wtorek, 26 kwietnia 2016

Spostrzeżenia własne - przewodnik po Kraju Basków - Biarritz


Wszystkie zdjęcia z Biarritz zamieściłem w galerii na serwisie Panoramio pod tagiem Biarritz.
Zdjęcia z całego wyjazdu do Kraju Basków znajdziecie pod linkiem: 2015.09.05-21 - Basque Country Navarre La Rioja Paris Prague.

Biarritz (bask. Miarritze)
W większości opisów do Biarritz automatycznie doklejane jest określenie mekka surferów. W mojej świadomości nazwa tego miasta pojawiła się przypadkowo - w serialu M.A.S.H. kilkukrotnie było wymienione przez Alana Aldę - Sokole oko - jako miejsce na prawdziwe wakacje. Zastanawiałem się wtedy jakim cudem Amerykanie uznają je za kultowe podczas gdy ja, Europejczyk, ledwo wiem gdzie ono się znajduje.

Cóż, Biarritz to rzeczywiście bardzo klimatyczne miasto. Chociaż stricte turystyczne, to jednak zarazem ciche, eleganckie i spokojne. Wszystko to za sprawą pozycjonowania się na bogatszych klientów. Najtańsze noclegi, zwłaszcza w porównaniu z tymi w niedalekiej Hiszpanii, osiągają ceny wręcz horrendalne. Większość ofert dotyczy bowiem pełnych domków, lub pokoi w willach. Te zazwyczaj są zadbanymi hawirami ze stylizowaną na poprzednie lata fasadą i ogrodem. Wszystko to sprawia, że klienci budżetowi pojawiają się zazwyczaj w ramach przejazdu, lub jednodniowej wycieczki. Dzięki temu mamy - co wspomniałem wcześniej - spokój, ale też poczucie bezpieczeństwa. Skrajnie inne wrażenie, jeśli przyleci się bezpośrednio po zwiedzaniu np. Paryża.

Biarritz to takie miasteczko na krótki i przyjemny spacer, który warto połączyć z plażowaniem. W ścisłym centrum warto przejść się po głównej promenadzie - od cypelku z latarnią do kolejnej wystającej formacji skalnej w okolicach akwarium. Wzdłuż promenady stoją co bardziej wytworne budynki, włącznie z Hotel du Palais - zbudowanym przez francuską Cesarzową Eugenię (żonę Napoleona III) pałacem, w którym często gościli różni monarchowie - włącznie z brytyjską Królową Wiktorią i Królem Edwardem VII. Osobiście polecam pokręcić się też po wzgórzu w okolicach akwarium. Zwłaszcza przy ładnej pogodzie - błękit nieba i żar słońca świetnie współgrają z tamtejszą zielenią i ładnym wyglądem okolicznym domów mieszkalnych. Przyjemny jest także lokalny port, zwłaszcza gdy z jego mostów i skałek pokazy skoków do wody urządzają miejscowi nastolatkowie. Czuje się wtedy fajną fuzję turystyki i klimatu lokalnego życia. W kwestii plażowania, dobrą propozycją może być plaża przy promenadzie. Jest ona szeroka, zadbana, z dobrą infrastrukturą - np. prysznice, ale też małe kraniki już na promenadzie pozwalające obmyć stopy z plażowego piasku. Aby poobserwować wygibasy goszczących w Biarritz surferów warto wybrać się nieco poza miasto. Na północy (tuż za latarnią) znajduje się kilkukilometrowej długości plaża tuż za stromym i wysokim nabrzeżem. Jej południowy skraj z pewnością zaciekawi fanów militariów, gdyż w skale znajdują się bunkry z czasów wojny. Na południu natomiast położona jest węższa, ale jeszcze dłuższa plaża. Ciekawostką jest znajdująca się na granicy starówki niewielka zatoczka. Utworzyła ona może nie najlepszą technicznie, ale bardzo klimatyczną Plage du Port Vieux. Powoli opadające dno pozwala na kąpiele zarówno dzieciakom, jak też osobom dorosłym. Tylko uwaga, jeśli przytrafi Wam się przysnąć na rozłożonym kocu w trakcie przypływu, być może nagle obudzi Was zaskakująca fala wdzierająca się pięć metrów dalej niż dotychczasowa granica wód :D

Plaża wzdłuż głównej promenady

Widok na Biarritz

Urokliwe zatoczki i wysepki Biarritz

Port w Biarritz

Plage du Port Vieux

Okolice mojego plenerowego noclegu

Czekając na zmrok

Natomiast w kwestii popularności Biarritz wśród amerykanów - Wikipedia wspomina, że pod koniec II wojny światowej w mieście utworzono kampus uniwersytecki pozwalający dziesięciu tysiącom młodych żołnierzy na rozpoczęcie studiów, dzięki którym mieli przejść łatwiejszą transformację z czasów wojny na czas pokoju.

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Spostrzeżenia własne - przewodnik po Kraju Basków - sprawy podstawowe

Zdjęcia z całego wyjazdu do Kraju Basków znajdują się pod linkiem: 2015.09.05-21 - Basque Country Navarre La Rioja Paris Prague.

Dojazd i transport
Kraj Basków, podobnie jak większość regionów w Hiszpanii i Francji, ma sporo lotnisk. Największe z nich to Bilbao, obsługiwane przez kilkunastu sieciowych przewoźników. Mniejsze, z regularną siatką połączeń, to np. Biarritz, San Sebastian (a dokładniej leżący na pograniczu Irun), Pampeluna, Vitoria czy Pau. Niestety żadne z nich nie posiada regularnego bezpośredniego połączenia z Polską. Dlatego trzeba korzystać z przesiadek, np. za pośrednictwem Iberii z Madrytu (większość lotnisk po stronie Hiszpańskiej plus ostatnio też Biarritz), Vueling (bezpośrednio do Bilbao lub San Sebastian z Barcelony), przewoźników sieciowych (np. Lufthansa) do Bilbao, lub Air France do Biarritz / Pau (np. z Paryża). Ja osobiście podróżowałem w sposób kombinowany. Korzystając z zeszłorocznej konkurencji na trasie Paryż - Warszawa do stolicy Francji doleciałem na pokładzie Air france. Jeden dzień poświęciłem na kręcenie się po Paryżu aby po zmianie lotnisk dolecieć krajówką HOP! do Biarritz. W drodze powrotnej skorzystałem natomiast z oferty CSA lecąc bezpośrednio z Bilbao do Pragi.

W trakcie urlopu hiszpańską część Kraju zjechałem wzdłuż i wszerz korzystając z całkiem fajnych rozwiązań transportu lokalnego. Chociaż dostępna jest jedynie w języku baskijskim i hiszpańskim, warto odwiedzić witrynę lokalnych linii EuskoTren. Przewoźnik ten oferuje szereg połączeń kolejowych kursujących z San Sebastian i Bilbao. Pomiędzy innymi miastami (jak też pomiędzy regionami) warto skorzystać z przewoźnika autokarowego Alsa. Pamiętajcie jednak że jest to firma oferująca kursy międzymiastowe, dlatego też jeśli potrzebujecie się dostać w mniej znane rejony, dobrą podpowiedzią może czasami zaskoczyć serwis rome2rio. Ceny takich wypadów lub cyrklowania pomiędzy kolejnymi miastami to nieco poniżej €10 za odcinek. Niestety komunikacja taka nie jest najlepiej standaryzowana. W Biarritz nieco się nachodziłem zanim znalazłem mój przystanek a autobus zaliczył jakieś 30 minut opóźnienia. W San Sebastian okazało się że kierowca nie prowadzi sprzedaży biletów i niemal na gwałt musiałem biec do odległej o 150 metrów kasy. W Logroño natomiast nic nie trzymało się znalezionego gdzieś w sieci rozkładu i po prostu musiałem czekać około dwóch (niestety wcześnie porannych) godzin. Nos podróżnika i wytrwałość jest więc wskazana.

Most gondolowy w Portugalete

Możliwość przewożenia rowerów w pociągach lokalnych
Czasami rower też musi się przejechać ;)

Noclegi
Kraj Basków oferuje dość zróżnicowaną cenowo i jakościowo bazę noclegową.  Coś dla siebie znajdą tam zarówno zwolennicy droższych i lepszych hoteli, jak też nocowania po kosztach. Niestety bardzo wyraźną granicę cenową wyznacza granica państwa. W łatwy sposób sprawdzić to choćby odwiedzając kawiarnie i nawet zwykłe supermarkety w przygranicznych - odległych od siebie o trzy kilometry - Irun i Hendaye. Próbując znaleźć jakiś nocleg w Biarritz wielokrotnie łapałem się za głowę. Dopiero na miejscu zrozumiałem, że tamtejsza infrastruktura oferuje wygodę, klasę, niezły klimat, ale jednocześnie wymaga za to słonej zapłaty. W skrócie, choć Biarritz jest podobno rajem dla surferów (ludzi generalnie młodych), to hosteli tam brak. Pierwszą opcją było więc całodniowe kręcenie się po mieście i wieczorna ewakuacja do Hiszpanii, lub - co koniec końców stało się faktem - nocowanie na plaży i zmiana miasta w godzinach porannych.

Strona hiszpańska oferuje dość zróżnicowaną bazę noclegową. W Bilbao i San Sebastian - z racji wielkości i metropolitarnego charakteru - bez problemu można znaleźć droższe hotele. Ciekawostką może być nocleg w Bodegach - znajdujących się na prowincji winiarniach oferujących pokoje gościnne z zazwyczaj widokami na plantacje oraz możliwością degustacji lokalnych wyrobów. W większych - bardziej popularnych turystycznie - miastach można natrafić na młodzieżowe hostele. Ich jakość jest bardzo zróżnicowana. Przykładowo najtańszy w Bilbao był Botxo Gallery. Z opisu wyglądało to całkiem ciekawie - pokoje wieloosobowe w nowoczesnym stylu, naprzeciw (po drugiej stronie rzeki) Muzeum Guggenheima. Jednak w rzeczywistości okazał się być jedną z najgorszych dziur, gdzie co chwila zrywało się światło i internet, prawie nie było dostępu do prądu, łóżka w salach sypialnych były - uwaga, uwaga - trój-poziomowe a bezpieczeństwo pozostawiało wiele do życzenia (np. składowisko walizek studentów którzy tam nie mieszkali, ale spokojnie wchodzili do pokojów, ponieważ kod w domofonie nie był zmieniany od wieków). Na drugim końcu skali był najtańszy hostel w San Sebastian - Green Nest Hostel. Nocleg ten znajdował się w nowoczesnym budynku z balkonami, tarasem na ostatnim piętrze, pośród zieleni. Jedyny szkopuł to fakt, że był dość daleko od centrum miasta i dodatkowo wymagał podejścia pod dość strome wzgórze.

Swoistą ciekawostką są schroniska goszczące pielgrzymów będących w drodze do Santiago de Compostela (opiszę to nieco później). Czasami są to przytulne hosteliki, czasami miejsca oferujące bardzo podstawową bazę. Sala sypialna potrafi mieścić nawet 15 łóżek piętrowych (niekiedy nawet bez pościeli) a łazienka jest salą z prysznicami i umywalkami. Oprócz tego, wszystko co niezbędne do pielgrzymowania - drobna kuchenka lub bar, mnóstwo suszarek na pranie, głębokie zlewy na zewnątrz, lub pralki i mechaniczne suszarki wewnątrz budynków. Zaletą takich miejsc jest ich niewielka cena, oraz specyficzny klimat. Sale takie zapełniają się bowiem od około godziny 14-16, od około godziny 20. zaczyna się nieoficjalna cisza nocna brutalnie przerywana wczesnym porankiem, kiedy to wszyscy goście zaczynają się naprędce pakować i wyruszają w kolejny odcinek swojej podróży. Niestety - pielgrzymi jak wszyscy inni ludzie, czasami lubią sprawiać kłopoty. W Pampelunie trafiłem na bardzo roszczącą sobie prawa do wszystkiego grupkę z Hawajów. Tak tak, Hawajów. Zwrócenie przez współlokatora uwagi że pakowanie się wcześnie rano ok, ale żeby niezobowiązującą głośną rozmowę  ucinali sobie jednak w jadalni zakończyło się niemal sporą kłótnią. Dużym absurdem były oczekiwania Amerykanów, że pielgrzymów i resztę podróżników powinno się separować w innych pokojach. Oczywiście nie trafiało do ich świadomości, że zatrzymali się w zwykłym hostelu a nie - w oznaczonym charakterystyczną muszlą - schronisku i że akceptowanie części ich zwyczajów noclegowych (np. totalna cisza po godzinie 22.) jest jedynie dobrą wolą reszty gości. Pewnie źle trafiłem, niemniej warto takie sytuacje mieć na uwadze, ponieważ - jak widać - nie każda pielgrzymka to przede wszystkim przeżycie religijne.

środa, 20 kwietnia 2016

Spostrzeżenia własne - przewodnik po Kraju Basków - wstęp

Dzisiejszym wpisem chciałbym przybliżyć Wam mój zeszłoroczny wrześniowy urlop. Jego tematem przewodnim był Kraj Basków a przy okazji doszła Nawarra, La Rioja, Warszawa, Paryż i Praga :-) Niestety w naszej świadomości turystycznej Kraj Basków widnieje na bardzo odległej pozycji, przez co dość ciężko o rzetelne informacje na temat co zwiedzać. Dlatego też zebrane obserwacje i informacje postanowiłem przelać w przewodnikowej formie - mam nadzieję że komuś się to przyda. Praca nad tą opowieścią była powodem pozornego braku mojej aktywności na blogu. Ponieważ całość rozbudowała się nieco ponad moje pierwotne założenia, postanowiłem podzielić ją na kilka tematycznych części. Kolejne odcinki powinny pojawiać się tutaj w krótkich odstępach. Równolegle do publikacji wpisów, na serwisie Panoramio będą pojawiać się fotki z tego zacnego wyjazdu. Całą galerię będzie można obejrzeć pod linkiem 2015.09.05-21 - Basque Country Navarre La Rioja Paris Prague.

Intro
Nie jesteś ani w Hiszpanii ani we Francji, jesteś w Kraju Basków - dumnie brzmią w niektórych miejscach sprejowane napisy na murach. Baskonia to historyczna kraina położona na pograniczu hiszpańsko-francuskim, w zachodniej części Pirenejów i w rogu Zatoki Biskajskiej. Nie zajmuje jakiegoś szczególnego miejsca w świadomości turystycznej polaków, ponieważ leży na uboczu od centrów wypoczynkowych Costa Brava, Balearów, Andaluzji czy Wysp Kanaryjskich. Dzięki temu pozwala odpocząć od natłoku, naszych krajanów, niebezpieczeństw znanych z miejsc turystycznych ale jednocześnie na spokojnie obserwować kilka ciekawych zjawisk.






Zachęcajka
Kraj Basków to przede wszystkim przyroda. Żywioł mocno odciskający swe piętno na lokalnym klimacie i sposobie życia. Teren zapierających dech w piersiach kontrastów - przykładowo wysokich na 500 metrów zniesień o tylko jeden kilometr odległych od poszarpanego wybrzeża, smaganego wysokimi falami. Uderzającego natłoku wszechobecnej zieleni. Rolniczego spokoju na winnych plantacjach, poprzecinanych szlakami prowadzącymi do Santiago de Compostela. Znanego z Hiszpanii ciepła w pełnym słońcu, który w następny dzień może zmienić się w całkowite zachmurzenie z gwałtownymi opadami deszczu. Miejsce historii, kultywowania odmiennej tradycji, ale jednocześnie nowoczesności wyrażanej zarówno w architekturze miejskiej, jak też sztuce. Jako miejsce do odpoczynku Kraj Basków ma - może oprócz wybrzeża po stronie francuskiej - raczej niewiele do zaoferowania. Jako miejsce do wypoczynku - już dużo więcej :-)







sobota, 26 marca 2016

Projekt gupol

Nadeszły święta, jutro tradycyjnie będę uczestniczył w rodzinnym śniadaniu i w ciągu dnia z pewnością odbędę podobny dialog do tego poniżej
 
- Jak tam pierwszy dzień świąt?
- A spoko, byłem na działce.
- Zaczynasz sezon?
- Nie, po prostu spałem pod chmurką...

Być może pamiętacie jeden z ostatnich wpisów na tym blogu, gdzie to prezentowałem realizację zwariowanej tułaczki po Norwegii. Spodobało się i prawdopodobnie uda mi się namówić Dorotę na coś podobnego w tym roku. Mimo ogromnej niechęci związanej z potencjalnym marznięciem mamy już bowiem pewien pomysł na rozwiązanie tego wątku. Zaczniemy od spania w śpiworach na osłoniętym balkonie i w ten sposób będziemy poznawać nasze zakresy akceptowalnych temperatur i sposoby aby nimi sterować. Czyli w skrócie - wypróbowanie różnych śpiworów, koców termicznych, ochron przeciwdeszczowych, utrzymującej ciepło bielizny itp. Jak coś nawalimy i po prostu przemarzniemy - dwa metry obok będzie czekało łóżko w nagrzanym pokoju i z wygodną pościelą. Jeśli natomiast wszystko będzie ok, na mapie wyjazdowej w rejonie Skandynawii pojawi się sporo wbitych pinesek :-) 

Po co więc ta działka? Zacząłem bowiem proces rozważania, zakupów i testowania. Sporą niedogodnością w trakcie nocowania w okolicach Trondheim lub Biarritz był deszcz, dlatego ostatnio zaopatrzyłem się w pokrowiec przeciwdeszczowy na śpiwór. Nie będę musiał więc kombinować ze zsuwającym się kocem termicznym a i brak oddychania materiału powoduje zwiększenie temperatury w wewnętrznym mikroklimacie o 3-5℃. Pierwsze testy w warunkach domowych, jakkolwiek wypadły bardzo obiecująco, tak były też totalnie niemiarodajne. Wprawdzie przeprowadzałem je w pokoju o powierzchni dziewięciu metrów kwadratowych, przy całkowicie otwartym oknie, z nadzieją utrzymania w nim temperatury zbliżonej do panujących na dworze 3℃. Jednak po pierwsze spałem w niewyjazdowym, bardzo ciepłym śpiworze, po drugie nie byłem narażony na stricte zewnętrzne warunki jak wiatr, wilgoć czy podłoże. Podsumowując, przysłowiowe spanie na waleta nie powodowało żadnego zmarznięcia.

Dlatego też wczoraj około północy, gdy w końcu upiekły się dwa świąteczne ciasta, spakowałem plecak, ubrałem się w trekkerskie ciuchy i rowerem podjechałem niecałe 4km na działkę. Na miejscu warunki nie były wymarzone: cieplej niż oczekiwałem (wg wujka googla około 6℃) i koniec końców nie padało pomimo około 30% szans w środku nocy. Chodziło o to, aby osiągnąć możliwie najmniej sprzyjające warunki atmosferyczne - coś w rodzaju worst case scenario. Mimo to przez sporą wilgotność i spanie dosłownie pod chmurką (drzewa dopiero zaczynają pączkować, czyli nie ma szans na jakąkolwiek liściastą ochronę), jednak trochę zmarzłem. Nie ukrywam że zaskoczyło mnie to, tym bardziej gdy przed szóstą rano wszedłem do mieszkania i odniosłem wrażenie że moje rozgrzanie związane z dojazdem jest jakby pozorne.

Po co mi taki sprawdzian? Ano po to, że każda próba wskazuje nowe wątki które warto przemyśleć i być na nie przygotowanym. Teraz zauważyłem że warto wziąć pod uwagę jakieś przymocowanie śpiwora do materaca, ponieważ w nocy mam skłonność do zsuwania się z niego. Dodatkowo całkowite nakrycie się pokrowcem powodowało u mnie jakieś dziwne problemy z oddychaniem - coś zupełnie niespotykanego w warunkach domowych. Zauważyłem też, że na komfort termiczny dużo lepiej wpływa nałożenie zimnej (leżącej przez pół nocy na otwartej przestrzeni) bluzy polarowej niż akrylowo-bawełnianego swetra. Jak więc widać zawsze znajdzie się coś do ogarnięcia, przemyślenia i sprawdzenia. Gupolowanie ma bowiem sens jeśli dla kogoś z zewnątrz wygląda jak coś nieprawdopodobnego a tytułowy gupol natomiast zna sposoby aby te niedogodności zminimalizować, ciesząc się wartością pozytywną. Projekt więc trwa, niech tylko Wizz Air utrzymuje tanie ceny na lotach do Skandynawii :-)

piątek, 27 listopada 2015

Szukanie fajnych cen jest proste

Pamiętam czasy pierwszych biletów lotniczych za Euro, Złotówkę, czy Grosz. Dziś trochę żałuję że nie stałem wtedy lepiej finansowo i czasowo, bo z pewnością zwiedziłbym spory kawał naszego kontynentu. Na Sardynii byliśmy za 15 złotych, Santiago de Compostela za bodaj około 50 złotych. To był okres pięknych łowów, ale zarazem grunt pod pierwsze kroki wielu dzisiejszych podróżników. Wtedy info o promocjach pojawiały się na forum lotniczym, niektórzy wstawiali terminy promocyjnych cen a jeszcze bardziej wyćwiczeni w rozkładach Ryanair wynajdowali co ciekawsze trasy. Trochę tak partyzancko, ale dzięki temu nawiązywało się sporo fajnych znajomości z różnymi ludźmi.

Gdy okazało się że na całym świecie jest nas więcej i ceny lotów nadal są na fajnych poziomach, metody wyszukiwania stały się coraz bardziej zaawansowane. Pojawił się Azuon, na bazie którego wyrosło sporo blogów i stronek podających przykłady różnych atrakcyjnych cenowo wyjazdów. Część z nich wykruszyła się w trakcie ogólnego podnoszenia cen biletów, inne - autorzy których zaczęli na nich zarabiać - ewoluowały w stronę czegoś pomiędzy promo-newsroom a poradnikiem podróżnika.

Był to naturalny krok, ponieważ bazowe zagadnienie - wyszukiwanie fajnych cen - jest aktualnie proste, automatyczne i niekiedy świetnie profesjonalne. Trochę przespałem tą rewolucję, ponieważ co chwila zaskakiwany jestem aplikacjami o których podobno każdy już wie. Przez ostatnie trzy lata moje poszukiwania lotów poddawane było bowiem różnym eksperymentom. A to szukanie na czuja - zwłaszcza w Lufthansie. A to ręczne przeszukiwanie cen w kierunkach o prostych dolotach. A to korzystanie z newsów na wspomnianych wcześniej serwisach + ew. rozwinięcie pomysłu o rzeczy oczywiste (najczęściej odcinki krajowe).

Naturalnie najbardziej denerwujące jest, gdy wiadomo że na upatrzonym odcinku zdarzają się promocje, tylko akurat teraz wszystkie bilety są raczej drogie. Z pomocą przychodzi tutaj serwis Skyscanner. Znam go od lat, chociaż jego bezpośrednia przydatność jest raczej słaba. W kwestii lotów nisko-kosztowych słabo sprawdzała się aktualność cenowa ofert. W kwestii przewoźników tradycyjnych było jeszcze gorzej. Mam na myśli np. zestawienie cen na każdy dzień wskazanego miesiąca. Wiadomo, w Lufthansie inaczej będzie wyglądać cena na odcinku Lizbona - Wrocław na dzień np. 11.11 jeśli dolot Wrocław - Lizbona ma miejsce 10.11  a inaczej jeśli podróż zaczyna się tydzień wcześniej. Dlatego też trzeba było sprawdzać ręcznie każdy wybrany dzień i szukać aż do skutku. Skutkiem czasami była niespodzianka, dzięki której bilet wystawiony przez biuro podróży był tańszy niż ten sam bilet wystawiony przez linię lotniczą - dziękuję Tripsta za tegoroczną wizytę w Kraju Basków na pokładzie Airfrance i CSA :-) Niespodzianką były też zaskakujące kursy jak rejs Bilbao - Praga przy okazji wspomnianego wcześniej wypadu, czy odkrycie w zeszłym roku codeshare pomiędzy Eurolot i TAP.
Słabe pokrycie cen na trasie wykonywanej trzema rejsami dziennie
Bilet kupowany u pośrednika: 463 PLN, u przewoźnika: 510 PLN
Jednak jednym bardzo dobrym rozwiązaniem w Skyscanner jest mechanizm alertów cenowych. Przykładowo, wiem że będę leciał do Warszawy na weekend 9-10 stycznia. W chwili obecnej bilety na piątkowe popołudnie i poniedziałkowy poranek stoją za 58 złotych od osoby. Również na 99% jestem przekonany że cena ta w pewnym momencie spadnie do 18 złotych od osoby. Mógłbym więc codziennie wchodzić na stronę Ryanair i sprawdzać czy coś drgnęło. Mógłbym też liczyć na artykuł jednego z serwisów ofertowych. Ale mogę też wybrać tą datę w Skyscannerze i ustawić alert cenowy. Jeśli silnik wykryje zmianę ceny - przyjdzie do mnie mail. Jeśli nie, co tydzień przychodzi info że cena nie ulegała zmianie. Oczywiście nie warto opierać swoich łowów tylko na tym mechanizmie, ale nie ukrywam że kilkukrotnie o obniżce cen wiedziałem szybciej niż poinformowano o tym na serwisach informacyjnych :-)
Aktualne alerty w Skyscanner

Kolejną ciekawą witryną jest serwis Samolotem taniej. Biorę go bardziej jako narzędzie do inspiracji niż profesjonalna wyszukiwarka. Wskazuje ono bowiem najtańsze ceny na trasach lotnisk z Polski (plus Berlin). Dzięki temu wiem na których kierunkach mogę znaleźć ciekawą propozycję, lub które miesiące są aktualnie najtańsze dla wskazanej trasy. Rozpiska miesięczna pozwala na rozeznanie się w jakie dni tygodnia prowadzone są operacje, dzięki czemu wiem czy dany kierunek nadaje się na około-weekendowy wypad. Przydaje się również jeśli jestem zdecydowany na lot we wskazanym kierunku. Wtedy łatwo mogę się rozeznać w które dni miesiąca będzie mi się to opłacać najbardziej.
Jeszcze jedno - ceny prezentowane na stronie są raczej bardzo aktualne. Generalnie nie spotkałem się z różnicą między tym co jest na stronie a tym co jest w systemie rezerwacyjnym przewoźnika.
Lista kierunków z najtańszymi cenami w miesiącu

Rozpiska cen we wskazanym miesiącu

Dzięki inspiracji załapanej na Samolotem taniej dokładniejsze wyszukiwanie można wykonać na stronie Azair. Co podbiło moje serce, to bardzo zaawansowany mechanizm wyszukujący. Można wskazać grupy lotnisk (np. Polska, Północna Polska, Baleary, Katalonia, Bałkany) jak też pojedynczo wskazane lotniska (system zawsze proponuje też dodanie któregoś z automatycznie wykrytych okolicznych miast). Mechanizm pozwala określić zakres na ile chce się lecieć, w jakie dni tygodnia i godziny ma się zaczynać lot tam oraz powrót, przeliczenie na różne waluty, maksymalną liczbę przesiadek oraz opcję nocowania na lotnisku. W chwili obecnej baza zawiera propozycje około 60 linii lotniczych, m.in. Ryanair, Wizz Air, Germanwings, LOT, Airberlin, Norwegian, Volotea, easyJet czy Transavia. Wyszukiwanie jest świetnie szybkie a wskazane ceny dość dokładne. Odkrycie propozycji powoduje sprawdzenie i zaktualizowanie ceny od przewoźnika. Jest to swego rodzaju Azuon w pigułce, tylko że lepszy. Dzięki niemu znaleźliśmy fajne ceny na ostatni wypad do Macedonii. Ręcznie pewnie byłoby ciężko skleić jakieś sensowne przesiadki. Azair spowodował że szybko rozważaliśmy czy chcemy wracać w sobotę i pół dnia spędzić w Bergamo, czy może w poniedziałek z całodniowym trekkingiem po lasach w okolicach norweskiego Sandefjord, czy też może jednak cofać się do Salonik i lecieć bezpośrednio na Modlin.
Grupowanie lotnisk

Pewnym minusem w działaniu aplikacji jest brak dużych linii typu Lufthansa (jest Germanwings), BA, Airfrance/KLM (jest HOP! i Transavia), TAP czy Iberii (jest Vueling). Sprawiło by to, że rozwiązanie byłoby naprawdę piekielnie użyteczne, ale wdrożenie takowego mechanizmu - co pokazałem w przypadku Skyscanner - jest bardzo trudne. Drugim sporym minusem jest brak systemu alertów na np. najtańszą cenę w wyszukiwaniu. Jednak z tym można sobie poradzić w sposób manualny. Po uruchomieniu wyszukiwania pojawia się przycisk tworzący krótki link kierujący do jego wyników. Wystarczy sobie ten link gdzieś zapisać i wchodzić na stronę każdego dnia, sprawdzając czy ceny zaczynają osiągać interesujący pułap. W taki sposób ostatnio zacząłem sobie obserwować planowane na lato dłuższe wyjazdy. Tak samo obserwuję około-weekendowe zachcianki typu Gruzja, Kijów lub Hamburg, na które wiem że da się znaleźć rejsy w bardzo atrakcyjnych cenach.
Zaawansowany system filtrowania

Wyniki wyszukiwania

wtorek, 24 listopada 2015

[Aktualizacja] Sprawdźcie wszystkie ostatnie rezerwacje w Ryanair - jest poważny błąd

Uwaga aktualizacja: Błąd występuje w przeglądarce Microsoft Edge (Windows 10) oraz Firefox - w moim przypadku aktualna wersja 42.0. Jest to stosunkowo nowa odsłona tego programu, gdyż za statystykami Gemiusa w tygodniu 02-08.11.2015 posiadała 2,5% rynku a w tygodniu 09-15.11.2015 już 18,4%. Jednak nie sądzę aby był on tylko w tej wersji a we wcześniejszych już nie. Nie udało mi się zreplikować błędu na Operze i Chrome.
Poniżej video przedstawiający zachowanie na Microsoft Edge.


Nie, no to już jest cholera gruba przesada. Nad nową stroną Ryanair pastwiłem się w dwóch wpisach i powiedziałem sobie koniec. Jednak nie można przestać jeśli w systemie rezerwacyjnym widzi się tak poważny i karygodny błąd. Dlatego teraz wpis niemal na gorąco i ostrzeżenie - jeśli ostatnio dokonywaliście jakiś zakupów na wszelki wypadek sprawdźcie wszystko dokładnie jeszcze raz!

Otóż tak, na bazie ostatnich newsów o biletach za około 40 złotych we dwie strony postanowiłem sprawdzić sobie ceny w okolicach drugiego weekendu stycznia na trasie Berlin Schönefeld - Bratysława. Ceny na rozpisce weekendowej mówią że rejsy w czwartek i sobotę zaczynają się od €9,99 a w piątek €19,99. Klikam więc na piątek, a tam pomimo wskazaniu na pasku €19,99 w rozpisce godzinowej wyskakuje cena €9,99. Zupełnie odwrotna sytuacja ma miejsce przy czwartku i sobocie - pomimo że na pasku wskazana jest cena €9,99, w rozpisce godzinowej jest €19,99.

Prezentacja cen za lot w czwartek

Prezentacja cen za lot w piątek

Prezentacja cen za lot w sobotę

Generalnie dla mnie taka sytuacja jest korzystna, biorę urlop w piątek i lecę sobie za nieco ponad 40 złotych. Zaznaczam więc lot, w podsumowaniu na górze strony wskakuje mi rzeczone €9,99 i odruchowo chcę przejść do płatności. Coś mnie jednak podkusiło, aby sprawdzić jeszcze potwierdzenie. Klikam więc przycisk rozwijający i tam okazuje się, że choć bookuję lot na piątek, to system w magiczny sposób zaznaczył mi lot na sobotę! Ostrzegam Was, ponieważ nie jest to jakaś dziura - nałożenie się kilku działań nieprzewidzianych przez programistów/wdrożeniowców - coś jak sławetny patent krakowski w easy jet. Test wykonałem bowiem tuż po włączeniu przeglądarki w tzw. trybie porno - tryb pustego startu, który nie zawiera żadnych spersonalizowanych danych i po wyłączeniu okna wszystko zostaje usunięte z pamięci komputera. Wchodzę na stronę główną, wybieram wspomnianą trasę i od razu piątkową datę. W pasku wyskakuje mi €19,99, w rozpisce godzinowej €9,99, w podsumowaniu jak byk stoi że kupuję lot na sobotę.

Wybrany lot na piątek a w podsumowaniu wskazanie na lot sobotni

Pomyślałem więc sobie, że może to jakiś błąd w wyświetlaniu, tłumaczeniu etykiet czy jakaś inna błahostka i na kolejnych stronach wszystko będzie ok? Gdzie tam, w ostatnim kroku, gdzie już podaje się dane do karty kredytowej, w podsumowaniu w prawej części nadal stoi że - pomimo zaznaczenia lotu na piątek - kupuję lot na sobotę.

Ostateczne potwierdzenie wybranego lotu

Na podstawie powyższego przykładu prośba do Was - sprawdźcie dokładnie potwierdzenia Waszych rezerwacji. Może się bowiem okazać że na lotnisku ktoś Wam oznajmi, że mieliście lecieć wczoraj, albo że lecicie dzień później. Ja zazwyczaj staram się sprawdzać wszystko jeszcze chwilę przed dokonaniem płatności, ale pytanie ile osób tak robi? Zwłaszcza, że ten błąd udało się wykryć dzięki różnicy w cenach. Ale przykładowo większość krajówek Wrocław - Modlin jest za 9PLN na prawie każdy dzień. Aby przypadkowo wykryć taki błąd, trzeba naprawdę chcieć!

Teraz tak, jestem programistą aplikacji internetowych i co nieco słyszałem o gorących chwilach w historii różnych startupów. Nawet że dzień pracy zaczynało się od podnoszenia aplikacji, która w nocy kompletnie się rozpadła. Ale na litość bogów wszelkich wyznań - coś takiego może występować u zaczynających firemek a nie paneuropejskiej korporacji, która rocznie zawiera kilkadziesiąt milionów transakcji. Aplikacje za pomocą których dokonywane są te zakupy powinny być wzdłuż i wszerz testowane zanim nawet najmniejsza poprawka zostanie wdrożona na środowisko produkcyjne. Da się przymknąć oko na literówkę, marnej jakości tłumaczenie, lekki rozjazd grafiki czy nawet brak polskich znaków diakrytycznych. Jaki jest poziom wiarygodności sprzedaży w firmie, która pozwala sobie na tego typu błędy - oceńcie już sobie sami.

piątek, 20 listopada 2015

Aktualizacja mapy wyjazdów

Jednym z powodów dla których długo nie wracałem do bloga był fakt, że zarósł on kurzem. Po prostu wpadłem w niechęć opisywania wszystkiego, co się wydarzało. No bo chyba przyznacie że ostatnią rzeczą na jaką macie ochotę po powrocie z wyjazdu/urlopu jest... no właśnie - selekcja zrobionych na nim fotek ;) OK, tydzień na odpoczynek i powrót do rzeczywistości, potem tydzień spędzony na innych obowiązkach i nagle trzeba się zacząć przygotowywać do kolejnego wypadu. W ten właśnie sposób im blog bardziej zarastał kurzem, tym bardziej nie chciało mi się na nim sprzątać.

Gdy jednak powiedziało się hop, trzeba też powiedzieć hip ;) Dlatego przez pewne dwa popołudnia zajmowałem się aktualizacją mapy wyjazdów. Taki osobisty ołtarzyk tambylstwa, albo też miejsce lansu ;) Znajdziecie go klikając na miniaturę mapy po prawej stronie bloga. Czemu o tym piszę? Ponieważ aktualizacja stała się okazją do wspominek, oraz podsumowania co się działo w ciągu ostatnich trzech lat.

Z jednej strony można stwierdzić, że działo się niewiele. Moje wypady wciąż bowiem dotyczyły Europy i jej niedalekich okolic. Nie ustanawiałem więc jakiś spektakularnych rekordów, chociaż kilkukrotnie zbliżałem się, lub nieznacznie przesuwałem własne granice. W zasadzie gdybym pokusił się o wycieczkę autobusową na zachodnią część Madery, to byłbym o te kilka kilometrów dalej na zachód. Trochę lepsze wyniki osiągałem w kwestii rubieży północnych. A to Helsinki - będące na tej samej wysokości co południowa końcówka Grenlandii, oraz wreszcie granica prawdopodobnie ostateczna - Spitsbergen. Jest to miejsce ciekawe dla mnie nie tyle pod względem turystycznym, co w kwestii wydarzenia. Za kilkadziesiąt lat technologia stanie się bowiem tak zaawansowana, że prawdopodobnie Australia będzie odległa o kilka godzin wygodnego lotu. Co więcej, poprawi się koszt takich wyjazdów, dlatego dla naszych dzieci świat będzie po prostu jeszcze mniejszy niż jest teraz dla nas. A kto wie, czy w normalną codzienność nie wkroczą już podróże w przestrzeni kosmicznej? Co jednak istotne, pomimo tych wszystkich możliwości, dzieci czy wnuki prawdopodobnie nie pobiją tego rekordu. Longyearbyen jest bowiem najbardziej wysuniętym na północ naszej planety stale zamieszkałym miastem. Zatem Islandia to tropiki a Alaska czy Kamczatka nie dorastają mu do pięt. Nieco ponad 1000 kilometrów dalej znajduje się biegun północny. Jest więc niewielkie prawdopodobieństwo aby w ciągu następnych kilkudziesięciu lat na północy powstało coś jeszcze. A nawet jeśli, to pewnie będzie jeszcze mniej interesujące niż Spitsbergen teraz. Będzie więc jednak o czym opowiadać wnukom, jak to dziadek przy temperaturze rzędu 32℃ w Polsce wyjechał tak daleko, że przez cały dzień (czyli w zasadzie 24h) było tam 6℃. Żeby było ciekawiej, spał oczywiście pod kocem w namiocie i mył się zimną wodą. Na Majorce i w Egipcie byli niemal wszyscy. Kto jednak może się pochwalić wakacjami nad Oceanem Arktycznym? ;) 

OK, ze spraw statystycznych, w chwili obecnej odwiedzonych mam 75 lotnisk. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, ostatni lot w tym roku zamknie drugą setkę w życiu. Główna w tym zasługa warszawskiego wariactwa - lotów za 9 złotych na trasie Wrocław - Modlin, oraz dziewczyny mieszkającej w stolicy. Jeśli więc wszystko pójdzie zgodnie z planem, w tym roku wskoczy mi 36 odcinków. Ciekawe i zarazem przerażające jest to, że tylko jeden spośród 12 wypadów jest w ogóle niezwiązany z Warszawą ;) A to jednodniowy trójkącik Wrocław - Modlin - Rygge - Wrocław, a to weekendowy wypad Wrocław - Modlin - Rzym - Berlin, a to niskie ceny na bazie silnej konkurencji, więc Wrocław - Warszawa - Paryż. Jednak oprócz tegorocznego szaleństwa, istotny wkład w rozwój przyniósł również rok poprzedni. Dzięki romansom z Lufthansą nabiłem 31 odcinków, oraz zaciekawiłem się zapewnionymi przesiadkami w wygodnych hubach pokroju Monachium. Do siatki dodałem też sporo nowych miejsc (w tym takie niecodzienności, jak Funchal, wspomniany wcześniej Longyearbyen, Jerez de la Frontera czy Mahon), linii i różnorakich odcinków. Jako ciekawostkę traktuję fakt, że siatka moich lotów składa się z czterech zbiorów. Najmniejsze z nich to odcinki Oslo - Spitsbergen i Paryż Orly - Biarritz. Trzeci to Praga - Bilbao, oraz Praga - Bari - Florencja / Genua. Czwarty to pozostała część, w której każdy port jest ze sobą w jakiś sposób powiązany. "Najdalszym" miejscem od Wrocławia jest stolica Andaluzji, połączona w sposób najkrótszy czterema odcinkami - przykładowo Wrocław - Monachium - Barcelona - Mahon - Sewilla.

Oprócz rozwoju w liście przewoźników i czasów poszczególnych wyjazdów (kiedyś latałem tylko na parę dni, tegoroczny główny urlop trwał natomiast ponad dwa tygodnie) zmienił się również tryb podróżowania i nocowania. Długotrwałe wypady pozwalają na dokładniejsze zwiedzenie okolic. Mam tutaj na myśli zarówno okolice w kontekście jednego kraju (krajówki Bari - Florencja/Genua, lub Barcelona - Jerez de la Frontera / Sewilla - Mahon - Barcelona), jak też regionu (tegoroczny Kraj Basków i La Rioja zwiedzone wzdłuż i wszerz za pomocą lokalnych autobusów). Oprócz zwiedzania zdobyczy cywilizacyjnych zaczynam również doceniać walory przyrodnicze. Chętnie więc inwestuję w wypożyczenie roweru i trasę 80-100 kilometrów, lub trekking pieszy. W taki sposób fajnie wspominam jeżdżenie po Minorce, niekiedy piekielne podjazdy w Kraju Basków, czy łazengownictwo po Kanionie Matka niedaleko Skopje lub po Norweskich lasach. To ostatnie spowodowało również rozszerzenie pakietu akceptowalnych sposobów nocowania. Owszem, wciąż raczej pokój prywatny i jeśli cena jest atrakcyjna to raczej o lepszym standardzie. Jeśli jednak po prostu się nie da a akurat nie jestem w okolicach wylotu (możliwość kimy na lotnisku), to czemu nie spróbować się z kempingowaniem? Niestety póki co fajne wrażenia przegrywają 2:1 z ciężkimi warunkami. Niestety pierwsza noc w Norwegii i plaża w Biarritz po prostu zawiodły pogodowo. Niemniej wątek ten na tyle mnie zainteresował, że mam ochotę przetestować go jeszcze kilkukrotnie. Zwłaszcza na północnych obszarach naszego kontynentu, gdzie plenerowaniu sprzyjają obowiązujące przepisy.

Co na przyszłość? Cóż, lista tudusów jest niekończąca się i wciąż uzupełniana o nowe pomysły. Mocne postanowienia mają to do siebie, że są bardzo mocne do czasu aż padną. A padają głównie w obliczu cen i innych warunków sprawiających, że plany się jednak zmieniają ;) Niemniej chciałoby się w końcu zaliczyć jakieś dalsze rejony naszego globu. Póki co największa wkrętka na rok 2016 to Islandia na około tydzień i Iran. Z pewnością będzie trzeba pomyśleć o jakieś północy z nocowaniem na dziko. Do tego najpewniej Londyn, być może z krótkim powrotem do Brighton. Warto też doliczyć już zabookowane Ateny i Mołdawię na pięć dni. W dalszej perspektywie będzie trzeba pilnie pomyśleć o Kubie, zanim jeszcze zostanie zadeptana przez Amerykanów i następnie Europejczyków. Reszta zależeć będzie już wyłącznie od dostępnego czasu i okazji cenowych.