środa, 4 października 2017

Przygotowania do Kuby - zdrowie


Szczepienia
Podróże po naszym kontynencie, a w domyśle - jego bardziej turystycznych częściach, jest uznawane za raczej bezpieczne. Dopiero podczas wystawienia nosa poza Europę zapala się pewna lampka: hello, warto pomyśleć o sobie. Dlatego jednym z pierwszych tudusów pojawiających się po kupieniu biletów do Hawany powinno być ogarnięcie szczepień. Jak jednak wskazuje infografika z serwisu Szczepienie Dla Podróżujących, Program Szczepień Ochronnych na rok 2016 (PSO 2016) przy podróżach na Kubę jedynie zaleca szczepienie przeciwko Durowi brzusznemu i WZW typu A. Koniec końców szczepień żadnych nie przyjąłem z powodu niewyrobienia się w odpowiednim czasie (jest to procedura kilku wizyt u lekarza), jak też prostego wytłumaczenia - zalecenia nie różnią się od tych, dotyczących Maroko, w którym kilkukrotnie byłem bez żadnych szczepień. Jednak oczywiście takiego podejścia do sprawy jak najbardziej nie polecam.

Chemia i kosmetyki
Kuba, jak wiadomo, od wielu lat boryka się z niekończącym się kryzysem. Dlatego pakując bagaż, warto pamiętać o zabraniu wszystkich niezbędny kosmetyków, które mogą być potrzebne w trakcie wyjazdu. Owszem, podstawowe materiały pokroju płynu do kąpieli (lub po prostu mydła) czy szamponu, spokojnie dostaniecie w większości sklepów Panamericana. Niestety bardziej specyficzne mieszanki, jak przykładowo balsam na poparzenia słoneczne, są tam raczej nieosiągalne.

Oczywiście przypominam również o konieczności zabrania ze sobą stosunkowo silniejszych środków na komary. Zwłaszcza, jeśli podróż jest planowana w okolicach pory deszczowej. Nawet Dorota, która generalnie jest przeciwniczką chemii, wieczorami zarządzała smarowanie się i pryskanie okolic drzwi i okien (zazwyczaj są bardzo przewiewne, lub całkowicie nieprzeszklone) popularnym środkiem Mugga.

Kwestie żywieniowo-zdrowotne
W trakcie pakowania bagażu, zdecydowanie polecam poświęcić nieco więcej czasu na kwestie żywieniowo-zdrowotne. Kuba jest bowiem krajem odległym, gdzie panują zupełnie inne warunki higieniczne, a lokalni mieszkańcy przyzwyczajeni są do innych kultur bakterii. Najważniejszą zasadą, jakiej powinniśmy się trzymać, ale którą też na samym początku wymienił host naszego pierwszego noclegu, to pić wodę wyłącznie z oryginalnie zamkniętej butelki. Co więcej, ponieważ od wylądowania do przybycia na miejsce noclegu i późniejszy zakup jakiegokolwiek napoju, może minąć kilka godzin, polecam przylecieć na Kubę z zabraną jedną, lub dwoma butelkami europejskiej wody.

Kwestie zdrowotne zawsze warto mieć z tyłu głowy w trakcie podejmowania decyzji żywieniowych. Generalnie staraliśmy się trzymać świętej zasady - wszystko co jemy, jest zapakowane produkcyjnie, lub poddane obróbce cieplnej. Czyli obiady ciepłe, płyny fabrycznie zamknięte, na śniadania bułki z jajkiem sadzonym, serem, lub wypieczonymi produktami mięsnymi (co najmniej w formie tostów). Jednak nawet to może nie zapewnić bezpieczeństwa. My na szczęście żadnych rewelacji nie napotkaliśmy. Niemniej w rozmowie z parą Niemców usłyszeliśmy historię Viñales, polegającej na kilkudniowym pobycie w pokoju noclegowym. Prawdopodobnym powodem było spożycie owoców morza, które w niektórych miejscach mogą być poddawane wielokrotnemu mrożeniu i rozmrażaniu. Zwłaszcza, że jest to produkt czysto turystyczny - localsi raczej się nimi nie żywią.

Pod koniec wyjazdu pozwoliliśmy sobie na kilka wyjątków od przyjętej reguły. Zaczęliśmy bowiem raczyć się kupowanymi na mieście lodami z automatu, a wśród wielu localsowych okien próbowaliśmy się drinkami i sokami owocowymi. Wyglądem nie zachęcały - była to leżąca w rozwalającej się lodówce plastikowa butelka po wodzie, z jakąś brzydko wyglądającą zawartością. Wygląd to jedno, a prawdą jest, że smakowały one cudownie. Polecam zwłaszcza sok z tamaryndowca.

Przygotowania do Kuby - Bibliografia

Co wielokrotnie będę powtarzał w trakcie tej serii wpisów, sytuacja na Kubie zmienia się w sposób bardzo dynamiczny. Miejcie to proszę na uwadze, na każdym etapie planowania i podróżowania. Niestety nie ułatwia to sprawy w kwestii przewodników. Z pewnością musicie brać pod uwagę najświeższe wydania książkowe, ponieważ publikacje sprzed nawet dwóch lat mogą być już nieaktualne.

Niestety pomimo świeżości wydania, można mieć nieco zastrzeżeń co do ich rzetelności. Wynika to z kilku rzeczy. Po pierwsze, Kuba mimo wszystko staje się trendy. W jej kierunku zmierzają więc ludzie, którzy zainteresowani są noclegami w hotelach z opcjami all inclusive, a największą atrakcją jest przejechanie się krążownikiem szos z lat 50. i zrobienie zdjęcia starej murzynce w kolorowych ciuszkach, która pali wielkie cygaro. Takie osoby potrzebują publikacji skoncentrowanych na łatwiejszych i bardziej dostępnych atrakcjach. Z drugiej strony, ciężko chyba też liczyć na przewodnik dla osób robiących wszystko samemu, szukających bliskiego  kontaktu z miejscowymi, freaków samodzielności i przeżycia czegoś prawdziwego. Wynika to z faktu, że o taką turystykę na Kubie niezmiernie ciężko. Ale dokładniej opiszę to w jednym z kolejnych wątków.
Przejazd starym kabrioletem  - sztandarowa atrakcja na Kubie

El nicho
Koniec końców w kwestii przewodników spotkał mnie raczej zawód. Czytając o Hawanie, oparłem się na książce z mega-cenionej przeze mnie serii Podróże Marzeń. Niestety, ostatnia książka tego ciągu została opublikowana bodaj pięć lat temu, dlatego już na wstępie wiele informacji dotyczących życia i zwyczajów codziennych było po prostu nieaktualnych. Poza tym cała jej uwaga została skupiona na trzech obszarach miasta. Opisy miejsc były jakby płytkie, oczywiste, jakby przepisane z innej książki, bez dodania jakiegokolwiek ładunku emocjonalnego autora. Wątek ten ciekawie wpisuje się w przykład El Nicho. Jest to wodospad znajdujący się w niewielkim paśmie gór Escambray, pomiędzy miastami Cienfuegos i Trinidad. Miejscowi nie są w stanie zrozumieć fenomenu jego popularności turystycznej, ponieważ tak naprawdę oferuje on niewiele ciekawego. Potwierdzamy tą opinię i przekazujemy jedną z lokalnych teorii, że prawdopodobnie ktoś kiedyś wspomniał o El Nicho w swojej publikacji, a większość kolejnych postanowiła to skopiować. Tak być może narodziła się historia turystycznej popularności wodospadu ;)


Dlatego wiedzę książkową warto rozszerzyć o lekturę publikacji internetowych. W sieci jest sporo wpisów, relacji czy galerii. Oczywiście znów trzeba domyślać się nad domeną autora - wycieczkowicz zorganizowany, czy może zbyt zwariowany surwiwalowiec. Dlatego jedno jest pewne, na szukanie i potwierdzanie informacji dotyczących Kuby z pewnością warto poświęcić nieco więcej czasu.

wtorek, 3 października 2017

Przygotowania do Kuby - sezon


Planując wyjazd na Kubę warto zwrócić uwagę na lokalne warunki pogodowe. Kuba znajduje się bowiem na tych samych wysokościach geograficznych, co południowe obrzeża Sahary Zachodniej, Arabia Saudyjska, środkowe Indie, czy Wietnam. W Hawanie często mówiono nam, że na wyspie rozpoznaje się dwie pory roku. Różnice w temperaturach między zimą a latem są niewielkie (22-25℃ vs. 24-26℃), dlatego właściwszy podział jest na porę suchą  i deszczową.

Zima (sucha) to zazwyczaj przedział od listopada do kwietnia. Na wyspie jest to sezon turystyczny (zwłaszcza grudzień-styczeń), gdyż okres ten pozwala na nieskrępowane podróżowanie po całej wyspie w dość przyjemnych warunkach atmosferycznych. Kubę odwiedzaliśmy mniej więcej w pierwszej połowie marca i przez dwa tygodnie na deszcz natrafiliśmy tylko jednego popołudnia. Pozostałe dni wyróżniały się raczej ładną, głównie bezchmurną pogodą. Swetry i długie spodnie potrzebne były jedynie późnymi wieczorami, lub podczas pobytu na lotnisku. Z wyjazdu wróciliśmy z lekką opalenizną, która niestety po powrocie na kontynent musiała być zasłonięta przez zestaw od polara po kurtkę letnią i opaskę na uszach.

Lato natomiast trwa od maja do października i wyróżnia się zwiększoną wilgotnością powietrza, oraz przetaczającymi się niemal codziennie burzami. Warto pamiętać, że Kuba, jak każda wyspa Karaibów, od września do listopada narażona jest na działanie Huraganów. Przykład ostatnich kilku tygodni i przetaczającego się huraganu Irma pokazuje, że przy planowaniu podróży warto wziąć pod uwagę porę roku.

Od pewnego czasu zauważalną tendencją turystyczną staje się podróżowanie wzdłuż wyspy na rowerach. Osoby chcące spróbować się z tego typu przygodą (droga z Baracoa na wschodzie, przez Santiago de Cuba, Manzanillo, Camaguey, Trinidad, Cienfuegos i Hawanę do Pinar del Rio na zachodzie kraju to niecałe 1400 kilometrów) muszą brać pod uwagę wyłącznie podróż ze wschodu. Wynika to z wiatru, jednolicie i dość silnie wiejącego na przestrzeni całego roku. Taki też kierunek obierały wszystkie wycieczki, jakie mijaliśmy podczas podróży między miastami.

Przewodnik po Kubie - intro

OK, wróciliśmy* :-) Niby nic wielkiego - urlop, jak już kilka w naszej historii. Tylko że oprócz ponad dwóch tygodni na miejscu, tym razem wymagało nieco dłuższego pobytu w samolocie. Przynajmniej dla mnie, ponieważ ja daleko poza kontynent nosa nie wystawiałem, Dorota natomiast była już po dwóch dłuższych hopkach. Dlatego cały czas miałem z tyłu głowy świadomość kolejnego poszerzania granic, a smaczku całości dodawał fakt podstawowy - to Kuba.

Musiała być w tym roku. Ponieważ przez aktualną sytuację geopolityczną wkrótce zaczną ją zadeptywać turyści ze Stanów, a za rok także z Europy. No bo przecież Kuba w świadomości wielu, nawet nieobeznanych w turystyce osób, jest jednym z tych najatrakcyjniejszych miejsc, jak Paryż ze swoim romantyzmem, Egipt z piramidami i ogromnym bagażem historycznym, czy Chiny z Wielkim murem. Dlatego nie było przebacz, zwłaszcza że na jesieni nie wypalił podobny must - Iran.

Jednak smaczku całości nie dodawał fakt atrakcji turystycznych, będących wręcz niespełnionym marzeniem wielu naszych krajanów, co zatrważających informacji wyczytywanych w trakcie przygotowywania do wyjazdu. I niekończące się pytania: czy są one przesadzone, czy opisywał je surwiwalowy freak, który mógłby spać nawet w namiocie, czy są aktualne - ponieważ sytuacja na wyspie zmienia się strasznie dynamicznie. Dlatego też poinformowałem swoich bliskich o najbardziej prawdopodobnym całkowitym braku kontaktu ze mną przez 2,5 tygodnia. Choć musieli się uzbroić w cierpliwość, to zostali także przestrzeni, że jeśli kontaktu nie byłoby przez 3 tygodnie, może to oznaczać, że coś się jednak stało.

Jak się okazało na miejscu, niekoniecznie trzeba było ich aż tak straszyć. Niemniej zmienność sytuacji i niepewność tego, co z wyczytanych informacji jest nadal aktualne, nakłoniło nas do głębszego przyjrzenia się i podzielenia z Wami naszymi informacjami. Ponieważ czas gra tutaj istotną rolę, na samym początku postaramy się opisać bardziej technikalia i rzeczywistość związaną ze sprawami codziennymi. Dopiero później opiszemy wrażenia jakie wywarły na nas konkretne miejsca. Mamy nadzieję, że komuś to się przyda.

* przyznaję, przez ostatnie długie miesiące bardzo nie idzie mi prowadzenie tego bloga. Przewodnik ten zacząłem pisać od razu po powrocie z podróży, jednak jego obszerność, oraz nawał innych spraw na głowie, zajęły mi ponad pół roku. Dlatego też to wróciliśmy w kontekście zaliczonych już kilku nowych podróży, może brzmieć nieco humorystycznie. Niemniej ruszamy :-) 

piątek, 7 kwietnia 2017

Jak ustawić tytuł na liście wyszukania Azair - mały przydatny hack ;)

Azair, to aplikacja, którą już kilkukrotnie opisywałem na łamach tego bloga. Jej idea jest cudowna - skanuje systemy rezerwacyjne kilkudziesięciu przewoźników i pozwala na wyszukiwanie kombinowanych możliwości dolotu. W ten sposób w zeszłym roku dolecieliśmy do Bośni i Hercegowiny z niespodziewaną nocką na lotnisku Skavsta, a już niejednokrotnie okazało się, że pewne odcinki warto wykonywać na pokładach przewoźników sieciowych (np. airBaltic, Aegan), niż na siłę nisko-kosztowymi.

Tyle teorii. W praktyce projekty hobbystyczne pokazują, że przy odrobinie samozaparcia, można dokonać rzeczy prawie niemożliwych. Jednak dużo częściej objawia się też druga strona tego medalu - brak czasu, środków i ciśnienia, aby pomysł dowieźć do końca, dbając także o mniej istotne szczegóły. Takich problemów w Azair jest całe mnóstwo, niemniej pozwolę sobie o nich teraz nie wspominać. Pozostaje jedynie mieć nadzieję, że autor przyjrzy się im w stosownym czasie.

Jednym z dodatków na które długo czekałem, była możliwość zapisania ustawienia filtrów, aby do takiego samego wyszukiwania móc wrócić sobie kiedy indziej. Sprawa przydatna, gdy obserwuje się kilka bardziej skomplikowanych wyszukań - np. lotów w konkretny dzień (vide weekend), lub pomysłu wakacyjnej podróży w jedno z kilkunastu potencjalnych miejsc. Chociaż ułatwienie to pojawiło się jakiś czas temu, pozostawiało wiele do życzenia. Jednym z problemów były przykładowo nazwy, pod którymi wyszukiwania były zapisane.

Zazwyczaj była to bowiem nazwa dwóch miast. Zupełnie nieadekwatna dla przypadków skrajnych. Np. chciałem polecieć do Niemiec na noworoczne zakupy ciuchowe. Tak tak, kultowy Primark i C&A w Dortmundzie :D Jako jedną z opcji, upatrzyłem poranny rejs z Gdańska do Dortmundu, potem szybki pociąg i powrót z Düsseldorfu do Warszawy. W takim przypadku Azair nazwał wyszukanie, jako Gdańsk-Düsseldorf. Jeszcze ciekawiej było w innym przypadku - weekendowym wypadzie do Bergamo (lot piątek wieczór - niedziela wieczór). Taka opcja została zatytułowana Warszawa-Mediolan choć jak wiadomo, Mediolan-Bergamo jest jedynie marketingową nazwą w świecie przewoźników nisko-kosztowych. Gdy jednak zobaczyliśmy, że w czerwcu jest możliwość jednodniowego wypadu do Bergamo na niedzielę - świetna opcja na wykorzystanie weekendu, kiedy Dorota ma w sobotę szkołę - również postanowiliśmy ustawić sobie alarm na taką opcję. I też została ona zatytułowana... Warszawa-Mediolan.

Jak się na szczęście okazuje, zhackowanie tego rozwiązania jest sprawą banalnie prostą. Co więcej, wykonać ją może każdy użytkownik dzisiejszej przeglądarki. Przykład opiszę Wam przy użyciu Chrome-a. Otóż wyszukajcie normalnie lot, który chcecie wstawić potem w powiadomienie. Jednak zamiast na liście wyszukiwań klikać w ikonę kotka, wciśnijcie na niej prawym przyciskiem myszy. W rozwiniętym menu znajdźcie opcję Inspect (lub Inspect Element w przypadku Firefox). Po kliknięciu tej opcji na dole, lub w prawej części przeglądarki wyświetli się Wam panel programisty. W tym panelu będziecie mieli zaznaczone pole z mnóstwem dziwnego kodu. Przesuńcie podgląd nieco wyżej, aż znajdziecie wpis określony jako < input type="hidden" name="watchText" ... /> Kliknijcie dwukrotnie na tekst wewnątrz pola value (w przykładzie na obrazku jest to value="Wroclaw@Lviv") i wpiszcie nazwę pod jaką będziecie chcieli widzieć swoje wyszukiwanie. Zamknijcie panel programisty i normalnie kliknijcie ikonę kotka. Koniec :-)

Menu po kliknięciu na kotka prawym przyciskiem myszy.

Pole którego wartość należy zmienić

Może jeszcze wspomnę o jednej zasadzie. Twórca aplikacji założył, że alert będzie się składał z dwóch nazw miast oddzielonej znakiem małpy. Nie jest to aż tak istotne w przypadku listy. Jednak warto zwrócić uwagę na konstrukcję widgetu dostępnego na stronie głównej po zalogowaniu. Wszystko to, co jest przed małpą, pojawia się za ikoną startującego samolotu. Natomiast wszystko to, co jest po małpie - znajduje się za ikoną lądującego samolotu. Dlatego ja sobie przyjąłem system - miasto lub trasa przed małpą, dni wylotu, lub jakaś inna dodatkowa informacja po małpie. W ten sposób mam np. określone 'WMI - TRF - WMI@piątek rano - niedziela', dzięki czemu wiem że jest to wyjazd wymagający, ale też w pełni zużywający jeden dzień urlopu. Życzę pomyślnego hackowania :-)

sobota, 18 lutego 2017

Przebazowanie

W trakcie ostatniej dłuższej ciszy na blogu, w mojej tambylczej rzeczywistości zaszła jedna duża zmiana, o której powinienem był się z Wami podzielić. Owszem, od października nie byłem zagranicą w celach turystycznych. Ale nie o to akurat mi chodzi.

Otóż w trakcie pierwszego wypadu w norweską dzicz (relacja: Due North - Na północ), podczas przesiadki na lotnisku w Gdańsku udało mi się zawrzeć pewien fajny deal. Odstąpiłem wtedy na noc kanapę, na której akurat siedziałem i czytałem gazetę. Efekty tego odstąpienia otaczają mnie do dziś, a jednym z tego skutków była moja listopadowa przeprowadzka do Warszawy :D

Pamiętam, gdy cztery lata temu szukałem pracy, stwierdziłem że raczej ograniczam się do mojego Wrocławia. Ba, niedługo później kupiłem tam mieszkanie. Jednak czasami rzeczy niemożliwe zadziewają się szybko i bez wielkiego żalu. Tak więc mieszkanie stoi sobie puste i czeka na weekendowe odwiedziny, przywiezione z Tunezji djembe i rower wyjechały do Warszawy, a ja właśnie kończę okres próbny w pierwszej tutaj pracy.

Oczywiście nie byłbym sobą, gdybym tej przeprowadzki nie rozważał w kontekście latania. Zatem mamy świetną miejscówkę, skąd na lotnisko Chopina dojeżdżamy autobusem w 20 minut. Pracę mam pod nosem - jedną stację kolejki od lotniska. Dzięki uruchomieniu przez Ryanair krajówek na główne lotnisko Warszawy, bezproblemowo mogę więc latać do Wrocławia na weekendy, z porannym powrotem bezpośrednio do biura. Wiele więc nie straciłem.

Zyskałem za to ponad dziesięciomilionowe lotnisko. Główny hub PLL Lot, który mimo wszystko wciąż bardziej przychylnie patrzy na pasażera z Warszawy, niż z innych portów, których powinien przyciągać na rejsy przesiadkowe. Fakt ten widać w naszych aktualnych planach - dzięki szalonym środom w weekend lecimy do rodziny Doroty w Rzeszowie, na majówkę kierujemy się w stronę Ljubljany a jeden z lipcowych weekendów spędzimy w Połądze na Litwie. Niestety tegoroczny urlop szybko nam się kończy, więc oprócz stricte weekendowych strzałów - obserwuję sobie Zieloną Górę, Kijów i Koszyce - na wiele więcej w tym roku bym nie liczył.

Oprócz PLL Lot pozostaje jeszcze duża baza Wizz Air. Ze sporą radością przywitaliśmy starą już informację o planowanym wrzuceniu do pudełka siódmego różowego cukierka, oraz uruchomieniem połączeń do m.in. Santander, Lyonu, Nicei, Bukaresztu, Bratysławy czy Wilna. Do tego dochodzą oferty Norwegian, czy szeregu innych liniowych przewoźników, którzy co jakiś czas potrafią zaskoczyć promocją, lub atrakcyjnymi czasowo przesiadkami.

Koniec końców jest także - zapomniany nieco od czasu przeniesienia krajówek na lotnisko Chopina - Modlin. Może nie jest on pierwszym wyborem w moich planach, jednak mimo wszystko spora siatka połączeń Ryanair, pewnie niejednokrotnie wspomoże nasze krótkie wypady z wykorzystaniem minimalnej liczby dni urlopowych. Przykładowo latem można na całą niedzielę polecieć do Bergamo - fajna opcja na zaliczenie Bresci, Verony, lub szybkiego wypadu nad jezioro Como. Charleroi też kusi kilkoma połączeniami dziennie z wylotem rano Wizz Air i powrotem wieczorem Ryanair. Zresztą późne loty z Bergamo/Charleroi fajnie nam się układają na powroty z Tirany lub Podgoricy, nad czym będziemy się zastanawiać w tym roku :-) 

Zatem okres przejściowy powoli się kończy. Wstępnie się tu ułożyłem, nieśmiało zaczyna być słychać coś o wiośnie, trzeba więc się zaktywizować. W ilości lotów rok 2016 raczej nie zostanie przebity. Trochę zaburzone statystyki - ponieważ nie dotyczące wyłącznie całego roku - mówią, że w przeciągu 14 miesięcy (wrzesień 2015 - październik 2016) odbyłem 70 lotów, a poza domem spędziłem 147 nocy. Zeszłego lata Dorota miała taki okres, że 10 weekendów z rzędu spędziła poza Warszawą. Gdy teraz będzie łatwiej transportowo, myślę że jesień 2017 również przywitamy lekkim przemęczeniem ;)

piątek, 17 lutego 2017

Nowa mapa na blogu

Eh... post ten napisałem już chyba z pięć razy. A bo mapa była na ukończeniu, bo wrzucę ją przy okazji info o przebazowaniu, albo w ramach noworocznych pozdrowień. Niestety nic takiego nie miało miejsca. Śmieję się, że dopiero kontuzja, jaką odniosłem na stoku narciarskim w zeszły weekend (w efekcie czego przebywam na zwolnieniu lekarskim), pozwoliła na znalezienie kilku wolnych chwil i dociągnięcie tematu do końca. Zatem tak, blog otrzymał zupełnie nowy mechanizm mapy. Choć zmienił się jej adres docelowy (niestety mechanizm Bloggera nie wspiera aktualnych technologii i musiałem ją wynieść poza oficjalną przestrzeń Tambylczego bloga), to niezmiennie znajdziecie ją pod obrazkiem na górze prawej części bloga.

Czemu jestem nią aż tak podekscytowany? Ano temu, że stara była co najmniej przestarzała, a w niektórych miejscach działała wręcz wadliwie. Nowa mapa została napisana od zera, dzięki czemu przysłużyła się praktycznej nauce nowszych technologii, które postanowiłem poznać przed podjęciem nowej pracy - o przebazowaniu napiszę niebawem w innym poście. W ten sposób jestem w stanie choćby tworzyć fajne filtry i automatycznie aktualizować statystyki.

Przykładowo bardzo bawi mnie przeglądanie miejsc odwiedzonych tylko w jednym roku. Zaznaczenie jednego tylko kraju pokaże miejsca, oraz odbyte w nim loty krajowe. Nie spodziewałem się nawet że mam już tyle krajówek po Polsce, a w Hiszpanii i Włoszech odwiedziłem ponad 40 miejsc :-) Ciekawie prezentuje się też połączenie dwóch krajów, które oprócz znajdujących się tam miejsc, pokazują odbyte pomiędzy nimi rejsy. Ciekawostką jest para Norwegia - Polska, gdzie z - w większości - dwóch lotnisk na północy, wychodzi sześć kresek, na pięć lotnisk w Polsce.

Oczkiem w głowie stała się natomiast nowa zakładka - statystyki. Przez większość czasu, oprócz mapy blogowej, gdzieś tam w domowym zaciszu tworzyłem bowiem inną siatkę wspomnień - w programie Google Earth. Jednak w pewnym momencie zauważyłem, że ręczne prowadzenie statystyk jest bardzo narażone na błędy, a powtarzanie prac na blogu i w programie - pozbawione sensu. Dlatego postanowiłem ograniczyć się do jedynego źródła prawdy, rozszerzając go o statystyki miejsc, krajów, linii lotniczych, typów samolotów, jak też plany na przyszłość.

Oczywiście mapa, podobnie jak jej poprzednia wersja, również połączona jest z treścią tego bloga. Zatem wszędzie gdzie można, zawiera ona linki do relacji, przewodników, czy innych artykułów. Cyklicznie uzupełniam ją również o nowe zdjęcia, które wrzucam do Google Photos. Dodatkowo w dymkach lotniskowych dodałem listę odbytych lotów z danego portu, razem z ilością rejsów na wskazanym odcinku. Dla mnie stało się to źródłem kilku ciekawostek, przykładowo nie wiedziałem, że z Wrocławia na Modlin leciałem aż 24 razy :D

Zatem oto ja, życzę miłej lektury.