycja rzymska dzięki czemu miasto przyczyniło się między innymi do tzw. odrodzenia karolińskiego (większość budowli powstających w monarchii Karola Wielkiego – w tym słynna kaplica pałacowa w Akwizgranie – były wzorowane na budowlach Raweńskich). Do czasów dzisiejszych przetrwała spora ilość dobrze zachowanych przykładów architektury dawnej. Ciekawostką może być pamiątka pozostawiona po swoistej „wojnie” chrześcijańskich ortodoksów i barbarzyńców. Niektóre plemiona barbarzyńskie przyjęły bowiem wiarę chrześcijańską, której to odłam nie był jednak uznany przez ówczesne władze kościelne. Dlatego w wyniku średniowiecznej zmiany władzy w Ravennie miastu pozostawione zostały bliźniacze budowle sakralne związane z odłamem barbarzyńskim i ortodoksyjnym – zwłaszcza dwie katedry: ariańska (Santo Spirito) i ortodoksyjna Basilica Ursiana (katedra Sant'Orso).
Zabytkowe budynki Ravenny kryją przede wszystkim bardzo dobrze zachowane przykłady mozaik. Osiem z nich - mauzoleum Galli Placydii, baptysterium Ortodoksów, Sant'Apollinare Nuovo, baptysterium Arian, kaplica arcybiskupia, mauzoleum Teodoryka, San Vitale, Sant'Apollinare in Classe – określonych jako zabytki wczesnego chrześcijaństwa i mozaikarstwa, zostało wpisanych w 1996 roku na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Kolejnym istotnym punktem na mapie zwiedzania powinien być Plac Św. Franciszka na którym znajduje kościół z grobowcem Dantego. Znajduje się on tam na przekór Florencji która przez wiele wieków rości sobie prawa do przeniesienia szczątków poety do miejsca jego narodzin.
Do najważniejszych punktów na mapie zabytków Ravenny obowiązuje zbiorcza wejściówka. Bilety w cenie €9,50 można nabyć w kasach biletowych lub w biurze informacji turystycznej znajdującej się przy Via Salara.
   


Ferrara
Ferrara to kolejne niewielkie miasto, które na mapach jest obecne od co najmniej ósmego wieku naszej ery. Stanowi kolejny przykład wielowiekowej historii wtopionej w toczące się tam życie codzienne.

Dojazd
Ferrara znajduje się pośrodku wiodącej z Bolonii do Padovy (45 kilometrów od Wenecji) autostrady A13. Lokalna droga SS16 umożliwia również dojazd do Ravenny i dalej do Forlì lub Rimini.
Jeśli chodzi o transport kolejowy, to regionalne pociągi z Ravenny do Ferrary odjeżdżają co około półtorej godziny a podróż zajmuje co najwyżej 75 minut. Z Bolonii można się natomiast dostać odjeżdżającymi średnio dwoma pociągami na godzinę a cała podróż zajmie od 30 do 55 minut.

Zabytki
Ferrara to standardowe niewielkie włoskie miasto z imponującą listą zabytków. Starówka otoczona jest jednymi z najlepiej zachowanymi renesansowymi fortyfikacjami bastionowymi o długości około 9 kilometrów. Głównym punktem zwiedzania powinien być ogromny zamek Castello Estense należący niegdyś do potężnego rodu d'Estów. Rodzina ta dzięki śmiałym mariażom miała spore wpływy na politykę zarówno Italii jak też tamtejszej części Europy. Na jej dworze przebywali między innymi Petrarka czy Mikołaj Kopernik. Ponieważ największy rozkwit Ferrary był wiąże się z władaniem rodu d'Estów, większa część zabytków w bardziej lub mniej bezpośredni sposób jest z nim połączona. Przykładowo jest to wcześniejsza rezydencja d'Estów – przebudowany w XVIII wieku Ratusz, średniowieczny uniwersytet, bądź klasztor dominikanów z grobowcami członków rodu: Alfonsa I, Alfonsa II, Ercole I, Ercole II, Lukrecji Borgia i in.
Oczywiście równie istotnym punktem którego nie można opuścić będąc w Ferrarze jest imponujących rozmiarów – typowa dla miast regionu – renesansowa katedra.


Adresy kontaktowe, etc.

Linie lotnicze obecne w Forlì: WizzairWind Jet, Belle Air.
Kolej we Włoszech: www.trenitalia.com (wersja angielska strony tutaj).

Transport autobusowy w Forlì: www.atr.fc.it (mapa sieci tutaj).
Transport autobusowy w Rimini: www.tramservizi.it (mapa sieci tutaj).

Bonelli Bus (transport m.in. pomiędzy Rimini i San Marino): www.bonellibus.it (brak angielskiej wersji językowej).

Informacja turystyczna w Rimini
Piazza Malatesta 28, Rimini
tel. +39 0541 716380
www.riviera.rimini.it
turismo@provincia.rimini.it

Informacja turystyczna w San Marino
Contrada Omagnano 20, San Marino
tel. 0549 882390
www.visitsanmarino.com

Informacja turystyczna w Ravennie
Via Salara 8, Ravenna
tel. +39 0544 35404
turismo@comune.ra.it
www.turismo.ravenna.it

Serwis turystyczny wybrzeża Comacchio (okolice Ferrary)
www.turismocomacchio.it
comune.comacchio.fe.it

Hotel Venere
Via Catania 6, 47900 Rimini
tel. +39-0541 372460
info@hotelvenere.org
www.hotelvenere.org (angielska wersja językowa tutaj)

Briro' Bar Pizzeria
Corso della Repubblica 160, Forlì
tel. 31343

Ristorante Il Ghetto
Via contrada Santa Croce 29, 47031 San Marino
tel. 0549 991580

Italia in miniatura: www.italiainminiatura.com (niestety tylko włoska wersja językowa).
Fiabilandia: fiabilandia.net (również wyłącznie włoska wersja językowa).
Ravenna Festival (coroczny festiwal kinowo-teatralno-muzyczno-performerski): www.ravennafestival.org.
San Marino Adventures (park linowy): www.sanmarinoadventures.sm, info@sanmarinoadventures.sm

Sieci marketów: Coop.

piątek, 10 czerwca 2011

Od lołkostowca do wyjazdowca

Człowiek się zmienia. Za czasów studenckich, gdy miało się sporo wolnego czasu, można było kombinować z opcjami podróży aby było nieco taniej, w większą liczbę miejsc i niemal „na zaliczenie”. Jednak nawet jeśli coś świetnie smakuje, w pewnym momencie przestaje zachwycać a nawet zaczyna się przejadać. Bo po co któryś raz odwiedzać to samo miejsce?

Rynek lotniczy się zmienia, ale zarówno po sobie jak też internetowych forach lotniczych lotniczych widzę, że jego odbiorcy także przechodzą zmianę. Czemu się dziwić? Ryanair wprowadza coraz to kolejne absurdalne „dodatki” do cen biletów, Wizz Air póki co również cenowo idzie w górę np. podwyższając opłaty za opłaty bez udostępniania w zamian na terenie Polski karty z tejże opłaty zwalniającej. Owszem, nie jest źle biorąc pod uwagę fakt, że jeszcze kilka lat temu nie do pomyślenia była rzeczywistość z wiszącą na ścianie mapą kontynentu przy której co tydzień zastanawiam się gdzie by tu za kwotę dwóch dniówek wpiąć kolejną pineskę oznaczającą miejsce odwiedzone? Niestety okazje takie robią się coraz rzadsze.

Pamiętam jak kilka dni temu przeczesywałem z ciekawości system rezerwacyjny Ryanair. Znalazłem tam loty choćby do Malagi za... ponad 500PLN w jedną stronę! Dla mnie to jest paranoja i nie wiem jakim musiałbym być desperatem aby znając rzeczywistość rynku lotniczego kupić bilet w takiej cenie. Co gorsza, ludzie zaczynają taką sytuację tolerować. W końcu jak się leci na urlop, to się wydaje dużo pieniędzy – zwłaszcza na podróż. Ręce w takiej sytuacji opadają tym bardziej, że nawet kombinacje z przesiadkami tak naprawdę niewiele pomogą. Ba, przesiadkami... Tutaj może mam skrzywienie wynikające z marnej siatki połączeń mojego portu macierzystego, ale jak można znaleźć łatwą i dogodną przesiadkę jeśli linie nisko-kosztowe oferują raptem trzy kierunki o częstotliwości co najmniej czterech rejsów tygodniowo? Niestety zimowy rozkład zapowiada się jeszcze gorzej, gdyż przy tendencji do cięcia lotów i podwyższania tym samym cen biletów Ryanair na spółkę z Wizz Air będzie udostępniał raptem sześć kierunków z częstotliwością co najmniej trzech rejsów w tygodniu...

Trochę marnizna, ale na szczęście na lołkostach świat się nie kończy. Jak pisałem na początku roku, w momencie gdy znalazłem pracę i tym samym dużo lepsze źródło finansowania niż na studiach, priorytety zmieniły swój środek ciężkości. Raz że niektóre formy wyjazdu już się znudziły, dwa że za „przeżycie” bez wahania jestem w stanie zapłacić większą niż dotychczas stawkę. Trzy że w momencie kiepskiej siatki połączeń nie czuję potrzeby zaczynania i kończenia podróży w porcie macierzystym. Wydaje mi się, że pewna część osób, które podróże lotnicze zaczynały na pokładach linii nisko-kosztowych myśli podobnie. Czyżby więc pierwsze pokolenie dzieci LCC zaczęło dorastać? Czemu nie, w końcu przy zachowaniu wspomnianych wcześniej trzech warunków pojawia się całkiem sporo nowych możliwości.

Zresztą tanie linie nie są jedynymi na świecie oferującymi przewozy pasażerskie. W dzisiejszych czasach także niekoniecznie tanie – jak sobie przypomnę sytuację gdy widziałem niepromocyjną ofertę Lufthansy z portów regionalnych do Bilbao, Neapolu czy Nicei za około 600 złotych. Biorąc pod uwagę fakt, że dość ciężko jest się dostać w te rejony na pokładach linii nisko-kosztowych tworzy się jeszcze dodatkowy atut „za” :-) Zresztą jeśli nie ma się konkretnie sprecyzowanego kierunku czy daty lotu, to można poczekać na ciekawe promocje. Przykładem mogą być first minute LOTu, który w cenie do 400 złotych oferuje bilety z Warszawy w wiele kontynentalnych miejsc swojej siatki lotów. Fakt, w moim przypadku trzeba dołożyć jeszcze kilkanaście godzin i pewną sumkę na dojazd do stolicy. Jednak gdy już się taką sytuację zaakceptuje, to otworem stoją też inne porty w okolicach miejsca zamieszkania. W moim przypadku Berlin oferujący dotąd niecodzienne (jak na mój port macierzysty) miejsca w niecodziennych cenach – choćby Sankt Petersburg, Moskwa, Korsyka, Teneryfa czy Agadir za 300 złotych.

Nie dziwię się więc że w takiej sytuacji i przy większym obyciu w transporcie po kontynencie nasze pokolenie zaczyna stawiać pewniejsze kroki kierujące nie tylko poza pokłady linii LCC, ale również poza pokłady samolotów. Przy zdobytej w ostatnim czasie wiedzy dużo łatwiej bowiem znaleźć zadowalający nocleg, rozrywkę czy dogodny transport pomiędzy wyznaczonymi miejscami w innym kraju a nawet na innym kontynencie. Ja się zmieniłem, ponieważ w chwili obecnej do wiosny 2012 mam zaplanowane bądź mocno obserwuję opcje pięciu/sześciu wyjazdów. Tylko dwa z nich wykorzystają port macierzysty do którego jeszcze niedawno byłem bardzo przywiązany. Tylko trzy z nich związane są z liniami nisko-kosztowymi. Cel prawie każdego z nich jest taki, że większość statystycznych znajomych jest zaskoczona może nie nadzwyczajnością, ale niecodziennością wyboru. Trochę szkoda że oni nie mogą zacząć tak tanio i beztrosko jak całkiem niedawno zaczynało moje pokolenie. Może potencjał lotniczy naszego ponad trzydziestomilionowego kraju wreszcie by przyniósł jakieś efekty. Chociaż z drugiej strony i tak dobrze że część rodziny przynajmniej raz w życiu wybrała wyjazd zagraniczny na pokładach czarterów. Dla nich istotnym powodem do samozadowolenia jest wysłanie pozdrowień z Egiptu czy Tunezji. Kto wie, może kiedyś ktoś z nich wyśle podobne pozdrowienia z Gruzji, Istambułu czy innego niekoniecznie turystycznego miejsca? Fajnie by było.

czwartek, 19 maja 2011

Nad Adriatykiem

05-10 maj 2011, region Emilia-Romagna (Bolonia, Rimini, San Marino, Ravenna, Forlì)

Dla zainteresowanych: więcej fotek z tego wyjazdu można znaleźć na moim profilu serwisu Panoramio. Dokładniej pod tagiem 2011.05.05-10 - Emilia-Romagna (Bologna Rimini San Marino Ravenna Forli). Zeszłoroczne majówkowe mambo dżambo po południowej Europie pozostawiło sporo miłych wspomnień, dlatego też naturalną koleją rzeczy było rozważanie skorzystania z podobnej okazji w tym roku. Chociaż dzięki odpowiednio wczesnemu poinformowaniu o planach nie mielibyśmy w pracy problemów z urlopami, tak w tym roku oprócz pozytywnych wrażeń taki wyjazd mógł pozostawić spore luki w naszych portfelach. Nieco lepsza koniunktura na rynku pozwala bowiem na podwyższanie cen biletów, do tego doszła jeszcze sprawa beatyfikacji powodująca w pewnym momencie bardzo gwałtowne i wysokie skoki cen – w pewnym momencie śmiałem się że nawet na trasach krajowych wewnątrz Norwegii ;) Jako że stan finansowy wzmagał jeszcze pomysł spędzenia kilku dni we Włoszech, ostatecznie postanowiliśmy urlop przesunąć nieznacznie w czasie, standardowo łapiąc się na promocyjne ceny. Co nie oznacza że było śmiesznie tanio. Za priorytet postawiłem sobie bowiem zakup biletu do Bolonii bez Ryanair-owego haraczu w postaci opłaty za odprawę online – taki tam fetysz sprzeciwiający się polityce linii w niekoniecznie sprawiedliwy sposób walczącej z konkurencją – efektem czego było np. otworzenie trasy z Bolonii do Wrocławia. Cena powrotu z Forlì nie miała w takiej sytuacji dla mnie większego znaczenia. Co więcej, postanowiłem wykorzystać ten wypad do przywiezienia rozmaitych włoskich produktów do czego niezbędne było wykupienie bagażu rejestrowanego. 32 kilogramy u Wizz Air za 62 złote w porównaniu z piętnastoma Ryanair za większą cenę jest opcją jak najbardziej atrakcyjną.

Czwartek
Jako że lot tam był zaplanowany na godziny wieczorne, czwartek był moim standardowym dniem w pracy. Potem szybki powrót do domu, prysznic, obiad i wyjście na lotnisko. W międzyczasie do przygotowanych plecaków dodaliśmy jeszcze sandały i krótkie spodenki, ponieważ pogodowa szklana kula w ciągu doby mocno zmieniła zdanie przepowiadając bardziej słoneczne dni i cieplejsze temperatury.

Wrocław - Bolonia
Ryanair (FR4318)
reg: EI-ENI
wylot: 20:33 (planowo 20:45)
przylot: 21:53 (planowo 22:55)
pax na pokładzie: 149

Wprawdzie samolot do Wrocławia przyleciał sporo przed czasem, jednak w drogę powrotną z pasa startowego oderwał się niemal o ustalonej w rozkładzie godzinie. Chociaż po raz pierwszy od dłuższego czasu mój lot po zachodzie słońca odbywał się przy braku zachmurzenia, na wysokości przelotowej postanowiłem jednak bardziej skupiać się na magazynie pokładowym i lotniskowym niż obserwacji niewyraźnych (zakłócanych przez denerwujące oświetlenie cały czas zapalone w kabinie samolotu) świateł mijanych okolic. Nad Bolonię zalecieliśmy od południowego-zachodu. Do osi pasa startowego niemal do ostatniej chwili podchodziliśmy pod kątem prostym przez co z okien po lewej stronie samolotu dało się zauważyć cel naszego lotu. Przyznam się że ciągle do tego czasu wydawało mi się iż pas startowy jest miejscem widocznym niemal z daleka a co najmniej bardzo wyraźnie odróżnianym od pozostałych świateł w okolicy. Nic bardziej mylnego – tak naprawdę tylko moje „odchylenie” w stronę lotnictwa pozwoliło na zidentyfikowanie pewnej grupy świateł jako pasa startowego i okolicznych płyt postojowych. Od tego czasu żywię jeszcze większy szacunek do pilotów robiących wizualne podejście do lądowania!
Nasza procedura została nieco zakłócona przez będący wcześniej w kolejce jakiś mały samolot. Dlatego pilot pomimo bycia na prostej (tylko zapewne na zbyt dużej wysokości ponieważ lądujący przed nami samolot był dużo poniżej nas) w pewnym momencie zrobił lewoskrętne 360º o delikatnym promieniu a po minucie od ponownego znalezienia się na ścieżce posadził maszynę na pasie. Przy terminalu okazało się że wylądowaliśmy godzinę przed czasem! Pokazuje to że Bolonia daje się nieco sfrajerować Ryanair, ponieważ pomimo krótszego odcinka niż Forli-Wrocław, Ryanair według rozkładu swoją trasę leci dłużej niż Wizz Air. Nasz lot pokazał że ta zakładka czasowa jest zdecydowanie za duża – nawet biorąc pod uwagę tendencję do wolnych prędkości przelotowych według rozkładów linii nisko-kosztowych (wolniejsza prędkość pozwala na mniejsze spalanie paliwa co oznacza oszczędność). Do tego na miejscu byliśmy około godziny 22. Nasz kurs był ostatnim dla tej maszyny a jestem przekonany że przy lekkim ściśnięciu rozkładu i możliwości zakończenia rotacji po północy (często robi tak np. Wizz Air, Ryanair bardzo rzadko) samolot byłby w stanie po nas zrobić jeszcze jakąś krótką krajówkę...
Czwartek zakończyliśmy w terminalu gdzie po chwili odpoczynku i krótkim rozeznaniu terenu rozłożyliśmy nasz zestaw noclegowy. Niestety pomimo nocy i urlopu nie obyło się bez obowiązków związanych z pracą. Jako jeden z administratorów firmowego systemu informatycznego jestem bowiem automatycznie informowany o wykryciu nieprawidłowości w działaniu pewnych aplikacji. Ta na szczęście była bardzo błaha, jednak alarmy dochodziły co godzinę aż do rana zanim kolega na miejscu nie zresetował powodującej raportowanie maszyny ;)

Piątek
Piątek postanowiliśmy poświęcić na krótki briefing po planowanej na odwiedzenie kiedy indziej Bolonii oraz dojazd do Rimini. W mieście znaleźliśmy się przed godziną dziewiątą i po ulicach centrum kręciliśmy się do popołudnia. Początkowo byłem przerażony, ponieważ w drodze z lotniska Bolonia – delikatnie to ujmując – nie zachwyca. Ścisłe centrum początkowo nie potrafiło mnie ani przyciągnąć ani odepchnąć. Oko cieszył splendor architektury, mnóstwo arkad i traktów pieszych wiodących pod schronieniem budynków. Niepokoił jednak bardzo duży ruch i chaos finalizujący się rozsianiem parkingów dla samochodów/skuterów czy też wystawianiem dużych kontenerów na śmieci „gdzie popadnie”. Do tego porozwieszane wszędzie kable wchodziły w kadr każdej niemal fotki. Koniec końców kilka godzin aklimatyzacji sprawiło, że Bolonia została zapamiętana mimo wszystko pozytywnie i podczas przeglądania fotek z wyjazdów stwierdza się że jeszcze kiedyś będzie trzeba tam wrócić na dłużej.



Popołudnie spędziliśmy na dojeździe z Bolonii do oddalonego o około 100 kilometrów Rimini. Miasteczko to stało się naszym punktem wypadowym z powodu niewielkiej odległości od interesujących miejsc, nadmorskiej okolicy i stosunkowo tanich noclegów. Udało nam się znaleźć dwuosobowy pokój z bufetowym śniadaniem za €31 za dobę. Hotel został określony jako trzygwiazdkowy. Pewnie dlatego w korespondencji mailowej początkowo zaoferowano nam „promocyjną cenę €75 za noc”. Dopiero po zapytaniu czemu tak drogo skoro serwisy pośredniczące pokazują dużo niższą cenę doszliśmy do porozumienia. Dobrze to, ponieważ doświadczony nocowaniem we Włoszech w hotelach trzy i cztero-gwiazdkowych, naszemu zdecydowanie nie dałbym żadnej z tych kategorii. Korelując otrzymaną cenę i zastane warunki – oferta jest bardzo atrakcyjna. Jednak w kontekście pierwotnej stawki – sroga przesada!



Sobota
Sobota, jako dzień odpoczynku po bądź co bądź męczącym całodniowym chodzeniu z plecakami, została przeznaczona na Rimini. Najpierw trzy godzinki opalania w południowym słońcu, potem wynajem rowerów w okolicznej wypożyczalni i wyjazd do centrum Rimini. Rowery tanie jak – wszechobecny w Rimini – przysłowiowy борщ. Niestety – o czym się w późniejszych dniach przekonaliśmy – niska cena (€40 za dwa rowery na dwie doby) spowodowana jest również niską jakością, ale o tym za chwilę. Niestety centrum miasta nie zaskoczyło nas tak jak w zeszłym roku Palma na Majorce. Dlatego też wycofaliśmy się po stosunkowo krótkim czasie zaliczając jeszcze po zmroku kilka chwil na plaży i jako ciekawostkę – terminal lotniska Rimini.







Niedziela
W każdy nieco dłuższy wyjazd przynajmniej jeden dzień poświęcamy na aktywny wypoczynek. Zazwyczaj jest to rower i albo jakieś ustalone odległe miejsce, albo po prostu kręcenie się po okolicy. Tym razem padło na San Marino. Dlaczego? Bo swoimi niewielkimi rozmiarami i otoczeniem przez Włochy państewko to zawsze jakoś zwracało na siebie moją uwagę. Pomimo początkowych obaw co do trasy, pierwszy etap wyjazdu był bardzo przyjemny. Owszem, jechaliśmy dwupasmową trasą szybkiego ruchu, jednak w niedzielny poranek ruch był niewielki a całość trasy pokonywaliśmy dobrej jakości poboczem. Niestety mniej więcej w połowie drogi zaczęły się wzniesienia, których pokonanie okazało się być moim osobistym koszmarem. Jestem osobą wytrzymałą, na rowerze nie jeżdżę mało a i na zimę moje dwa kółka były zaprzęgane do jazdy. Niestety wspomniana wcześniej wypożyczalnia nie dysponowała sprzętem najlepszej jakości o czym dosadnie przekonywaliśmy się z każdą godziną korzystania z tamtych rowerów. Cóż tu dużo wspominać – kilkukrotnie poległem na podjazdach i większość trasy musiałem spędzić na pchaniu roweru do góry. Niemniej szczerze się przyznam, że po minach podjeżdżających na samą górę na profesjonalnym sprzęcie rowerzystów zauważyłem, że trasa ta do najłatwiejszych nie należy. W głowie pojawiło się więc wyzwanie, do którego będzie trzeba się zacząć przygotowywać i kiedyś stawić czoła :-)
Na samą górę San Marino dostaliśmy się oczywiście kolejką linową. A tam zupełnie inny świat. Urocze widoki na okolicę w promieniu do kilkunastu kilometrów (gdyby nie mgiełka spokojnie byłoby widać Adriatyk), oraz zamkowa zabudowa z niemal bajkowymi obrazami stojących na skraju pionowych zboczy wież. W trakcie zwiedzania przeszliśmy standardową trasę trzech wież. Później aby uciec od tłumnie przybyłych turystów zapędziliśmy się w rozmaite zakamarki krążąc pomiędzy kamiennymi, może nie wystawnymi, ale przyjemnie eleganckimi budynkami. W międzyczasie nie mogliśmy odmówić sobie pamiątkowego zakupu butelek miejscowego Amaretto i Likieru mlecznego. Następnie kolejką w dół, na rowery i kilkukilometrowy zjazd z lekkim strachem czy ten sprzęt nie zawiedzie nas gdzieś po drodze? Na szczęście bardzo mocno moderowane tempo zjazdu i krótki postój w połowie trasy (aby ostudzić ciągle używane hamulce i rawki) sprawiły że do końca dojechaliśmy bez żadnych praktycznie problemów. Tuż przed Rimini zerwał się jeszcze dość silny wiatr, który po zmroku przyniósł krótkotrwałą ulewę i silnie wzburzył morze. Dobrze że nie zepsuł dnia.
 


Poniedziałek
Niestety nad ranem wiatr był tylko nieco słabszy, dlatego też pierwsze godziny przedostatniego dnia spędziliśmy wygrzewając się w słońcu na osłoniętej ławce zamiast na plaży. Popołudnie postanowiliśmy poświęcić niedalekiej Ravennie – jednemu z początkowych celów głównych naszego wyjazdu. Początkowych, ponieważ z racji centralnego umiejscowienia wokół interesujących nas miejsc i pobliskiego wybrzeża postanowiliśmy jednak trzy noce spędzić w Rimini. Koniec końców z racji dostępności hoteli i niskich cen wszystkie noclegi odbyliśmy nad morzem a w Ravennie spędziliśmy przyjemne popołudnie korzystając z kolei regionalnych.
Same miasteczko – jak można było przeczytać wcześniej w przewodniku – nie jest jakieś nadmiernie urokliwe, zwłaszcza jeśli wcześniej miało się okazję zwiedzić kilka innych obowiązkowych punktów na mapie Włoch. Dużo uroku tracił bowiem z powodu zaparkowanych i czasami poruszających się po centrum samochodów. Gdyby nie one, miejscami moglibyśmy się poczuć jak w mniejszych miasteczkach Hiszpanii – bez wnikania w szczegóły nieco podobna zabudowa i leniwy charakter. Po zaopatrzeniu się w lokalnej informacji turystycznej w mapę Ravenny szybko nakreśliliśmy trasę wokół najważniejszych punktów. Ot muzeum, kilka pamiętających bardzo odległe czasy bazylik i kościół w którym spoczywają szczątki Dante Alighieriego. Z racji doskonałej pogody i niewielkich ilości dostępnego czasu nie zapuszczaliśmy się do środka muzeów pozostawiając je na następną wizytę. A podobno warto – Rawenna oferuje bowiem sporo świetnie zachowanych mozaik z czasów Starożytnych.






Wtorek
Początek ostatniego dnia wyjazdu to niemal plan dopięty na każdą dostępną minutę. Wczesna pobudka między innymi dzięki krążącemu w naszych okolicach policyjnemu helikopterowi. Niestety nie udało się rozwiązać zagadki z jakiej okazji prowadzone były te trwające kilkanaście minut kursy. Następne szybkie zakupy „pamiątek” w postaci rozmaitych włoskich produktów, dopakowanie plecaków, śniadanie i nieco ponad dwie godziny plaży. Później szybki powrót do hotelu, prysznic i zdanie pokoju na minutę przed omówionym czasem ;) Teraz to już tylko trzeba się było dostać na stację kolejową i przyglądając się coraz bardziej oddalonym wzgórzom San Marino zmierzaliśmy w stronę Forlì.
W miasteczku byliśmy jakoś po godzinie trzeciej. Po jednej z najlepszych cappuccino jakie miałem okazji wypić we Włoszech, zrobiliśmy krótką rundkę wokół niewielkiego centrum. Przesyceni jednak kilkudniowymi atrakcjami i zmęczeni dużo cięższymi niż zazwyczaj bagażami, większość czasu spędziliśmy na ławce przy pomniku na głównym placu miasteczka. Samo Forlì jakoś nas nadzwyczajnie nie zachwyciło. Niemniej zaskoczyła mnie nieco tamtejsza architektura. Jak na tak niewielką mieścinę sporo tam bowiem było kościołów z wysokimi wieżami a rozmaite państwowe/uczelniane/publiczne budynki ciekawiły przywiązaniem do wielkości i surowości zarazem.



Na lotnisku w Forlì znaleźliśmy się na dobre ponad trzy godziny przed planowanym odlotem. Heh, lotniskiem... Może bardziej niewielkim budynkiem które w ciągu doby odwiedza kilkaset osób wsiadających do odlatujących raptem kilku dziennie samolotów. Wszystko tam jest bowiem malutkich rozmiarów, zupełnie tak jak w regionalnych polskich lotniskach jeszcze przed ekspansją przewoźników nisko-kosztowych. Niemniej na sam koniec najprzyjemniejszy etap tego wypadu. Lot powrotni wykonywaliśmy bowiem na pokładzie Wizz Air. Bez żadnych problemów. Nadmierne zakupione we Włoszech kilogramy zostały bowiem spakowane do oddanego w check-in bagażu. Pomyśleć że w porównaniu do 15 kilogramów za 80 złotych u Ryanair, Wizz Air oferuje 32 kilogramy za ¾ tej ceny. Oczywiście starając się upchać jak najwięcej, w środku zmieściliśmy 17 kilogramów – wcześniejsze podróże wyłącznie z plecakami podręcznymi jednak uczą wyjazdów z rzeczami wyłącznie niezbędnymi :-) 

Forlì - Wrocław
Wizz Air (W61858)
reg: HA-LPR
wylot: 22:45 (planowo 22:35)
przylot: 00:08 (planowo 00:15)
pax na pokładzie: 129

Na pokładzie okazało się że trafiliśmy na moją ulubioną kobiecą drużynę stewardes. Po starcie kierowaliśmy się wzdłuż linii Adriatyku aż do okolic Wenecji gdzie pod nami zaczęły pojawiać się chmury. Do lądowania we Wrocławiu podeszliśmy w rzadki sposób – bez zbędnego kołowania nad miastem lądując od strony zachodniej.
Lądowanie kilka minut przed czasem, czyli w okolicach północy. Z jednej strony uwielbiam takie godziny, ponieważ na miejscu dostępny czas wykorzystywany jest niemal do ostatniej minuty. Z drugiej strony już 8 godzin później musiałem być w pracy zwarty, gotowy i w pełni skoncentrowany na ostatnim sprawdzeniu umów i uruchomieniu finansowego podserwisu jednego z największych polskich portali internetowych. Na szczęście w Polsce w tym czasie nic się nie zmieniło i jak zawsze można było liczyć na kolejną „drobną obsuwę” w planach ;-)

niedziela, 17 kwietnia 2011

Wyszukiwarka tanich biletów LOTu

Skoro zacząłem poruszać temat ciekawych zmian w ofertach cenowych różnych przewoźników, to nie można zapomnieć o ostatniej propozycji PLL LOT. Kilka dni temu linie wprowadziły na swojej stronie internetowej ciekawą funkcjonalność o dziwacznej nazwie "Znajdź najlepszą cenę". Po kliknięciu na link następuje przekierowanie do specjalnej strony ułatwiającej znalezienie najniższych stawek na każdej niemal trasie.

Funkcjonalność ta podzielona jest na pięć zakładek: Polska, Europa, Ameryka Północna, Bliski Wschód i Azja. W każdej z nich można znaleźć listę miast do których można dostać się bezpośrednio na pokładzie LOTu, oraz najniższą stawkę cenową. Po kliknięciu na interesujące miasto rozwijana jest lista z najniższą proponowaną ceną na tym kierunku z podziałem na miesiące. Dla każdego miesiąca umieszczony jest również link przekierowujący do systemu rezerwacyjnego przewoźnika umożliwiającego zabookowanie biletów w proponowanej cenie.

Wstępny przegląd pokazuje że aplikacja ta jest świetnym narzędziem dla osób nie zdających sobie wcześniej sprawy z ofert cenowych LOTu. Okazuje się bowiem że prawie każdy kierunek w Europie cenowo zaczyna się od około 300-350 złotych, co przy opcji podróży na główne lotnisko, wliczonym w to bagażem rejestrowanym i innymi "dobrodziejstwami inwentarza" jakim jest podróż z liniami sieciowymi jest opcją dość atrakcyjną. Drugim bardzo istotnym plusem jest fakt, że system ten bardzo ułatwia proces szukania wspomnianych tanich biletów. Porównuję tutaj do doświadczeń własnych z moich niedawnych zakupów. Gdy pojawiła się bowiem pierwsza wzmianka o ofercie First minute postanowiliśmy wykorzystać ją na cele tegorocznego urlopu. Niestety okazało się, że warunki taryf promocyjnych u przewoźników sieciowych są dużo bardziej skomplikowane niż w tzw. low costach. Samo przeczesywanie systemu rezerwacyjnego również nie było takie proste i nie dawało od razu jednolitych wyników. Choćby z prostego powodu, że w trakcie przeglądania cen na wybranej dacie +/- 7 dni proponowane stawki lubiły się zmieniać w zależności od wybranego terminu lotu tam, lub powrotnego. W przypadku tej aplikacji przeglądający od razu jest przekierowywany na terminy w których obowiązuje wskazana cena biletów. Jeśli takowy termin mu nie odpowiada - może w najgorszym przypadku cofnąć się na poprzednią stronę i wybrać kolejny miesiąc :-)

OK, dość słodzenia ponieważ aplikacja nie obyła się bez kilku minusów ;) Po pierwsze, proponowane ceny są tylko na loty z Warszawy. Na rozmaitych forach i blogach coraz częściej zaczynają się pojawiać wpisy istotnie zauważające pomijanie przez LOT w swoich promocjach pasażerów zaczynających/kończących swoją podróż na lotniska lokalnych. Oczywiście nie chodzi tutaj o fakt aby ceny biletów z np. Warszawy do Barcelony były takie same jak z np. Szczecina do Barcelony przez Warszawę. Chodzi bardziej o fakt że jeśli bilet ze stolicy do Hiszpanii kosztuje niecałe 400 złotych, to na ten sam termin komfort rozpoczęcia i zakończenia podróży w przykładowym Szczecinie potrafi zwiększyć tą cenę nawet do 1000 złotych! Przydałaby się więc jakaś "kumulacja" biletów w cenach promocyjnych. Dużo większy oddźwięk w portach regionalnych miałaby ta oferta, gdyby do taryfy promocyjnej na locie "tam" była dołączona taryfa promocyjna na locie z regionu do lotniska przesiadkowego. Taka oferta stanowiłaby istotną alternatywę do połączeń coraz droższych LCC i przyniosłaby chyba dużo większy oddźwięk zamiast akcja promocyjnych stawek stosowanych tylko na trasach z Warszawy w inne miejsca w Polsce.

Innym minusem jaki udało mi się zauważyć przeglądając opisywaną aplikację jest niepoprawność przedstawianych danych. Są to zarówno dane geograficzne - przynależność Gruzji (Tbilisi) do zakładki Europa oraz brak Erywania - jak też liczbowe - zaskakująco wysoka w porównaniu do innych cena na trasie z Warszawy do Tbilisi (ponad 1100 złotych) oraz z Warszawy do Wrocławia (tutaj akurat cena ewidentnie błędna). 

Oczywiście ceny prezentowane we wspomnianej aplikacji są najniższymi w całym systemie rezerwacyjnym. Oznacza to że należą przede wszystkim do taryfy First minute lub innej zaliczanej do klasy ekonomicznej. Pasażerowie chcący podróżować w klasie Economy Semi-Flex/Flex i w klasie biznesowej muszą sprawdzać dostępne ceny w sposób dotychczasowy.

Podsumowując, aplikacja jest bardzo fajnym narzędziem dla pasażerów którzy nie mieli zbyt dużego doświadczenia w pracy z systemem rezerwacyjnym LOTu. Bardzo jasno pokazuje ona jak niska jest cena początkowa na wybranych trasach i w które dokładnie dni można znaleźć przykład takowych. Pomimo kilku zastrzeżeń dla mieszkańców stolicy stanowi to całkiem niezłą alternatywę dla połączeń LCC czy innych sieciowych przewoźników. Dla tambylców z innych miast uwzględniających w swojej podróży dojazd do Warszawy jest to dobre rozszerzenie oferty kierunków o miejsca dotychczas ciężko dostępne w siatce tanich połączeń, jak np. Gruzja, Armenia, Turcja, Serbia, Grecja, Cypr, Ukraina czy Rosja. Zwłaszcza jeśli już teraz rozważa się wiosenny wyjazd w cieplejsze rejony naszego kontynentu, bilety w granicach 400 złotych na Cypr, do Istambułu czy Aten wydają się być dość ciekawą propozycją zwłaszcza biorąc pod uwagę możliwość zabrania w tej cenie bagażu rejestrowanego o wadze do 20 kilogramów :-) 

sobota, 16 kwietnia 2011

Klub niskich cen Wizz Air-a

Wiosna tego roku to dość bogaty sezon w kontekście rozmaitych promocji lotniczych. Wprawdzie nie informuję o nich tutaj zostawiając to zadanie różnym serwisom których ostatnio bardzo obrodziło w sieci, jednak większość z nich staram się wyłapywać i analizować pod kątem potrzeb własnych. Jedną z ciekawszych propozycji jest ostatni pomysł Wizz Air w postaci "Xclusive Club".

Air nadal jest linią oferującą bilety w cenach zaczynających się (przy płaceniu przelewem bankowym) od 15 złotych w jedną stronę od osoby. Xclusive Club jest jednak opcją dzięki której dostępność i ilość biletów w cenach promocyjnych powinna się zwiększyć. Istotny fakt polega na tym, że dostępność nie dotyczy wyłącznie biletów w najniższej taryfie promocyjnej. Obniża bowiem ceny większości dostępnych biletów przekwalifikowując je do niższej niż normalnie taryfy. Czyli - jeśli bilet normalnie kosztuje 19 złotych - przy użyciu członkostwa w klubie może kosztować 4 złote, gdy normalnie 89 - z członkostwem 69, gdy normalnie 179 - z członkostwem 129 itd. Oczywiście zasada ta nie dotyczy każdego biletu, jednak pobieżna obserwacja systemu rezerwacyjnego pokazuje że póki co jest tak dość często :-) 

Teraz pytanie kluczowe - co na tym zyska sama linia, w której interesie leży przecież  zarabianie a nie sprawianie ludziom prezentów? Cóż, po pierwsze to członkostwo jest opcją płatną. Jego roczna subskrypcja kosztuje 135 złotych, chociaż przez pierwszych kilkanaście dni celem wypromowania tej akcji zastosowano obniżkę do 45 złotych. Ciekawą opcją jest to, że członek klubu może kupić bilety w obniżonej cenie dla siebie i do dziewięciu lecących z nim swoich znajomych. Oczywiście, jak to w przypadku rezerwacji "większych" ilościowo, nie będzie tutaj miała zastosowania taryfa najniższa, ponieważ najpewniej przekroczona zostanie ilość dostępnych w niej biletów. Może to zmniejszyć możliwości kombinowane z rozdzieleniem rezerwacji na kilka osobnych, ale to już problem ludzi lubiących latać w grupie.

Fakt, przez ostatni czas nie obserwowałem z większą uwagą systemu rezerwacyjnego Wizz Air, jednak dzisiejszy przegląd kilku interesujących mnie tras nasunął myśl że generalnie ceny biletów u tego przewoźnika zdrożały. Może wynika to ze zbliżającego się sezonu letniego? Może ze zmiany systemu wycen biletów? W zeszłym roku - przynajmniej we Wrocławiu - bilety zaczynały się od stawki podstawowej na całym sezonie lotniczym. Teraz natomiast ceny w terminach lipiec - wrzesień są raczej nie zachęcające do krótkich wypadów "ot tak". Nieco ciekawiej jest na wybranych trasach w październiku i - wzorem Ryanair - w najbliższych tygodniach. A może po prostu okres zeszłorocznych żniw wynikających z nowości jaką była nowa baza Wizz Air we Wrocławiu (zarazem moja baza wypadowa) się skończył i aktualne trasy po prostu zaczęły się normalnie sprzedawać?

Oczywiście żadnej wartości poza gdybaniem moje wcześniejsze rozważania nie mają. Konkluzja odnośnie Xclusive Club jest jednak taka, że stanowi to ciekawą opcję dla pasażerów mieszkających blisko lotnisk będących silną pozycją w siatce Wizz Air, którzy na jego pokładach w ciągu roku planują wykonać dwie, trzy podróże. Oczywiście data ich odbycia przy tym nie jest ściśle określona jakimiś ramami czasowymi lecz zależna od cen i dostępności promocyjnych biletów. Jeśli Wizz Air rzeczywiście podwyższył średnią cenę biletu, Xclusive Club jest fajną opcją dostępu do niższych taryf tylko dla osób z pewnego grona. Fakt, należenie do tego grona nieco może kosztować, ale tworzy zarazem pewną formę przywiązania do linii, coś na wzór programu lojalnościowego aliansów lotniczych. Oczywiście skusiłem się na członkostwo w Xclusive Club, tym bardziej że cena promocyjna 45 złotych zwróci mi się już przy pierwszym bookingu tylko dla mnie - że o współpasażerach już nie wspomnę. Ale tak na szybko licząc - jeśli ilość i jakość tańszych biletów utrzyma się na aktualnym poziomie, to za rok nie będę się wahał przed przedłużeniem sobie członkostwa w normalnej cenie.  Lepiej bowiem dopłacić raz aby później przez rok płacić na zbliżonym jak dotąd poziomie cenowym. Poza tym sądzę też że ruchem bardziej fair jest opcja podwyższenia średnich cen dając pewną płatną furtkę zachowującą podobne wartości cenowe, niż kombinować jak ostatnio zrobił Ryanair. Chodzi mi o ostanie wiadomości według których przewoźnik ten na lato obniżył wartość początkową biletu do €2 z groszami, ale do całości standardowo dorzucając podwyższoną niedawno opłatę za odprawę online  (już €6) i ostatni wynalazek w postaci kolejnej  (tym razem €2) opłaty "za odwołanie lotu". Czyli z 8 złotych  za bilet nagle robi się nieco poniżej 40 ;) 

Jeszcze gwoli ścisłości - członkostwo w Xclusive Club wykupuje się na stronie przewoźnika, czyli www.wizzair.com. Członkostwo przyporządkowane jest do Konta W!zz na które należy się wcześniej zalogować. Sposób wykupienia takiego członkostwa krok po kroku pozwolę sobie opisać w najbliższym czasie :-)